Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Muzyka

Staram się łamać bariery muzyczne

Wayne Shorter
Fotorzepa, Michał Warda Mic Michał Warda
Wayne Shorter, amerykański saksofonista i kompozytor, goœć Bielskiej Zadymki Jazzowej, opowiada, za co ceni Tinę Turner i jak dzięki muzyce można przejœć w innš rzeczywistoœć
Marek Dusza: Z jakš myœlš wychodzi pan na scenę? Wayne Shorter: Każdy koncert mojego kwartetu jest odpowiedziš na pytanie: jak dalece możemy zmienić naszš muzykę? Ale to powolny proces, który dokonuje się w nas i dopiero póŸniej przekłada się na dŸwięki. Ma pan znaczšcy udział w sukcesie albumu Herbiego Hancocka "River: The Joni Letters", który właœnie otrzymał najważniejszš nagrodę Grammy. Czy dla pana było to szczególne nagranie?
Zaciekawił mnie udział tak wielu wokalistek popowych, ale najbardziej zadowolony jestem z tego, że na tej płycie nie krzyczš. Tina Turner wspaniale opowiada historię zawartš w poezji Joni Mitchell. Nie szuka przerw między naszymi frazami, jak większoœć wokalistek, lecz œpiewa razem z nami. Miles Davis użył kiedyœ okreœlenia "œpiewać ponad liniš nut". Najczęœciej wokalistki trzymajš się tylko rytmu, jak roboty. Pamiętam, że wiele lat temu w telewizyjnym talk-show zapytano Tinę, czy zaœpiewałaby jazzowš piosenkę. Ona odpowiedziała: kto wie, może kiedyœ? To właœnie się stało. Czytałem, że Herbie Hancock chciałby nagrać jazzowy album z Tinš Turner. Myœli pan, że ten plan się powiedzie? Możliwe. Tina ma jeszcze dużo czasu, by się do tego przygotować. Musi słuchać innych, ale przede wszystkim siebie, tak jak w piosence "Edith And The Kingpin" z tego albumu. Nagrywajšc go, czytaliœcie nuty i teksty Joni Mitchell. Czy to zmieniło pana podejœcie do muzyki? Z pewnoœciš, ale nie tylko to. Teksty wywołały dyskusję, rozważaliœmy możliwoœci interpretacji, każdy zgłaszał swoje pomysły. Chyba na żadnej sesji z moim udziałem nie było tak szczególnej, twórczej atmosfery porozumienia. Jestem jednak muzykiem, tekst jest dla mnie mniej ważny. Dlaczego na płycie jest pana kompozycja "Nefertiti", której Joni Mitchell nigdy nie œpiewała? Joni chciała opisać historię egipskiej królowej, ale nie zdšżyła. Pozostała wersja instrumentalna, którš nagra- liœmy wczeœniej. Pamiętam, że Miles Davis też lubił ten temat. Mówił, że wszystko w nim jest, nawet improwizacje. Powiedział pan kiedyœ, że muzyka jest kroplš w oceanie życia. Może pan rozwinšć tę myœl? Ocean to życie wokół mnie. Ja i moja muzyka to maleńka jego częœć, tak jak każde życie, nie tylko ludzkie. Ale człowiek jest odpowiedzialny zarówno za siebie, jak i innych. Ci, którzy myœlš tylko o sobie, to ignoranci. Sšdzi pan, że muzyka może wpływać na słuchaczy? Grajšc każdš nutę, mam takš nadzieję. Staram się łamać muzyczne bariery, by dowieœć, że postęp jest możliwy. Nie chodzi mi o tzw. awangardę, popisywanie się szybkimi dŸwiękami, które nic nie znaczš. Ja i moi muzycy wkracza- my w nieznane za każdym razem, kiedy wychodzimy na scenę. To więcej niż awangarda. To wyjœcie w inny wymiar, w innš rzeczywistoœć. Myœlę, że Beethoven, Chopin, Ravel czy Strawiński mieli te same odczucia, tworzšc. Dotykali wiecznoœci. Wielu ludziom się wydaje, że żyjš tylko raz i jeœli nie zdobędš czegoœ, nie będš tego mieć. Ale jeœli wiesz, że jesteœ wieczny, nie troszczysz się o to, co masz teraz. Chciałbym poprosić pana o chwilę wspomnień. Z czym kojarzy się panu okreœlenie "Newark Flash"? Perkusista Max Roach tak mnie nazwał. Pochodzę z Newark, przyjeżdżałem do No- wego Jorku na krótko. Grałem jam session w jakimœ klubie i wyjeżdżałem. Pojawiałem się i znikałem jak błysk flesza. Muzycy pytali się nawzajem: kto to jest? "O, przyszedł "Newark Flash"" – mówili potem. A Café Bohemia? Tam spotkałem wszystkich wielkich muzyków, którzy póŸniej wyruszyli na wiele lat do Europy. Przyjechałem wtedy na tydzień do Nowego Jorku przed odbyciem służby wojskowej. Max zaprosił mnie na scenę, na kontrabasie grał Oscar Pettiford, przyłšczył się Art Blakey. Było nam bardzo smutno, bo to były pożegnalne koncerty. PrzyjaŸnił się pan z Johnem Coltrane'em. O czym rozmawialiœcie? O życiu. On zawsze szukał czegoœ, co łšczy wszystkie jego aspekty. Wróćmy do muzyki. Przecież rozmawiamy o muzyce! Kiedy w czasie prób w ze- spole Milesa Davisa opowiadaliœmy o swoich przeżyciach, Miles słuchał i pytał: czy potrafisz to zagrać? Albo: jeœli to przeżyłeœ, zagraj to. Miles wiedział, że życie ma swoje brzmienie. Saksofon, na którym pan gra, został wykonany w tym samym roku co Johna Coltrane'a. Czy ten instrument pomógł panu znaleŸć własne brzmienie? Szukanie go jest złożonym procesem, w którym instrument stanowi tylko pewnš częœć. Mam starego selmera wykonanego po wojnie z przetopionych łusek od pocisków armatnich. Pewien producent powiedział mi, że w czasie wystrzału w metalu zachodzš procesy przemiany molekularnej, które wpływajš na brzmienie. Ale w Japonii znalazłem nowoczesne instrumenty, które bardzo mi odpowiadajš. To z nimi zwykle podróżuję. Na płycie "River: The Joni Letters" i pan, i Herbie Hancock gracie bardzo oszczędnie. Co pan myœli o ciszy w muzyce? Jeœli ma podkreœlać ekspresję, akceptuję jš. Cisza daje nam moment na zastanowienie, skupia uwagę. Bo życie co chwila stawia nam pytanie: co będzie póŸniej? Oczekiwanie jest ciszš. Jego karierę można podzielić na pięć etapów: grupa Jazz Messengers Arta Blakeya (1959 – 1964), kwintet Milesa Davisa (1964 – 1970), grupa Weather Report (1970 – 1985), solowe nagrania i współpraca z grupš V.S.O.P. i Herbie Hancockiem. Od 2000 r. stoi na czele własnego kwartetu. Otrzymał dziewięć nagród Grammy. – Polska to kraj z sercem – powiedział saksofonista Wayne Shorter, odbierajšc wczoraj w Bielsku-Białej nagrodę Anioła Jazzu. Kwartet legendarnego muzyka był głównš gwiazdš trwajšcego do niedzieli Lotos Jazz Festival X Bielska Zadymka Jazzowa. Klub Klimat pękał w szwach. Biletów nie było już dawno, a na jedyny występ Shortera w Europie przyjechali miłoœnicy jazzu z kilku krajów i wielu polskich muzyków. Było warto, bowiem Shorter zagrał, jakby uskrzydlony nagrodš, jeœli nie lepiej niż rok temu w Warszawie, to na pewno odważniej. Pierwszy utwór trwał ponad czterdzieœci minut. O ile utworem można nazwać grupowš improwizację czterech wybitnych muzyków: Shortera, pianisty Danilo Pereza, basisty Johna Patitucciego i perkusisty Briana Blade’a. Saksofonista szuka nowych form wyrazu, odrzucajšc tradycyjne schematy, jak wspólne granie melodii czy następujšce po niej improwizacje. Rytm rwał się, zmieniał tempo, krótkie frazy saksofonu rzadko układały się w melodie. Trudno było doszukać się harmonii, a jednak publicznoœć słuchała tej nowej pod każdym względem muzyki jak zaczarowana. Ale to napięcie musiało dać upust emocjom i w końcu pojawiły się okrzyki zachwytu. Shorter zagrał muzykę przyszłoœci, która potrafi przekazać słuchaczom energię ze zdwojonš siłš. md
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL