Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Wojciech Kowalewski: W Rosji się odnalazłem

Pamiętam, kiedy w rosyjskiej telewizji po raz pierwszy pokazano film Andrzeja Wajdy „Katyń”. Rosyjscy znajomi dzwonili do mnie i pytali, czy ten film jest prawdziwy, czy te wydarzenia to fakty historyczne. Oni o tym nie wiedzieli, nikt ich o Katyniu nie uczył
AFP
– Najważniejsze w życiu to wiedzieć, czego się chce. A ja, idšc codziennie do szkoły, przechodziłem przez drogę wylotowš z Suwałk i zawsze mnie ciekawiło, co jest dalej – mówi Michałowi Kołodziejczykowi były bramkarz reprezentacji Polski i kapitan Spartaka Moskwa Wojciech Kowalewski.

Rz: Jest coœ takiego jak rosyjska dusza?

Myœlę, że nawet Rosjanie nie wiedzš, co to takiego. Nie używajš takiego stwierdzenia. Pewnie chodzi o œpiewanie i alkohol, ale jak się na mnie popatrzy, to ani œpiewać za bardzo nie potrafię, ani z alkoholem nigdy nie przesadzałem. Może nie jestem totalnym abstynentem, ale nigdy nie wychodziłem ponad œredniš w możliwoœciach spożycia. A jakoœ w Rosji się odnalazłem.

Pana tam nie tylko zaakceptowano, ale cieszył się pan olbrzymim szacunkiem.

Kiedyœ miałem z kolegš Rosjaninem dyskusję. Dla kogoœ z boku mogłaby się wydawać trudna, bo dotyczyła trudnych tematów. Rozmawialiœmy o historii, drugiej wojnie œwiatowej, czynnikach, które doprowadziły do jej wybuchu. To była szczera wymiana zdań, bardzo otwarta, nie szukaliœmy różnic, ale rzeczy wspólnych, to znaczy takich, których i jego, i mnie uczono na lekcjach historii. Nie było przy tym żadnych zbędnych emocji. Na koniec usłyszałem, że jestem taki swój wœród obcych i obcy wœród swoich.

Jak to rozumieć?

Nie wiedziałem tylko, co oznacza druga częœć tego zdania, ale tak się złożyło, że póŸniej zrozumiałem. Przez pewien czas najbardziej obcy czułem się w swoich rodzinnych Suwałkach. Ten etap mam już jednak za sobš.

Stycznoœć z językiem rosyjskim miał pan od najmłodszych lat.

Trudno było go nie słyszeć, wychowujšc się we wschodniej Polsce. Po drugiej stronie ulicy był bazar, gdzie handlowali Białorusini, Litwini i Rosjanie. Poza tym jestem jeszcze z pokolenia, które język rosyjski miało obowišzkowo w szkole. Paradoksalnie z tego przedmiotu miałem najgorsze oceny. Rosyjskiej kultury i samych Rosjan uczyłem się już póŸniej, kiedy sport wysłał mnie na Wschód. Wtedy zaczšłem się już œwietnie porozumiewać i do tej pory po rosyjsku mówię bez problemów.

Handlował pan czymœ na tym bazarze? Był mały ruch graniczny?

W szkole œredniej na zajęcia chodziła połowa uczniów, bo reszta zajmowała się już własnš, nazwijmy to, działalnoœciš gospodarczš. To był poczštek lat 90., litewska granica stwarzała wielkie możliwoœci i ludzie szukali swojej szansy na szybsze pienišdze i lepsze życie. Ja tej szansy nie szukałem w przemycie, ale na ulicy Zarzecze 26. Tam było boisko Wigier. Za wschodniš granicę trafiłem trochę póŸniej i w innym celu niż koledzy. Z czasów gry w Rosji mam dobre wspomnienia, dużo różnorodnych, ale pozytywnych doœwiadczeń. Utrzymuję kontakt z kolegami z tamtych lat, myœlę, że spokojnie mogę nazywać ich przyjaciółmi.

Co spodobało się panu w Rosjanach najbardziej?

Prostota. Oni sš otwarci. Goœcinnoœciš potrafiš sobie zjednać każdego, nie ma przesady w opowiadaniu o jej wyjštkowoœci. Ale wie pan, nie będę tak uogólniał – sš różni Polacy, sš różni Rosjanie. Nie powiem, że każdy Rosjanin jest piękny, wspaniały i szczery, a wszystko, co rosyjskie, cudowne. Tyle że ja szacunku ze strony Rosjan otrzymałem wiele, nie spotkało mnie nic przykrego. A że miałem okazję grać w takim klubie jak Spartak Moskwa, który ma swojš markę na całym œwiecie, to do dziœ zdarza mi się przyjmować oznaki sympatii w najdalszych częœciach ziemi.

W Spartaku był pan nawet kapitanem. Jak Polak zdobywa szacunek w Rosji?

Oczywiœcie pomogła mi znajomoœć języka, ale to akurat przydaje się wszędzie. Ważne też, że przełamywałem stereotypy. A może inaczej – nie myœlałem nimi. Najpierw wyjechałem na Ukrainę do Szachtara Donieck, póŸniej trafiłem do Spartaka i umówmy się, że historię relacji pomiędzy naszymi narodami znałem w stopniu podstawowym, najwyżej œrednim. A do historii można podejœć dwojako: albo przez jej pryzmat oceniać wszystko, co napotka się na swojej drodze, albo samemu spróbować stworzyć nowš historię, którš póŸniej ktoœ oceni.

Tworzył pan?

Nie miałem w sobie uprzedzeń, żadnej wrogoœci, odnosiłem się do ludzi z ciekawoœciš, otwartoœciš, zrozumieniem, że jest inny kraj niż Polska, który ma innš niż polska rzeczywistoœć i inaczej Polskę postrzega. Często okazywało się, że Rosjanie nie tyle inaczej oceniajš naszš historię, ile po prostu znajš innš historię. Swojš.

Uczyliœcie się nawzajem?

Pamiętam, kiedy w rosyjskiej telewizji po raz pierwszy pokazano film Andrzeja Wajdy „Katyń". Moi znajomi dzwonili do mnie i pytali, czy ten film jest prawdziwy, czy te wydarzenia to fakty historyczne. Oni o tym nie wiedzieli, nikt ich o Katyniu nie uczył. Nie byłem zdziwiony, nie oburzałem się, Rosjanie tego pokolenia po prostu nie mieli możliwoœci analizowania wczeœniej tego faktu, zderzenia się z nim. Myœlę, że nie miałem żadnych problemów z grš na Wschodzie, bo zawsze byłem sobš, postawiłem na szczeroœć i otwartoœć. Zawarte znajomoœci zamieniły się w przyjaŸnie, to, co razem przeszliœmy, bardzo nas do siebie zbliżyło. Byliœmy grupš kumpli.

Pana przyjaciel, bramkarz Aleksiej Zujew, po tym jak pod wpływem alkoholu postraszył ochronę stacji benzynowej pistoletem hukowym, trafił do szpitala psychiatrycznego.

To był jakiœ zwykły brak zrozumienia, Aleksiej był zaskoczony tym, jak odnosi się do niego pracownik stacji, i sięgnšł do bagażnika. Chciał go jakoœ utemperować, bo był agresywny. To nie był prawdziwy pistolet, ale tak zaczęły się problemy Zujewa. Najważniejsze, że po wszystkich zakrętach wyszedł na prostš i teraz jest w Spartaku bramkarzem piłki plażowej, grywa nawet w reprezentacji Rosji, był na kilku turniejach. Wrócił na dobre tory, bardzo mocno mu kibicuję. Takie relacje, jakie udało nam się stworzyć, to nie jest rzadkoœć w rosyjskiej czy polskiej piłce. To ewenement na skalę œwiatowš.

W Spartaku w ogóle dobrze się bawiliœcie. W internecie można znaleŸć film, jak na mecz Ligi Mistrzów z Interem jedziecie metrem, robišc rozgrzewki na stacjach przesiadkowych.

No, tylko że to wcale nie było œmieszne. Jechaliœmy na nasz stadion autokarem. 15 minut – sto metrów, kolejny kwadrans – znowu sto metrów. Chcieliœmy uniknšć kompromitacji i walkowera za mecz u siebie, bo byłby obciach na całš Europę. Zaproponowałem, żeby szybko przesišœć się do metra. Rozgrzewaliœmy się, zmieniajšc pocišgi, gdzieœ po drodze zgubiliœmy naszego napastnika Fernando Cavenaghiego, którego póŸniej na miejsce doprowadzili kibice. SpóŸnił się tylko trochę, ale zdšżył wystšpić w meczu. Cała drużyna wpadła na boisko 50 minut przed pierwszym gwizdkiem, mogliœmy od razu grać, bo już byliœmy spoceni.

Jaki był wynik?

Przegraliœmy 0:1, po golu w drugiej minucie. Jednak zabrakło nam koncentracji.

Grał pan w Rosji w 2010 roku, kiedy pod Smoleńskiem rozbił się polski samolot rzšdowy. Zginęło 96 osób.

Występowałem wtedy w Sibirze Nowosybirsk, bardzo daleko na Syberii. Reakcja klubu, wszystkich dookoła była wspaniała, pełna troski, chęci pomocy. Wszyscy wiedzieli, że to bardzo ciężki moment nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich Polaków, ludzi po prostu. Na budynkach rzšdowych w akcie solidarnoœci opuszczono rosyjskie flagi do połowy masztów. Rosjanie naszš niesamowitš tragedię także odczuli, byli pełni empatii, składali kondolencje. Dlatego nie chcę odnosić się do tego, co się wokół tamtego wydarzenia dzieje obecnie.

Dlaczego?

Bo to jest przykre po prostu. Ja miałem zrozumienie, żal, współczucie, wszystko, czego potrzebowałem. Czułem, że Rosjanie, normalni ludzie, sš blisko nas. W tych tragicznych momentach mocno się zbliżyliœmy, zainteresowali się historiš naszego kraju. Oczywiœcie wolelibyœmy zwracać na siebie uwagę w innych okolicznoœciach, ale historia uczy, że tragedie bardziej przykuwajš uwagę ludzi niż codziennoœć, kiedy kreuje się teorie niemajšce nic wspólnego z prawdš. W Nowosybirsku kierownik drużyny przed meczem jakiœ czas po tragedii zapytał mnie, czego potrzebuję. Powiedziałem tylko, że chciałbym czarnš opaskę na ramię. Obiecał, że nie będzie problemu.

Był?

Jak przyjechaliœmy na stadion, czarne opaski mieli na sobie wszyscy koledzy z drużyny. Wszyscy w nich zagrali. Nikt żadnej polityki nie robił, ludzie mieli œwiadomoœć, że Polaków spotkała wielka tragedia, o której mówił cały œwiat. Ja to obserwowałem na Syberii i widziałem, jak wszyscy byli dotknięci tym, co się wydarzyło. I myœlę, że dalej współczujš.

Pięć lat wczeœniej był pan jeszcze w Spartaku, gdy poprosił o minutę ciszy po œmierci papieża Jana Pawła II.

I wtedy, i po Smoleńsku, jako Polak, obywatel Rzeczypospolitej, odczułem olbrzymie wsparcie swojego otoczenia. To były szczere emocje. Rzeczywiœcie przed meczem ligowym poprosiłem o minutę ciszy i dowiedziałem się, że władze Łużników nie mogš podjšć takiej decyzji bez oficjalnego stanowiska Kremla. Przyjšłem to ze zrozumieniem, w Rosji czasami najważniejsze sš procedury. Jednak kiedy wyszliœmy na boisko, spiker ogłosił, że minuta ciszy jednak będzie. Nie sšdzę, że Kreml się nagle zgodził, okazało się raczej, że w Rosji jak człowiek chce, to może procedury obejœć. Pewnie pomyœleli, że uczczš pamięć Jana Pawła II, bo to ważny moment. Nie tylko dla Kowalewskiego czy jego katolickich kolegów z drużyny, ale dla całego œwiata. Jan Paweł II nie był osobowoœciš tylko wœród katolików. Rosja nie jest biało-czarna, jak czasami jš postrzegamy.

Relacje z kibicami nie bywały trudne?

Nigdy nie bałem się krytyki, nigdy nie uciekałem od odpowiedzialnoœci – czy to za swój słaby mecz, czy za słaby występ całego zespołu. Nawet w najtrudniejszych momentach wychodziłem do kibiców, wiedziałem, że nasze relacje sš ważne. Z dużš cierpliwoœciš odpowiadałem na ich pytania. Nie uciekałem też przed dziennikarzami. Zostało to bardzo dobrze odebrane. Sport to wypadkowa wielu czynników, każdy człowiek może popełnić błšd, ale uciekanie w jakšœ pozę jest tylko oznakš słaboœci. Rosjanom spodobało się moje inne podejœcie, jakaœ taka naturalna odwaga.

Skšd się takie „inne podejœcie" wynosi? Z domu, z podwórka, z Suwałk?

Nie da się odpowiedzieć, co kształtuje charakter. Mnie ukształtowało życie, każde doœwiadczenie, od najmłodszych lat. Pierwsze wyjœcie na podwórko, pierwsze znajomoœci, bliższe relacje, bójki, porażki, zwycięstwa, małe i duże sukcesy, rozczarowania, miłoœci. Wszystko nas w jakimœ stopniu zmienia. Wszystko zależy od tego, w jakim stopniu to, co nas spotyka, jesteœmy w stanie przeanalizować i zrozumieć, jakie mechanizmy kształtujš nas jako ludzi. Mnie wychował dom, podwórko, w dużej częœci sport, ale też starsi koledzy, starsze rodzeństwo. Najważniejsze w życiu to wiedzieć, czego się chce. A ja, idšc codziennie do szkoły, przechodziłem przez drogę wylotowš z Suwałk i zawsze mnie ciekawiło, co jest dalej. PóŸniej podróżowałem ze swoim ojcem, który był kierowcš ciężarówki, i też mnie interesowało, co jest za horyzontem. WyobraŸnia dzieciaka działała, załšczała się wędrowna nuta.

To jeżdżenie z tatš ciężarówkš otworzyło pana na œwiat?

W tamtych czasach bycie kierowcš oznaczało jeżdżenie tylko po Polsce. Ale dla chłopaczka, który ma szeœć, siedem lat, to było wielkie przeżycie. Patrzyłem na kraj, który zmienia się za oknem, i budowałem œwiadomoœć, że Polska to nie tylko Suwałki, że sš inne miasta, inne krajobrazy. To wszystko było bardzo ciekawe. Pamiętam, kiedy będšc już w Legii, leciałem na obóz do Francji. Gęba mi się cieszyła jak u szczeniaka nie tylko dlatego, że stawałem przed sportowš szansš.

To dlaczego?

Bo leciałem samolotem. Pierwszy raz. Miałem dwadzieœcia lat. Zobaczyłem, ile mogš mi dać treningi, ile œwiata mogę zobaczyć i jak intensywnie żyć. Moja kariera trwała kilkanaœcie lat, ale skończyła się kontuzjš. Pierwsze pół roku bez gry pozwoliło uporzšdkować pewne rzeczy i zrozumieć, że istnieje œwiat poza piłkš. Potrzebowałem trochę czasu, by w tych trudnych chwilach wyznaczyć sobie nowy cel. Bo ja zawsze muszę mieć cel, żeby się nie pogubić. Jak każdy mylę się, raz mi coœ wychodzi, innym razem nie. Ale sport nauczył mnie też wycišgania wniosków.

Za pana czasów liga rosyjska kapała już złotem?

Minęło 12 lat od moich występów w Spartaku i wszystko poszło bardzo do przodu. Zarobki wzrastajš w każdej lidze, ale w Rosji jeszcze szybciej. Progi finansowe œrednich klubów z tego kraju sš nieosišgalne dla najbogatszych polskich klubów. Spartak, CSKA, Zenit czy Lokomotiw to œcisła czołówka, proponujš takie kwoty, że coraz trudniej odmówić nie tylko piłkarzom z Ameryki Południowej, ale także tym, którzy wczeœniej występowali w silnych ligach na Zachodzie. Czesi czy Słowacy wręcz marzš, by trafić do Rosji, tamtejsza liga œwietnie przygotowuje do gry w lidze angielskiej, otwiera nowe drzwi, przeciera œcieżki. Rywalizacja w europejskich pucharach obnaża wprawdzie słaboœci i pokazuje, że rosyjskim klubom brakuje jeszcze sporo do europejskiej czołówki, ale myœlę, że dystans z każdym rokiem jest coraz mniejszy.

Ma pan jeszcze tego hummera, którego dostał pan w nagrodę dla najlepszego piłkarza sezonu w Spartaku?

Stoi w garażu. Jeżdżę nim, jak bywam w domu. Po błocie. Główne po to, by mieć powód, żeby go umyć.

Pracuje pan jeszcze, bo musi czy bo chce?

Pienišdze nigdy nie były moim celem nadrzędnym, nigdy niczego nie robiłem, kierujšc się nimi w pierwszej kolejnoœci. Przechodziłem przez kolejne etapy, po kolei realizowałem bardzo popularne teraz słowo „projekt". Kiedy zmieniałem kluby, zawsze chodziło mi o rozwój, okazje do gry, otoczenie, w jakim będę przebywał, z kim będę trenował. Pienišdze pojawiš się wczeœniej czy póŸniej – w zależnoœci od tego, jak bardzo będziemy zaangażowani w realizację swoich celów. Jako piłkarz nigdy nie musiałem podejmować pochopnych decyzji, a po zakończeniu kariery natychmiast zajšłem się czymœ nowym. Zbudowałem i rozwijam akademię, szkółkę piłkarskš dla dzieciaków ze swojego regionu. Działamy już w czterech miastach, powstało także Stowarzyszenie „Akademia 2012", które promuje sport wœród dzieci. Chcę uchronić jak najwięcej młodych osób przed pokusami, jakie stawia przed nimi wirtualny œwiat, chcę odcišgnšć dzieciaki od komputerów i zachęcić do aktywnoœci fizycznej.

Po co to panu?

Jakoœ tak w głębi serca czułem się zobowišzany oddać coœ tym, którzy dali mi szansę. Przecież wychowałem się wœród tych ludzi, wzišłem coœ dla siebie, czegoœ się nauczyłem, ktoœ podał mi rękę i sprawił, że przeżyłem pięknš przygodę. Chciałbym jakoœ się odwdzięczyć. Oczywiœcie nie dostałem nic za darmo, przeszedłem swojš œcieżkę. Udało mi się także dzięki charakterowi – jestem uparty, zawzięty. Z perspektywy czasu takie cechy okazujš się bardzo pożyteczne. Patrzšc na to, ile udało mi się osišgnšć, jak wielu ludziom udało mi się pomóc, warto było brnšć, czasami pod pršd. W funkcjonowanie Akademii nadal inwestuję prywatne pienišdze, buduję coœ, co chciałbym, by służyło latami. Rok temu zwišzałem się także z Legiš, dołšczyłem do sztabu trenerskiego, korzystajšc z zaproszenia moich byłych kolegów z boiska: Jacka Magiery, Aleksandra Vukovicia i Michała Żewłakowa. To był czas bogaty w wydarzenia i dajšcy wiele przemyœleń.

Czego pan teraz szuka w sporcie?

We wszystkim, co robię, szukam inspiracji, spełniam się, realizujšc kolejne cele. Lubię wyzwania. Nie dojrzałem jeszcze, żeby zamknšć się u siebie na wsi, chociaż bardzo lubię mój dom. Moja natura nie pozwala mi jednak siedzieć i patrzeć przez okno na otaczajšcy œwiat. Gdybym miał przychodzić do pracy tylko po to, by przesiedzieć przy biurku osiem godzin i wykonywać te same czynnoœci – nie dałbym rady. Wtedy rzeczywiœcie wolałbym siedzieć w domu. Albo w lesie.

Kiedy mundial organizowało RPA, œwiatowe media rozpętały psychozę strachu i kibice bali się wychodzić z hoteli. W Brazylii straszono biedš faweli. Nie dziwi się pan, że przed turniejem w Rosji nie mówi się zbyt wiele o bezpieczeństwie?

Za bezpieczeństwo w danym kraju odpowiada rzšd. Mam nadzieję i wierzę w to, że w Rosji wszystko przebiegnie bez najmniejszych zakłóceń. Domyœlam się, że bez względu na to, gdzie odbywa się tak wielki turniej, kwestia zabezpieczenia życia i zdrowia goœci jest priorytetowa. Znam Rosję i wiem, że władze zrobiš tam jeszcze więcej – sprawiš, że kibice będš mogli czuć się swobodnie. W RPA czy Brazylii bezpieczeństwo zapewniono, ograniczajšc aktywnoœć kibiców. Wystraszono ich na poczštku, wmówiono, że wszędzie poza wyznaczonymi przez organizatorów strefami jest bardzo niebezpiecznie. Najlepiej byłoby, gdyby goœcie siedzieli w pięciogwiazdkowych hotelach i się nie ruszali. Powiedziałbym, że to raczej œrednia promocja kraju, a przecież mundial ma pokazywać gospodarza z jak najlepszej strony.

Rosja da radę?

Będzie chciała się pokazać jako sprawny organizator, œwietnie przygotowany. Dla setek tysięcy kibiców, którzy przyjadš oglšdać piłkę nożnš, chce być miejscem goœcinnym i przyjaznym. Bioršc pod uwagę możliwoœci finansowe Federacji Rosyjskiej, a także to, że sprawny przebieg mundialu jest priorytetowy dla Władimira Putina, nie mam wštpliwoœci, że tak będzie.

Wspomniał pan o wizerunku Rosji. Mundial ma pomóc w jego odbudowaniu po wykluczeniu rosyjskich sportowców z zimowych igrzysk olimpijskich? Odpowiedzialny za organizację mistrzostw œwiata Witalij Mutko po aferze dopingowej pod koniec roku przestał być ministrem sportu.

To tylko sprawia, że na mundialu wszystko będzie działać perfekcyjnie. Decyzja o wykluczeniu rosyjskich sportowców z Pjongczangu odbiła się w Rosji dużym echem, władz nie stać już na żadnš wizerunkowš wpadkę. Można mieć dużo wštpliwoœci co do jakoœci reprezentacji Rosji, jej poziomu piłkarskiego, ale nie co do organizacji turnieju. Prezydent Putin wzišł na siebie wielkš odpowiedzialnoœć i wszyscy majš œwiadomoœć, co to oznacza. Nie ma już żadnego marginesu na błędy.

To będzie turniej, na którym kibice będš podróżować, czy odległoœci między miastami sprawiš, że odwiedzš raczej jedno miasto i wrócš do swojego kraju?

Nie wiadomo nawet, jak wielu kibiców zamierza do Rosji przyjechać. Polacy majš najbliżej, ale czy fani z Ameryki Południowej albo Afryki licznie wybiorš się wspierać swoje reprezentacje – nie mam pojęcia. W rosyjskich mediach dużo mówi i pisze się o tym, że linie lotnicze sš przygotowane na obsługę wszystkich goœci, którzy zdecydujš się na przyjazd. Dla przewoŸników, nie tylko gigantycznego Aerofłotu, ale też tych mniejszych, to wielka szansa na promocję. Można pokazać jakoœć, zaskoczyć dobrš obsługš, zdobyć rynek. Aerofłot przygotowuje już dla kibiców specjalnš ofertę, Rosja jako organizator chce przecież pełnych trybun, œwietnej frekwencji. Zadanie jest proste: żeby tak się stało, trzeba przewieŸć ludzi z punktu A do punktu B i to także jest zadanie dla władz.

Nie obawia się pan zachowania polskich kibiców?

Będziemy bardzo liczni i atrakcyjni dla Rosjan. Przyjezdni kibice w kraju gospodarza zostawiajš nie tylko emocje, ale także dużo pieniędzy. Chyba nikt nie ma tak blisko na mundial jak Polacy i gospodarze będš na nas przygotowani. Trudno przecież spodziewać się w trakcie naszego pierwszego meczu na stadionie Spartaka w Moskwie kilkudziesięciu tysięcy kibiców z Senegalu. Ten stadion jest przygotowany na nasze zwycięstwo, barwy Spartaka sš czerwono-białe, nasi będš się czuli znakomicie, myœlę, że będzie œwietna atmosfera. Polecam też nowiutkie muzeum klubowe, gdzie jest kilka moich œladów. Nowy stadion robi naprawdę wielkie wrażenie.

Pan też był na wielkiej imprezie, na Euro 2008, jako trzeci bramkarz naszej reprezentacji.

W naszej bramce zawsze była wielka rywalizacja. Wiedziałem, że dla Leo Beenhakkera nie byłem pierwszym wyborem i będę potrzebował szansy, by zmienić hierarchię. Taka szansa się nadarzyła, potwierdziłem swojš klasę, ale przez kartki nie mogłem grać dalej, do bramki wskoczył Artur Boruc i tak zostało. Nie opowiadam o tym jak o jakimœ rozczarowaniu. Zrobiłem, co mogłem. Gra w reprezentacji zawsze była wielkim zaszczytem, nieważne, ile ma się meczów na koncie. Wiedziałem, że mogę temu zespołowi dużo dać, także nie będšc pierwszym bramkarzem. Na drugim zgrupowaniu obwieœciłem to Beenhakkerowi. Powiedziałem, że nie jestem z tych, którzy się obrażajš, i że jeœli dostanę obietnicę choćby jednej szansy, to zaakceptuję każdš rolę. Był trochę zaskoczony mojš otwartoœciš, ale póŸniej chciał, żebym przyjechał na zgrupowanie nawet wtedy, gdy musiałem pauzować przez kartki.

Z 11 meczów w reprezentacji przegrał pan tylko jeden, ostatni, z Czechami.

Bilans statystyczny mam œwietny. Szczególnie z Wyspami Owczymi.

Denerwuje pana, że mało kto pamięta, że to pan bronił w słynnym wygranym 2:1 meczu z Portugališ w Chorzowie? Wielu kibiców myœli, że w bramce stał Boruc.

Œmieszne, ale przewidziałem to kilka dni po tamtym spotkaniu. Powiedziałem, że za dziesięć lat i tak wszyscy będš łšczyć Boruca z tamtym sukcesem. Nie mam żalu, mam z Arturem dobre relacje i szczerze gratuluję mu niesamowitej kariery w reprezentacji. Š?

—rozmawiał Michał Kołodziejczyk

redaktor naczelny WP SportoweFakty

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL