Reklama

Jerzy Surdykowski: Śmierć Damiana Sobóla w Strefie Gazy – realia wojny a etyka

Dlaczego niektórzy wybierają życie pełne strachu i niepewności, aby nieść pomoc obcym ludziom? Często nie znają nawet ich języka czy genezy danego konfliktu. Takie są tajemnice wolontariuszy, tajemnice bolesne najlepszych spośród nas.
Samochód wolontariuszy z World Central Kitchen

Samochód wolontariuszy z World Central Kitchen

Foto: Ali Jadallah / Anadolu/ABACAPRESS.COM

Izraelscy oficjele, komentując tragiczną śmierć polskiego wolontariusza w Gazie wraz z międzynarodową grupą ochotników, w jakimś sensie mają rację: na wojnie to się zdarza. Bomby rozbijają szpitale, pociski trafiają w oznakowane ambulanse, snajperzy kładą trupem sanitariuszy. „Gdzie drwa rąbią…”, albo też: „Nie pchaj palca między drzwi…”.

Ale jest w tym wszystkim wielka nieprawda: mamyż zostawić rannych swemu losowi, patrzeć z daleka na śmierć cywilów z głodu i pragnienia, porzucić czczą gadaninę o etyce, bo liczy się tylko zabicie wroga? Ale jest w tym fałszerstwo jeszcze bardziej oburzające, bo samochody wolontariuszy śledzone były przez izraelskiego drona-zabójcę, który kolejno strzelał do pojazdów i nie spoczął aż rozwalił ostatni. Zapewne kierowała nim sztuczna inteligencja (przepraszam: sztuczna głupota i podłość), bo człowiek nie działa tak szybko i bezwzględnie. Oddajemy więc maszynom decyzje ostateczne, a potem generałowie i ambasadorowie nie potrafią nawet wydusić ludzkiego „przepraszam”.

Czytaj więcej

Ambasador Izraela w Polsce zabrał głos po wizycie w MSZ. "Szczere przeprosiny"

Czy wolontariusze powinni być ofiarami konfliktów zbrojnych?

Nie miałem szczęścia poznać dzielnego i szlachetnego Polaka ani kogokolwiek z jego brytyjskich, amerykańskich i australijskich towarzyszy zamordowanych przez drona. Ale ponad 20 lat temu, gdy pracowałem w Bangkoku, udałem się na pogranicze birmańsko-tajskie, by lepiej poznać kraj, gdzie miałem reprezentować Polskę. Nie było tam morderczych bombardowań jak dziś w Gazie, ale roiło się od strzelających do siebie nawzajem partyzantów, a przede wszystkim od wynędzniałych uchodźców z Birmy, szukających schronienia w niewiele bogatszej Tajlandii. Tam właśnie poznałem Jasona Lubanskiego, dwudziestokilkuletniego Amerykanina, który nawet nie bardzo wiedział po kim (dziadku czy pradziadku?) odziedziczył polskie nazwisko.

Mamyż zostawić rannych swemu losowi, patrzeć z daleka na śmierć cywilów z głodu i pragnienia, porzucić czczą gadaninę o etyce, bo liczy się tylko zabicie wroga?

Reklama
Reklama

Jason właśnie ukończył elitarną inżynierię kosmiczną i zwiedzając świat trafił na to burzliwe pogranicze i… został. Już minął termin rozpoczęcia podyplomowej praktyki w NASA, a on rozwoził ryż i oliwę Karenom i Szanom głodującym w dżungli. Dlaczego i w imię czego porzucił karierę, by ratować ludzi, których języka nie rozumiał, by nocować w pełnych robactwa szałasach, zamiast sytego „american breakfast” siorbać ryżową zupkę, narażać się na kule skłóconych partyzantów, płacić łapówki żołdakom? Takie są tajemnice wolontariuszy, tajemnice bolesne najlepszych spośród nas.

analizy
Michał Kolanko: Czy istnieje PiS poza Jarosławem Kaczyńskim?
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Opinie polityczno - społeczne
Rusłan Szoszyn: Od potęgi wywiadu do tuby propagandy? Putin zmienił SWR w narzędzie dezinformacji
felietony
Jan Zielonka: Sprawczość za wszelką cenę
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Przeklęty los centrysty
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama