Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Prof. Wojciech Kurpik: Robiłem zastrzyki Matce Boskiej

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Obraz stał się bardzo ważnš częœciš mojego życia, mojej osobowoœci. W nocy œniły mi się jego uszkodzenia. Pojawiał się lęk, czy sprostam temu zadaniu – mówi konserwator Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej z okazji jubileuszu 300-lecia koronacji koronami papieskimi prof. Wojciech Kurpik.

Plus Minus : 8 wrzeœnia 1717 r. w œwięto Narodzenia Matki Bożej obraz został uroczyœcie ukoronowany koronami papieskimi przez biskupa chełmskiego Krzysztofa Szembeka. W podniosłej ceremonii w bazylice jasnogórskiej wzięło udział ok. 200 tys. pielgrzymów. Do dziœ wierni pielgrzymujš do Częstochowy, by spojrzeć Maryi prosto w oczy. To spojrzenie trwa jednak zazwyczaj bardzo krótko i z oddali. Tymczasem pan jest w tej niezwykłej sytuacji, że może w Jej oczy spoglšdać długo i z bliska.

I, jak mawiajš paulini, jestem jedynym człowiekiem, który robi Matce Bożej zastrzyki (œmiech).

Jakie zastrzyki?

Wzmacniajšce.

Żartuje pan.

Nie, naprawdę robiłem zastrzyki. Kiedy pod koniec lat 70. zostałem powołany do komisji konserwatorskiej, stan obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej był bardzo zły. Konserwacja polegajšca głównie na podklejaniu łuszczšcych się drobin farby woskiem nie dawała oczekiwanych rezultatów. Wosk nie był w stanie wniknšć głęboko w strukturę. By się to udało, trzeba byłoby go rozgrzać do doœć wysokiej temperatury, ale nie było to bezpieczne dla malowidła. Poprzedni konserwator próbował to robić ogrzewanš strzykawkš, lecz bez rezultatów. Trzeba było sięgnšć po œrodki nowoczeœniejsze i skuteczniejsze.

Obrazowi groziło wówczas zniszczenie?

Trudno powiedzieć. W każdym razie jego stan był katastrofalny. Był to głównie wynik zawilgocenia, zwłaszcza w okresie II wojny œwiatowej, gdy obraz był ukryty. Kiedy po wojnie został wyjęty ze skrytki był nieczytelny i pokryty pleœniš. Oczywiœcie, szybko jš usunięto, ale wczeœniej pleœń żywiła się na kleju, który stanowi spoiwo kredowej zaprawy pod farbš i łšczy płótno z deskš. Efektem było proszkowanie i rozwarstwianie się tej zaprawy. Próbowano to ratować woskiem, ale pozostawał on głównie na powierzchni obrazu. Być może, gdyby nie szybka interwencja paulinów, po raz kolejny w historii obrazu nastšpiłoby jego rozłamanie. Uznaliœmy, że najpilniejszym zadaniem jest skuteczne połšczenie rozwarstwień w zaprawie oraz tych między płótnem a podłożem. Wosk zastšpiliœmy œrodkiem dyspersyjnym, który poza klejeniem luŸnych czšstek czyni je elastycznymi, pozwalajšc na ich ułożenie bez wykruszeń.

Pomogło?

Tak, choć nie obyło się bez trudnoœci. Wosk stosowany przez wiele lat doskonale wniknšł w płytsze odspojenia i mocno je nasycił. Jak wiadomo jest hydrofobowy, niezwilżalny przez wodę, i poczštkowo œrodki dyspersyjne były bez szans. Trzeba było tworzyć własne receptury.

I tu przydało się pana doœwiadczenie.

Chyba tak. W komisji konserwatorskiej była m.in. docent Hanna Jędrzejewska z warszawskiej ASP. Ona znała mnie nie tylko ze studiów, ale także z pracy w Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku, gdzie pracowałem przy konserwacji ikon. Wiedziała, że mam spore doœwiadczenie i zaproponowała, by dołšczyć mnie do składu tej komisji. I ostatecznie do ratowania obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej użyłem emulsji, którš opracowałem w Sanoku.

Ile zastrzyków dostał obraz?

Wspólnie z Jerzym Kozłowskim z Muzeum Narodowego w Warszawie zrobiliœmy ponad 400 iniekcji, które zwišzały spękane i rozwarstwione partie malowidła. To były iœcie chirurgiczne zabiegi. Czasem zaskakujšce, bo dyspersja nam gdzieœ znikała. Okazało się, że szczeliny sš także między deskami i płyn wycieka oraz wsiška w materiał, na którym leżał obraz. To pokazało nam, że trzeba też zajšć się tymi szczelinami. Pod koniec lat 80. sytuacja awaryjna była opanowana. Dziœ obraz jest w dobrym stanie i nic mu nie grozi. Komisję konserwatorskš zmieniono w radę konsultacyjnš i teraz spotykamy się raz w roku przed œwiętami wielkanocnymi, by dokonać oględzin obrazu.

Obraz, o którym mówimy, to z jednej strony dzieło sztuki, a z drugiej relikwia.

Nie da się obok tego przejœć obojętnie. Opiekujšc się wizerunkiem Matki Boskiej, czuję satysfakcję, ale też wielkš odpowiedzialnoœć. Odpowiadam przecież przed setkami tysięcy ludzi, dla których stanowi on sacrum. W pewnym momencie ten obraz stał się bardzo ważnš częœciš mojego życia, mojej osobowoœci. W nocy œniły mi się jego uszkodzenia. Pojawiał się lęk, czy sprostam temu zadaniu. Dziœ już go nie ma. Mówił pan na poczštku, że mam szansę popatrzeć w oczy Maryi trochę dłużej przy oględzinach konserwatorskich. To prawda, ale wtedy też się musimy spieszyć, bo przecież wierni czekajš.

Zaskoczyło mnie, że pan nie tylko robił Matce Boskiej zastrzyki, ale zabrał jš też na przeœwietlenie.

(Œmiech). Nie do końca. Specjaliœci z Wydziału Konserwacji Dzieł Sztuki krakowskiej ASP przyjechali do Niej. Ojcowie paulini zgodzili się na wykonanie zdjęć rentgenowskich, które pozwoliły na dokonanie drobiazgowych analiz dotyczšcych m.in. wczeœniejszych napraw.

Przy okazji wyszło, że pod obecnym wizerunkiem Maryi ukryty jest inny, wczeœniejszy...

To trochę za dużo powiedziane, bo słaba czytelnoœć tego pierwszego malowidła na rentgenogramie nie pozwala nam wykryć tego, co się zachowało. Z jednym wyjštkiem. To oczy i ich otoczenie. Nad prawym okiem Maryi z obecnego wizerunku można dostrzec wyraŸnš migdałowatš formę oka. Jest ono szeroko otwarte, widać w całoœci okršgłš Ÿrenicę i wyodrębnionš górnš powiekę. Poniżej oka jest typowy dla malarstwa ikonowego, budowany kreseczkami modelunek oczodołu. Po lewej stronie oko również jest dostrzegalne, widać czytelny zarys tęczówki. Podjšłem próbę ustalenia domniemanego wyglšdu wizerunku, porównujšc 20 ikon powstałych między XII a XIV w. Układ oczu z rentgenogramu niemal idealnie pasuje do ikony Hodegetrii [najstarszy rozpowszechniony typ ikonograficzny przedstawienia Matki Bożej z Dziecištkiem Jezus na ręku – red.] z Muzeum Macedonii w Ochrydzie, ale bliska jest jej także Hodegetria Pammakaristos ze œwištyni patriarchalnej w Konstantynopolu, datowana na przełom XII i XIII w. To oczywiœcie tylko hipoteza. Być może najnowsze zdobycze techniki pozwoliłby nam wydobyć ten pierwotny wizerunek.

Kiedy i gdzie doszło do przemalowania obrazu?

Z całš pewnoœciš pierwotny wizerunek to była typowo bizantyjska ikona powstała w jakimœ warsztacie na Bałkanach. Wskazuje na to m.in. budowa podłoża. Obraz namalowano na klejonym z trzech desek podłożu. Na jego odwrocie zachowały się do dziœ œlady po dwóch poziomych listwach, które to wszystko stabilizowały. W tych miejscach widoczny jest wyraŸny rozkład grzybowy. A zatem obraz stanowišcy wówczas zapewne częœć ikonostastu musiał wisieć gdzieœ w jakiœ niesprzyjajšcych warunkach. Była tam duża wilgotnoœć. I pod wpływem tej wilgoci listwy poprzeczne rozłożył grzyb, a w efekcie doszło do przełamania się obrazu na trzy częœci. Rozdarte zostało płótno, a wzdłuż rozdarcia pojawiły się duże ubytki malowidła. Obraz był już wtedy prawdopodobnie na dworze węgierskim i należał do Elżbiety Łokietkówny. Najpewniej to ona zleciła jego naprawę. Kwestiš otwartš jest warsztat oraz artysta, który tego dokonał. Niemniej powstało dzieło w stylu włoskim, które dziœ znamy i czcimy jako ikonę jasnogórskš.

Zniszczenia obrazu musiały być duże, skoro zdecydowano się na całkowite jego przemalowanie.

Rzeczywiœcie wydaje się, że artysta dostał wolnš rękę. Ograniczał go wyłšcznie rozmiar wypukłych nimbów [aureole wokół głów Maryi i Jezusa – red.]. Ale zachował dawny schemat Hodegetrii, powtórzył poprzedni, ciemny oliwkowy kolor karnacji dłoni oraz twarzy.

Skšd wiemy, że obraz zanim trafił do Polski, należał do Elżbiety Łokietkówny?

Z jej testamentu z 1380 r., w którym zapisała, że wizerunek Matki Bożej namalowany własnoręcznie przez œw. Łukasza, w górnej częœci pokryty złotem, a w dolnej srebrem, ofiarowuje swojej synowej Elżbiecie Boœniaczce, żonie Ludwika Węgierskiego i matce œw. Jadwigi.

Pokryty złotem od góry i srebrem od dołu?

Tak. Bogate złote zdobienia były umieszczone na wizerunku Marii, a na odwrocie srebrnymi gwoŸdzikami przybita była srebrna blacha, która pełniła funkcję wzmacniajšcš. 19 tych gwoŸdzi wcišż w obrazie tkwi.

Ale przecież legenda, a także zachowane dokumenty, mówiš, że obraz przywiózł na Ruœ Czerwonš z Bizancjum ksišżę Lew. Po wcieleniu jego ziem do Królestwa Węgier zarzšd nad nimi przekazano Władysławowi Opolczykowi i to on przywiózł go w 1382 r. na Jasnš Górę.

Tyle tylko, że przechowywany na Jasnej Górze rękopis „Translatio tabulae", w którym to zapisano, to kopia z XV w. Zawarte w niej informacje nie do końca sš wiarygodne. Według mnie dokument ten stworzono po to, by dać obrazowi metrykę pochodzenia, a jednoczeœnie zapewnić mu wobec ówczesnego prawa opiekę władzy królewskiej, koœcielnej. I by nikt nie miał wštpliwoœci, że obraz został podarowany paulinom. W każdym razie prawdš jest, że obraz trafia na Jasnš Górę przez poœrednictwo Władysława Opolczyka. Wiele wskazuje na to, że z orszakiem, którym przybyła do Polski pod jego opiekš królowa Jadwiga. Wszak jej koronacja odbywa się na Wawelu 16 paŸdziernika 1384 r. Zatem dwa lata póŸniej, niż podaje to „Translatio tabulae".

Niespełna 50 lat póŸniej – w Wielkanoc 1430 r. – doszło do zuchwałego napadu na jasnogórski klasztor. Obraz został okradziony i sprofanowany. Wedle Długosza sprawcy pocięli oblicze Maryi mieczami. Utrwaliło się to w tradycji, przecież do dziœ w jednej z pieœni œpiewamy, że na Jej twarzy widać „cięte rysy dwie".

Faktycznie doszło w tym czasie do napadu na klasztor i profanacji obrazu. Zbójców prawdopodobnie skłoniły do napadu opowieœci o skarbach przechowywanych na Jasnej Górze. Gdy ich nie znaleŸli, postanowili zabrać, co się da. Ich łupem padły drogocenne ozdoby, którymi był udekorowany obraz, a także srebrna blacha, którš był obity. W efekcie jej zerwania obraz ponownie przełamał się na trzy częœci. Jeœli idzie o rysy, to faktycznie sš cztery, ale nie powstały od miecza. To był raczej nóż typu finka, którym sprawca podważał ozdoby umieszczone na obrazie i je zrywał. Podczas ówczesnej renowacji obrazu w Krakowie œwiadomie zdecydowano, by rysy jako dowód napaœci zostawić. Dodatkowo pocišgnięto je czerwonš farbš i dlatego tak dobrze sš widoczne.

Niektórzy twierdzš, że się wydłużajš.

To legenda. Ci, którzy tak mówiš, powinni sprawdzić, czy przypadkiem one nie wydłużajš się w ich sumieniach.

Wszyscy wiedzš o rysach, ale na szyi Maryi jest także œlad po strzale. Legenda mówi, że była to strzała tatarska.

Co do istnienia tego œladu nie mam wštpliwoœci. Rzeczywiœcie, gdy patrzy się na obraz, widać ubytek po prawej stronie w miejscu zetknięcia się szyi z szatš. Jest tam głębokie uszkodzenie drewnianego podłoża. Trudno jednak stwierdzić, czy powstało ono w wyniku strzały. Wydaje się, że z tym uszkodzeniem obraz trafił do Polski, ale kiedy i gdzie ono powstało, tego nie wiemy. Natomiast z pewnoœciš ubytek dookoła tego wgłębienia to efekt brutalnego zrywania ozdoby, która tam wisiała, a o której wspomina też „Translatio tabulae".

Charakterystyczne dla Andegawenów lilie na szatach Matki Bożej były tam od poczštku?

Nie sšdzę. Wydaje mi się, że umieszczenie ich na szacie to efekt zabiegów konserwatorskich w XV w. i wcale nie chodziło o jakšœ szczególnš pamięć o Andegawenach. W tym przypadku to raczej motyw zdobniczy. Proszę zauważyć, że one sš rozmieszczone nierównomiernie, niezgodnie z heraldykš. Lilie Andegawenów mogły na obrazie występować, ale na tle pokrytym złotš lub srebrnš emaliowanš blachš, zerwanš podczas napadu w 1430 r.

W kolejnych latach ingerowano jeszcze w oblicze Madonny?

Nie. Od czasu naprawy po napadzie z 1430 r. pędzel malarza nie dotykał jej oblicza. Oczywiœcie czyszczono je z zabrudzeń pochodzšcych np. od dymu œwiec, ale nigdy nie malowano. W dokumentach historycznych pojawia się za to mnóstwo wzmianek o opiece konserwatorskiej. W protokole z wizytacji w 1585 r. zapisano, że obraz uszkadzały srebrne wota i polecono je umieœcić na tablicach obok. Te uszkodzenia podlegały naprawom. W pewnym momencie, w trudnym dziœ do ustalenia czasie, pojawiły się na tle malowane gwiazdy.

Gwiazdy przybito też do obrazu.

To prawda. Przybito ich aż 28 w latach 30. XVII w. Wykonano je z bršzu, pozłocono i po prostu przybito. Proszę przy tym zauważyć, jak mistrzowskš technologiš posługiwał się XIV-wieczny malarz, że stworzona przez niego struktura obrazu wytrzymała coœ takiego.

Po gwiazdach nie ma dziœ jednak żadnego œladu.

To efekt konserwacji, którš w 1925 r. rozpoczšł prof. Jan Rutkowski. Usunięto wówczas metalowe gwiazdy, a następnie zlikwidowano też grubo nawarstwione przemalowania szat. Spod nich ukazały się m.in. lilijki na szacie Marii z XV w. Usunięto też inne domalowania i przywrócono grawerowane blachy, według legendy ufundowane przez Jagiełłę po zrabowaniu w 1430 r. cennych blach z andegaweńskimi liliami. W efekcie tych prac obraz otrzymał wyglšd zbliżony do tego, jaki miał po naprawach z XV w. W takim też stanie widzimy go dziœ.

Wspomniał pan, że obraz datowany jest na przełom XII i XIII w. Nie dałoby się tego ustalić precyzyjniej? Sš przecież metody pozwalajšce okreœlić wiek drewna.

To prawda, ale wymagałoby to pozyskania kawałka drewna, co i tak nie daje jeszcze odpowiedzi, kiedy powstało malowidło. Pytanie tylko, czy jest to nam potrzebne. A może to wyzwanie dla nowych technologii i młodszego pokolenia konserwatorów?

Prof. Wojciech Kurpik (ur. 1931) jest konserwatorem dzieł sztuki, profesorem Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie (w latach 1996–1999 był jej rektorem). Specjalizuje się w konserwacji ikon. W 1979 r. został powołany w skład Komisji Konserwatorskiej Ikony Matki Boskiej Częstochowskiej. Jej konserwatorem pozostaje do dziœ. Na podstawie wyników swoich wieloletnich badań w 2008 r. wydał ksišżkę pt. „Częstochowska Hodegetria"

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL