Polityka

Termy z zimną wodą

Jacek Protas
Fotorzepa, Mateusz Dąbrowski md Mateusz Dąbrowski
Lidzbark Warmiński. Wyniki badań podważają sens inwestycji w rodzinnym mieście wpływowego polityka PO. Popłynęły na nią unijne miliony.
Budowę term w Lidzbarku Warmińskim, rodzinnym mieście Jacka Protasa, marszałka warmińsko-mazurskiego i szefa PO w regionie, wyśmiał właśnie niemiecki tygodnik „Der Spiegel". Dziennikarze podali tę inwestycję jako przykład marnowania unijnych pieniędzy w Polsce.  Urząd Marszałkowski w Olsztynie dał pieniądze bowiem na budowę term w miejscu, w którym nie ma dostatecznie ciepłej wody. Budowa term w Lidzbarku to jedna z kluczowych inwestycji Regionalnego Programu Operacyjnego (RPO) Warmia–Mazury na lata 2007–2014. Inwestycja pewnie nigdy by nie ruszyła, gdyby nie wybory samorządowe w 2006 r. W Warmińsko-Mazurskiem wygrała je zdecydowanie PO. Szefem partii w regionie był już wtedy starosta lidzbarski Jacek Protas. Gdy w 2006 r. został też marszałkiem województwa, jedną z pierwszych jego decyzji była zmiana na liście kluczowych programów RPO.
Poprzednicy Protasa (zarząd województwa kierowany przez SLD) zapisali na budowę term w Lidzbarku 20 mln zł. Pieniądze miałyby być wydane na odwierty i poszukiwanie wód geotermalnych. Dopiero gdyby się potwierdziło, że na miejscu są złoża ciepłej wody, starostwo mogłoby otrzymać pieniądze na budowę. Protas zmienił ten zapis. Na jego wniosek wpisano do RPO 70 mln zł na termy, mimo że urzędnicy nie mieli potwierdzenia, że są tam jakiekolwiek złoża wód geotermalnych. Jeszcze w 2009 r. starostwo utworzyło spółkę Zakład Energii Cieplnej. W 2011 r. wybrana przez nią firma rozpoczęła wiercenia. – Będziemy używać wody geotermalnej do basenu, a więc wystarczy, gdy będzie miała ponad 30 stopni i to absolutnie będzie satysfakcjonujące – mówił wtedy Protas w Radiu Olsztyn. Ale do tak ciepłej wody nie udało się dowiercić. Po zakończeniu prac Jan Harhaj, starosta lidzbarski i sekretarz PO w regionie, poinformował miejscowych dziennikarzy, że woda ma 24 stopnie. Ale to nieprawda. Ministerstwo Środowiska, do którego starostwo przesłało wyniki badań, informuje „Rz", że woda ma tylko 21 stopni, czyli mniej niż latem w jeziorach na Mazurach. Mimo to starostwo rozpoczęło inwestycję. – A to, że woda ma 21 stopni, to dobrze, bo taniej jest ją podgrzać niż ostudzić – mówi Harhaj. Prof. Janusz Piechocki, specjalista od odnawialnych źródeł energii, jest innego zdania. – Zawsze łatwiej wodę schłodzić. Kosztowniejsze jest podgrzanie do odpowiedniej temperatury. Taki zabieg ma jednak sens, jeśli woda ma odpowiedni skład chemiczny i może mieć walory lecznicze – mówi. O tym, że w Lidzbarku skład leczniczy może być odpowiedni, mówił po wierceniach starosta Harhaj. Od tego czasu minęły jednak dwa lata. By wody termalne zostały uznane za lecznicze, potrzebny jest m.in. certyfikat Państwowego Instytutu Higieny. Na Warmii i Mazurach są wody termalne, które go mają. Odkryto je we Fromborku oddalonym od Lidzbarka Warmińskiego o 80 km. – Nasza woda ma 24 stopnie i posiada walory lecznicze. Dlatego będziemy się starać o status uzdrowiska – mówi Marek Wróbel, dyrektor miejscowych wodociągów. Lidzbarskie termy mają być gotowe w sierpniu przyszłego roku, a cała inwestycja ma kosztować łącznie 100 mln zł. Jerzy Szmit, poseł PiS z Olsztyna: – Od samego początku było wiadomo, że ona nie ma żadnego uzasadnienia ekonomicznego. To tylko potwierdza naszą opinię, że obecne władze województwa nie mają pomysłów na rozwój regionu. O sens budowy term w Lidzbarku zapytaliśmy biuro prasowe Urzędu Marszałkowskiego w Olsztynie. Nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Pytany o to samo starosta Harhaj odpowiada: – A czy stadiony są opłacalne? Nie. Do wszystkiego trzeba przecież dokładać.
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL