Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Polityka

Audyt policji o aferze podsłuchowej: śledziły dwie grupy

Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski
Kilkadziesišt osób, w tym dziennikarze, którzy ujawnili aferę taœmowš i ich rodziny, było inwigilowanych przez dwie specjalne policyjne grupy. Wobec siedmiu funkcjonariuszy bioršcych w tym udział wszczęto postępowania dyscyplinarne – dowiedziała się „Rzeczpospolita”.

Chodziło o ustalenie, kto stał za nielegalnymi podsłuchami polityków i VIP-ów w restauracji „Sowa i przyjaciele". Wyglšda na to, że łamano przy tym prawo i zasady obowišzujšce w kontroli operacyjnej.

Sš wyniki audytu, jak zlecił komendant główny policji insp. Zbigniew Maj. Przeprowadziło je Biuro Kontroli Komendy Głównej Policji. I po dwóch tygodniach badania sprawy potwierdziło medialne przypuszczenia: że z naruszeniem procedur podsłuchiwanych było kilkadziesišt osób.

Istniały dwie specjalne policyjne grupy łšcznie liczšce 29 osób prowadzšce inwigilację na niejasnych zasadach - wynika audytu.

Pierwsza grupa została powołana w czerwcu 2014 r. po to, by wspierać Prokuraturę Okręgowš Warszawa-Praga w prowadzonym przez niš œledztwie dotyczšcym nagrywania VIP-ów w warszawskich restauracjach. Byli w niej funkcjonariusze CBŒ Policji, Biura Służby Kryminalnej i Biura Spraw Wewnętrznych. Ta grupa działała krótko, około miesišca.

Jednak wkrótce potem, bo w lipcu 2014 r. powołano kolejnš „grupę specjalnš" - złożonš już wyłšcznie z funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych. Ta z kolei miała za zadanie - jak wynika z dokumentów - „ustalenie ewentualnego udziału funkcjonariuszy organów œcigania w rozpowszechnianiu nagrań ze spotkań funkcjonariuszy publicznych w warszawskich restauracjach". Zadania grupy powołanej w BSW – jak wynika z audytu – nie zostały nigdzie precyzyjne zapisane, a bezpoœredni nadzór nad niš objšł osobiœcie ówczesny dyrektor BSW – (z reguły to jest rzadkoœciš i dotyczy spraw największej wagi - red.).

Specgrupa z BSW działała przez rok, a plon jej pracy to kilkadziesišt rozpoczętych form pracy operacyjnej - zauważa audyt - i zatrzymanie policjanta z komendy stołecznej, który w niewiadomym celu dokonywał sprawdzeń w policyjnych bazach (wštpliwe, by miał zwišzek z aferš taœmowš).

Jak ustalili audytorzy obie działajšce specgrupy (liczyły łšcznie 29 funkcjonariuszy) naruszały procedury – błędnie dokumentowały pracę operacyjnš i błędnie prowadziły rejestr kontroli operacyjnej.

Chodziło m.in. o to, że podsłuchy zakładano na osoby rzekomo nieznane i na czas do pięciu dni, a inwigilacji nie wpisywano do rejestru. Dzięki temu wiedzy o niej nie miały sšdy.

Badajšc sprawę kontrolerzy natrafili na materiały, które œwiadczš o tym, że „w zainteresowaniu" œledczych pojawiali się dziennikarze i ich rodziny. Z analizy badanych dokumentów wynika, że przeprowadzono kilkadziesišt kontroli operacyjnych, czyli zastosowano podsłuchy wobec kilkudziesięciu NN osób (o nieznanych personaliach).

Z względu na upływ czasu i i zniszczenie nagrań nie można – jak twierdzš kontrolerzy - „jednoznacznie" stwierdzić, że dziennikarze byli podsłuchiwani. Obie grupy specjalne zostały powołane decyzjš ówczesnego komendanta głównego policji Marka Działoszyńskiego.

Efektem audytu jaki zlecił nowy szef policji Zbigniew Maj jest wszczęcie postępowań dyscyplinarnych wobec siedmiu funkcjonariuszy, w przypadku kilku kolejnych zarzuty się przedawniły. Ze stanowisk kierowniczych został odwołany dyrektor BWS i jego zastępcy z czasów kiedy dochodziło do nadużyć.

Cel, dla jakiego powołano specgrupę BSW może potwierdzać wczeœniejsze informacje medialne o rzekomej inwigilacji czterech wpływowych ludzi służb - napisała o tym kilka miesięcy temu „Gazeta Wyborcza", a niedawno portal Kulisy24. Minister Sienkiewicz temu zaprzeczał.

ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL