Obalam mity o szkodliwości deregulacji

aktualizacja: 13.12.2012, 20:53
Foto: Archiwum autora

To Polacy zabierają pracę zachodnim przewodnikom i pilotom, i to całkiem legalnie. Tu się szkolą - tam jadą do pracy - pisze zwolennik deregulacji tych zawodów

Wysłuchanie publiczne w Sejmie ("W Sejmie o przewodnikach turystycznych") dało pilotom i przewodnikom turystycznym kolejną okazję do krasomówczych popisów. Mają do tego niewątpliwy talent, są chyba najbarwniejszą z protestujących przeciw deregulacji grup i łatwo przyciągają uwagę mediów. Wypada więc obalić kilka mitów, które często przy tej okazji są powtarzane. A także wykazać, że pozytywy deregulacji mogą znacznie wychodzić poza listę zwyczajowo przytaczanych korzyści.
Osobom spoza branży mogą wydawać się dziwne ostrzeżenia o inwazji pilotów zagranicznych, zwłaszcza z krajów zachodnich, którzy "zabiorą naszym chleb". Emigracja zarobkowa przybiera przecież odwrotny kierunek. Dotyczy to w równym stopniu branży turystycznej. Sam zajmuję się rekrutacją polskich pilotów dla brytyjskiego i niemieckiego biura podróży, którzy świadczą im usługi całkowicie zastępując swoich zagranicznych odpowiedników, płacąc przy tym podatki w Polsce. Jest to współpraca korzystna dla obu stron i całkowicie legalna - zawód przewodnika czy pilota w krajach na zachód od Odry nie jest regulowany żadnymi przepisami.
O co więc chodzi protestującym? O utrzymanie sytuacji, w której zagraniczni touroperatorzy są zmuszani wbrew własnym potrzebom do najmowania polskiego przewodnika, często występującego jako zbędny figurant. Przymus taki jest sprzeczny z duchem i literą polskiej ustawy turystycznej, której celem jest ochrona klienta (nie zaś usługodawcy) i prawem konsumenckim. Tymczasem jednak gąszcz niejasnych, nie rozumianych przez cudzoziemców, przepisów umożliwia stosowanie szantażu.
Deregulacja zlikwiduje tę legislacyjną "sztuczną mgłę" i przyczynić się może w pewnym stopniu do zwiększenia odwiedzin zagranicznych gości w Polsce. Zagraniczne grupy, nawet jeśli nie wynajmą przewodnika, w hotelach i restauracjach pozostawią niepomiernie więcej pieniędzy. Trzeba też dać wreszcie odpór nawoływaniom do polityczno-historycznej indoktrynacji przyjezdnych, co przypomina budzenie upiorów z minionej epoki.
Deregulując usługi przewodnickie możemy być za to świadkami pozytywnego trendu znanego z wielu zachodnich ośrodków turystycznych - przyjazdu ekspatów z innych krajów, tworzących oryginalne produkty turystyczne dla swoich pobratymców (i płacących na miejscu podatki - od tego deregulacja nie zwalnia). Z reguły nie stanowią oni konkurencji, ale cenne uzupełnienie lokalnej oferty i magnes dla przyjezdnych. Ich funkcjonowanie jest dziś blokowane bezsensownymi barierami, np. koniecznością zdawania egzaminów po polsku. To oni, jak i inne podmioty lepiej wyczuwające rynkowe trendy, są solą w oku "tradycyjnych" przewodników.
Nie wiem czy w Krakowie został ukarany jakiś legendarny profesor, znajomy ministra. Znam natomiast historię bezprzykładnie głupiego szantażowania Amerykanina Johna Atkinsa, pioniera oferującego zwiedzanie Krakowa na rowerach. W sierpniu 2008 r. brutalnie przerwano mu imprezę i wystawiono 500-złotowy mandat za nielegalne oprowadzanie.
Strzałem w stopę trzeba nazwać postawę klubu SLD, który jako jedyny w całości deregulacji się sprzeciwia. Hołduje przy tym raczej konserwatywno-patriarchalnym tradycjom południa Europy, a nie ideom nowoczesnej, zachodniej lewicy. Dla tej - wolność uprawiania zawodu jest wpisana w kanon wartości, na równi z liberalizmem światopoglądowym i obyczajowym. Nieprzypadkowo to właśnie kraje skandynawskie mają najmniej regulowanych zawodów. A wracając do branży turystycznej - SLD-owcy mogliby zasięgnąć informacji u swoich koleżanek i kolegów z niemieckiej SPD. Z lewicowego skrzydła tej partii wywodzi się grupa polityków, którzy od kilku lat lobbują na rzecz unowocześnienia prawa europejskiego i całkowitej swobody transgranicznego świadczenia usług przewodnickich.
Maciej Zimowski
właściciel biura Bird Service, od stycznia 2008 r. prowadzi bloga wolneprzewodnictwo.blog.pl
Komentarz dnia
Żródło: turystyka.rp.pl

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE