Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Przepis na awans do I ligi

rp.pl
W obecnej fazie globalnego kapitalizmu państwo może pełnić rolę moderatora, ale nie animatora czy głównego architekta uprzemysłowienia, które przebiega pod dyktando zjawisk globalnych.

Aby Polska gospodarka mogła się rozwijać i nadrabiać dystans do œwiatowych liderów przemysłu, konieczna jest jej integracja z gospodarkš europejskš. Polskie firmy muszš uczestniczyć w międzynarodowym obiegu gospodarczym i odpowiadać na potrzeby œwiatowych rynków. Czy aby to osišgnšć, konieczne jest wsparcie państwa? Jak powinno ono wyglšdać? Odpowiedzi na te pytania poœwięciliœmy ostatni raport WiseEuropa: Made in Europe – polityka przemysłowa wobec wyzwań XXI wieku.

Polska na przemysłowej mapie œwiata

Pojęcie reindustrializacji zrobiło wœród polityków zawrotnš karierę. Jedni, jak nowy prezydent Francji Emmanuel Macron, widzš w nim panaceum na ociężałoœć własnych gospodarek, wierzšc, że dzięki reformom ich przemysł odzyska dawny wigor, a rynek pracy wyjdzie z wieloletniego marazmu.

Dla innych, w tym nowego prezydenta USA Donalda Trumpa, „reindustrializacja" jest przede wszystkim narzędziem politycznym – wehikułem przenoszšcym do dawnych, dobrych czasów dymišcych kominów fabrycznych i masowego zatrudnienia przy taœmach montażowych. Niesie ona jasny komunikat skierowany do częœci wyborców, której pozycja ekonomiczna pogorszyła się w wyniku globalizacji: dzięki mnie dobrze płatne zatrudnienie dla robotników przemysłowych powróci.

Słowem „reindustrializacja" posługujš się także polscy politycy. Przekonujš, że silny sektor wytwórczy jest warunkiem koniecznym konwergencji gospodarczej z Zachodem i dlatego trzeba go „odbudować" po zniszczeniu w czasach transformacji. To nieporozumienie – poziom uprzemysłowienia Polski nigdy nie był tak wysoki jak dziœ. Gospodarka PRL wytwarzała – w przeliczeniu na jednego mieszkańca – zaledwie kilkanaœcie procent tego, co przeciętna gospodarka zachodnia. Dziœ jest to 50 proc., a w przeliczeniu na parytet siły nabywczej ok. 90 proc.

W ostatnim ćwierćwieczu nasz kraj doœwiadczył spektakularnej industrializacji, awansujšc wraz z resztš Europy Œrodkowej do œwiatowej „drugiej ligi przemysłowej". Od gospodarek tworzšcych „pierwszš ligę" (Europa Północna, USA, Korea Południowa, Japonia) różni nas mniejsza skala i wydajnoœć produkcji – luka ta jest jednak wyraŸnie mniejsza niż ćwierć wieku temu.

O ile więc można się zgodzić, że potrzebujemy dalszej industrializacji, o tyle mówienie o koniecznoœci odzyskiwania niegdyœ utraconej pozycji jest nieuprawnione.

Co dalej z polskim przemysłem

Nasz model modernizacyjny ostatniego ćwierćwiecza opiera się na œcisłej integracji z Europš Zachodniš. Uwolniliœmy zablokowane przez żelaznš kurtynę atuty: dobrze wykształconš i młodš populację, geograficznš bliskoœć kontynentalnego centrum przemysłowego i dużo niższe płace.

Przystšpienie do UE spowodowało, że cała Europa Œrodkowa stała się atrakcyjnym kierunkiem inwestycyjnym dla międzynarodowych koncernów przemysłowych. Otworzyło to szansę także dla polskich producentów, którzy dzięki współpracy z firmami globalnymi, zyskali szansę na odnalezienie swojego miejsca w europejskich łańcuchach wartoœci. Pomógł nam także relatywnie duży rynek wewnętrzny, dzięki któremu poczštkujšcy wytwórcy nabywali kompetencje przemysłowe bez koniecznoœci natychmiastowego wchodzenia na dużo bardziej konkurencyjne rynki zachodnie.

Zła wiadomoœć jest taka, że dalszy rozwój będzie trudniejszy niż dotšd. Cały region – w tym Polska – wchodzi w okres niepewnoœci. Zasoby pracy malejš, wewnętrzny rynek będzie rósł wolniej, a polityka gospodarcza coraz częœciej zaczyna grać na nastrojach nacjonalistycznych i etatystycznych, tracšc zdolnoœć do dostrzegania i odpowiedzi na ważne dla przemysłu megatrendy globalne.

Wymogi współczesnoœci

Œwiatowa gospodarka nie jest już konglomeratem gospodarek narodowych. Jej ton nadajš trzy pierwszoligowe regiony przemysłowe rozcišgajšce się w poprzek granic państwowych: Fabryka Europa, Fabryka Azja i Fabryka Ameryka Północna. Cišgnš one za sobš inne, mniej rozwinięte obszary, o ile zdołajš one włšczyć się w globalny łańcuch dostaw.

Gospodarki krajów, które jak Polska aspirujš do przemysłowej pierwszej ligi, muszš więc spełnić minimalne warunki organizacyjnej i technologicznej kompatybilnoœci z najbliżej nich położonš Fabrykš. W przypadku Polski jest to rozcišgajšca się od Lombardii po Holandię Fabryka Europa.

Integracja ta wymaga od polskiej gospodarki umiejętnoœci dostarczania produktów i usług odpowiadajšcych potrzebom przemysłu kontynentalnego i oczekiwaniom europejskich klientów. Nieprzypadkowo dużo łatwiej jest u nas rozwinšć produkcję częœci samochodowych niż podzespołów elektronicznych. Fabryka Europa zajmuje bowiem w gospodarce œwiatowej innš niszę niż Fabryka Azja.

Wykształcenie się ponadlokalnych centrów produkcyjnych zmieniło także nasze rozumienie polityki przemysłowej. W obecnej fazie globalnego kapitalizmu państwo może pełnić rolę moderatora, ale nie animatora czy głównego architekta industrializacji, która przebiega pod dyktando zjawisk globalnych. Co to oznacza dla Polski?

Wspieranie integracji

Głównym wyzwaniem stojšcym przed polskim przemysłem jest osišgnięcie skali i wydajnoœci produkcji zbliżonej do Europy Zachodniej. Wymaga to utrzymania przez najbliższe 30–40 lat trendów widocznych co najmniej od roku 1995. Na ewentualnš politykę przemysłowš trzeba więc patrzeć raczej jak na element składowy szerszej agendy reformatorskiej, podtrzymujšcej zainteresowanie kapitału krajowego i zagranicznego inwestowaniem w naszym kraju, niż na relatywnie wšski pakiet instrumentów dedykowanych przemysłowi przetwórczemu lub jego wybranym segmentom.

Taka polityka powinna być co do zasady horyzontalna. Historia sukcesów i porażek industrializacji wskazuje, że wsparcie selektywne, tj. odnoszšce się do wybranych przez państwo czempionów czy preferowanych przez nie typów działalnoœci, jest nie tylko droższe, ale i dużo bardziej ryzykowne. Jest też silnie narażone na pokusę nadużycia i na klientelizm. Przy tym ryzyka te sš tym silniejsze, im mniej sprawny jest aparat administracyjny i im słabsze sš instytucje rynkowe w danym kraju.

Dlatego polska polityka przemysłowa – jeœli ma być prowadzona – musi wspomagać rozwój kompetencji przemysłowych u szerokiego grona odbiorców. U jej podłoża powinna leżeć stabilnoœć makroekonomiczna i geopolityczna (przynależnoœć do centrum Unii Europejskiej, a w przyszłoœci zapewne też strefy euro), a także bezstronne regulacje sprzyjajšce akumulacji zasobów finansowych, ludzkich, technicznych i organizacyjnych w szerokim spektrum firm prywatnych.

Mieœci się w niej także dbałoœć o rozwój rynku kapitałowego, który obok dostarczania finansowania nowym projektom inwestycyjnym, pełni rolę naturalnego selekcjonera pomysłów majšcych szansę na międzynarodowy sukces. W długim okresie polski przemysł znacznie bardziej skorzysta na spadku kosztów usług finansowych oraz obniżeniu barier wejœcia i funkcjonowania na warszawskiej giełdzie niż z programów bezpoœrednio dofinansowujšcych jego inwestycje z kieszeni publicznej.

W tym sensie dobrze by było, żeby państwo nie tylko rozwijało Polski Fundusz Rozwoju, ale i zadbało o spadek kosztów dystrybucji jednostek TFI, wzmocniło zachęty do długoterminowego oszczędzania poprzez instrumenty kapitałowe oraz podniosło atrakcyjnoœć inwestycyjnš warszawskiej giełdy, prywatyzujšc lokowane na niej spółki państwowe.

Nie oznacza to, że nie ma sfer, w których zaangażowanie publiczne nie może być bezpoœrednie. Takš sferš sš na przykład badania i rozwój (B+R). Finansowanie tworzenia infrastruktury badawczej na uczelniach i w przedsiębiorstwach, wspieranie poprzez bodŸce fiskalne i regulacyjne prowadzenia prac badawczych i rozwojowych w firmach prywatnych, a także wsparcie współpracy między biznesem a œwiatem naukowym (w ramach europejskich industrial commons) to sfery kluczowe dla nowoczesnej polityki gospodarczej państw martwišcych się widmem pułapki œredniego dochodu. Przemysł skorzysta także z reform polityki naukowej i wzrostu finansowania szkolnictwa wyższego, ze szczególnym uwzględnieniem tzw. kierunków STEM (ang. science, technology, engineering, mathematics) oraz organizacji i zarzšdzania. Wobec gwałtownie pogarszajšcych się perspektyw demograficznych niezwykle ważne jest także, aby polityka przemysłowa uwzględniła kwestię imigracji oraz inwestycji w kapitał ludzki, a także promowała wchodzenie małych i œrednich firm na rynki zagraniczne (ekspansja eksportowa).

W poszukiwaniu recepty

Intuicyjnie z wyzwań, jakie stojš przed polskim przemysłem, zdajš sobie sprawę jej sternicy. Gubiš się jednak w szczegółach. Problem pułapki œredniego rozwoju jest wprost artykułowany w „Strategii odpowiedzialnego rozwoju" (SOR), która wskazujšc na potrzebę prowadzenia polityki przemysłowej, ma jednak kłopoty z jej jasnš operacjonalizacjš. SOR jest dokumentem ogólnym, a jednoczeœnie bardzo eklektycznym. Proponuje zarówno działania horyzontalne, jak i tzw. projekty flagowe skupione na konkretnych produktach i niszach rynkowych, które niestety zdajš się dominować w myœleniu rzšdu.

Na podstawie lektury tekstu Strategii i medialnych deklaracji wyższych urzędników państwowych można się obawiać, że „modernizacyjna energia" obecnej administracji może łatwo ulec rozproszeniu i fragmentaryzacji, niewiele przynoszšc w skali makroekonomicznej. Skupienie uwagi na kilku „projektach flagowych" wydaje się bowiem odbywać kosztem bardziej fundamentalnych reform regulacyjno-instytucjonalnych, czego przykładem może być buksujšca w miejscu polityka energetyczna i niemal nieobecny w myœleniu administracji problemy rozwoju polskiego rynku kapitałowego.

Wiele zależy zatem od rozłożenia akcentów w przyszłych działaniach naszej administracji oraz ze sposobu wdrażania Strategii w najbliższych latach: czy priorytetem będš zmiany systemowe, przekonujšce przedsiębiorców, że w Polsce warto inwestować z myœlš o długim okresie, czy też wysiłek administracji rozproszy się na wielu „mikrodziałaniach" łšcznie niewiele wnoszšcych dla perspektyw rozwoju polskiego przemysłu jako całoœci, a przekonanie biznesu o rosnšcym ryzyku prowadzenia aktywnoœci w Polsce pogłębi się.

Dr Maciej Bukowski jest wykładowcš Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego i prezesem think tanku WiseEuropa. W latach 2006–2013 prezes fundacji IBS.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL