Warszawa

Przedszkole czasów kryzysu

Łączone grupy maluchów i mniej opiekunów – tak będzie w Warszawie po wakacjach
Nie dość, że rząd wycofał się z projektu finansowania przedszkoli z budżetu, to w wielu placówkach od najbliższego roku szkolnego najprawdopodobniej obniżą się standardy opieki nad dziećmi. Nasi rozmówcy przekonują, że przedszkola zamienią się w przechowalnie dla dzieci. Wszystko dlatego, że samorządom zaczyna brakować pieniędzy na edukację.

„Bardziej efektywne zarządzanie"

Przykładem jest najbogatsze miasto w Polsce – Warszawa. Stołeczne biuro edukacji opublikowało tzw. wskaźniki zatrudnienia w przedszkolach. – Wynika z nich, że każde przedszkole w Warszawie w nadchodzącym roku szkolnym powinno zwolnić jednego nauczyciela i dwoje pracowników personelu niepedagogicznego – mówi „Rz" Andrzej Kropiwnicki, przewodniczący Regionu Mazowsze „S" i jednocześnie warszawski radny.
Na tym nie koniec. Od września w przedszkolach zostaną połączone grupy dzieci trzy-, cztero- i pięcioletnich. Jak zapewnia Agnieszka Kłąb, rzecznik warszawskiego ratusza, te zmiany nie wpłyną na warunki opieki przedszkolnej, a za to „pozwolą na bardziej efektywne zarządzanie zasobami kadrowymi i finansowymi". Innego zdania jest Kropiwnicki, który twierdzi, że przez to przedszkola zamienią się w przechowalnie dla dzieci.

15 minut dla dziecka

Jeszcze bardziej niepokojąco brzmią nieoficjalne informacje, które przekazali nam stołeczni nauczyciele oraz rodzice. Z ich wyliczeń wynika, że w najbliższym czasie w Warszawie pracę może stracić nawet kilka tysięcy nauczycieli, pracowników poradni psychologiczno-pedagogicznych, a także administracji. – Efekt tych zmian będzie taki, że w moim przedszkolu dzieci niepełnosprawne zostaną bez terapeutów, lub będą mieli oni dla dzieci 15 minut dziennie – mówi jeden z rodziców. – Do tej pory nasze przedszkole dawało dzieciom niepełnosprawnym nie tylko opiekę, ale też kompleksową rehabilitację i indywidualny tok nauczania, co teraz będzie, nie wiem. Dodaje, że z warszawskich przedszkoli zniknie funkcja nauczyciela prowadzącego grupę. Oznacza to, że zamiast jednego opiekuna grupy, przez cały okres przedszkola, do którego dzieci są przyzwyczajone, będzie z nimi pracował co chwila ktoś inny. Dlaczego wprowadzane są takie zmiany? Z oszczędności. – Bo coraz częściej rodzice oddają dzieci do przedszkoli tylko na pięć bezpłatnych godzin – dodaje Kropiwnicki. Z danych warszawskiego ratusza wynika, że w tym roku 7-8 proc. dzieci zapisanych do przedszkoli korzysta tylko z zajęć w czasie bezpłatnym, czyli do godz. 13. Do tego 25-30 proc. z powodu nieobecności nie uczestniczy w zajęciach. Z drugiej strony gminy muszą zapewnić opiekę przedszkolną wszystkim pięcio- i sześciolatkom, ale starają się mieć miejsca także dla dzieci trzy- i czteroletnich.

Wpychani do zerówek

W ciekawy sposób z tej sytuacji starał się wybrnąć Szczecin. Tam na 15 tys. dzieci w wieku 3-6 lat jest 7,5 tys. miejsc w przedszkolach oraz kolejne 3 tys. miejsc w szkolnych zerówkach. – W poniedziałek dyrektorzy tamtejszych przedszkoli, otrzymali z urzędu miasta telefon z informacją, że mają nie przyjmować sześciolatków – opowiada nam jeden z rodziców. Dodaje, że sześciolatki miały trafić do szkół, ale tam wcale nie było gwarancji, że będzie czekało na nie miejsce w zerówce.  Sprawa jest prosta, za dziecko w szkolnej ławie płaci państwo, a za chodzące do przedszkola gmina – mówi nasz rozmówca. Po interwencji rodziców Szczecin wycofał się ze swoich planów. Przykłady można mnożyć. Krakowskie czy gdańskie przedszkola w trakcie rekrutacji preferują dzieci tych rodziców, którzy deklarują najdłuższy pobyt swoich pociech w placówce. Wszystko dlatego, że za każdą dodatkową godzinę, ponad pięć obowiązkowych, rodzice muszą płacić. Zatem im dłużej ich dziecko pozostaje w przedszkolu, tym więcej pieniędzy wpływa do jego kasy. Zdaniem fundacji Rzecznik Praw Rodziców, takie działania samorządów można traktować jako segregację ze względu na status materialny, bowiem pierwszeństwo w rekrutacji mają dzieci bogatszych rodziców. Problemy te miała rozwiązać tzw. ustawa przedszkolna. Samorządy miały obniżyć opłaty pobierane od rodziców w zamian za budżetowe finansowanie, miały też gwarantować miejsca w przedszkolach dla wszystkich dzieci w wieku 3-5 lat. Zmiany miały wejść w życie we wrześniu 2013 r. i były wielokrotnie ogłaszane przez premiera Donalda Tuska oraz minister edukacji Krystynę Szumilas. Jak wczoraj ujawniliśmy, rząd 5 marca przesunął o rok termin wejścia w życie tej reformy. Pomysły Szumilas zablokowało bowiem na razie Ministerstwo Finansów. Przez miesiąc ani Kancelaria Premiera, ani MEN nie poinformowały o opóźnieniu reformy. Dopiero wczoraj, już po naszej publikacji, minister Szumilas ogłosiła zmiany. – Od 1 września 2014 r. wszystkie godziny, które są ponad pięciogodzinny bezpłatny czas pracy, będą kosztowały jedną złotówkę – zapowiedziała.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL