Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Sztuka

Wyzwoleni z technicznej perfekcji

Przemysław Pokrycki „Œlub No. 1”, 2008
Fotorzepa, Przemysław Pokrycki PP Przemysław Pokrycki
Dziœ pstrykajš już prawie wszyscy. Ale czy to znaczy, że przybyło nam artystów i dobrych zdjęć?
Sylwetki prawie 100 współczesnych fotografów (od tych zajmujšcych się modš, reportażem, portretami, po tych przeglšdajšcych archiwa), ponad 500 kolorowych zdjęć i przeglšd najważniejszych trendów proponuje „Decydujšcy moment". Zobacz galerię zdjęć To pierwsza ksišżka podsumowujšca ostatniš dekadę w fotografii. Dekadę, w której upowszechniły się aparaty cyfrowe. Telefonami komórkowymi robi się profesjonalne sesje. Zdjęcia oglšda się przede wszystkim na monitorach, a coraz to nowych kadrów jest tyle, że oczy aż robiš się czerwone. Dziesięciolecie zaczęło się fenomenem umieszczania zdjęć na fotoblogach, a kończy dominacjš Facebooka, do którego zdjęcia płynš z naszych smartfonów  rzekš szerszš od Amazonki i Wołgi razem wziętych. – Amatorskš fotografię napędza Facebook. Robię fotę, wrzucam do sieci i czekam na reakcję. Coraz więcej osób nie wysyła już do siebie esemesa, tylko samo zdjęcie. To rodzaj komunikacji ze œwiatem. Nazywam to emofotografiš, bo opowiada prawie wyłšcznie o przeżyciach samego autora: ja widzę, ja jem, ja jadę – mówi Adam Mazur, autor ksišżki o nowych zjawiskach w polskiej fotografii po roku 2000.
– Fotografia jak żadna inna dziedzina sztuki zależy od technologii i co kilka, kilkanaœcie lat, kiedy tylko na rynku pojawi się nowy wynalazek, wszystko w niej się zmienia. Wszystko, nawet tak podstawowe kategorie jak: kto to jest fotograf? Co to jest dobre zdjęcie? Po co się je robi? Kto na nim zarabia? Przestawiajš się klocki i zasady ustawia się od nowa – mówi Kuba Dšbrowski, fotograf wykształcony w czeskiej Opavie, a pracujšcy w Warszawie, Mediolanie, Paryżu. – Jeszcze parę lat temu sam gest trzymania komórki do fotografowania kojarzył się raczej obciachowo. Aż do pojawienia się programu Hipstamatic. Prosta rzecz, którš najtrudniej było wymyœlić – aplikacja, która nieuniknione niedoskonałoœci miniaturowego aparatu zmienia w korzyœci. Zestaw algorytmów przetwarza zdjęcie, by sprawiało wrażenie, jakby wykonał je ktoœ znajšcy się na technice fotografowania: podbicie kontrastu, przebarwienia, łuny, wpadajšce œwiatło. Klatki prawie zawsze wyglšdajš superatrakcyjnie. Nawet te „z niczego". Wielu zawodowych fotografów twierdzi, że technika i masowoœć fotografii doprowadziły jš do pauperyzacji, sprowadziły do ładnej widokówki. Nie zgadza się z tym Łukasz Trzciński, fotograf: – Dzisiejsza fotografia wyzwoliła nas z przymusu technicznej perfekcji, która przez lata ograniczała. Liczy się to, co chcesz powiedzieć swoimi zdjęciami, nikt nie dyskwalifikuje cię tylko dlatego, że Ÿle coœ skadrowałeœ albo dostarczyłeœ wadliwš odbitkę. Wszyscy sš jednak zgodni: mamy taki przesyt zdjęć, że trzeba na nowo zapytać: do czego służy fotografia? – Cišgle wierzę, że do  tego, by dokumentować œwiat. Aby ludzie za 50 lat wiedzieli, jak żyliœmy na poczštku XXI wieku. Dlatego masowoœć ma zalety: ten obraz życia będzie bardziej bezpoœredni – mówi Kuba Dšbrowski. – Kiedyœ agencja Magnum wysyłała swojš gwiazdę Martina Parra z Anglii do Chin, by zrobił materiał o tamtejszej klasie œredniej. Dziœ można obejrzeć ten proces, przeglšdajšc amatorskie zdjęcia w Internecie. – Fotografia jest jak urzšdzanie mieszkań: wszyscy się na tym znajš. Efekt jest taki, że w polskich domach królujš œciany żółte, łososiowe, ciężkie Swarzędze. Trudno zrozumieć ludziom, że najlepsze dla nich byłyby œciany białe i proste meble z Ikei – œmieje się Mikołaj Długosz, fotograf i kurator. Odpowiednikiem kolorowych œcian sš zdjęcia z Iphone'a, mebli z Ikei – najprostsze możliwe kadry przy naturalnym œwietle. Coraz więcej osób wybiera właœnie to drugie. Konrad Pustoła dokumentuje niedokończone domy, Przemysław Pokrycki uroczystoœci rodzinne (chrzest, wesela, pogrzeby). Inni za pomocš zdjęć oswajajš historyczne demony: Elżbieta Janicka wybiera się z aparatem w dzielnice, które powstały na gruzach getta warszawskiego, Wojciech Wilczyk wybiera budynki, w których kiedyœ mieœciły się synagogi, Andrzej Kramarz miejsca, gdzie dochodziło do masowych mordów podczas II wojny œwiatowej. Krzysztof Zieliński w cyklu „Millennium School" dokumentuje szkołę swego dzieciństwa. Jeszcze inni jak Nicolas Grospierre ociepla nam architekturę modernizmu, do niedawna wzgardzane bloki z wielkiej płyty, opuszczone oœrodki wczasowe. – Nastšpiło totalne rozmycie tożsamoœci. Trudno dziœ postawić granicę między fotografiš mody, komercyjnš a sztukš. A może jeszcze inaczej: fotograf musi dziœ robić sesje dla komercyjnych klientów, umieć zdobyć grant za granicš, odnaleŸć się w galerii – twierdzi Mazur. Roœnie jednak grupa twórców, którzy odmawiajš dokładania się do wzbierajšcego oceanu zdjęć. – Nie mam zaufania do ludzi, którzy lubiš fotografować – deklaruje wprost Trzciński, który stoi za projektem „Take Me", opartym na zdjęciach zamieszczanych na portalach randkowych przez kobiety z Europy Wschodniej. Długosz wywołał parę lat temu burzę, wybierajšc do serii „Real Foto" autentyczne zdjęcia zamieszczone na portalu internetowym Allegro.pl. Dziœ rolš fotografa jest coraz częœciej porzšdkowanie i wybieranie z chaosu, z ogromu obrazów znaczšcych całoœci, które nie przytłoczš, lecz sprawiš, że wyobraŸnia widza zacznie pracować w inny sposób. Na jeszcze innš strategię wskazuje Jakub Œwircz, kurator przygotowujšcy ksišżkę o współczesnej kulturze wizualnej. – Częœć twórców sięga po rożnego rodzaju konstrukcje, wykonuje specjalne obiekty, pracuje niemal rzeŸbiarsko i dopiero efekt tej pracy staje przed obiektywem aparatu. Przypomina to pracę filmowca, konstruktora lub rzeŸbiarza. W tym kontekœcie wystarczy spojrzeć na prace Bownika, Filipa Berendta czy Anny Orłowskiej. To sš rzeczy trudne w realizacji. Długotrwałe, pieczołowicie przygotowywane i również pochłaniajšce œrodki finansowe. Dzisiejsi 20–30-latkowie z aparatami w dłoni to pokolenie tanich biletów lotniczych, podróży bez paszportu, znajomych rozsianych po całej Europie. Wystawa Roberta Franka w Londynie? Dla wielu to nie kłopot. – Niedawno byłem na spotkaniu z takimi ludŸmi i mówili o Terrym Richardsonie czy Ryanie McGinleyu jak o swoich kolegach. Jest w tym doza bezczelnoœci, zapatrzenia się w nich jak we współczesnych celebrytów. Ale wiedza jeszcze nikomu nie przeszkadza – mówi Mazur. – Wiem, że to trudny i fascynujšcy czas dla wszystkich zajmujšcych się fotografiš. Nikt nie wie, co się wykluje. Studentom daję jednš radę: nikogo nie słuchajcie, bo wszyscy sš zagubieni nie mniej niż wy! Myœlcie i róbcie po swojemu – żartuje Dšbrowski, wykładajšcy na Akademii Fotografii.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL