Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Budżet i Podatki

Państwo rosnących transferów socjalnych

Fotorzepa/Maciej Zienkiewicz
Rząd PiS wyda na cele społeczne cztery razy więcej niż PO–PSL – zapowiada wicepremier Morawiecki. Ale jeśli przyjdzie spowolnienie gospodarcze, możemy za to zapłacić wyższymi podatkami.

– W przyszłym roku wydatki na cele społeczne sięgną 75 mld zł – mówił ostatnio w Sejmie wicepremier Mateusz Morawiecki, minister rozwoju i finansów. To aż o ok. 50 mld zł więcej niż w czasach rządu PO–PSL, który w latach 2013–2015 – według wyliczeń Morawieckiego – przeznaczał na te cele jedynie 17–19 mld zł.

PO i PSL nie zgadzają się z tymi wyliczeniami, ale politycy opozycji przyznają, że rząd PiS szybko zwiększa nakłady na transfery do społeczeństwa. – Nie wiem, skąd premier wziął te liczby, ale prawdopodobnie porównuje zupełnie różne kwestie. To oczywiście nieuprawnione, bo to tak, jakby porównywał pomarańcze ze śliwkami – komentuje Magdalena Kochan, posłanka PO, wiceprzewodnicząca sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny.

Kto skorzysta

– Te 17–19 mld zł to wierutne kłamstwo – mówi też „Rzeczpospolitej" Władysław Kosiniak-Kamysz, szef PSL i b. minister pracy i polityki społecznej. – Nawet z raportu NIK wynika, że na szeroko pojęte wsparcie polskich rodzin przeznaczyliśmy w 2014 r. 56 mld zł, a w 2015 r. jeszcze więcej – podkreśla. – Ale rzeczywiście trzeba przyznać, że rząd PiS zwiększa wydatki prospołeczne – dodaje Kosiniak-Kamysz. Chociażby wprowadzając program 500+ (24 mld zł w 2018 r.), bezpłatne leki dla seniorów (ok. 1 mld zł w przyszłym roku), Mieszkanie+ (1,4 mld zł) czy obniżenie wieku emerytalnego (koszt 9 mld zł w 2018 r. ).

Szybki wzrost transferów to oczywiście bardzo dobra informacja dla polskich gospodarstw domowych, niekoniecznie jednak dla finansów państwa. – Zwiększenie wydatków społecznych o 50 mld zł w ciągu trzech lat to niespotykana wcześniej dynamika – komentuje Aleksander Łaszek, główny ekonomista Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju. – Co więcej, można się spodziewać, że w kolejnych latach te pozycje będą jeszcze większe – dodaje. Na przykład koszty obniżenia wieku emerytalnego będą rosły z roku na rok, do prawie 20 mld zł w 2020 r. Około 1 mld zł w 2018 r. będą kosztowały budżet państwa zmiany w kwocie wolnej od podatku, a w 2019 r. – już 2 mld zł. Rosnąca inflacja doprowadzi do większych wydatków na waloryzację rent i emerytur, a także do presji na wzrost zamrożonych od kilku lat wynagrodzeń urzędników. Na szczęście dodatki 500+ na razie nie są indeksowane o inflację, ale można się spodziewać, że za jakiś czas polskie rodziny zaczną się domagać, by wraz ze wzrostem kosztów utrzymania rosły także świadczenia na dzieci.

Mniej na rozwój

Do tego trzeba także doliczyć spodziewany wzrost nakładów na zdrowie. Minister Konstanty Radziwiłł chciałby, by docelowo, do 2020 r., wynosiły one 6 proc. PKB (czyli ok. 120 mld zł wobec obecnych ok. 80 mld zł). Z kolei minister obrony narodowej Antoni Macierewicz uważa, że na wojsko należy przeznaczać 3 proc. PKB, a nie jak obecnie 2 proc. PKB.

– Większość tego typu wydatków to tzw. wydatki sztywne, których realizacja wynika z konkretnych zapisów ustawowych. Ich wzrost oznacza coraz większe usztywnienie finansów państwa, czyli coraz mniejsze możliwości realizacji projektów prorozwojowych, m.in. z zakresu inwestycji, edukacji, nauki itp. – podkreśla Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan. – Obecnie widzimy wyraźny trend wzrostu wydatków na szeroko pojęte cele społeczne, czyli głównie o charakterze konsumpcyjnym. A im więcej państwo wydaje na konsumpcję, tym mniej środków krajowych zostaje na inwestycje, których ożywienia oczekuje przecież premier Morawiecki – wtóruje Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC.

Ryzyko fiskalizmu

Najważniejsze jednak pytanie brzmi, czy państwo stać na tak dynamicznie rosnące wydatki prospołeczne? Budżet na 2018 r. jakoś się od tego nie zawalił, ale w dłuższym okresie może być znacznie gorzej. – W końcu przyjdzie spowolnienie gospodarcze, a wówczas rząd, by sfinansować swoje wydatki sztywne, będzie musiał albo podnosić podatki, albo zwiększać zadłużenie – mówi Łaszek.

Minister Morawiecki zaznacza, że źródłem finansowania jego projektów jest uszczelnienie systemu podatkowego. I rzeczywiście taka strategia zdaje się sprawdzać zarówno w tym, jak i przyszłym roku. – Tyle że to nie jest źródło bez dna – ripostuje Gomułka. – Zresztą premier Morawiecki już powiedział, że w 2018 r. zamknie lukę w VAT. Jeśli daje będzie się starał wyciskać z tego podatku więcej, niż wynikałoby to ze wzrostu PKB, będzie to już czysty fiskalizm.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL