Najwyższy czas odkurzyć hotelowe gwiazdki

aktualizacja: 11.02.2013, 15:08
Wnętrze Hotelu Marriott w Warszawie
Wnętrze Hotelu Marriott w Warszawie
Foto: Materiały Promocyjne

Zmiana archaicznych zasad przyznawania gwiazdek hotelom wyjdzie wszystkim na dobre. Hotelarze będą mieli mniejsze koszty, a turyści jaśniejszą sytuację, jeśli chodzi o wybór miejsca noclegu

W Polsce działa ponad 2,1 tysiąca hoteli. Ich liczba mogłaby z dnia na dzień wzrosnąć nawet o połowę, gdyby zmieniono archaiczne zasady kategoryzacji obiektów noclegowych. Wprowadzenie regulacji podobnych do obowiązujących m.in. w Szwajcarii, Niemczech, czy Austrii, zwiększyłoby też dostępność polskich obiektów noclegowych dla zagranicznych turystów.
Czy zdobywające coraz więcej klientów, działające m.in. w Londynie, niskokosztowe hotele Tune mogłyby w Polsce zostać uznane za hotele? Nie. Dlaczego? Bo  nie mają... recepcji. Dlaczego warszawski Hyatt Regency, w świetle obowiązującego w Polsce prawa, pozostaje hotelem trzygwiazdkowym, chociaż w powszechnej świadomości i na międzynarodowych portalach  rezerwacyjnych figuruje jako hotel pięciogwiazdkowy? Bo zgodnie ze standardami sieci Hyatt, a wbrew polskim przepisom, podczas nadawania mu kategorii nie miał w pokojach odpowiedniego „fotelika". Dlaczego wiele komfortowych obiektów noclegowych urządzonych w obiektach nietypowych, np. zamkach i pałacowych pawilonach, pozostaje tylko „obiektami noclegowymi" a nie hotelami? Bo, ze względu np. na brak daszka nad wejściem czy też połączenie poszczególnych części mieszkalnych wspólnym korytarzem (co często jest konieczne ze względu na wymogi konserwatora zabytków), mogłyby dostać co najwyżej trzy gwiazdki i ich właściciele nie chcą „deklasować" marketingowo swych obiektów.

Ruszyć z posad ustawę o turystyce

Pod koniec zeszłego roku wiceminister sportu i turystyki Katarzyna Sobierajska zapowiedziała rozpoczęcie prac nad nową ustawą o turystyce. Chociaż prace nad zmianą prawa są spowodowane potrzebą poprawy uregulowań związanych przede wszystkim z działalnością organizatorów turystyki,  powinny stać się również okazją do zmiany przepisów dotyczących obiektów noclegowych. Mimo że  obecne uregulowania - rozporządzenie kategoryzacyjne wraz z załącznikiem - obowiązują od niespełna dwóch lat, zmiany takie są niezbędne.
Chociaż prace nad wspomnianym załącznikiem przeciągnęły się ponad wyznaczony prawem czas, został on przygotowany w sposób pospieszny i od razu zaczęło się mówić, że jest to rozwiązanie tymczasowe, które raczej prędzej niż później powinno zostać zmienione. Tym, o czym mówi się najgłośniej jest ograniczenie ścisłych wymogów infrastrukturalnych w kategoryzacji obiektów (np. minimalny metraż pokojów, zaplecze gastronomiczne, różne daszki, dywaniki, firanki, etc.) na rzecz „miękkich", usługowych funkcji obiektów. Wśród postulowanych zmian jest również zmiana całego systemu nadawania hotelom kategorii na podobny do wprowadzanego od kilku lat europejskiego systemu Hotelstars Union, który jest systemem bardziej nowoczesnym i praktycznym, niż rozwiązania obowiązujące obecnie w Polsce.
Najmniej się mówi – za to często myśli – o zmianie organów decydujących o przyznawaniu kategorii i późniejszym egzekwowaniu zachowania przez obiekty odpowiednich standardów. W Polsce są nimi urzędy marszałkowskie, natomiast w wielu krajach najczęściej izby i organizacje hotelarskie. Niestety, jest jeden zasadniczy problem - w Polsce istnieje kilka organizacji mieniących się reprezentantami branży noclegowej, ale ich działalność nie bardzo jest widoczna i odczuwalna dla obiektów noclegowych. Wynika to przede wszystkim ze zbyt małego potencjału członkowskiego każdej z tych organizacji i tego, że w pojedynkę są zdecydowanie zbyt małe, słabe i kiepsko zorganizowane, by skutecznie artykułować potrzeby tego środowiska i bronić jego interesów.

Stare zasady, nowa rzeczywistość

Zmiany zasad kategoryzacji są niezbędne, bo zmiany zachodzące na rynku turystycznym, zmiany funkcjonalne i architektoniczne, wprowadzanie do obiektów noclegowych nowych technologii, powodują, że obecne przepisy kategoryzacyjne coraz bardziej odstają od praktyki i rozwiązań przyjmowanych w innych krajach i stają się archaiczne.
Obowiązujący w Polsce system kategoryzacyjny został wprowadzony przed szesnastu laty wraz z ustawą o usługach turystycznych z sierpnia 1997 r. We wrześniu 2010 r. weszła w życie nowelizacja wspomnianej ustawy. Na rozporządzenie kategoryzacyjne do ustawy rynek czekał ponad rok. Gdy wreszcie w połowie listopada 2011 podpisał je minister sportu i turystyki okazało się, że mimo wysiłku branży, który włożyła ona w projekty i konsultacje z resortem, większość propozycji nie została uwzględniona a wprowadzone zmiany okazały się kosmetyczne.
W praktyce jedyną istotną zmianą okazało się wprowadzenie wymogu wyposażenia w klimatyzację obiektów o standardzie czterech gwiazdek, co po roku obowiązywania rozporządzenia, zaowocowało niewielkim spadkiem liczby hoteli tej kategorii oddawanych do eksploatacji.  Zmiany dotyczące moteli, ze względu na małe zainteresowanie inwestorów takimi obiektami (na 2,1 tysiąca hoteli tylko 128 to motele) oraz niespełnione nadzieje na rozwój tego segmentu rynku spowodowany – równie niespełnionym - rozwojem sieci autostrad i dróg szybkiego ruchu, należy uznać za marginalne.
Złagodzono wprawdzie zapis o konieczności wieszania firanek i zasłon w oknach, dopuszczając zastosowanie żaluzji lub rolet, jednak inne archaizmy pozostały. Można polemizować, czy niezbędne jest  zapewnienie gościom igielnika w obiektach od trzech do pięciu gwiazdek, a konieczność wyściełania podłogi pokoju w hotelu każdej kategorii wykładziną jest już co najmniej bezsensowna. Szczególnie w obiektach ekonomicznych jedno-, dwugwiazdkowych, w których śmiało można dopuścić np. panele podłogowe.
Przestarzałe wydają się też – szczególnie w dobie zmiany nawyków i gustów żywieniowych – zapisy dotyczące gastronomii, które wymuszają utrzymywanie przez wszystkie hotele kuchni i sali śniadaniowej, bo śniadania muszą być serwowane w obiektach wszystkich kategorii. W wielu obiektach o standardzie od jednej do trzech gwiazdek z powodzeniem można tę szczątkową, a jednak kosztowną (produkty, wyposażenie kuchni, personel, powierzchnia obiektu, która mogłaby być bardziej efektywnie wykorzystana, np. na dodatkowe pokoje) część gastronomiczną zastąpić automatami z kawą, kanapkami, czy przekąskami. Podobnie jest z posiadaniem restauracji w obiektach co najmniej trzygwiazdkowych. W wielu hotelach, szczególnie położonych w centrach miast, gdzie dookoła istnieją kawiarnie, bary i restauracje, hotelowy dział gastronomii bywa kulą u nogi, a zdarza się, że i gwoździem do trumny.
Jeśli postulujemy potrzebę zmiany przepisów, rodzi się pytanie, na czym te zmiany powinny polegać? Odpowiedź jest prosta: zmieńmy wszystko.

Hotelstars Union daje rozwiązanie

Polskie wymagania kategoryzacyjne wzorowane były najwyraźniej na wymaganiach, które do niedawna obowiązywały w Szwajcarii. Jednak trzy lata temu, uchodząca za ojczyznę hotelarstwa Szwajcaria, zrezygnowała z własnych przepisów, wstępując jako jeden z założycieli do Hotelstars Union (HU). Związek HU powstał na mocy dyrektywy Unii Europejskiej, dotyczącej usług, a także z inicjatywy i pod patronatem HOTREC, czyli Konfederacji Narodowych Organizacji Hoteli, Restauracji, Kawiarni w krajach UE.
Kraje należące do tych organizacji kierują się wytycznymi zawartymi w „21 zasadach HOTREC", dotyczącymi tworzenia regionalnych i ponadpaństwowych systemów kategoryzacji. Celem przyświecającym twórcom Hotelstars Union było takie ujednolicenie systemu klasyfikacji hoteli, które umożliwi rzetelne informowanie gości o kategorii danego obiektu. Twórcy systemu zapewniają, że przyczyni się to do wzrostu transparentności całej branży.
Ideałem byłoby oczywiście wdrożenie systemu we wszystkich państwach europejskich. Tym bardziej, że chociaż gwiazdek zawsze jest pięć, to do czasu powstania Hotelstars Union każdy z krajów miał własny system kategoryzacji. Ba, w Hiszpanii, czy Włoszech własny system kategoryzacji ma każdy region. Z kolei w Finlandii i Norwegii hotele nie podlegają kategoryzacji w ogóle.
Dziś, po trzech latach funkcjonowania, system kategoryzacji wg reguł HU obowiązuje już w 12 państwach Europy. Są to: Austria, Czechy, Estonia, Holandia, Litwa, Luksemburg, Łotwa, Malta, Niemcy, Szwajcaria, Szwecja i Węgry. Wprowadzenie kryteriów HU rozważają też Francja (która w tym roku zyskała status obserwatora) i Hiszpania.  Polska do HU nie weszła, chociaż brała udział we wstępnej fazie prac.

Punktowanie hotelarza

System HU został oparty na 270 kryteriach i systemie punktowym. Kryteria zostały dobrane na podstawie badań przeprowadzonych wśród gości, dzięki temu  mają zaspokoić ich wymagania i oczekiwania. Do zakwalifikowania hotelu do jednej z pięciu podstawowych kategorii od jednej do pięciu gwiazdek, obiekty muszą spełniać podstawowe kryteria oraz osiągnąć minimalną liczbę punktów. Maksymalnie hotel może otrzymać  860 punktów. Punkty przyznawane są za wiele różnych elementów, od cech podstawowych po bardzo nietypowe. Pod uwagę bierze się między innymi: komfort spania, czystość w hotelu czy jakość obsługi. Co bardzo ważne i miałoby doskonałe zastosowanie na polskim rynku, a dzięki czemu o wiele więcej obiektów mogłoby używać zastrzeżonej nazwy hotel, nowa kategoryzacja jest bardzo elastyczna i nie dyskwalifikuje hotelu za brak jednego z elementów. Jeśli hotel ma inne ważne cechy, które znajdują wyraz w punktacji,  braki konstrukcyjne czy niedociągnięcia w innych dziedzinach mogą być akceptowane.
Hotele danej kategorii, które ze względu na wyposażenie czy zakres usług przekraczają wyraźnie określony próg minimalnej punktacji, otrzymują miano „Superior".  System dzieli też obiekty na hotele i hotele garni (Bed & breakfast), czyli obiekty bez gastronomii, serwujące gościom tylko śniadania. Wymagania co do hoteli garni są identyczne jak w przypadku pozostałych hoteli, jednak w sumie mogą one mieć o 20 punktów mniej niż pozostałe obiekty danej kategorii. Istotne jest natomiast, że maksymalna liczba gwiazdek dla hotelu garni to cztery. I chociaż system, w porównaniu z obowiązującym w Polsce pięciogwiazdkowym, owocuje w sumie 18 kategoriami hoteli, to nie tylko oddaje rzeczywiste zróżnicowanie wyposażenia i zakresu usług świadczonych przez hotele, ale jest przy tym przejrzysty. W praktyce, w przypadku np. hoteli o standardzie jednej gwiazdki, czyli turystycznych, mamy do czynienia z czterema rodzajami obiektów: 1*, 1* Superior, Garni 1*, Garni 1* Superior.

Metrowy pokój? Czemu nie

Pierwszym, co rzuca się w oczy we wspólnym systemie kategoryzacji, jest brak wymagań dotyczących minimalnej powierzchni pokojów w odniesieniu do obiektów poszczególnych kategorii.  W teorii pokój mógłby zatem mieć jeden metr kwadratowy. Jednak tylko w teorii, bo  musi się w nim zmieścić chociażby łóżko, którego minimalne wymiary wynoszą 0,9 x 1,9 m.
Za powierzchnię pokoju obiekty otrzymują punkty: od 10 (za pokoje większe niż 14 mkw.) do 25 (za pokoje ponad 30 mkw.). Przy czym tylko 15 procent pokojów w obiekcie może mieć mniejszą powierzchnię niż deklarowana i może nie mieć łazienki. Jednak w takich wpadkach goście muszą być o tym poinformowani. Dla porównania - w Polsce w hotelach nowo budowanych łazienki muszą mieć wszystkie pokoje, niezależnie od kategorii. W wypadku obiektów starszych, hotele z trzema - pięcioma gwiazdkami muszą mieć łazienki przy wszystkich pokojach, dwugwiazdkowe w połowie pokojów, a jednogwiazdkowe w jednej czwartej.
Według polskich przepisów kategoryzacyjnych minimalna powierzchnia pokoju w hotelu jednogwiazdkowym wynosi 8 mkw., a w obiekcie pięciogwiazdkowym 14 mkw. W obu wypadkach do powierzchni pokoju wlicza się łazienkę.  Budząca w Polsce kontrowersje sprawa wind, które musi mieć każdy obiekt pięciogwiazdkowy, jeśli ma więcej niż jedno piętro, każdy hotel, który ma więcej niż cztery piętra, a hotele cztero- i pięciogwiazdkowe muszą być wyposażone w dodatkowe windy towarowe, została rozwiązana zupełnie inaczej. Wymóg posiadania dźwigów osobowych mają jedynie hotele o standardzie czterech i pięciu gwiazdek, które mają więcej niż trzy kondygnacje, czyli dwa piętra.  Za posiadanie windy hotel otrzymuje maksymalną punktację za jeden element, czyli 15 punktów. Dla porównania, tyle samo punktów otrzymują hotele, które zamiast standardowych łóżek mają pojedyncze o wymiarach 1 x 2 m, lub podwójne o wymiarach 2 x 2 m. Jeśli już mowa o łóżkach, to 10 punktów „kosztuje" hotel posiadanie higienicznych pokrowców na materace, a kolejne 10 czyszczenie materaców przynajmniej raz na 2 lata, przy czym należy dołączyć świadectwo przeprowadzania czyszczenia. Najwyższą punktację system częściej przyznaje jednak za świadczenie usług, np. concierge czy parkowanie samochodu, niż za poszczególne elementy wyposażenia bądź infrastruktury hotelowej.

Zdejmijmy firanki i wykładziny

Za elementy wyposażenia pokoju, z wyjątkiem indywidualnej klimatyzacji, która zasługuje na maksymalną liczbę punktów, nie otrzymuje się więcej niż 3 punkty. Spersonalizowane powitanie gościa, ale nie polegające jedynie na wyświetleniu informacji na ekranie odbiornika TV, ale np. dołączeniu listu i kwiatów lub czekoladek, to dodatkowe 6 punktów. Dostęp do Internetu jest wymagany dla hoteli od trzech gwiazdek w górę, jednak w obiektach trzygwiazdkowych Internet może być dostępny wyłącznie w przestrzeniach publicznych.
W żadnej kategorii obiektów nie jest wymagane ani posiadanie centrum SPA, ani basenu (za basen wewnątrz hotelu otrzymuje się 15 punktów), ani sal bankietowych. Za ostatnie można dostać 2 (sale powyżej 50 osób), 4 (sale powyżej 100 osób) lub 8 punktów (sale powyżej 250 osób).
Tymczasem w Polsce hotele, które chcą otrzymać cztery lub pięć gwiazdek muszą mieć co najmniej dwa rodzaje usług w tzw. zespole odnowy biologicznej, który obejmuje: basen kąpielowy, saunę, solarium, siłownię oraz masaże i inne usługi rekreacyjne.  W klasyfikacji HU sale konferencyjne punktowane są w zależności od powierzchni i wysokości – maksymalną notą jest 10 punktów, za salę o powierzchni 250 mkw. i wysokości co najmniej trzech metrów.
Kryteria Hotelstars nie zawierają też tak wielu szczegółów regulujących architekturę hotelu i wyposażenie, jak polski załącznik z wymaganiami kategoryzacyjnymi. Nie ma ani słowa o słynnych daszkach przy wejściu do obiektu, czy o zadaszonym połączeniu między poszczególnymi budynkami. Nie ma też regulacji dotyczących tego, co ma się znajdować na podłodze hotelu (w Polsce ma to być „dywan lub wykładzina dywanowa") ani tego, co ma wisieć w oknie. W polskich przepisach kategoryzacyjnych takie wymagania są, na co – jak na konieczność posiadania firan – polscy hotelarze narzekają szczególnie.

Mniej edukacji, więcej swobody

Z zasadami i wymaganiami systemu kategoryzacyjnego przyjętego przez Hotelstars Union można polemizować. Zresztą sami twórcy, zdają sobie sprawę z jego niedoskonałości i z tempa zmian zachodzących na rynku turystycznym. Oto bowiem w tym roku HU zaczyna pierwszy z zapisanych w statucie, odbywających się w cyklu pięcioletnim, przeglądów swoich kryteriów. Celem takich lustracji, opartych m.in. na badaniach opinii gości, ma być lepsze dostosowanie standardów do międzynarodowych trendów i przyszłych wymagań turystów.
Owa dziecięca jeszcze niedoskonałość HU, nie zmienia faktu, że systemu ten jest bardziej praktyczny i życiowy niż wymagania kategoryzacyjne obowiązujące w Polsce. Bardzo często podkreśla się „edukacyjną" rolę naszych przepisów, co w wypadku młodego, mało doświadczonego, ale żywiołowo rozwijającego się rynku, owocuje wymuszeniem wyższego standardu powstających obiektów. Ale przecież, czy hotelarz, który chce, by w jego obiekcie nocowali goście i, by do niego wracali, nie wyposaży swego obiektu we wszystkie osiągalne dla niego udogodnienia? Niezależnie od tego, czy przepisy tego wymagają, czy nie?

Gwiazdki od urzędników, czy branży?

I chociaż właśnie owa „edukacyjność" jest głównym argumentem przeciwników jakichkolwiek zmian w obecnym systemie kategoryzacyjnym, to w istocie kryją się za tym dwa istotne problemy. Pierwszym jest chęć utrzymania rynkowego status quo przez obecnych właścicieli hoteli. A każdy kolejny hotel na rynku zwiększa im konkurencję, a oni nie po to inwestowali w obiekt mający spełnić określone standardy i stać się hotelem, żeby teraz inne obiekty mogły wejść do „klubu hoteli" tylnymi, tańszymi, drzwiami.
Założenie to jest o tyle błędne, że hoteli i tak systematycznie przybywa. Przybywa też i innych obiektów noclegowych, które chociaż w Polsce nie mogą być określane słowem hotel,   budzącym skojarzenia, takie jak standard, komfort, czy zaufanie, to w praktyce konkurują i odbierają klientów hotelom. A na zagranicznych – i nie tylko - portalach rezerwacyjnych i tak są określane jako hotel i polskie prawo, które ma obowiązek karać właścicieli obiektów używających nazwy rodzajowej hotel w sposób nieuprawiony, nie może im nic zrobić.
Drugim problemem jest, kto ma decydować o  zaszeregowaniu obiektów do poszczególnych kategorii. W Polsce są to marszałkowie województw, na podstawie rekomendacji „mieszanej" komisji kategoryzacyjnej składającej się z urzędników i przedstawicieli branży hotelarskiej. Natomiast w większości krajów europejskich, administracja nie ma nic do kategoryzacji, ponieważ dokonują jej samodzielnie organizacje – izby lub stowarzyszenia – hotelarskie. Chociaż w Polsce rozważano ten wariant, to jednak przepadł on w trakcie prac nad ustawą, co motywowano nie tyle chęcią obdarzenia marszałków  jeszcze jednym kawałkiem władzy, ile ówczesną (połowa lat 90.) słabością działających w Polsce hotelarskich organizacji branżowych. Wprawdzie nigdzie nie zostało zapisane, że gdy organizacje branżowe „urosną w siłę", to urzędnicy przekażą kategoryzację w ich ręce, ale gdzieś w zbiorowej świadomości branży, utrwalił się takie właśnie przekonanie.
Problemem jest tylko to, że chociaż organizacji hotelarskich przybyło, to każda z nich jest słabsza, niż  w latach 90. Potencjał dałoby im połączenie, ale o tym, gdy większość wysiłków kierują na zdobywanie pieniędzy potrzebnych do przetrwania, a nie na działania na rzecz swojego środowiska, nie ma chyba na razie co marzyć. A i urzędnicy, jak pokazuje doświadczenie, uprawnień i władzy raz danych, oddać bez walki nie będą chcieli. Przekazać więc kategoryzacji nie ma komu, a pozostawienie jej w rękach urzędników oznacza najprawdopodobniej zablokowanie wszelkich istotnych zmian. Bo – znów odwołamy się do przykładów z innych rynków europejskich – na rynkach gdzie kwestie kategoryzacji powierzono administracji jej kryteria określone zostały w sposób techniczny, tak by były jednoznaczne do sprawdzenia. Kwestie świadczonych usług określone są ogólnikowo, a sama kategoryzacja dla obiektów, które chcą posługiwać się nazwami prawnie zastrzeżonymi (hotel, motel, pensjonat), jest obowiązkowa. W krajach, w których w proces kategoryzacji zaangażowane są stowarzyszenia branżowe, kryteria są bardziej szczegółowe, zorientowane na jakość i dotyczą także usług. Na takich rynkach, w myśl zasady: hotel dla wszystkich, gwiazdki dla wybranych, mianem „hotel" mogą określać się wszystkie obiekty noclegowe, a kategoryzacji może się poddać ten, kto uzna to za stosowne i spełni kryteria.

Dziś zacząć, by skończyć za rok lub dwa

Zwolennicy zmian obecnego systemu kategoryzacji oprócz braku nowoczesności i życiowości, zarzucają mu skostnienie i zbyt małe zróżnicowanie, które część hoteli próbuje pokryć poddawaniem się zupełnie niepotrzebnej i nie mającej znaczenia dla gościa certyfikacji i „wyróżnianiu" się przy pomocy – przyznawanych również w zamian za tzw. wpisowe – nagród, tytułów i dyplomów.
Jasno mówią też, że część wymagań jest zupełnie niepotrzebna, że wpędzają one inwestorów w niepotrzebne koszty, co hamuje rozwój jakościowy rynku. Zwolennicy zmian podnoszą też argument bardzo nośny. I praktyczny. Oto turyści, szczególnie międzynarodowi, oczekują jednolitych kryteriów, dzięki którym będą wiedzieli czego spodziewać się po hotelu trzygwiazdkowym, niezależnie od tego, w jakim stoi kraju.  Ponieważ kryteria kategoryzacji obiektów w poszczególnych krajach nie pokrywają się, to – by uniknąć rozczarowań i problemów – zamiast wybierać hotele niezależne działające pod lokalnymi markami, decydują się na korzystanie z obiektów sieciowych, działających pod globalnymi markami, które mają ściśle określone, stałe standardy wyposażenia i obsługi. Zatem zeuropeizowanie klasyfikacji obiektów hotelowych w Polsce mogłoby pomóc w zwiększeniu liczby zagranicznych turystów w obiektach nie należących do globalnych sieci, o czym każdy właściciel takiego hotelu przecież marzy.
Zmian, o których piszę, nie da się wprowadzić z dnia na dzień. Jeśli pani minister Katarzyna Sobierajska wspomina o rozpoczęciu prac nad nowym prawem turystycznym, to trzeba mieć świadomość, że raczej nie wejdzie ono w życie w ciągu kilku miesięcy. Bardziej realnym terminem wydaje się nawet nie koniec tego roku, ale roku 2014. Dlaczego? Na rok 2014 zapowiadana jest zmiana unijnej dyrektywy turystycznej, od zgodności z którą będą zależały zapisy polskiej ustawy.
Hotelarze mają więc czas na przygotowanie swoich propozycji i włączenie ich w tryb prac nad nową ustawą. Niestety, tylko pozornie. Bo np. wprowadzenie kategoryzacji zgodnej z zasadami Hotelstars Union – gdyby taka właśnie chęć przeważyła - będzie wymagało większych zmian prawnych, w tym zmian w przepisach nie mających bezpośredniego związku z rynkiem turystycznym, czy hotelowym. Przy tym zmiany takie będą wymagały czasu i pewnego okresu dostosowawczego, jak to miało miejsce podczas wprowadzania zasad HU na Węgrzech czy w Holandii. Dlatego, jeśli branża chce naprawdę odkurzyć i unowocześnić hotelowe gwiazdki, musi zacząć starania o to już dziś.
Komentarz dnia
Żródło: turystyka.rp.pl

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE