Reklama

Filip Memches: Lis – uczeń Urbana, czyli pochwała zła

Szkoda, że przeżył – tak z grubsza można streścić reakcje, których istny wysyp pojawił się w serwisach społecznościowych na wieść o wypadku prezydenckiego samochodu.

Aktualizacja: 06.03.2016 12:14 Publikacja: 06.03.2016 12:07

Filip Memches: Lis – uczeń Urbana, czyli pochwała zła

Foto: Fotorzepa, Waldemar Kompała

Czytaj więcej:

Niedowierzanie? Szok, że ludzi na coś takiego stać? Nie bądźmy naiwni, takie postawy towarzyszą polskiej polityce nie od piątku. Można sobie wyobrazić, że gdyby rok temu w sytuacji, która spotkała Andrzeja Dudę, znalazł się ówczesny prezydent Bronisław Komorowski, to i pod jego adresem na Facebooku czy Twitterze posypałyby się komentarze wyrażające ubolewanie, że wyszedł z wypadku cały i zdrowy.

W Polsce hejting nie ma względu na opcję polityczną. Dziś po obu stronach barykady jest lud, który bezkrytycznie traktuje swoich wybrańców, natomiast wyraża pogardę i nienawiść wobec ich przeciwników. To jednak zakrawa na zjawisko bardziej obyczajowe niż polityczne.

Tymczasem problem tkwi w czym innym – znaczenie ma to, że tak się zachowują nie tylko jacyś anonimowi internauci (a właściwie coraz mniej anonimowi, bo przecież wielu z nich nie wstydzi się zamieszczać w sieci swoich zdjęć), lecz również osoby opiniotwórcze. One bowiem kształtują normy zachowań w życiu publicznym. W tym przypadku chodzi o skutki naruszania tabu, zacierania granicy między dobrem a złem. A to już jest domena lewicy kulturowej.

Niedościgłym mistrzem takich działań pozostaje Jerzy Urban. Ze względu na podeszły wiek dawny rzecznik junty Wojciecha Jaruzelskiego coraz rzadziej się odzywa, lecz ma przecież swoich kontynuatorów. Wśród jego pojętnych uczniów znaleźli się i ludzie z liberalnych salonów.

Można przypomnieć Janusza Palikota, który, będąc jeszcze czołowym politykiem Platformy Obywatelskiej, brutalnie drwił po katastrofie smoleńskiej z żałobników zgromadzonych pod krzyżem przed Pałacem Prezydenckim. Takie zachowania bynajmniej nie spotykały się z protestami ze strony autorytetów ożywiających się na każdy przejaw „mowy nienawiści”.

Reklama
Reklama

Do grona salonowych hejterów dołączył też już jakiś czas temu Tomasz Lis. Jego tweety po wypadku prezydenckiej limuzyny tylko to potwierdzają. Redaktor naczelny „Newsweeka” napisał między innymi: „dzięki Bogu nic się nie stało. Aż strach pomyśleć co by było, gdyby samochód uderzył w brzozę”. Ta szydercza aluzja do katastrofy smoleńskiej mówi sama za siebie.

Lis jest więc kolejnym agentem zmiany kulturowej, która w istocie oznacza pochwałę zła. Grzęźnięcie w mule poniżej dna moralnego – bo tak należy interpretować jego tweety – może być poczytywane przez zwolenników tej zmiany za olbrzymi sukces.

Im się bardziej ześwinisz, im w swoim cynizmie będziesz bardziej zajebisty, tym będziesz bardziej godny podziwu i szacunku – przesłanie uczniów Urbana wydaje się aż nadto czytelne. A przykład dla ludu idzie przecież z góry.

Publicystyka
Marek A. Cichocki: Histeria końca wszystkiego
Publicystyka
Estera Flieger: Wagary od płynnej nowoczesności
Publicystyka
Jacek Czaputowicz: Małe exposé prezydenta Nawrockiego
Publicystyka
Zuzanna Dąbrowska: Edukacja zdrowotna bez seksu i bez sensu
Publicystyka
Marek A. Cichocki: Niemcy w sprawie Grenlandii rozgrywają własne interesy kosztem Polski
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama