Jak wyjść ze strefy euro i nie zaszkodzić gospodarce

aktualizacja: 08.04.2017, 15:29
Foto: Bloomberg

Od wybuchu kryzysu co jakiś czas powracają pomysły zmniejszenia lub całkowitego rozmontowania strefy euro. Kiedyś uznawano je za domenę oszołomów, teraz są rozważane coraz bardziej serio.

REDAKCJA POLECA

Strefa euro jest jak hotel California, z piosenki o tym tytule. Możesz się tam zameldować, ale nie możesz go opuścić – żartował były grecki minister finansów Janis Waroufakis. Czynił wyraźną aluzję do własnego kraju, który bez względu na okoliczności wciąż pozostaje w eurostrefie.

Choć w Berlinie, Atenach i innych europejskich stolicach wielokrotnie sugerowano, że należy się przygotować na Grexit, to Europejska Unia Walutowa trwa niewzruszenie. Nie tylko się nie rozpadła, ale od wybuchu światowego kryzysu zdołała się powiększyć o państwa bałtyckie. Gdy na początku 2012 r. rozmawiałem z niemieckim, eurosceptycznym ekonomistą Bruno Banduletem, autorem książki „Ostatnie dni euro", przekonywał mnie, że Mario Draghi, szef Europejskiego Banku Centralnego zdoła przedłużyć żywot Eurolandu. W jaki sposób? – Pracował kiedyś w Goldman Sachs, więc wie wszystko o alchemii finansowej – mówił Bandulet.

Jego przepowiednia się sprawdziła, a EBC za pomocą wymyślnych instrumentów powstrzymał kryzys zadłużeniowy w Europie. Grecja została spacyfikowana przez wierzycieli, a jej problemy zamiecione pod dywan. Podobnie stało się z wciąż dalekimi od rozwiązania problemami Włoch. Mimo to ostatnio znów słychać głośne rozważania ekspertów na temat możliwego zmniejszenia lub nawet całkowitego rozmontowania strefy euro. Wszak w przedwyborczych sondażach we Francji świetnie sobie radzi Marine Le Pen, kandydatka otwarcie mówiąca, że wyprowadzi swój kraj z Eurolandu. Gdyby doszło do przedterminowych wyborów we Włoszech, ich zwycięzcą byłby pewnie eurosceptyczny Ruch Pięciu Gwiazdek.

Nawet w Niemczech, samym sercu unii walutowej, rośnie poparcie dla sił chcących powrotu do narodowej waluty. Może więc warto zastanowić się nad argumentami eurosceptyków?

Zyski z odchudzenia strefy

Przed wybuchem kryzysu ekonomistów mówiących o wadliwej konstrukcji strefy euro traktowano jak oszołomów. Grecja, Włochy i Hiszpania, czyli państwa najmocniej dotknięte późniejszym załamaniem gospodarczym, były zaś wskazywane jako dowody na sukces, jaki może przynieść narodowym gospodarkom jedna europejska waluta. Kiedy wybuchł kryzys w Grecji ekonomiczny mainstream zaczął przyznawać, że euro ma wady. Ponieważ przez ostatnie siedem lat niewiele zrobiono, by te wady wyeliminować, krytyka konstrukcji strefy euro stała się modnym poglądem.

– Coraz więcej ekonomistów przyznaje, że strefa euro w obecnym kształcie nie ma sensu i działa nieskutecznie. Niemcy są jej głównym beneficjentem, podczas gdy większość państw z południa Europy, które są wrażliwe na konkurencyjność cen, musi mierzyć się ze zbyt wysokim kursem euro. Dodatkowo sytuacja znacznie się pogorszyła w ostatnich latach z uwagi na odpływ kapitału z Włoch i Hiszpanii do Niemiec. Mimo optymizmu unijnych decydentów sytuacja wielu państw w Europie Południowej jest równie zła jak w roku 2012, czyli za czasów kryzysu zadłużenia – mówi „Plusowi Minusowi" Christopher Dembik, dyrektor ds. analiz makroekonomicznych w Saxo Banku.

– Nasz główny scenariusz przewiduje, że nie będzie większej zmiany politycznej we Francji i Włoszech. Mimo to pozostanie problemem, że wiele różnych krajów znalazło się w jednej unii walutowej i sobie z tym nie radzi. Włochy muszą przecież jakoś odzyskać swoją konkurencyjność. W przeszłości robiły to, zazwyczaj dewaluując lira. Teraz tego nie mogą zrobić i przez to utknęły. Reformy strukturalne idą tam bardzo powoli. Możliwe, że w ciągu pięciu lat Włochy mogą opuścić strefę euro. Co prawda w sondażu, który przeprowadziłem wśród klientów, uznali oni to za mało prawdopodobny scenariusz, ale takie ryzyko istnieje – wskazuje Keith Wade, ekonomista Schroeders.

Dla państw dotkniętych problemem długu i utraty konkurencyjności, opuszczenie strefy euro i dewaluacja nowej waluty są potencjalną drogą wyjścia z kłopotów. – Jeśli okaże się to sukcesem, pomoże w ożywieniu gospodarczym poprzez wzrost eksportu. Może też później pomóc w zwiększeniu popytu wewnętrznego. W interesie silniejszych państw, które zostaną w strefie euro, byłoby wsparcie wyjścia słabszych partnerów. Chociaż konkurencyjność silniejszych państw początkowo nieco by spadła, jednakże później skorzystałyby na tym, że wychodzące gospodarki stałyby się silniejsze, będąc lepszym rynkiem eksportowym i poprzez poprawę jakości zobowiązań finansowych tych państw. Silniejsze kraje mogłyby również zyskać okazję do stworzenia ściślejszej unii walutowej i większej harmonii fiskalnej z innymi państwami strefy euro – pisał Roger Bootle, były doradca ekonomiczny Margaret Thatcher, założyciel firmy badawczej Capital Economics.

Oczywiście rozmontowanie strefy euro, przebudowanie jej w mniejszą unię walutową działającą wokół Niemiec czy też pozbycie się z niej jednego lub kilku kłopotliwych krajów, nie jest jedynym scenariuszem rozwiązania problemu. Może dojść do naprawy Eurolandu, np. poprzez stworzenie jego wspólnego budżetu i wspólnych obligacji. Problem jednak w tym, że scenariusz pogłębienia integracji nie wyklucza pozbycia się z Eurolandu słabszych krajów, takich jak Grecja. Wszak w 2012 r. niemiecki minister finansów Wolfgang Schaeuble wielokrotnie dawał do zrozumienia, że Grecja zostanie wyrzucona z Eurolandu, by uzdrowić resztę unii walutowej. O pozostaniu Aten w Eurolandzie przesądziła polityczna decyzja kanclerz Angeli Merkel.

– Trudno ewentualne wypchnięcie Aten ze strefy euro uznać za demontaż Eurolandu. Grecja weszła do unii walutowej na nieco innych zasadach i pod pewnymi warunkami. Wyrzucenie tego kraju ze strefy euro można by więc uznać za krok w stronę realizacji idei Unii dwóch prędkości – mówi „Plusowi Minusowi" Dariusz Standerski, ekspert Fundacji Kaleckiego.

Model francuski

Choć temat zmniejszenia lub całkowitego demontażu strefy euro od czasu do czasu pojawia się w rozważaniach ekonomistów i polityków, to unijne instytucje jak dotąd nie wypracowały oficjalnych procedur regulujących zasady postępowania w przypadku realizacji takiego czarnego scenariusza. Decydenci mogą jednak sięgnąć po rozwiązania wypracowane przez inne ośrodki analityczne.

Sztab Marine Le Pen ma gotowy plan na taką ewentualność stworzony m.in. przez Bernarda Monota, doradcę ekonomicznego kandydatki Frontu Narodowego. Przewiduje on, że Francja zwoła międzynarodowy szczyt, na którym zostanie ogłoszony plan przejścia od euro do koszyka walut narodowych. Na koszyku tym zostanie oparta waluta rozliczeniowa, podobna do ecu stosowanego przed wprowadzeniem euro. We Francji powróci frank, którego kurs wobec koszyka będzie poruszał się wewnątrz 20-proc. widełek. Dług publiczny zostanie zaś przewalutowany z euro na franki. Zostanie też uchylona ustawa z 1973 r. przewidująca niezależność Banku Francji. Francuski bank centralny będzie instytucją autonomiczną, ale nadzorowaną przez parlament, a prawo pozwoli mu rocznie na powiększanie całkowitej podaży pieniądza o 5 proc. Realizowany przez Bank Francji program skupu aktywów (QE) ma być wart 100 mld euro rocznie. W ramach niego będą kupowane francuskie obligacje rządowe. Część z pieniędzy uzyskanych w ten sposób zostanie przeznaczona na cele socjalne, część na finansowanie nowej strategii rozwoju przemysłowego, a 30–40 proc. na spłatę innych państwowych długów.

Jeśli Paryż zdecyduje o wyjściu ze strefy euro, to inne państwa nie będą w stanie utrzymać jej tam „na siłę", tak jak miało to miejsce z Grecją. Plan Frexitu może jednak zostać zablokowany w samej Francji. – Le Pen nie byłaby w stanie rozpisać referendum w sprawie członkostwa w UE po negocjacji „lepszej umowy" z Brukselą, tak jak obecnie planuje. Front nie ma szans na wygraną wyborów parlamentarnych, więc musiałaby ona działać w warunkach kohabitacji. Mimo że wezwanie do referendum jest prerogatywą prezydenta (artykuł 11 konstytucji), może ono zostać zorganizowane tylko na wspólny wniosek Zgromadzenia Narodowego i Senatu. Dlatego też jest mało prawdopodobne, aby Le Pen rozpoczęła rozpad UE lub strefy euro, nawet jeśli wygra wybory, co jest bardzo wątpliwe – przekonuje Dembik.

Scenariusze wyjścia

Plan przygotowany przez doradców Le Pen może jednak zostać wykorzystany w bardziej sprzyjających okolicznościach politycznych. Europejscy decydenci mogliby sięgnąć również choćby po plany rozmontowania Eurolandu zgłoszone przez ekonomistów w brytyjskim konkursie o Nagrodę Wolfsona w 2012 r. Szóstka finalistów konkursu stworzyła dogłębne analizy udowadniające, że nie tylko da się mocno złagodzić ekonomiczny ból towarzyszący rozpadowi Eurolandu. Takie rozmontowanie unii walutowej może być jedynym sensownym wyjściem z kryzysu zadłużeniowego w strefie euro.

– Chociaż waluta euro jest historycznie unikalna, problemy z nią związane już takie unikalne nie są. Poprzednie historyczne przykłady dają nam odpowiedzi na pytania dotyczące: czasu wyjścia i jego ogłoszenia, wprowadzenia nowych monet i banknotów, podziału aktywów i zobowiązań banków centralnych. Przejście od starej waluty do nowej może być dokonane szybko i wydajnie, a cały proces może zostać zakończony w ciągu kilku miesięcy – wskazuje Tepper.

Opierając się na przykładach z przeszłości kreśli on „mapę drogową" wyjścia ze strefy euro. Jego zdaniem całą operację powinno się rozpocząć w weekend. Po zamknięciu rynków parlament musi na specjalnej sesji przyjąć ustawy związane z wprowadzeniem nowej waluty. Trzeba m.in. określić jej początkowy kurs wymiany (później nowa waluta osłabi się na rynku), przywrócić bankowi centralnemu uprawnienia przejęte przez Europejski Bank Centralny i wprowadzić system kontroli kapitału. Elektroniczne przelewy starych euro za granicę powinny być wstrzymane, podobnie jak wywóz banknotów euro nieostemplowanych jako nowe drachmy, liry, pesety czy escudo. Oczywiście trzeba na kilka dni zamknąć banki, by dać im czas na całą operację i odnalezienie się w nowej rzeczywistości. Nowe banknoty powinny być wydrukowane tak szybko jak to możliwe i stopniowo zastępować ostemplowane euro. Najtrudniejszymi elementami w tym planie są ewentualna restrukturyzacja długu państwa z nową walutą oraz reformy strukturalne (takie jak liberalizacja rynku płacy, przerwanie powiązania wzrostu płac z inflacją).

Roger Bootle przedstawia podobny „rozkład jazdy". Wskazuje on, że taki plan musi być przygotowany w tajemnicy przez decydentów kraju, który chce opuścić strefę euro, oraz Komisję Europejską i EBC. Kurs narodowej waluty powinien zostać ustalony początkowo na 1:1 wobec euro, a dług państwa (podlegający prawu krajowemu) ma być redenominowany w nowej walucie.

Neil Record opracował scenariusz przewidujący stworzenie z inicjatywy Francji i Niemiec tajnej grupy przygotowawczej, która ma szybko i w absolutnej tajemnicy wypracować szczegóły powrotu walut narodowych. Wypracowany przez nią scenariusz ma przewidywać, że euro przestanie istnieć z dniem ogłoszenia tej decyzji, EBC zaprzestanie działalności, a jego aktywa zostaną podzielone pomiędzy narodowe banki centralne. Powrót całego Eurolandu do walut narodowych ograniczy paniczne wycofywanie kapitału z kraju do kraju. Wszystkie kontrakty finansowe i handlowe zostaną przeliczone na waluty państw narodowych, których prawu podlegają. Kredyty i lokaty bankowe będą przeliczone na walutę kraju, w którym ma siedzibę bank lub jego narodowy oddział.

Przejście na nowe waluty może ułatwić to, że banknoty i monety euro nie są emitowane przez EBC tylko przez narodowe banki centralne. Każdemu krajowi odpowiada litera w numerze banknotu (np. X dla Niemiec, Y dla Grecji, E dla Słowacji). Dzięki temu będzie można np. tymczasowo używać we Francji jako legalnego środka płatniczego monet i banknotów euro wyemitowanych na zlecenie Banku Francji. Niemieckie euro będą już jednak musiały zostać wymienione na francuskie. Wszystkie państwa biorące udział w likwidacji strefy euro nadal pozostaną jednak członkami UE, dzięki czemu wciąż będą mogły korzystać z braku barier celnych. Inwestorom zagwarantuje to, że kraje te będą przestrzegały standardów.

Spadkobiercy euro

Dwie finałowe prace zgłoszone do Nagrody Wolfsona przewidują stworzenie nowych europejskich walut, które pomogłyby przejść strefie euro przez okres przejściowy. Jens Nordvig i Nick Firoozye z banku inwestycyjnego Nomura wskazują, że największym problemem towarzyszącym secesjom ze strefy euro będą: restrukturyzacje długów oraz redenominacja wartości instrumentów finansowych.

Analitycy uważają więc, że trzeba stworzyć nową walutę rozliczeniową, którą nazywają ecu-2. Opierałaby się ona koszyku walut narodowych państw dawnej strefy euro i znacznie ułatwiłaby kwestię rozliczania kontraktów finansowych. – By dokonać uporządkowanego rozpadu strefy euro, rynkowi gracze będą potrzebowali instrumentów pozwalających im na zredukowanie ryzyka walutowego, zanim dojdzie do rozpadu Eurolandu. Powinien więc zostać stworzony rynek kontraktów forward (chodzi o dotyczące np. surowców umowy z opóźnioną dostawą – red.) dla potencjalnych nowych walut narodowych. To byłby ważny krok dla zredukowania ryzyka, który zmniejszyłby zakłócenia związane z redenominacją – uważaj Nordvig i Firoozye.

Catherine Dobbs analityk firmy Gartmore proponuje podział strefy euro na co najmniej dwie strefy walutowe. Słabsze kraje weszłyby do strefy roboczo nazwanej NEY (New Euro Yolk), silniejsze do obszaru NEW (New Euro White). Każda ze stref miałaby swoją walutę i bank centralny. Dawne euro byłyby wymieniane w odpowiednich proporcjach na waluty NEW i NEY. Waluta NEY mogłaby zostać zdewaluowana, co pozwoliłoby gospodarkom tego obszaru odzyskiwać konkurencyjność i dałoby im pole manewru dla reform fiskalnych. Waluta NEW zachowałaby natomiast siłę dawnego euro.

– Jeśli nawet strefa euro pozostanie nienaruszona, decydenci potrzebują planu B na wypadek, gdyby jeden lub więcej krajów ją opuściło. Projekt NEWNEY dostarcza kilku elementów dla tego planu. Ale może on również przyczynić się do utrzymania jedności strefy euro, redukując ryzyko spekulacyjnych przepływów kapitału mogących zdestabilizować unię. Paradoksalnie plan, który pozwoli państwu członkowskiemu wyjść ze strefy euro, może pozwolić również przetrwać Eurolandowi. Prawdziwa jego moc może pochodzić z tego, że nigdy nie będzie on wykorzystany – pisze Dobbs.

Wielu analityków wątpi jednak w to, czy udałoby się bezboleśnie rozmontować strefę euro. – Strefa euro jest nie tylko unią walutową, ale również unią systemów bankowych. Ewentualny demontaż strefy euro oznaczałby więc nie tylko druk nowych banknotów czy stemplowanie starych, ale również konieczność wprowadzenia ogromnych zmian w funkcjonowaniu europejskiego systemu bankowego. Rozmontowywanie strefy euro jest więc skrajnie nieodpowiedzialne i byłoby krokiem w stronę kolejnego kryzysu finansowego – uważa Standerski.

Za eurorozwodem zdaje się jednak przemawiać historia. Przez ostatnich 100 lat miało miejsce na świecie 69 przypadków opuszczenia unii walutowej przez państwa. Co ciekawe, większość z tych zdarzeń wywołała jedynie bardzo niewielkie wstrząsy ekonomiczne. – Mogę się zgłosić na ochotnika do zdemontowania strefy euro. Mam doświadczenie w likwidowaniu unii walutowej pomiędzy Czechami i Słowacją – mówił kilka lat temu ówczesny czeski prezydent Vaclav Klaus. Nie sposób odmówić mu racji. Kontrolowany rozpad tej unii jest bowiem uznawany przez ekonomistów jako szybki i bezbolesny sukces.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

POLECAMY

KOMENTARZE