Kary za brak karty wędkarskiej zbyt surowe

aktualizacja: 24.10.2012, 08:19
Za łowienie ryb bez dowodu na posiadanie uprawnień grozi większa odpow...
Za łowienie ryb bez dowodu na posiadanie uprawnień grozi większa odpowiedzialność niż za jazdę samochodem bez prawa jazdy.
Foto: Fotorzepa, Robert Wójcik Robert Wójcik

Za łowienie ryb bez dowodu na posiadanie uprawnień grozi większa odpowiedzialność niż za jazdę samochodem bez prawa jazdy

REDAKCJA POLECA
Łowienie ryb z łódki, która nie jest zarejestrowana, czy wędkowanie bez karty wędkarskiej lub odpowiedniego zezwolenia kończy się nie tylko karą grzywny. Sądy obligatoryjnie orzekają o podaniu orzeczenia o ukaraniu do publicznej wiadomości, na koszt ukaranego. Do tego dochodzi przepadek sprzętu, który służył do łowienia ryb, nawet wtedy, gdy nie jest własnością sprawcy wykroczenia. Takie konsekwencje grożą również wtedy, gdy wędkarz posiada wprawdzie stosowne uprawnienia, ale ich zapomniał.
Sankcje te nie podobają się prof. Irenie Lipowicz, rzecznikowi praw obywatelskich, która w swoim piśmie do ministra rolnictwa upomina się o zmianę prawa.

Czy taki groźny

Zdaniem RPO system kar i środki karne wymierzane za wykroczenia określone w art. 27a ust. 1 ustawy o rybactwie śródlądowym są nadmiernie surowe. Kary są też nieproporcjonalne do przewinienia i mogą naruszać zasadę równości wyrażoną w art. 32 konstytucji. Prof. Irena Lipowicz wskazuje, że nieadekwatnym środkiem karnym jest trwałe odebranie karty wędkarskiej bądź jej przekazanie do depozytu sądowego na okres nie krótszy niż 12 miesięcy, do czasu złożenia przez osobę ukaraną ponownego egzaminu z wynikiem pozytywnym.
– Ustawa o rybactwie śródlądowym przewiduje surowsze konsekwencje wobec rybaka łowiącego ryby bez posiadania przy sobie stosownych dokumentów niż wobec kierowcy, który prowadzi na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu pojazd, nie mając przy sobie np. prawa jazdy – argumentuje prof. Irena Lipowicz.
Trudno się z tym nie zgodzić, skoro kierowca za brak każdego dokumentu podczas kontroli na drodze dostaje po 50 zł mandatu. W sumie taka kara nie może przekroczyć 250 zł. Tymczasem zarówno osoba bez uprawnień, jak i wędkarz niemający przy sobie karty i zezwolenia może (gdy trafi przed sąd) stracić sprzęt, którego wartość wynosi od kilkuset do nawet kilku tysięcy złotych. – Ryby są istotami żyjącymi i nie można bagatelizować zasad ich łowienia. Każdy, kto wędkuje bez uprawnień, powinien mieć świadomość, że straci sprzęt – uważa Wojciech Kotowski, jeden z autorów komentarza „Przestępstwa pozakodeksowe". – Kary mają charakter wychowawczy, a ich złagodzenie mogłoby zostać potraktowane jako pobłażanie kłusownictwu. Sąd jednak powinien mieć możliwość dostosowania środka karnego do stopnia przewinienia – dodaje.
Jego zdaniem nie można także postawić znaku równości między kłusownikiem, który wyciąga ryby sieciami i popełnia przestępstwo, a osobą, która wędkuje bez uprawnień czy zapomniała ich z domu, bo to jest tylko wykroczenie.

Trudno odstąpić

Brak swobody dla sędziów przy orzekaniu w takich przypadkach jest także nie na rękę policji czy straży rybackiej.
– W niektórych przypadkach sprawcy nie są karani. Sąd może odstąpić od wymierzenia kary za wykroczenie tylko dlatego, że nie chce zastosować zbyt dolegliwego środka karnego. W takiej sytuacji nie ma żadnej kary, a to też nie jest dobre – mówi Robert Kucyk, komendant wojewódzki Państwowej Straży Rybackiej w Warszawie.
Jego zdaniem surowe sankcje za wykroczenia nie sprawdzają się. Należałoby przywrócić do ustawy poprzednie rozwiązania, zgodnie z którymi sądy nie były zobligowane do stosowania wspomnianych środków karnych.

Mandat by wystarczył

W piśmie rzecznika praw obywatelskich do ministra rolnictwa czytamy, że w drodze mandatu karnego nie nakłada się grzywny za wykroczenia, za które należałoby orzec środek karny. Rzecznik podkreśla, że to także świadczy o nadmiernej surowości przepisów.
Robert Kucyk wskazuje też, że zgodnie z ustawą o rybactwie śródlądowym Państwowa Straż Rybacka może nakładać mandaty za wykroczenia określone w ustawie. Takiej możliwości nie ma już jednak policja, która musi kierować wnioski o ukaranie do sądu.
Strażników w Polsce jest tylko 359, dlatego często pomaga im policja. Stąd większość wniosków o ukaranie wędkarzy trafia do sądów rejonowych, a w nich dodatkowo orzekany jest obowiązek naprawienia szkody lub nawiązka w wysokości do dwudziestokrotnej wartości przywłaszczonych ryb.
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Business Communication. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Business Communication lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE