Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Kibic bez wizji, ale z Twitterem

Getty Images, Dmytro Aksonov
Kibice przenoszš się z telewizji do internetu, ale jedno pozostaje niezmienne: trzeba na nich zarobić za wszelkš cenę.

Kiedyœ podczas najważniejszych wydarzeń sportowych miliony ludzi siadały przed odbiornikami radiowymi i przez szumy i trzaski starały się usłyszeć, co sprawozdawca krzyczy do mikrofonu. Tak było przy meczach piłkarskich, koszykarskich, pojedynkach bokserskich, tenisowych, wyœcigach kolarskich. Na trybuny mogło się dostać kilkadziesišt tysięcy wybrańców, reszta musiała „widzieć" oczami innych i polegać na talencie dziennikarza. W trakcie najbardziej emocjonujšcych akcji można było usłyszeć „Szkoda, że państwo tego nie widzš".

Rzeczywiœcie szkoda, bo każdy chciał zobaczyć, a tych niewidzšcych była przytłaczajšca większoœć. Jeszcze pod koniec lat 90. wielu kibiców w Polsce w sobotnie popołudnia nasłuchiwało „Studia S-13" w radiowej Jedynce. Transmisje z meczów polskiej ekstraklasy były rzadkoœciš, a zdarzało się, że relacja zaczynała się dopiero po przerwie.

Kiedy nastała era telewizji, każdy mógł sobie wyrobić własne zdanie na temat tego, co się dzieje na boisku, a sami sportowcy nieraz pewnie by woleli, by wróciły czasy radia, gdy nie wszystko było widać. Od tego nie było jednak odwrotu, bo widowisko sportowe to doskonała okazja do działań marketingowych: kilka gwiazd w jednym miejscu, doskonała scena, pozytywne emocje i przekaz, który docierał do setek tysięcy odbiorców w jednym momencie.

Dobrze już było

Jakby tego było mało, przed telewizorami siadała atrakcyjna komercyjnie widownia, czyli bardzo często ludzie młodzi, dobrze zarabiajšcy, majšcy wiele pieniędzy do wydania. Kiedy Michael Jordan stał się bohaterem, buty sygnowane jego nazwiskiem znikały z półek i to mimo że liga NBA karała zawodnika za każdy występ w kolorowym obuwiu. Firma Nike wzięła na siebie płacenie i bardzo dobrze na tym wyszła, bo to właœnie dzięki marce „Jordan Air" stała się korporacjš o zasięgu globalnym.

Nic dziwnego, że telewizje zaczęły zażarcie walczyć o prawo do pokazywania widowisk sportowych, a kontrakty szybowały do niebotycznych, czasami wręcz nieprzyzwoicie wielkich, rozmiarów. Angielska Premier League stała się najbogatszš na œwiecie ligš piłkarskš właœnie dzięki telewizjom, które walczyły do ostatniej kropli finansowej krwi o prawo pokazywania spotkań. Najnowszy kontrakt z telewizjami Sky oraz BT Sport, zawarty na lata 2016–2019, gwarantuje Premier League 5,5 miliarda funtów. To skok wręcz do innej galaktyki, bo jeszcze poprzedni kontrakt (również trzyletni) wart był około 3 miliardów funtów.

Podobnie rzecz się ma za oceanem, gdzie sš wybitni specjaliœci od robienia sportowego show za wielkie pienišdze. Cztery ligi, reprezentujšce cztery najważniejsze dyscypliny: NBA (koszykówka), NFL (futbol amerykański), MLB (baseball), NHL (hokej), od lat nie narzekajš na problemy finansowe. Wielka widownia zapewnia równie wielkie kontrakty telewizyjne.

Między stacjami trwa walka o prawo do pokazywania najważniejszych widowisk. Sama tylko liga NBA dostaje od stacji ESPN oraz TNT ok. 2,66 miliarda dolarów rocznie. Nikt nie działa charytatywnie i właœciciele praw telewizyjnych chcš te pienišdze odzyskać, a do tego jeszcze zarobić. Widowisko jest warte swojej ceny, na parkietach pojawiajš się gwiazdy œwiatowego formatu, które mogš być idolami nastolatków, a ci z kolei będš drenować kieszenie rodziców. Wszystko się doskonale spinało i kręciło coraz szybciej.

Ostatnio jednak właœnie z USA przyszły informacje, które mogš ten sielski obraz zaburzyć. Co się stało? Najnowsze badania, przeprowadzane na przestrzeni wielu lat pokazujš, że widownia telewizyjnych widowisk sportowych się starzeje. Może nie w zastraszajšcym tempie, ale wyraŸnie widać pewien trend, który może niepokoić specjalistów od liczenia słupków oraz mistrzów arkuszy kalkulacyjnych w największych stacjach telewizyjnych.

Co pokazujš liczby? W cišgu ostatnich dziesięciu lat (2006–2016) postarzał się telewizyjny kibic niemal każdej liczšcej się dyscypliny sportowej. Przeciętny Amerykanin oglšdajšcy koszykówkę w telewizji ma teraz 42 lata (kiedyœ 40), hokeja 49 lat (42), futbol amerykański 50 lat (46). Golf na œwiatowym poziomie oglšdajš niemal emeryci (64 lata), a niewiele lepiej jest z wyœcigami NASCAR, których œredni widz ma 58 lat (przyrost o dziewięć lat). Ciekawie wyglšdajš dane dotyczšce tenisa: widzowie tenisa męskiego postarzeli się o pięć lat, a tenisa żeńskiego „odmłodnieli", i to aż o osiem lat.

Jakby tego było mało, drastycznie spada także widownia. Liga NFL, której finał (Super Bowl) jest jednym z najchętniej oglšdanych wydarzeń, zanotowała drastyczne spadki oglšdalnoœci. Specyfika amerykańska? Nic podobnego, bo podobne dane pokazujš badania dotyczšce angielskiej Premier League, która medialnie wydawała się gigantem niepodlegajšcym żadnym wahaniom. Na poczštku ostatniego sezonu mecze ligi angielskiej przycišgały przed telewizory œrednio o 20 procent widzów mniej, a wtorkowe spotkania Ligi Mistrzów miewały widownię nawet o 40 proc. mniejszš niż w latach poprzednich i nie wszystko da się wytłumaczyć słabymi występami angielskich drużyn.

Z ojca na syna

Właœciciele stacji telewizyjnych zadajš sobie pytanie, co się dzieje. Jeœli ten trend się utrzyma, wywróci to do góry nogami cały rynek praw medialnych. Przecież płatne telewizje, takie jak Sky, zbudowały swojš potęgę na pokazywaniu wydarzeń sportowych. Być może zacznie się gwałtowne poszukiwanie winnych? Być może bańka właœnie została przekłuta?

Do tej pory następowała płynna wymiana pokoleniowa i kolejne roczniki zastępowały w miłoœci do sportu te odchodzšce. Każda impreza stawiała sobie za cel przycišgnięcie na trybuny rodzin z dziećmi, bo gdy kilkuletni chłopiec lub dziewczynka choćby raz, na żywo zobaczy swojego idola, to zakocha się na zawsze. Wróci na stadion albo będzie siadać przed telewizorem. Biznes to wiedział doskonale: przecież nawet jedna z reklam kart kredytowych pokazywała ojca przychodzšcego z synem na stadion i płacšcego nie tylko za bilet.

Jedna z osób znajšcych polskie œrodowisko koszykarskie wspominała, że pierwszym znakiem spadku popularnoœci dyscypliny po boomie z lat 90. było to, że pod szatniami po meczach ligowych drużyn przestały się pojawiać nastolatki, wpatrzone w zawodników. Młode dziewczyny przeniosły się do hal siatkarskich, żeby robić maœlane oczy na widok Michała Winiarskiego czy Bartosza Kurka.

Mecz w metrze

Badania przeprowadzone w Anglii przez Ampere Group pokazały, że coraz mniej młodych ludzi w wieku od 18 do 24 lat interesuje się sportem i uważa się za kibiców. Dostępnoœć różnych rozrywek powoduje, że mniej dzieci uprawia sport, a nawet gra dla przyjemnoœci na podwórkach, i nie zmieniajš tego wybudowane wielkim nakładem œrodków boiska osiedlowe. Iloœć dostępnych dzisiaj rozrywek powoduje, że sport jest tylko jednš z opcji – niekoniecznie najatrakcyjniejszš.

To duży problem dla wszystkich, którzy chcš zarabiać na sporcie – nie tylko płatnych kanałów telewizyjnych, ale także reklamodawców, a także samych klubów, które zarabiały krocie na walce o prawa telewizyjne. Być może rynek w Europie i USA jest już tak nasycony, że więcej się z niego nie da wycisnšć, dlatego teraz walczy się o widzów/kibiców (niepotrzebne skreœlić) w Azji. Każdego roku na tournée jeżdżš tam piłkarze największych europejskich drużyn, mecze regularnie rozgrywajš też drużyny NBA. Baseball jest popularny w Japonii, a tylko patrzeć, jak stoisko w Azji rozstawi również futbol amerykański.

Zmienia się też sam sposób oglšdania transmisji sportowych. Dzisiaj już nie trzeba siadać przed telewizorem, można emocjonować się meczem podczas jazdy metrem, na spacerze, a nawet po kryjomu œledzić transmisję w pracy na smartfonie. Każdy kanał telewizyjny stara się rozwijać aplikacje, dzięki którym widzowie będš oglšdać mecze na urzšdzeniach mobilnych. To jest nadzieja dla koncernów medialnych i nowe Ÿródło zarabiania pieniędzy.

Robiš tak również polscy nadawcy: Polsat oferuje możliwoœć oglšdania meczów eliminacyjnych do piłkarskich mistrzostw œwiata na platformie ipla, TVP wiele transmisji (choćby z mistrzostw Europy w koszykówce) udostępnia równolegle w telewizji oraz na swojej stronie internetowej czy w aplikacji mobilnej. Mecze ekstraklasy można oglšdać w aplikacji nc+GO, a œrednia widownia z sezonu 2016/2017 wyniosła w tym kanale 12,5 tys. osób na mecz. Hitowe spotkanie Lech – Legia oglšdało w ten sposób nawet 50 tysięcy abonentów, jak wynika z danych Nielsen Audience Measurement.

– Młodzi szukajš w internecie informacji o ekstraklasie częœciej niż przeciętny kibic. Poprzez prasę czy radio może być ciężko dotrzeć do młodych kibiców. Z tego powodu wraz ze startem obecnego sezonu uruchomiliœmy także zupełnie nowš, czytelnš i intuicyjnš stronę internetowš opartš także w dużej mierze na treœciach wideo – mówi „Plusowi Minusowi" Karolina Hytrek-Prosiecka, dyrektor ds. komunikacji Ekstraklasy SA.

Badania Grupy Kantar Millward dowodzš, że telewizja w dalszym cišgu trzyma się mocno, ale coraz ostrzej musi walczyć o uwagę z internetem. Niemal połowa przebadanych osób stwierdziła, że równolegle z oglšdaniem telewizji korzysta z internetu: przeglšda media społecznoœciowe, sprawdza e-maile, a nawet dokonuje zakupów.

Doskonale widać to podczas ważnych wydarzeń sportowych. W mediach społecznoœciowych, a szczególnie na Twitterze, toczy się równoległa dyskusja, komentowane sš zagrania, pojawiajš się memy. W cišgu kilku minut można się stać bohaterem albo poœmiewiskiem całego internetu. Jeœli komentator się pomyli, podchwytujš to wszyscy, nawet ci, którzy meczu nie widzieli, popełniajšc gafę, można zyskać popularnoœć.

Tomasz Hajto, były reprezentant Polski i ekspert Polsatu Sport, zasłynšł stwierdzeniem o „truskawkach na torcie" czy wyrecytowaniem z pamięci składu zespołu 1. FC Kaiserslautern z sezonu 1997/1998. Do transmisji pasowało to œrednio, ale stało się hitem. Młodzi ludzie już wiedzš, że nie trzeba oglšdać meczu, żeby poznać jego przebieg.

– Kluczowymi Ÿródłami informacji w internecie pozostaje strona Ekstraklasy oraz Facebook Ekstraklasy. Wraz ze startem ubiegłego sezonu bardzo silnie rozbudowaliœmy media społecznoœciowe pod kštem zarzšdzania treœciami, ale też wzbogacajšc ofertę wideo. Dzięki temu zasięgi urosły czterokrotnie, osišgajšc na Facebooku poziom 30 mln wyœwietleń samych tylko treœci wideo. Facebook oraz YouTube to portale społecznoœciowe regularnie odwiedzane przez fanów Ekstraklasy, sš one najlepszym narzędziem umożliwiajšcym pozostanie z kibicami w stałym kontakcie – mówi Karolina Hytrek-Prosiecka. To wnioski oparte na badaniach przeprowadzonych przez Kantar Millward Brown dla Ekstraklasy SA.

Mundial na Twitterze?

Mniej jest czasu, więcej możliwoœci, dlatego każdy, kto chce być na bieżšco, oglšda skróty spotkań albo efektowne zagrania. Transmisje sportowe majš tę wadę, że zaczynajš się o œciœle okreœlonej porze, dlatego telewizje starajš się aktywizować kibiców i na bieżšco do mediów społecznoœciowych wrzucane sš najlepsze akcje. Może dzięki temu kibic sišdzie również przed telewizorem, przynajmniej na drugš połowę?

A czemu by nie pójœć krok dalej i nie przenieœć całkowicie transmisji do internetu, albo nawet tylko do mediów społecznoœciowych? Takich transmisji próbowała już na Twitterze liga NFL, co spotkało się z życzliwym przyjęciem wœród młodych kibiców. O prawo do pokazywania meczów futbolu amerykańskiego w internecie walczš Facebook, Amazon, Twitter i YouTube. Już niedługo problemy może mieć też Sky, bo do walki o pokazywanie Premier League podobno szykujš się: Apple, Google, Amazon i Netflix.

Następnym krokiem będzie zarabianie wielkich pieniędzy na internetowych reklamach – Twitter już się chwali, że reklamy umieszczane tylko w jego serwisie majš większy zasięg niż pokazywane w tradycyjnej telewizji. Finał piłkarskich mistrzostw œwiata oglšdany na Twitterze? Tego jeszcze nie grali.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL