Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Koncerny silne jak państwa. Kto rzšdzi światem?

Antykorporacyjny ruch Occupy Wall Street jest już tylko wspomnieniem (na zdjęciu protest w Los Angeles w 2011 r.). Kto ma teraz ambicje okiełznać potęgę wielkich koncernów?
Reuters/Forum
Odradzanie się państw narodowych prowadzi je do konfliktu z koncernami międzynarodowymi. Konfrontacja wydaje się nieunikniona. Za korporacjami stoi pienišdz, wiedza i sprawnoœć. Za państwami prawo do stanowienia o przyszłoœci ich obywateli.

PaŸdziernikowy ranek na cichej londyńskiej uliczce niedaleko parku Œwiętego Jakuba. Ubrany w drogi, dobrze skrojony granatowy garnitur, wychowany w Libanie Brazylijczyk wychodzi w towarzystwie obstawy z budynku przy 10. Downing Street. Właœnie skończył rozmowę z premier Wielkiej Brytanii Theresš May. To prezes Nissana Carlos Ghosn, który zaledwie kilka dni wczeœniej zakomunikował, że jeœli Brytyjczycy wyjdš z Unii Europejskiej, wszystkie inwestycje koncernu na Wyspach zostanš wstrzymane. Co więcej, Nissan i Renault będš domagały się odszkodowania od rzšdu w Londynie za wszelkie straty, jakie z powodu Brexitu koncern poniesie.

– Po naszym owocnym spotkaniu jestem pewien, że rzšd w Londynie zagwarantuje, że Wielka Brytania będzie konkurencyjnym miejscem do robienia biznesu. Oczekuję kontynuacji korzystnej współpracy między Nissanem a rzšdem Wielkiej Brytanii – podsumował spotkanie Ghosn.

Ten obrazek nie powinien dziwić. Korporacje międzynarodowe w cišgu ostatnich 20–30 lat urosły w siłę. Dyktowanie warunków państwom, gdy ich polityka zagraża interesom koncernów, już dawno przestało być rzadkoœciš. – W tym czasie aż kilkaset największych firm stało się graczami politycznymi, będšc architektami œwiatowego społeczeństwa – podkreœla prof. Paul H. Dembinski, dyrektor think tanku Observatoire de la Finance w Genewie. Z jego wyliczeń wynika, że 800 największych niefinansowych firm œwiata tworzy ok. 50 proc. œwiatowego PKB. Przypada na nie 60 proc. globalnej kapitalizacji giełdowej.

A to zaledwie fragment œwiatowego pejzażu korporacyjnego, sš przecież jeszcze potężne instytucje finansowe. Przychody 500 największych firm globu z prestiżowego rankingu magazynu „Fortune" wahajš się w ostatnich latach w okolicach 40 proc. wartoœci produkcji całej globalnej gospodarki. – Przestańmy więc udawać, że żyjemy w œwiecie doskonałej konkurencji – dodaje Dembinski.

Droga do potęgi

W budowie globalnej potęgi pomógł koncernom rozwój gospodarki wolnorynkowej, rynków kapitałowych oraz stopniowe znoszenie barier w handlu międzynarodowym. Po upadku bloku radzieckiego, prorynkowej przemianie Chin oraz końcu wielu niedemokratycznych reżimów z Trzeciego Œwiata nagle wolny rynek zawitał do większoœci państw œwiata. Szukajšc pieniędzy na inwestycje, zarówno na przejęcia konkurentów, jak i innowacje, firmy trafiały na giełdy. Podstawowy cel działania przedsiębiorstwa, wypracowanie zysku, został w ten sposób zwielokrotniony – inwestorzy na rynkach kapitałowych oczekujš bowiem stałej, długoterminowej poprawy kondycji firmy, w którš inwestujš. A więc przede wszystkim rosnšcych przychodów i stabilnych zysków. To skłoniło firmy do szukania m.in. sposobów na obniżanie kosztów, a wolny handel umożliwił im poszukiwanie ich w skali globalnej. Im większa zaœ skala działania, tym większe szanse na utrzymywanie stabilnych zysków. Międzynarodowe korporacje pęczniały, przejmujšc mniejszych konkurentów.

– Liczba spółek notowanych na Wall Street od 20-30 lat maleje, natomiast œrednia kapitalizacja giełdy roœnie, i to szybciej niż gospodarka – mówi Maciej Bitner, główny ekonomista WISE Europa. – Firm robi się mniej, ale za to robiš się większe. W ten sposób jest im łatwiej ze sobš się dogadywać. I każda pojedyncza ma większš siłę – dodaje.

To dogadywanie się, na wielu rynkach, przybiera chociażby formę zmów cenowych naruszajšcych dobro obywateli, które akurat wolny rynek miał chronić. Jednš z coraz ważniejszych ról państw staje się więc œciganie nieuczciwych firm. Tylko w ubiegłym roku Komisja Europejska nałożyła 4 mld dol. euro kar za zmowy cenowe – wynika z wyliczeń kancelarii Allen & Overy. To dziesięciokrotnie więcej niż w 2015 r.

– Na większoœci rynków mamy do czynienia z przykładami oligopolistów, a nie z przedstawicielami rynków doskonale konkurencyjnych – zauważa Paul H. Dembinski. Co znaczy, że zamiast wielu firm rynkiem rzšdzi tylko kilka.

Władza pienišdza

Swojš siłę wobec instytucji państwowych duże firmy testujš na co dzień. Najlepszym przykładem jest polska luka w podatku VAT. Do kasy państwa rokrocznie nie trafia ok. 40–50 mld zł należnego podatku. Częœć z tego to ewidentne oszustwa, jak karuzela podatkowa, a częœć efekty różnego typu tzw. optymalizacji podatkowych. Niepłacenie podatków na takš skalę jest niczym innym jak próbš sił między firmami a państwem. To i tak drobiazg w porównaniu z siłš koncernów.

Optymalizacja podatkowa to jedno z narzędzi polityki koncernów międzynarodowych. W gruncie rzeczy sprowadza się ona do unikania obcišżeń wymaganych od nich przez państwo, na terenie którego działajš, i poszukiwania w systemie podatkowych słabszych ogniw, czyli krajów o mniejszych wymaganiach. – Kraje były dotychczas nieco bezradne wobec korporacji, bo z jednej strony państwa tworzš prawo, a z drugiej korporacja może wykorzystywać wszelkie luki w tym prawie – mówi prof. Witold Orłowski, rektor Akademii Vistula.

Z wyliczeń organizacji Citizens for Tax Justice wynika, że 300 największych amerykańskich koncernów trzymało w 2015 r. w rajach podatkowych 2,4 bln dol. ukrytych zysków. Teoretycznie oznacza to, że nie zapłaciły w USA podatków o wartoœci ok. 690 mld dol.

Skalę patologii w Europie ujawniła afera LuxLeaks z 2014 r. Z ujawnionych wówczas dokumentów wynikało, że Luksemburg przez lata udzielał arbitralnie ulg podatkowych dużym korporacjom, byleby tylko te płaciły w tym państwie podatki ze swojej międzynarodowej działalnoœci. W tym czasie premierem Luksemburga był obecny szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker.

Zarzšdzanie państwem to we współczesnych czasach cišgła walka o zrównoważenie przychodów i wydatków. Edukacja, służba zdrowia, policja, wojsko – wszystko słono kosztuje. Praktycznie każdy kraj na œwiecie musi się co pewien czas mierzyć z deficytem budżetowym. Dla większoœci państw jest to stan permanentny. Nawet w bogatej Europie nadwyżka to rzadkoœć – w ubiegłym roku z grona krajów unijnych tylko Niemcy, Luksemburg i Estonia były na plusie. Nadwyżki tych dwóch ostatnich, małych krajów były jednak symboliczne. Uważane za krezusa Europy Niemcy przez ostatnie 20 lat były œrednio pod kreskš o 2,1 proc. PKB.

Uznawany za krytyczny dla długoterminowej równowagi finansów publicznych państw próg deficytu na poziomie 3 proc. PKB, i zapisany w unijnych traktatach jako maksymalny, regularnie przekracza grupa szeœciu–oœmiu państw, w tym Polska. Jesteœmy w doborowym towarzystwie – bo z Francjš, Wielkš Brytaniš i Hiszpaniš.

Innymi słowy państwa cišgle potrzebujš pieniędzy na realizację swoich zobowišzań wobec obywateli. Zupełnie inaczej wyglšda to w przypadku koncernów, które obowišzków społecznych nie majš. 500 największych firm œwiata miało w 2015 r. 1,5 bln dol. zysku. Prawie 250 razy więcej niż Berlin nadwyżki budżetowej w ubiegłym roku. Ich przychody były prawie 20-krotnie wyższe niż wpływy do niemieckiej kasy państwa.

– Pienišdz jest decydujšcy, gdy po drugiej stronie nie ma pienišdza – mówi Maciej Bitner, choć podkreœla, że to nie pienišdz wygrywa wybory. Zdaniem doradcy politycznego Eryka Mistewicza już dawno siła niektórych korporacji przeskoczyła siłę państw. – Jeszcze kilka państw się broni, głównie tych dużych – dodaje Mistewicz.

Aby finansować deficyty, państwa się zadłużajš. Z różnych szacunków wynika, że ok. 30–40 proc. z 60 bln dol. długów wszystkich krajów œwiata jest w rękach prywatnych, głównie instytucji finansowych. W jakimœ sensie państwa na stałe uzależniły się więc od pieniędzy korporacji.

Koncerny potrafiš wykorzystywać swojš przewagę ekonomicznš w kontaktach z państwami. Ich inwestycje oznaczajš zwykle tysišce miejsc pracy. Politycy, którzy siadajš z nimi do negocjacji, doskonale zdajš sobie sprawę, że przycišgnięcie zamożnego inwestora będzie traktowane jako ich sukces. W końcu rodziny tych, którzy pracę znaleŸli, to potencjalni wyborcy. A polityk musi dbać o popularnoœć.

– Korporacje dysponujš miękkim szantażem. Wybudowanie fabryki w danym kraju uzależniajš często od spełnienia jakichœ warunków. W pewnym sensie jest to pojedynek równych – uważa prof. Orłowski.

Najdobitniej widać to w inwestycjach motoryzacyjnych. Od kilkunastu lat trwa rywalizacja miedzy Czechami, Polskš, Słowacjš i Węgrami o pienišdze inwestorów z tej branży. W każdym przypadku rzšdy poszczególnych krajów i władze lokalne ponosiły koszty budowy infrastruktury, wieloletnich ulg podatkowych, a nawet bezpoœredniej pomocy publicznej. Spektakularnym przykładem z ostatnich lat jest choćby inwestycja Tata Motors, który buduje fabrykę na Słowacji. Jej wartoœć to ok. 7 mld zł. W trakcie negocjacji Polska oferowała podobno ok. 350 mln zł wsparcia. Okazało się to jednak zbyt mało i Hindusi wybrali słowackš Nitrę.

Siła finansowa ma więc znaczenie. – Szczytowym momentem pokazujšcym, jak œwiat korporacji może wpływać na państwo, był upadek rzšdu Berlusconiego we Włoszech. Powszechnie uważano, że nastšpił on z powodu wotum nieufnoœci wyrażonego przez rynki finansowe – mówi prof. Orłowski.

Próba sił

Jedna z poważniejszych konfrontacji między korporacjami a państwami odbywa się właœnie na naszych oczach. Zapowiedzi nałożenia karnych ceł na towary amerykańskich firm produkowane poza granicami USA, wyjœcia Waszyngtonu z podpisanych układów o wolnym handlu czy kontrowersyjny zakaz wjazdu do Stanów obywateli siedmiu państw wzbudzajš za oceanem zaniepokojenie biznesu.

– Jesteœmy œwiadkami próby sił. Donald Trump wywiera bezpoœredni nacisk na korporacje, zmuszajšc je do zmiany strategii biznesowych, pod groŸbš doœć niejasnych konsekwencji – podkreœla prof. Orłowski.

Pięć globalnych firm technologicznych – Google, Apple, Facebook, Twitter i Microsoft – wystosowały nawet do Trumpa list, w którym sugerowały znalezienie innego sposobu na rozwišzanie problemu napływu potencjalnych terrorystów niż zakazanie wjazdu do USA wszystkim obywatelom danych państw. Prezes Ubera Travis Kalanick, będšcy jednym z doradców Trumpa, odbył z nim nawet rozmowę na ten temat. Pomysł prezydenta skrytykowali jednak także prezesi Tesli, Amazona i Adobe. Wielu z nich podkreœlało, że Ameryka to kraj zbudowany przez emigrantów, którymi byli ich też ich przodkowie.

– To próba pokazania Trumpowi, kto ma większš siłę. Trafiła kosa na kamień. Tyle że wyglšda na to, że Trump się siły korporacyjnej nie przestraszy. To będzie ciekawe starcie – uważa Eryk Mistewicz.

Bez względu na to, kto ma rację w tym sporze, taki zbiorowy protest koncernów przeciwko polityce imigracyjnej, będšcej przecież domenš państw, to rzadkoœć. Zwłaszcza że najczęœciej stosowanš przez nie formš nacisku jest różnego typu lobbing. W USA i Unii Europejskiej jest on zresztš usankcjonowany. W ubiegłym roku zarejestrowanych było w Waszyngtonie ponad 11 tys. lobbystów. W szczytowym 2007 r., zaraz przed wybuchem kryzysu finansowego, było ich 14,8 tys. Oficjalnie rejestrowane wydatki lobbingowe to ponad 3 mld dol. rocznie. W Brukseli szacuje się je na ok. 1 mld euro rocznie. Nieoficjalne nawet trudno oszacować.

Jeszcze w trakcie wyborów Donald Trump zapowiedział ograniczenie wpływu lobbystów. Słowa dotrzymał – od 29 stycznia każdy zatrudniony w Białym Domu musi podpisać klauzulę pięcioletniego zakazu pracy jako oficjalny lobbysta. Z kolei przez dwa lata nie może wywierać żadnych lobbystycznych nacisków na jakiegokolwiek przedstawiciela władz federalnych. Dodatkowo pracownicy Białego Domu majš dożywotni zakaz pracy na rzecz innych rzšdów lub partii politycznych.

– Nagle może się okazać, że Trump broni najtwardszych interesów państwa i obywateli w zwarciu z korporacyjnymi hydrami. Po 20–30 latach softpolityki i powszechnej szczęœliwoœci przechodzimy do etapu, w którym Trump mówi: „a gdzie rola państwa?" – podkreœla Mistewicz.

Zakulisowe naciski

Otwarty i ukryty lobbing możliwy jest dzięki coraz większemu przenikaniu się biznesu i polityki. Pewien poziom kompetencji dotyczšcych funkcjonowania gospodarki i œwiata finansów jest niemożliwy do osišgnięcia bez doœwiadczenia w biznesie. Tym bardziej że oznacza ono rozbudowane kontakty, popularny obecnie networking, tak istotny w dzisiejszych, nastawionych na karierę czasach.

Stanowiska ministrów ds. gospodarczych i finansowych w krajach rozwiniętych zwykle zajmujš ludzie, którzy majš za sobš karierę w dużych korporacjach. Najbardziej spektakularny przykład to funkcja amerykańskiego sekretarza skarbu, której od dekad nie pełnił nikt, kto nie miał za sobš pracy dla instytucji finansowych. W jej przypadku kuŸniš kadr dla Białego Domu jest bank inwestycyjny Goldman Sachs. Bank ten walnie przyczynił się do ostatniego kryzysu finansowego w USA, czego dowodem jest choćby ubiegłoroczna ugoda z Departamentem Sprawiedliwoœci warta 5,6 mld dol. Paradoksalnie to pracujšcy przez 30 lat dla Goldmana były jego prezes Henry Paulson jako sekretarz skarbu musiał gasić pożar wywołany przez jego instytucję. A pożar gaszono głównie „drukowaniem dolarów", czyli niejako na koszt rzšdu federalnego. Nie przeszkodziło to jednak mianować Trumpowi na to stanowisko kolejnego byłego bankiera z Goldmana – Steve'a Mnuchina.

– Funkcję sekretarza skarbu czy handlu powinien sprawować polityk. Ktoœ, kto się na tym zna, bo np. zajmował się tym przez kilkanaœcie lat w Kongresie, ale jednak jest reprezentantem wyborców. To, że stanowiska te zajmujš byli pracownicy sektora finansowego, jest patologiczne – uważa Maciej Bitner.

Erykowi Mistewiczowi tacy nominaci przypominajš agentów wpływu. – Widoczne sš próby wstawienia przez korporacje do systemu demokratycznego swoich reprezentantów. To nie jest wcale trudne. Taki człowiek prędzej czy póŸniej będzie reprezentował korporację – podkreœla. I zwraca uwagę, że Stany nie sš tu wcale wyjštkiem. – W Polsce wiceministrami zostajš przedstawiciele kancelarii prawnych, póŸniej do nich wracajš, a kancelarie obsługuje segment rynku, którym się zajmowali. Podobne patologie sš widoczne w różnych krajach europejskich – mówi Mistewicz.

W Europie najgłoœniejsze z nich to choćby objęcie przed laty wysokiego stanowiska w radzie spółki Nord Stream, kontrolowanej przez Gazprom, przez Gerharda Schroedera. Były kanclerz Niemiec do końca swojej kadencji lobbował za wybudowaniem Gazocišgu Północnego, na którš to inwestycję jego rzšd udzielił 1 mld euro gwarancji. Były przewodniczšcy Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso w ubiegłym roku wszedł do rady Goldman Sachs International, zaledwie dwa miesišce po tym, gdy skończył mu się 18-miesięczny zakaz zajmowania stanowisk w korporacjach. Mario Monti, były unijny komisarz ds. rynku wewnętrznego i konkurencji i były premier Włoch, był już oficjalnie doradcš zarówno Goldmana Sachsa, jak i Coca Coli. Jest też członkiem Grupy Bilderberg, uważanej przez fanów teorii spiskowych za instytucję nieoficjalnie rzšdzšcš œwiatem.

Jego następczyni na stanowisku unijnego komisarza Neelie Kroes pracowała m.in. dla banku Merill Lynch, McDonald's czy koncernu telekomunikacyjnego Lucent. W ubiegłym roku Międzynarodowe Konsorcjum Dziennikarzy ujawniło tzw. Panama Papers, z których wynikało, że równoczeœnie z zasiadaniem w Komisji Europejskiej Kroes była prezesem zarejestrowanej w podatkowym raju na Bahamach spółki Mint Holdings. Unijne prawo zabrania łšczenia funkcji komisarza z jakimkolwiek innym stanowiskiem dyrektorskim. Kroes wytłumaczyła się „przeoczeniem".

Coraz trudniej wyobrazić sobie kogoœ, kto przez całš karierę jest politykiem. Sprawia to między innymi dyktat pienišdza, przejawiajšcy się w dominacji wielkich firm na rynku pracy. To międzynarodowe koncerny wycišgajš z uczelni najtęższe mózgi. Od dawna nie sš to już tylko ekonomiœci i prawnicy. Skala działania korporacji, koszty, jakie sš skłonne ponosić w imię przyszłych zysków, sprawiajš, że sš w stanie zagwarantować najlepszym wysokie zarobki i œcieżki kariery wiodšce do życiowego dobrobytu. Na dłuższš metę państwa nie sš w stanie z nimi konkurować.

Koncerny sš też w stanie płacić gigantyczne pienišdze za nazwiska, często wyrobione na politycznej niwie. Przyjęło się twierdzenie, że politycy też gdzieœ muszš pracować. Coraz trudniej więc ustalić, czyje interesy reprezentujš. W najbardziej rozwiniętych gospodarczo krajach œwiata polityka powoli staje się domenš fanów władzy, sławy, osób, które chcš wykorzystać kilkuletniš obecnoœć w rzšdzie do znalezienia wysoko płatnej pracy lub wcišż idealistów.

– Istnieje problem niskiego zaufania do polityków, kłopot z selekcjš do tego zawodu. Ostateczny produkt tej selekcji nie do końca się nadaje do pełnienia niektórych stanowisk – uważa Maciej Bitner.

Potęga informacji

Monopol na najtęższe umysły przekłada się na dominację w poszczególnych obszarach wiedzy. Nie sš to tylko wspomniane finanse i szeroko pojęta ekonomia. – Korporacje dominujš ostatnio głównie w obszarze technologii, oddziałujšc na społeczeństwa. Państwa majš na te obszary niewielki wpływ. Korporacje rozdajš karty w takich branżach jak transport, technologie medyczne, informatyka. A to obszary strukturyzujšce życie planety w perspektywie następnych dekad – mówi Paul Dembinski.

Największe koncerny œwiata to firmy technologiczne. Te same, które rzuciły ostatnio wyzwanie polityce Trumpa. A bez wiedzy technicznej nie tylko trudno zrozumieć współczesny œwiat, ale też coraz trudniej w nim żyć. – Poprzez odchudzanie państwa rzšdy pozbyły się wiedzy technicznej. Dlatego, gdy chodzi o tematy techniczne, kontakty państw z korporacjami sš coraz trudniejsze. Niektóre państwa chcš odwrócić ten trend – uważa Dembinski.

Dotychczas strażnikami bezpieczeństwa obywateli były państwa, majšce monopol na aparat przymusu – czy to w postaci policji, czy wojska. To one zbierały o nas informacje niezbędne choćby w relacjach cywilno-prawnych – adres zamieszkania, data urodzenia, stan cywilny i wiele innych. Rewolucja cyfrowa całkowicie zmieniła warunki gry. To koncerny technologiczne gromadzš o nas gigantyczne iloœci danych. Wiedzš najwięcej o naszych preferencjach czy zachowaniach. Często wchodzš też w posiadanie danych osobowych. Facebook przez lata wymuszał na właœcicielach profili, by w portalu występowali pod swoim nazwiskiem. Ci, którzy robili inaczej, byli wyrzucani z tej społecznoœci. Równoczeœnie firma starała się pozyskać dane pozwalajšce na rozbudowę profilu – od daty urodzenia po numer telefonu.

– Z powodu technologii legislacja próbujšca objšć np. prawa obywatelskie jest opóŸniona nawet o kilkanaœcie lat – uważa Mistewicz.

Wydaje się, że przewaga wiedzy, talentów i siły ekonomicznej jest po stronie koncernów. Korporacje wydajš się też sprawniejszymi organizacjami niż rzšdy. – Ich proces decyzyjny jest o wiele szybszy – mówi Eryk Mistewicz. – W porównaniu z państwami narodowymi korporacje sš bardziej kreatywne. Szybko wprowadzajš swoje decyzje w życie. Majš mniejsze opory, bo działajš w warunkach mniejszej kontroli społecznej niż w przypadku państw. Mogš więc sobie pozwolić na znacznie więcej – dodaje.

Wyższa sprawnoœć to też w pewnej mierze zasługa technologii. Koncerny nie tylko zbierajš masę informacji, ale też sš w stanie je szybko przetwarzać i analizować. Dodajšc do tego rewolucję komunikacyjnš, której jesteœmy œwiadkami od dwóch dekad, głównie za sprawš internetu, zarzšdzanie dużymi organizacjami stało się prostsze. Internet umożliwia zdalne zarzšdzanie, analizowanie danych przyspiesza zaœ proces decyzyjny. O ile ma się do tego odpowiednie zasoby. – Dzięki technologiom łatwiej jest też takš dużš firmš zarzšdzać. To sprawiło, że zaczęło się opłacać integrowanie coraz większych firm – mówi Bitner.

Nie jest tak, że korporacje nie majš swoich słaboœci. Najważniejszš jest nietrwałoœć. Egzystencję państw przerywajš wojny, życie firm nie nadšża za rynkiem. To drugie zdarza się o wiele częœciej. – Kapitalizm bardzo się zmienia. Nie wszystkie firmy sš w stanie sprawnie się do tego dostosowywać. Korporacjom też co pewien czas pali się grunt pod nogami. Ich władza jest uzależniona od konsumentów, którzy kupujš ich towary – podkreœla Maciej Bitner.

Ponadto korporacje, pomijajšc patologiczne zmowy cenowe, nie współpracujš wcale ze sobš tak chętnie. By tak było, musi je bowiem łšczyć wspólny cel biznesowy, a często sš po prostu konkurentami. – Rzadko wspólnie działajš, bo zwykle majš sprzeczne interesy. Interesy Facebooka i Google'a sš zwykle kolizyjne – mówi Bitner.

– Koniec końców, jeœli nawet dochodziło do sporu między mocnym państwem i np. bankami, to i tak biznes musiał ustępować. Negocjował tylko znoœne warunki tego kompromisu – podkreœla prof. Orłowski. Choć gdy kryzys finansowy ogarnšł œwiat, to właœnie państwa wzięły na siebie jego koszty, byleby tylko nie doprowadzić do bankructw instytucji finansowych. To w nich w końcu były zgromadzone pienišdze milionów obywateli. A raty kredytów nie rozpłynęłyby się w powietrzu wraz z bankructwem banków.

Do kogo należy przyszłoœć

Kto w tej trwajšcej od ponad stulecia próbie sił będzie górš? Ostatnie lata to coraz silniejsze przebudzenie państw narodowych. Kontestacja globalizmu, a więc i globalnego biznesu, z debat i protestów antyglobalistów przeniosła się na poziom rzeczywistej polityki. Pod naciskiem grup obywateli uważajšcych się za wykluczonych z wyœcigu o dobrobyt politycy coraz częœciej głoszš hasła izolacjonistyczne. Sprzyja temu rosnšce rozwarstwienie dochodów – w systemie, w którym łatwiej pomnażać kapitał, niż budować go na dochodach z pracy, najzamożniejsze 10 proc. społeczeństw bogaci się szybciej niż pozostałe 90 proc. A większoœć rewolucji w historii ludzkoœci, i to zarówno tych krwawych, jak i bezkrwawych, była spowodowana poczuciem ekonomicznej krzywdy.

Niemal pewny Brexit, czyli wyjœcie Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, możliwoœć Frexitu, czyli identycznej sytuacji we Francji, ostra krytyka handlu międzynarodowego ze strony jego największego gracza i beneficjenta, czyli Stanów Zjednoczonych, to efekty przebudzenia narodowych interesów. Stojš one w sprzecznoœci z interesami koncernów międzynarodowych. Sprzęgły się one jednak z interesami państw. Mniej międzynarodowej współpracy handlowej oznacza nie tylko niższe zyski koncernów, ale też pogorszenie się sytuacji budżetowej wielu państw. One również sš beneficjentami tego handlu.

Korporacje i rzšdy nigdy nie były na tak kolizyjnym kursie jak obecnie. Czy wyłoni się z tego jakiœ nowy ład? – Relacje z państwami będš dla koncernów coraz ważniejsze. One sobie z tego zdajš sprawę – mówi Paul Dembinski. – Za cenę utrzymania korporacji, czyli uniknięcia ich dekonstrukcji, niektóre z nich będš skłonne zapłacić cenę, jakš byłaby nowa forma prawna ich działania – dodaje.

Jego zdaniem obecny status prawny koncernów nie odzwierciedla ani potrzeb społecznych, ani ich globalnego statusu. – Jedynš słusznš drogš wydaje się stworzenie statusu spółki uwzględniajšcego odpowiedzialnoœć społecznš firm, jak i odpowiedzialnoœć za wynalazki, które wprowadzajš, ich efekty społeczne, a nawet politykę cenowš. Z powodu swojej pozycji rynkowej, w wielu przypadkach oferujš przecież dobra, które można nazwać dobrami publicznymi – postuluje Dembinski. Alternatywš pozostaje jego zdaniem erozja korporacji.

– Obecnie obowišzujšcy paradygmat prowadzenia biznesu już się kończy. Presja fiskalna na te przedsiębiorstwa ze strony państw jest obecnie duża. Bruksela od tego roku wymaga, by wielkie korporacje, majšce swoje siedziby w Europie, ujawniały dokładnie strukturę ich biznesu. Do tej pory wiedzieliœmy o tych koncernach tyle, ile zdradzały nam w raportach finansowych – dodaje.

Ale korporacje wcale nie stojš w tym starciu na przegranej pozycji. – Po ich stronie jest więcej pieniędzy, determinacji i inteligencji. To koncerny wiedzš, jak będzie wyglšdał œwiat za 30 lat, natomiast rzšdy w ogóle o tym nie myœlš – uważa Mistewicz.

 Magazyn Plus Minus

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL