Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Wiadomoœci

Władza Tuska jest zepsuta

Artur Balazs
Fotorzepa, Dariusz Gorajski
Jeszcze nigdy w ostatnim dwudziestoleciu nie było w Polsce takiego poziomu nepotyzmu i kolesiostwa - mówi Artur Balazs, były minister rolnictwa, polityk prawicy w rozmowie z Mariuszem Staniszewskim i Bartoszem Marczukiem
Doœć dobrze zna pan Donalda Tuska. Sšdzi pan, że jest w stanie przełamać negatywnš dla niego tendencję i przejšœć do ofensywy? Artur Balazs: Rzeczywiœcie można powiedzieć, że dobrze znam Tuska jako polityka. I uważam, że reprezentuje w polityce wszystko to, co w istotnej częœci negatywne. Przerost formy nad treœciš, niedotrzymywanie zobowišzań, brak jasnego, ideowego przesłania, które zastšpił marketing polityczny. Nowoœciš jest pojawienie się służb specjalnych. Prokuratura prowadzi œledztwo w sprawie inwigilowania posła PiS Tomasza Kaczmarka przez Służbę Kontrwywiadu Wojskowego.
Nie znam bliżej tego przypadku, ale sytuacja nie jest to dla mnie zaskoczeniem. W cieniu Tuska schronili się ludzie służb specjalnych odpowiedzialni za prowokację wobec mojej osoby. Fabrykowanie dowodów przeciwko mnie skończyło się skazaniem byłego szefa Centralnego Biura Œledczego, nie ma więc wštpliwoœci, że mieliœmy do czynienia z prowokacjš. Ludzie odpowiedzialni za takie działania w strukturach rzšdu nadzorowani sš bezpoœrednio przez premiera osobiœcie. Może on o tym nie wie? Informowałem go o tym osobiœcie. Zadbałem o to, by listy trafiły na jego biurko. Co to za ludzie? Premier wie, kim oni sš i zdecydował się ich pozostawić w swoim otoczeniu. Tusk nie jest zainteresowany wyjaœnianiem tego rodzaju spraw, a przez to ci ludzie pozostajš zupełnie bezkarni. To sytuacja bardzo niebezpieczna dla państwa, gdy grupa osób ze służb specjalnych, które formalnie za nic nie odpowiadajš, sterujš ważnymi dla funkcjonowania kraju procesami. Do tej pory, gdy służby pojawiały się w kontekœcie walki z opozycjš czy innych działań poza prawem, znaczyło to głębokš chorobę władzy. Rzeczywiœcie oznacza to kryzys władzy i jej zepsucie. Ale układ polityczny dogorywa także z innego powodu. Tusk przewodzi formacji, które totalnie zawłaszcza państwo. Dla PO życie partyjne jest znacznie ważniejsze niż służba państwu. Ale tafla lodu, po której stšpa premier i jego ugrupowanie jest coraz cieńsza. Nie wystarczy już opanowany do perfekcji marketing polityczny. Pod względem nepotyzmu i kolesiostwa tak Ÿle jak obecnie w historii ostatnich dwudziestu lat jeszcze nie było. Żaden rzšd tak ostentacyjnie nie ignorował obywateli i nie lekceważył składanych przez siebie obietnic. Społeczeństwo jest innego zdania. Wysokie słupki poparcia wynikajš - według mojej oceny - z braku alternatywy, która posiadałby akceptację społecznš. Tuskowi i Platformie udało się dzięki wsparciu częœci mediów wzbudzić w obywatelach obawę zagrożenia zwišzanš z PiS-em. Utrwaliło się przekonanie, że za rzšdów Kaczyńskiego o szóstej rano nie koniecznie musiał dzwonić mleczarz. Według tego scenariusz nikt nie mógł być pewny dnia ani godziny. Od tego czasu minęło już pięć lat. Ale wspomnienie to funkcjonuje w œwiadomoœci społecznej, bo cišgle jest podgrzewane. Przykładem tego jest choćby pomysł postawienia przed Trybunałem Stanu Jarosława Kaczyńskiego. Ten obraz przesłonił niewštpliwe dokonania tamtego rzšdu. Przy zastrzeżeniach do działań Kaczyńskiego, trzeba powiedzieć o jego dwóch fundamentalnych osišgnięciach. To tamten rzšd dał gospodarce wielki pozytywny impuls w postaci realnego obniżenia podatków. Inni o tym tylko mówili, on to zrobił. Druga sprawa to zablokowanie wejœcia do strefy euro. Gdybyœmy się w niej znaleŸli, dziœ pewnie gralibyœmy w jednej lidze z Grecjš, bo kryzys uderzyłby w nas znacznie mocniej. Widocznie obrazy zamykanych ludzi sš silniejsze niż płacenie niższych podatków. Jarosław Kaczyński spowodował, że walka z korupcjš odbywała się naprawdę. Nikt tu nie udawał. Politycy i urzędnicy, którzy mieli coœ na sumieniu, musieli mieć œwiadomoœć, że zostanš obnażeni. Korupcja rzeczywiœcie była wypalana goršcym żelazem. Pewnie byli ludzie z otoczenia Kaczyńskiego, którzy się tym zajmowali i czasem przesadzali. Sš przykłady, które to potwierdzajš. To jednak były epizody. Platforma zbudowała jednak zupełnie inny wizerunek tych rzšdów i on - przy pomocy zaprzyjaŸnionych mediów - został utrwalony. Dlatego PiS nie jest już dziœ postrzegany przez istotnš częœć wyborców jako partia, która może zastšpić PO. Sšdzę, że przez najbliższe trzy lata powinna się pojawić alternatywa dla tych dwóch, uwišzanych w żelaznym uœcisku ugrupowań. Trudno uwierzyć, żeby tylko strach przed PiS trzymał obywateli przy PO. Z obecnego układu korzysta oczywiœcie rozbudowany aparat partyjny. On może czuć satysfakcję. Wyborcy głosujšc dwukrotnie na Platformę wykupili weksel nadziei, że będzie lepiej, otworzš się szanse i staniemy się drugš Irlandiš. Ten weksel zdewaluuje się ostatni, bo trudno z dnia na dzień wyzbyć się nadziei i powiedzieć sobie otwarcie, że ludzie, którym się zaufało wcale nie majš zamiaru wywišzywać się ze złożonych obietnic. Ale system Tuska ma wielu klientów, którzy zawsze będš na niego głosować. Rzeczywiœcie skala jest niespotykana na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat, ale to cišgle za mało, by utrzymać się przy władzy. Ten klientelizm i nepotyzm muszš doprowadzić ten system do bankructwa. Wizje rychłego upadku Tuska powtarzane sš od kilku lat. Fikcja jest coraz bardziej widoczna. Patologiczne procesy sš coraz częœciej obnażane. WeŸmy przykład bardzo ważnej dla rolnictwa Państwowej Spółki Cukrowej. Odbywał się tam konkurs na prezesa. Procedura wyłoniła kandydata, który odpowiadał merytorycznym wymogom - to były wiceprezes firmy. Ponieważ nie był to kandydat, którego życzyła sobie Platforma, pochodzšca z resortu skarbu przewodniczšca rady nadzorczej zaleciła, by nie powoływać go na to stanowisko. W radzie zasiada czterech przedstawicieli plantatorów i szeœciu skarbu państwa, ale głosy rozłożyły się pięć do pięciu. Rozpisano nowy konkurs. Jednoczeœnie przeprowadzono œledztwo, którego celem było ustalenie, kto głosował wbrew zaleceniom władzy. Ustalono, że był to przedstawiciel Ministerstwa Rolnictwa. Usunięto go więc z rady i wsadzono innego przedstawiciela ministra skarbu. W nowym konkursie wygrał już przedstawiciel PO? Sprawa stała się głoœna i kandydat, który wygrał pierwszy konkurs okazał się najlepszy także w drugim. Był w stanie przebić się przez to partyjniactwo, bo mówiono o tym w mediach. Ten przykład pokazuje jednak, jak wyglšdajš konkursy organizowane przez tš władzę. W tym przypadku system został pokonany. Chciałem pokazać mechanizm. Ale jeœli panowie chcš przykładu bez happy endu, to przytoczę przykład spółki PGE - Energia Odnawialna S.A. Tam władza dokonała skoku na kasę - wymieniła zarzšd i znaczšcš częœć dyrektorów. Gdy zaczšłem się tym interesować i pytać ich o powody dymisji, prosili, bym się tym nie zajmował i nie powoływał się na rozmowy z nimi. Bali się? Obawiali się represji, ale mieli też wiele do stracenia. Władza, by zapewnić sobie poczucie spokoju przyznała im wysokie odprawy. W tej spółce prezesem był człowiek, który nie należał do żadnej partii i dobrał sobie ludzi według klucza kompetencyjnego. On próbował wyczyœcić firmę z nieprawidłowoœci, dlatego nie pełnił funkcji nawet przez rok. Razem nim odeszli: wiceprezes, trzech głównych dyrektorów departamentów, dwóch zastępców dyrektorów departamentów oraz około dwudziestu szefów różnych działów. Cała merytoryczna kadra kierownicza. Silna miotła. Zapewniono im pełne odprawy, w niektórych przypadkach do 15 miesięcy. Suma odpraw sięga więc kilku milionów złotych. Dotykajšc jednej, niewielkiej spółki, widzimy jak działa system Tuska. Co było powodem czystki? W sprawozdaniach rocznych nie ma słowa na temat trudnoœci firmy - wypracowała zysk, dobrze funkcjonowała. Jest tylko jedna sprawa, która wskazuje, że coœ poszło nie tak, bo zarzšd nie dostał absolutorium. Jedna z uchwał wišże się z zakupem Elektrociepłowni Przeworsk. Decyzję o tej inwestycji podjšł jeszcze poprzedni zarzšd, a ten chciał tę sprawę wyjaœnić. Badajšc zakup doszedł do wniosku, że to było kosztowne i nieopłacalne przedsięwzięcie. I tu prezes zetknšł się z prawdziwš politykš? Obecnie próbuje się tš transakcjš obcišżyć zarzšd, których chciał sprawę wyjaœnić. Tymczasem należałoby przyjrzeć się powišzaniom poprzedniego zarzšdu z nadzorujšcym tę spółkę wiceministrem. Co się teraz dzieje w spółce? Została obsadzona swoimi ludŸmi i jest spokój. Tu widać, że względy merytoryczne nie majš większego znaczenia. Zasady powoływania ludzi na stanowiska widzieliœmy już przy taœmach PSL i sprawie spółki Elewarr. To ciekawe, bo sprawa ogłoszona jako wielka afera, tymczasem wynagrodzenie roczne dla Andrzeja Œmietanki to niewiele w porównaniu z PGE - Energia Odnawialna. Tam był pokazany skandaliczny mechanizm wykorzystywania państwa. On był rzeczywiœcie naganny, ale warto zwrócić uwagę, co stało się dalej. Po wybuchu afery, szeregu publikacji i nagłoœnieniu sprawy premier Tusk na stanowisko pełnišcego obowišzki prezesa Agencji Rynku Rolnego powołał Lucjana Zwolaka, wiceprezesa Agencji Rynku Rolnego i pełnomocnika ARR ds. nadzoru właœcicielskiego oraz szefa rady nadzorczej spółki Elewarr. Bez tego człowieka żadna decyzja o wypłacie jakichkolwiek pieniędzy dla Œmietanki nie mogła zostać podjęta. Innymi słowy jeœli w Elewarrze coœ się złego działo, to osoba powołana na stanowisko p.o. prezesa ARR odpowiadała za to w stu procentach. W zwišzku z tym rodzi się pytanie, czy rzeczywiœcie były tam jakieœ nieprawidłowoœci, czy tylko sprawa została nagłoœniona, by przykryć np. sprawę Amber Gold. O istnieniu tych taœm wiadomo było przecież od stycznia. On jest jednak tylko pełnišcym obowišzki prezesa ARR, konkurs trwa. Ta nominacja ma kluczowe dla wyjaœnienia afery. Jeœli zadbać o prawdę w tej sprawie ma człowiek, bez akceptacji którego żadne pienišdze, by nie wypłynęły, to mamy sytuację nienormalnš. To jak kazać lisowi pilnować kurnika. Decyzja Donalda Tuska każe wštpić w autentycznoœć afery. Trudno przecież uwierzyć, by premier majšc œwiadomoœć istnienia nieprawidłowoœci powołał człowieka za nie odpowiedzialnego. W przypadku powołania p.o. szefa ARR mógł przecież sięgnšć po kogo chciał. A jednak zrobił jak zrobił. Z punktu widzenia obecnej władzy sprawa Elewarru nie jest zresztš wielka. Znacznie więcej, bo ponad milion złotych rocznie będzie zarabiał przecież Aleksander Grad. Tusk bez żadnego konkursu wsadził go na stanowisko prezesa spółki energetycznej. Powišzanie osobiste jest tu ewidentne, a jednak premier się nie zawahał. Nie oglšdał się żadne względy. Ta arogancja jednak nie przeszkadza wyborcom. Każdy inny rzšd zmiotłaby jedna afera, jakš na koncie ma PO - hazardowa czy Amber Gold. Zaufanie do tej władzy wyczerpuje się dłużej, ale to następuje. Nie wszystkie niedocišgnięcia będzie można wytłumaczyć zbliżajšcym się kryzysem. Ta władza zajmuje się przecież głównie sobš, a nie państwem i obywatele przekonujš się o tym coraz boleœniej. Wierzy pan, że uda się odwołać rzšd Tuska dzięki konstruktywnemu wotum nieufnoœci? Arytmetyka sejmowa jest oczywista - obecna koalicja ma większoœć. Poza tym obecny rzšd powinien dotrwać do końca kadencji. A potem może jeszcze trzeciš kadencję. Polska polityka spsiała. Nie ma w niej żadnych zasad, ani trochę myœlenia o władzy w kategoriach służby społeczeństwu. Polityka potrzebuje nowego powiewu, nowych ludzi. Wielu z nich już funkcjonuje w partiach, ale nie majš szans, by się przebić. Aby to oni zaczęli nadawać ton, panujšca dziœ ekipa musi się skompromitować do końca. Mam nadzieję, że wystarczš do tego trzy lata obecnej kadencji. Myœlę, że to wystarczy obywatelom do dokonania realnej oceny.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL