W sobotę odbył się jeden z kilku protestów kobiet, które wyszły na ulice w Kabulu i Heracie. Domagają się prawa do pracy i nauki, obiecanych przez talibów po przejęciu przez nich władzy w Afganistanie 15 sierpnia. Chcą też swojego udziału w rządzie.
Czytaj więcej
Nie znam żadnej Afganki, która uwierzyła w zapewnienia talibów, że będą szanowali prawa kobiet. Dla talibów autonomia kobiety jest nie do przyjęcia...
Aktywistki powiedziały mediom, że przeciwko demonstrującym kobietom talibowie użyli gazu pieprzowego. Ci natomiast twierdzą, że protest "wymknął się spod kontroli".
Talibowie, którzy zapowiedzieli na przyszły tydzień ogłoszenie swojego rządu, teoretycznie dopuszczają udział kobiet we władzach, ale nie na stanowiskach ministerialnych.
Kobiety z kolei obawiają się powrotu do sytuacji, w jakiej znajdowały się za czasów poprzednich rządów talibów, sprzed 2001 roku, gdy z domu mogły wyjść wyłącznie w towarzystwie męskiego krewnego, zakryte od stóp do głów burkami. Zdecydowana większość z nich była pozbawiona możliwości pracy i nauki.