Opinie

Tomczak: Domniemanie niewinności

Michał Tomczak, adwokat
rp.pl
Domniemanie niewinności stanowi quasi-konstytucyjną zasadę prawną. W rzeczywistości jest to zasada konwencjonalna, z której zrobienie praktycznego użytku jest w zupełności niemożliwe. Prokuratorzy i sędziowie przyjmują powoływanie się na tę zasadę jako wyraz skrajnej, godnej ubolewania naiwności.
W istocie rzeczy, uznanie obowiązywania zasady domniemania niewinności wprowadza więcej zamieszania, niż pożytku. Wprowadza ona stan fałszywej świadomości wśród wszystkich uczestników obrotu prawa karnego.
Problem jest zresztą nie tylko w zafałszowaniu treści samej zasady, ale w praktycznych koniecznościach związanych z prowadzeniem postępowania przygotowawczego. Gdyby bowiem przyjąć w pełni logiczne konsekwencje domniemania niewinności - wówczas stosowanie środków zapobiegawczych, w tym tymczasowego aresztowania jako naczelnego środka, byłoby niemożliwe. Otóż w rzeczywistości, domniemanie niewinności jako zasada postępowania karnego, jest modyfikowane przez „zasadę dużego prawdopodobieństwa" popełnienia czynu, które to duże prawdopodobieństwo jest przesłanką do stosowania środków zapobiegawczych na podstawie art. 249 § 1 Kodeksu postępowania karnego.
Problem polega na tym, że o ile zasada domniemania niewinności stanowi (rzekomo) spiżowy fundament prawa karnego to „zasada dużego prawdopodobieństwa", która w sposób skrajny modyfikuje faktyczne stosowanie domniemania niewinności, pozostaje w istocie rzeczy poza jakimkolwiek konceptem teoretycznym. Oznacza to w praktyce, że sądy orzekające - na wniosek prokuratora - o stosowaniu tymczasowego aresztowania , nie są zobowiązane do przeprowadzenia jakiegokolwiek sformalizowanego rozumowania dla wykazania, jak rozumiane jest przez sędziów „duże prawdopodobieństwo". W większości przypadków jak się wydaje, owo duże prawdopodobieństwo jest rozumiane najzupełniej literacko, by  nie powiedzieć, frywolnie. W przeciwieństwie na przykład do procedur finansowych, w ramach których wprowadzane są ścisłe reguły rozumowania (tak zwane testy) ani prokurator składający wniosek ani sąd wydający postanowienie o pozbawieniu wolności nie jest zobligowany do żadnych konkretnych intelektualnych procedur, udzielenia odpowiedzi na pytania, skonkretyzowania dowodów, na które się powołuje. Jedyne, co mówi prokurator we wniosku a następnie sąd w orzeczeniu – to stwierdza, że prawdopodobieństwo popełnienia czynu jest duże. Wskazanie dowodów ma niezwykle ogólny charakter. Sądy przed żądaniem konkretyzacji swojego wywodu niezmiennie bronią się (najzupełniej fałszywie rozumianą) zasadą niezawisłości orzekania. Ostatnio na przykład Sąd Rejonowy stosując tymczasowe aresztowanie, wśród dowodów uzasadniających duże prawdopodobieństwo z upodobaniem wymienił zeznania poszkodowanych zarzucanymi czynami – co z punktu widzenia owego prawdopodobieństwa nie miało najmniejszego znaczenia. Co więcej – pierwszy wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztowania zwykle opiera się na dowodach, które nie są znane ani podejrzanemu ani jego obrońcy. Niezależnie od wielu innych słabości polskiego postępowania aresztowego bezzwłocznej modyfikacji wymagają przepisy dotyczące samego sposobu formułowania wniosku prokuratury oraz dostępności powołanych dowodów dla podejrzanego oraz obrońcy. Prokurator powinien – pod rygorem nierozpoznania wniosku – mieć obowiązek wskazania tych dowodów, które dowodzą winy podejrzanego oraz uzasadnić wiarygodność takich dowodów. Powinien mieć także – na równym poziomie sformalizowany obowiązek – wskazania dowodów przeciwnych, o ile w jakikolwiek sposób zostały one zebrane w toku postępowania – i także ocenić wiarygodność tych dowodów. Analogiczne obowiązki – w stosunku do wniosku prokuratury – winien mieć sąd orzekający w sprawie. Sąd odnosząc się do poszczególnych dowodów powołanych przez prokuraturę powinien się wypowiedzieć na ich temat w uzasadnieniu orzeczenia. Tym samym zresztą sąd byłby zobowiązany do potwierdzenia, że czytał akta sprawy – czego sądy w postępowaniach aresztowych notorycznie nie robią. Uzasadnienie orzeczenia w sprawach aresztowych powinno być sformalizowane przepisami Kodeksu postępowania karnego – w uzasadnieniu powinny znaleźć się szczegółowo dowody, które zdaniem sądu uzasadniają duże prawdopodobieństwo. Co więcej – wszystkie takie dowody powinny być udostępnione podejrzanemu i obrońcy przed posiedzeniem aresztowym tak, aby mogli oni się wypowiedzieć w przedmiocie tych dowodów. W tej chwili często pierwsze stosowanie aresztu odbywa się w trybie inkwizycyjnym – prokurator oraz sąd znają dowody, których nie zna podejrzany ani jego obrońca. Prokurator powinien mieć także obowiązek określić we wniosku o stosowanie aresztu, jakie czynności i w jakim czasie, zamierza wykonać w okresie stosowania tymczasowego aresztowania. Praktyka stosowania tymczasowego aresztowania jest taka, że prokuratura po zastosowaniu tymczasowego aresztowania przez sąd zazwyczaj dochodzi do przekonania, że wypełniła swój obowiązek i nierzadko nie podejmuje żadnych innych czynności, podnosząc jedynie ogólnie, o konieczności kontynuowania śledztwa. Bardzo często w okresie, gdy podejrzany jest pozbawiony wolności - prokuratura nie robi literalnie nic. Jak mówią czasem teoretycy prawa – niezawisłość sędziów nie uzasadnia dowolności orzekania. W sprawach, w których chodzi o stosowanie tymczasowego aresztowania zdjęta jest z sędziów jakakolwiek odpowiedzialność za pozbawianie ludzi wolności. Z jednej strony, jest bowiem urząd państwowy – prokurator, który reprezentuje interes społeczny. Z drugiej strony, przesłanką orzekania sądów jest niedookreślone pojęcie dużego prawdopodobieństwa. Wreszcie, z trzeciej już strony – zgodnie z orzecznictwem  –  sądy mają obowiązek badania materiału dowodowego tylko w tym zakresie, w jakim uzasadnia on prawdopodobieństwo popełnienia zarzucanego czynu. Innymi słowy – skoro prokurator nie ma żadnego realnego obowiązku (poza fikcyjną deklaracją kodeksową z art. 2  Kodeksu postępowania karnego) zbierania dowodów przemawiających przeciwko winie – toteż dowody takie nigdy nie trafiają do materiałów postępowania przygotowawczego. Czyli – prokurator nie ma żadnego, obowiązku przedkładania sądowi dowodów obiektywizujących kwestię odpowiedzialności. Czyli – jakim cudem wniosek o stosowanie aresztu oraz materiał dowodowy zebrany na jego poparcie miałby nie wykazywać dużego prawdopodobieństwa popełnienia czynu? I tu się błędne koło domyka. Przy obecnym podejściu sądów do spraw aresztowych, przepisach, zdejmujących z sądu wszelką odpowiedzialność i nadających prokuraturze całkowitą swobodę kształtowania niekontradyktoryjnego postępowania przygotowawczego – faktycznym organem wydającym decyzję w przedmiocie tymczasowego aresztowania jest prokurator, nie sąd. Jest to oczywiście sprzeczne z porządkiem konstytucyjnym. Co więcej, ta „hiperboliczna" sytuacja sprowadza się do tego, że żaden organ nie jest do końca odpowiedzialny za stosowanie aresztu. Co prowadzi do sytuacji, w której nawet za najzupełniej niewłaściwie stosowane areszty nikt osobiście nie odpowiada. Prokurator z upodobaniem stwierdza – że przecież to sąd zastosował areszt, więc uznał jego racje. Sąd mówi – my tylko oceniamy prawdopodobieństwo na podstawie dowodów przedłożonych przez prokuratora, postępowanie wpadkowe nie jest momentem oceny całości materiału dowodowego. Cała sytuacja ma więcej przyczyn, niż tylko rozwiązania kodeksowe, choć te, niewątpliwie, stanowią pra-przyczynę tego swoistego nadużycia systemowego wolności indywidualnej. W tym kontekście odwoływanie się do zasady domniemania niewinności musi być uważane za naiwność najwyższego rzędu. Autor jest adwokatem i partnerem w kancelarii Tomczak i Partnerzy. Odpowiedzialny za zespół Działu Nieruchomości i Inwestycji.
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL