Wiadomości

Człowiek jest religijny z natury

Zbigniew Stawrowski
Fotorzepa, Magda Starowieyska Magda Starowieyska
Współcześni ateiści religię uważają za opium dla ludu. Powinni jednak zapytać sami siebie, jaką formę odurzenia stanowi wiara w to, że Boga nie ma - mówi filozof Zbigniew Stawrowski w rozmowie z Michałem Płocińskim
Lubelska Fundacja "Wolność od Religii” rozpoczyna ogólnopolską akcję antykatolicką. Jak mamy w ogóle rozumieć pojęcie „wolność od religii?
Zbigniew Stawrowski: Niektórzy uważają, że można oderwać człowieczeństwo od religii jako takiej, że można być człowiekiem w ogóle niereligijnym. Nazywają to właśnie wolnością od religii, zakładają, że religia jest jakimś dodatkiem, poglądem na świat, który można dowolnie zmieniać, a także zupełnie go się wyzbyć. Są oni przekonani, że człowiek może z religii zrezygnować, ba, nawet powinien to dla własnego dobra uczynić. Jednak jest zgoła inaczej, bo człowiek jest istotą religijną ze swej natury. Czyli ateiści nie są ateistami?
Spytałbym inaczej: czy ich ateizm nie jest przypadkiem także jakąś formą religijności? Marcin Luter powiedział: „To, co najbardziej kochasz, to jest Twój Bóg”. Pewnie każdy z nas ma coś takiego, co jest dla niego najważniejsze, co najbardziej kocha -coś, za co wręcz byłby gotów oddać własne życie. A jeśli to jest dla nas absolutną wartością, czyli w pewnym sensie po prostu bogiem, to okazuje się, że każdy z nas jest w tym sensie człowiekiem religijnym. Warto więc pytać ateistów - każdego z osobna, bo przecież pod tym względem będą się między sobą różnić - za co każdy z nich byłby gotów oddać własne życie? A więc nie religia jako taka jest atakowana przez ateistów. Nie chodzi o to, czy ktoś wierzy, czy nie wierzy, ale w co kto wierzy. Problemem nie jest to, czy się jakieś najwyższe wartości przyjmuje, lecz to, jaka jest ich treść. Czy są to, na przykład, wartości uniwersalne: dobro, prawda, piękno, czy też bardziej przyziemne: szczęście, dobrobyt, kariera, sława, władza, albo nawet - jak to bez ogródek ujął św. Paweł - własny brzuch. Ateiści próbują religie - zwłaszcza religię chrześcijańską - pokazać jako coś, co obniża rangę człowieczeństwa. Ludzie religijni są dla nich jakby jeszcze nie w pełni ludźmi, bo są zniewoleni, opanowani przez jakieś przesądy. Religia to w gruncie rzeczy dla współczesnych ateistów opium ludu - jak twierdził Karol Marks. Może by więc sami siebie zapytali, jaką formę odurzenia stanowi ateizm - wiara w to, że Boga nie ma. Jednak sama wolność, o którą walczą ateiści, to przecież fundament bycia człowiekiem. Oczywiście, człowiek jest istotą wolną i powołaną do wolności; wszystko, co robimy, jest jakimś jej wyrazem: np. wolność działania, słowa, przemieszczania się itd. Jest też i wolność religijna, ale nie dotyczy ona po prostu kwestii posiadania jakichś przekonań religijnych, bo na to, co myślimy, i tak nikt nie ma bezpośredniego wpływu. Tu chodzi o wolność religijną jako działanie w świecie, wykonywanie pewnych czynności w oparciu o motywacje religijne. Nie jest więc to wolność od religii, ale właśnie wolność do niej, prawo swobodnego okazywania jej w życiu publicznym. Fundacja Wolność od Religii chce wywiesić billboardy z napisem „Nie zabijam. Nie kradnę. Nie wierzę”. Jak rozumieć to hasło? Dwa pierwsze człony nawiązują nie tylko do dekalogu, ale po prostu do elementarnych i oczywistych prawd obecnych w każdej ludzkiej kulturze. Nie wiem, czemu ktoś czuje potrzebę umieszczania na plakacie takich banałów... Za to trzeci człon jest trochę zagadkowy - „nie wierzę” w co? Każdy w coś wierzy, więc domyślam się, że chodzi o to, że ktoś nie wierzy w to, w co wierzą, a raczej komu ufają, chrześcijanie. Ale przecież istotą chrześcijaństwa jest miłość, czyli bezinteresowna troska o drugiego człowieka. Czy wobec takich właśnie wartości autorzy hasła deklarują swoją nieufność? Ateistom na pewno chodzi o Biblię - to w nią nie wierzą. Czyli nie wierzą w „mity”, „bajki” i „jakieś tam opowieści”, których rozumny człowiek nie powinien traktować poważnie. Nie wszyscy ateiści jednak tak płytko traktują ten problem, przypomnijmy choćby słowa Leszka Kołakowskiego, swojego czasu chyba najbardziej znanego polskiego ateisty: „deszcz bogów sypie się z nieba na pogrzebie jednego Boga, który się przeżył”. On w pewnym momencie rozumiał, że zawsze w coś wierzymy. „Każda ludzka istota -jak pisał filozof Max Scheller -wierzy w Boga albo w bożki”, a tymi bożkami, tymi idolami może być doprawdy wszystko. Charakterystyczne jest także, że ich hasło jest wyłącznie negatywne: trzy razy „nie”. Można jeszcze dodać np. „nie myślę” i jawi się przed nami pewien ideał człowieka, który wszystko neguje. Bardzo bym chciał usłyszeć przekaz pozytywny - w co ci ludzie wierzą, co dobrego chcą robić, co proponują? Bo inaczej o czym mamy dyskutować? Prof. Zbigniew Stawrowski jest filozofem polityki, dyrektorem Instytutu Myśli Józefa Tischnera, pracuje w Instytucie Politologii UKSW i Instytucie Studiów Politycznych PAN
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL