Reklama

Flipp na wysoki połysk

Duże zyski, powyżej 50 tys. zł, mogą przynieść tylko te mieszkania, w których flipper dał od siebie więcej niż konkurencja.

Publikacja: 28.07.2022 21:16

Taką aranżację mieszkania we Wrocławiu oferuje firma Hołm

Taką aranżację mieszkania we Wrocławiu oferuje firma Hołm

Skończyły się złote czasy dla flipperów, które nastały mniej więcej w 2014 roku, gdy rynek nieruchomości wszedł w fazę wzrostu. – Rozpoczynałem wtedy działalność w tej branży, więc doskonale pamiętam czas, gdy mieszkania w Łodzi po 3 tys. zł za metr nie były już traktowane jako okazja. Wyszukiwaliśmy lokale znacznie poniżej tej kwoty – mówi Kamil Wrotniak, inwestor na rynku nieruchomości, właściciel firmy Hołm.

Do tej pory zrealizował ponad 140 projektów mieszkań „pod klucz”. – Przez ostatnie osiem lat trudno było nie zarobić na tego typu transakcjach, nie mówiąc o stracie – podkreśla. Powody były dwa. – Dzięki ogromnemu popytowi sprzedawało się wszystko i wszędzie – tłumaczy Kamil Wrotniak. – Drugi powód to stopniowy wzrost cen transakcyjnych. Ktoś, kto kupił mieszkanie w styczniu 2018 roku, w grudniu mógł je sprzedać z dużym zyskiem bez inwestowania choćby złotówki w jego wykończenie – wspomina.

Informatycy i studenci

Na rozgrzanym do czerwoności rynku dochodziło do patologii. – Remonty przeprowadzano bez dbałości o jakość. Słowo „flipper” zaczęło mieć pejoratywny wydźwięk, co rzutowało na wizerunek firm, które przykładały wagę do standardu sprzedawanych mieszkań. Obecny kryzys na pewno wyczyści rynek z osób zajmujących się tym niejako przy okazji, bez zaplecza w postaci kapitału, fachowców i wypracowanej marki – ocenia Kamil Wrotniak. – Obroni się wysoki standard wykończenia, dbałość o klienta, o detale. Takie nieruchomości zawsze znajdą amatorów. To towar deficytowy. I dotyczy to całej Polski, od małych miejscowości do wielkich aglomeracji.

Na flippach nawet w czasie załamania rynku można zarobić. Wybór nieruchomości zależy od strategii inwestora.

Kamil Wrotniak jest zwolennikiem małych mieszkań z rynku pierwotnego, których powierzchnia nie przekracza 40 mkw. – Ze względu na wciąż niedużą wartość końcową takie lokale mogą trafić do najszerszego grona potencjalnych nabywców – tłumaczy ekspert. – Druga grupa to lokale trzy- i czteropokojowe o powierzchni powyżej 60 mkw., które są idealne dla rodziny przeprowadzającej się do innego miasta i poszukującej wnętrza wykończonego pod klucz. Idealnym przykładem będą tu sportowcy, piłkarze lub siatkarze często zmieniający barwy klubowe w różnych częściach Polski. Celujemy tylko w inwestycje z rynku pierwotnego, zwracając uwagę nie tylko na adres, ale i renomę dewelopera, u którego nabywamy lokal pod flippa – zaznacza Kamil Wrotniak.

Reklama
Reklama

Radzi, by kupując mieszkanie do odsprzedaży, nie sugerować się tylko ceną. – Zawsze wyobrażam sobie siebie w danym miejscu i zadaję sobie pytania, które mogą nurtować przyszłych nabywców. Trzeba zwrócić uwagę na okolicę, dostęp do komunikacji miejskiej i infrastruktury handlowo-usługowej, na bliskość dużych miejsc pracy lub strategicznych punktów na mapie danego miasta, np. rynku starego miasta, bliskość plaży, jeziora czy wjazdu na pobliską autostradę – mówi.

Komu można sprzedać taki flipp, czyli urządzone pod klucz mieszkanie? Jak mówi Wrotniak, lokale o podwyższonym standardzie bardzo często są kupowane za gotówkę.

– Przekrój potencjalnych kupców jest bardzo szeroki. Mogą to być inwestorzy z rynku najmu: długo- lub krótkoterminowego, szczególnie w miastach turystycznych, jak Gdańsk czy Wrocław. Mogą to być rodzice wysyłający dzieci na studia, mogą to być osoby o wysokich zarobkach (np. pracownicy branży IT), osoby lokujące kapitał w nieruchomościach uciekające przed inflacją, a także młode pary, dla których będzie to typowe mieszkanie „na start” – wskazuje. – Do Polski przybyło ponad 2 mln uchodźców z Ukrainy. Wielu z nich to wykwalifikowani pracownicy z różnych branż, którzy w swoim kraju żyli na wysokim poziomie. Chcąc go utrzymać w Polsce, będą poszukiwali odpowiedniego mieszkania.

Takich mieszkań – na tzw. second home, czyli drugi dom – szukają też zagraniczni inwestorzy, np. Szwedzi w Trójmieście. Flipperzy muszą się jednak zmierzyć z rosnącymi cenami materiałów wykończeniowych i robocizny.

– W 2014 r. stawki dla ekip remontowych zaczynały się od 250 zł za mkw., dziś nikogo nie dziwią już kwoty trzy- i czterokrotnie wyższe, szczególnie w segmencie nieruchomości premium, gdzie pracują najlepsi specjaliści posiadający odpowiednią wiedzę, doświadczenie i sprzęt np. do docinania gresu wielkoformatowego czy płyt meblowych na nietypowy wymiar – wskazuje Kamil Wrotniak. – Im mniejsze mieszkanie, tym całościowy koszt wykończenia metra większy – zwraca uwagę.

Zostaną najlepsi

Aby wyremontować i wyposażyć kawalerkę lub nieduże mieszkania z dwoma pokojami z rynku pierwotnego, trzeba się przygotować się na wydatek rzędu 2,5–3 tys. zł za mkw. – Mówimy o standardzie, w którym nie ma miejsca na płytki z marketów budowlanych, tanie meble z IKEA czy tekturowe drzwi. Klienci cenią wysokiej klasy materiały, kompletny zestaw sprzętów AGD, pełną zabudowę meblową – mówi Wrotniak.

Reklama
Reklama

Jemu samemu bliski jest model flippowania, który „generuje wartość dodaną poprzez aranżację wnętrza do poziomu nieosiągalnego dla pozostałych uczestników rynku”.

– Oferując mieszkanie, które designem i jakością znacznie odbiega od innych dostępnych w danym mieście, to karta przetargowa w negocjacjach jest po naszej stronie – tłumaczy inwestor. – Kluczem do sukcesu w tej branży jest stworzenie produktu, którego nie będziemy musieli nachalnie wciskać oglądającym. Sami będą go pożądać.

Do tej pory wielu flipperów zarabiało na samych wzrostach cen nieruchomości. Teraz będzie o to bardzo trudno. – Duże zyski, powyżej 50 tys. zł, będą przynosić tylko te mieszkania, w których flipper dał od siebie więcej niż konkurencja – zaznacza Wrotniak.

Jego zdaniem wielu flipperów zrezygnuje z inwestowania, bo nie znajdą nabywców na zrealizowane już albo planowane dopiero projekty, szczególne gdy opierali sprzedaż na klientach kredytowych, a jakość wykończenia ich mieszkań nie była specjalnie wysoka.

Większe ryzyko

Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl, przypomina, że klasyczny flipping dotyczy rynku wtórnego. – Flipper wynajduje lokum do gruntownego remontu, w okazyjnej cenie, z dużym potencjałem, doprowadza je do perfekcyjnego stanu mającego zachwycić potencjalnego kupca – mówi. – Sęk w tym, że takich mieszkań jest bardzo mało, a chętnych na nie ogrom. Dlatego flipping przeniósł się na rynek pierwotny, gdzie co roku pojawia się sto kilkadziesiąt tysięcy mieszkań. Nie ma więc problemu z podażą.

Zdaniem Jędrzyńskiego tzw. flipp na pierwotnym może się dziś okazać się karkołomnym przedsięwzięciem, zwłaszcza dla początkującego inwestora. – Mamy załamanie koniunktury sprzedażowej w mieszkaniówce, a im koniunktura gorsza, tym szansa odsprzedaży lokum z zyskiem mniejsza. Są doniesienia z rynku, że wielu flipperów na rynku pierwotnym pozostało z niesprzedanymi mieszkaniami. Prawdopodobnie przyjdzie im szukać nabywców znacznie dłużej niż zazwyczaj – ocenia ekspert RynkuPierwotnego. – Do takich inwestycji trzeba więc podchodzić z bardzo dużą ostrożnością.

Reklama
Reklama

Pytany, jakie mieszkania są wybierane na flippy, Jędrzyński mówi o tych najbardziej poszukiwanych kompaktowych lokalach dwu- i trzypokojowych. – Mieszkania muszą być starannie wyselekcjonowane, o największym potencjale aranżacyjnym i funkcjonalności – mówi. – Rentowność flippowania na rynku pierwotnym zależy od wielu czynników. Większość inwestycji przynosi zyski od kilkunastu do kilkudziesięciu tys. zł. Nie wolno jednak zapominać o ryzyku inwestycyjnym, czyli możliwości poniesienia strat w przypadku złej oceny sytuacji rynkowej lub samej inwestycji – przestrzega.

Foto: mat. pras. (2)

Nieruchomości
Za okazją trzeba się nachodzić
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Rynek nieruchomości
Kupujący mieszkania pod ścianą. Ceny powinny spaść
Nieruchomości
Jest ryzyko, jest flipp, jest zysk
Nieruchomości
Dobry nastrój tylko w najmach
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama