Tajne jawne księgi wieczyste - firma z Seszeli wyręczyła państwo

aktualizacja: 12.03.2013, 08:00
Foto: Rzeczpospolita

Wreszcie firma informatyczna z Seszeli dokonała tego, co w XXI wieku powinno nam gwarantować państwo – zauważa adwokat, członek Naczelnej Rady Adwokackiej.

Z uwagą śledzę doniesienia „Rzeczpospolitej" o wycieku danych z 16 milionów ksiąg wieczystych. Wreszcie firma informatyczna z Seszeli dokonała tego, co w XXI wieku powinno gwarantować nam państwo. Udostępniła bowiem możliwość przeszukiwania ksiąg wieczystych. Dzięki sprawności informatycznej portalu z Seszeli mamy to, co jest naszym podstawowym prawem. Mamy faktyczną jawność i tak jawnych ksiąg wieczystych.

Otwartość nikomu nie zagraża

Absolutnie nie zgadzam się z komentarzami publicystów, zwiastującymi plagi, jakie spadną na biednych właścicieli nieruchomości dzięki ujawnieniu jawnych danych z ksiąg wieczystych. Jedyne zło, jakie może się wydarzyć, to zaspokojenie ciekawości ciekawskich. To wszystko. Bo nieruchomości mają to do siebie, że są stałe i nieruchome. Nie da się ich ukraść czy nocą rozebrać i to tylko dlatego, że dzięki internetowej przeszukiwarce okaże się, iż właścicielem jest Kowalski, a nie Malinowski.
A ile dobrego może przynieść takie otwarcie! Przeszukiwarka ksiąg wieczystych może się okazać nieoceniona dla każdego, kto bezskutecznie próbuje wyegzekwować od dłużnika swoje należności. A to spora grupa osób. Bo dziś dłużnik na jakiś czas przed niekorzystnym wyrokiem zazwyczaj zbywa swoje nieruchomości, np. na szwagra lub na należącą do niego spółkę z rzeczonych Seszeli, i formalnie nie ma majątku. Kulawa i nieskuteczna procedura wyjawienia majątku nie zadziała, bo formalnie w chwili wszczęcia egzekucji nieruchomości już nie posiada. Cóż złego dla interesu społecznego lub słusznego interesu jednostki, że można sprawdzić, jaką nieruchomością dłużnik dysponował przed wyrokiem oraz kiedy i komu ją sprzedał?
Przykład z mojej praktyki: dłużnik, którego egzekucja szła jak krew z nosa, okazał się właścicielem pokaźnego, nieobciążonego hipotecznie mieszkania w sercu Warszawy. Zadziałał pilotażowy program dostępu do przeszukiwarki ksiąg wieczystych dla komorników. Gdybym mógł uzyskać informację o tym, że dłużnik jest właścicielem lokalu przed procesem, wystąpiłbym o zabezpieczenie roszczenia poprzez ustanowienie hipoteki, a dłużnik – pomny, że i tak w końcu wyegzekwuję należność – sam dążyłby do szybkiego zakończenia sprawy, by zapłacić jak najmniejsze odsetki. A tak straciłem kilka lat na badanie przez sąd bzdurnych zarzutów, z których dłużnik sam się śmiał na korytarzu przed rozprawą. Mój rzeczony dłużnik to osoba niezmiernie bystra i kulturalna. Gdy podczas rozmowy na korytarzu sądu przed rozprawą w kolejnej sprawie zadzwonił telefon, uprzejmie mnie przeprosił i wyjaśnił, że musi odebrać, bo właśnie dzwoni do niego „słup", na którego ma zarejestrowaną działalność i różne nieruchomości. Niestety program pilotażowy dostępu do przeszukiwarki został już wyłączony – nie mogłem więc prosić komornika o pomoc.
O zaletach możliwości korzystania z przeszukiwarki nie trzeba nikogo przekonywać. Nowelizacja przepisów o księgach wieczystych zakłada udostępnienie owej przeszukiwarki wybranym instytucjom. Niestety w zasadzie tylko państwowym: policji, urzędom skarbowym, ZUS, sądom i komornikom. Dla nas, obywateli, nowoczesne instrumenty informatyczne pozostaną niedostępne. Szkoda, bo nie ma żadnego rozsądnego powodu, by pozbawiać ogół społeczeństwa tego, co i tak jest dozwolone, tyle że bez technicznych narzędzi praktycznie niewykonalne.
Zwolennikom źle rozumianej ochrony prywatności chciałbym podać dwa przykłady. Otóż przed II wojną światową publikowano specjalne informatory ze wskazaniem adresów nieruchomości, ich numerów hipotecznych, numerów tzw. policyjnych oraz nazwisk właścicieli, dzięki czemu dziś, po latach, można z łatwością odnaleźć dawnych właścicieli (materiał szczególnie pomocny w sprawach nieruchomości warszawskich, przejętych tzw. dekretem Bieruta).

Polski paradoks

Innym przykładem są różnego rodzaju elektroniczne informatory o danych z Krajowego Rejestru Sądowego. Dziś bez najmniejszego trudu można sprawdzić, kto i kiedy był wspólnikiem lub zasiadał we władzach podmiotów wpisanych do rejestru przedsiębiorców KRS. Mimo że powszechnie dostępne od lat narzędzia informatyczne, czerpiące dane z publikacji podawanych w Monitorze Sądowym i Gospodarczym, pozwalają sprawdzić każdego Polaka, a nadto łatwo sprawdzić wyniki finansowe spółek (również dostępne online), jakoś nie zanotowano jakichkolwiek negatywnych zjawisk, chociażby przestępstw, dokonywanych w związku ze sprawdzeniem, że dana osoba jest właścicielem dobrze prosperujących spółek.
Działanie portalu z Seszeli oczywiście zmusza do zadania pytania, jak to się stało, że im się udało. Ale moim zdaniem, zamiast szukania winnych, przede wszystkim należy natychmiast wrócić do normalności, tak by zasada jawności ksiąg wieczystych obejmowała także przeszukiwarkę ksiąg wieczystych, jako normalne narzędzie internetowe, dostępne także dla społeczeństwa, o co nie tak dawno apelowała Naczelna Rada Adwokacka w uchwale specjalnie poświęconej temu zagadnieniu.

POLECAMY

KOMENTARZE