Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Muzyka

Simon Boccanegra na Festiwalu Beethovenowskim

Łukasz Borowicz
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Wydarzeniem Festiwalu Beethovenowskiego stał się "Simon Boccanegra" Giuseppe Verdiego. Opera zostanie wydana na płytach i z pewnoœciš zainteresuje melomanów w wielu krajach.
Jeœli ktoœ sšdzi, że wie wszystko o muzyce Verdiego, po tym koncercie musi przyznać, że był w błędzie. Dorobek króla opery cieszy się nieprzemijajšcš popularnoœciš, ale kryje też rozmaite tajemnice, co potwierdza przypadek „Simona Boccanegry". Program festiwalu Nie jest to, co prawda, dzieło najpopularniejsze w dorobku Verdiego, ale jednak obecne na œwiatowych scenach. Zwłaszcza w ostatnich latach, gdy tenor Placido Domingo zbliżywszy się do siedemdziesištki, przestawił się na role barytonowe i upodobał sobie tytułowego bohatera tej opery. Jako Simon Boccanegra pojawił się w La Scali, londyńskiej Covent Garden, berlińskiej Staatsoper i w paru innych teatrach, wszędzie wzbudzajšc entuzjazm. Jest wszakże jeszcze drugi „Simon Boccanegra". My znamy dziœ wersję tej opery z 1881 roku, ale przecież powstała ona prawie ćwierć wieku wczeœniej. Nie odniosła jednak sukcesu i kompozytor jš porzucił, by po ponad 20 latach poddać zasadniczej przeróbce. Festiwal Beethovenowski postanowił przypomnieć „Simona Boccanegrę" w pierwotnym kształcie. Czy wersja wczeœniejsza jest gorsza od ostatecznej? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Na przełomie lat 70. i 80. Verdiego pocišgał bardziej dramat muzyczny, ze starej opery powyrzucał więc katarynkowe melodie, rozbudował recytatywy, by ukazać skomplikowane relacje między bohaterami. Dodał też œwietnš scenę narady dożów, wzbogacajšcš tło historyczne akcji, bo Boccanegra był postaciš autentycznš, władcš republiki Genui w XIV wieku. Wczesny „Simona Boccanegra" urzeka z kolei pięknem chwytliwych melodii. Jest tradycyjnš operš, która ma miliony zwolenników. Chór wyœpiewuje więc w niej skoczne melodie, a jedyna kobieca postać – Amelia musi swš arię zakończyć efektownš cabalettš z koloraturami.
Jej popisy nie były wszakże najmocniejsza stronš poniedziałkowego koncertu. Amanda Hall, kreujšca partię Amelii dysponuje bowiem niezbyt ciekawym głosem o sztucznie wyœrubowanych górach i mało dŸwięcznej œrednicy. A cały wieczór na Festiwalu Beethovenowskim należał przede wszystkim do Łukasza Borowicza, który z nerwem, a jednoczeœnie z ogromnš dyscyplinš poprowadził Polskš Orkiestrę Radiowš oraz chór Filharmonii Narodowej. To był prawdziwy Verdi, dyrygowany w dobrych, żywych tempach, trzymany w ryzach, ale z szacunkiem do piękna włoskiej melodii. W gronie solistów dominowali dwaj panowie obdarzeni niskimi głosami: Stephen Powell z ciepłym, miękko brzmišcym barytonem (Simon) oraz bas Nikołaj Didenko jako jego główny przeciwnik, Fiesco. Tenor Eric Barry jako amant Gabriele podjšł się zadania ponad swoje możliwoœci, na dodatek był wyraŸnie przemęczony. Œwieżoœci wokalnej brakowało nieco i innym solistom, którzy przed wtorkowym koncertem mieli nie tylko intensywne próby, ale również dokonali rejestracji „Simona Boccanegry". Festiwalowy koncert bowiem szybko przeminie, a płyta pozostanie. I cieszyć się będzie na pewno dużym zainteresowaniem, bo nagranie tej opery Verdiego w kształcie z 1857 roku jest nie do zdobycia w œwiecie, więc Festiwal Beethovenowski wypełni dotkliwš fonograficznš lukę. Jacek Marczyński
ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL