Nauczyciele na dorobku?

aktualizacja: 15.09.2012, 17:02
Foto: Fotorzepa, Marian Zubrzycki

Połowa nauczycieli zarabia już o 50 proc. więcej niż średnia pensja. Podwyżki nie poprawiają jakości kształcenia

Mirosław Handke, minister edukacji narodowej w rządzie Jerzego Buzka, wprowadzając w 1999 roku reformę oświaty, stwierdził: nauczyciele udają, że pracują, a państwo udaje, że im płaci. Po kilkunastu latach od tej wypowiedzi można stwierdzić, że wiele się nie zmieniło, jeśli chodzi o pierwszą jej część. Polski nauczyciel ma najniższy wymiar pracy dydaktycznej na świecie, po 10 latach zatrudnienia jest w praktyce nie do zwolnienia. Z drugiej strony trudno docenić ponadprzeciętną aktywność wyróżniających się pedagogów.
Jeżeli jednak przyjrzymy się zestawieniom dotyczącym płac, okazuje się, że nie są one już tak niskie jak przed laty.  Po kilku latach podwyżek, jakie zafundował pedagogom premier Donald Tusk, ich zarobki zdecydowanie wyróżniają się na tle średniej krajowej.
Nikt nie kwestionuje tego, że praca nauczyciela powinna być dobrze opłacana. Problem polega na tym, że szef rządu, rozdając pieniądze, zapomniał o reformie, która podniosłaby jakość ich pracy. O to dopominają się samorządy, które dźwigają ciężar podwyżek. – Celem zmian, jakie proponujemy w Karcie, jest m.in. uelastycznienie wynagradzania nauczycieli, tak by dyrektor szkoły mógł docenić tych wyróżniających się – mówi Andrzej Porawski ze Związku Miast Polskich.
Trochę statystyki. W I kwartale 2012 r. średnia pensja wynosiła 3473,9 zł. Jak na tym tle wyglądają nauczyciele? Ich pensje zależą od tzw. stopnia awansu zawodowego. Są cztery: nauczyciel stażysta, kontraktowy, mianowany, dyplomowany. Obecnie zarabiają oni odpowiednio: 2717 zł, 3016 zł, 3913 zł oraz 5 000 zł.
W tym miejscu należy podkreślić, że odsetek nauczycieli posiadających najwyższy stopień awansu zawodowego wynosi już 49 proc., a mianowanych kolejne 27 proc. Zdecydowana większość pedagogów (prawie 80 proc.) otrzymuje więc co miesiąc blisko 4 tys. lub 5 tys. zł.
Za co płacimy nauczycielom? To określa Karta nauczyciela. Zgodnie z nią ich tygodniowy czas pracy nie może przekroczyć 40 godzin zegarowych. Z tym że ich pensum, a więc wymiar obowiązkowych zajęć dydaktycznych, wynosi 18 godzin lekcyjnych. Dodatkowo nauczyciele w zależności od rodzaju szkoły muszą jedną lub dwie godziny pozostawać do dyspozycji dyrektora.
Pozostały czas ich pracy ma być przeznaczony na przygotowanie się do zajęć, samokształcenie czy np. uczestnictwo w radach pedagogicznych, zebraniach z rodzicami. Tyle tylko, że nikt nie wie, ile czasu nauczyciele faktycznie poświęcają na tę aktywność. Pewne jest, że wyrabiają pensum oraz że mają wyjątkowo korzystne warunki, jeśli chodzi o urlop i przerwy w pracy. Łącznie mogą liczyć na prawie 80 dni wolnych w roku.
Z ostatnich danych zebranych w raporcie OECD „Education at a Glance 2012" wynika, że polski nauczyciel pracujący w szkole podstawowej spędził przy tablicy w 2010 r. 502 godziny lekcyjne, czyli 162 minuty dziennie. Średnia unijna to 758 godzin lekcyjnych, a więc o 50 proc. więcej niż w Polsce. Nasi południowi sąsiedzi – Czesi – mieli w 2010 średnio 862 godziny dydaktyczne, Niemcy – 805, Francuzi – 918, Węgrzy – 604, Anglicy – 684. W wielu krajach, podobnie jak w Polsce, nauczyciele mają określoną liczbę godzin, którą poza lekcjami muszą spędzić w szkole.
Ze statystyk OECD wynika, że polskie regulacje wymagały, by w 2010 polski nauczyciel był obecny w szkole przez 540 godzin, angielski musiał tam spędzić 1265 godzin, hiszpański i grecki – 1140, a fiński 794.
W tym kontekście należy zwrócić też uwagę na zarobki pedagogów w różnych krajach. Zgodnie z danymi OECD w Polsce nauczyciel szkoły podstawowej z 15-letnim stażem pracy zarobił w 2010 r. równowartość 15 168 dolarów. To lepsze wynagrodzenie niż nauczyciela słowackiego i węgierskiego, ale gorsze niż w Czechach, a nawet w Meksyku. Średnio nauczyciele tego typu szkół z podobnym stażem zarabiali w UE równowartość 38 280 dolarów.
Wśród nauczycieli jest największy odsetek osób zadowolonych ze swojej pracy
Ale zupełnie inaczej wyglądają te statystyki, kiedy pokazują wynagrodzenie za czas pracy w klasie. Wynika z nich, że polski nauczyciel dostaje za godzinę pracy równowartość 30 dolarów. To więcej niż czeski, słowacki czy węgierski. Porównywalnie z zarobkami pedagogów izraelskich. Francuski nauczyciel szkoły podstawowej dostaje za godzinę pracy dydaktycznej równowartość 36 dolarów, a amerykański 41.
Rewelacyjne zarobki godzinowe pedagogów potwierdzają też dane GUS. Przeciętne wynagrodzenie za godzinę pracy wyniosło na koniec października (ostatnie dostępne dane) blisko 22 zł. Ale nauczyciele szkół podstawowych dostają 184 proc. tej kwoty, nauczyciele gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych blisko 200 proc. To więcej niż lekarze, specjaliści ds. finansowych czy inżynierowie i porównywalnie z tym, ile zarabiają, jak to określa GUS, specjaliści z dziedzin prawa.
Każda próba rozpoczęcia debaty o zmianach w czasie pracy nauczycieli spotyka się z radykalnym sprzeciwem pedagogicznych związków. Padają argumenty o nieznajomości specyfiki pracy tego zawodu. Nauczyciele chętnie też opowiadają o tym, jak długo i ciężko pracują oraz jak niskie wynagrodzenie dostają z tego tytułu. – Problem z pensjami nauczycielskimi polega na tym, że rzadko otrzymują oni średnie kwoty wynagrodzeń określone przez MEN – mówi Sławomir Broniarz, szef ZNP.
Nieco inne światło na komfort ich życia rzuca przygotowywany m.in. przez dr. hab. Janusza Czapińskiego raport „Diagnoza społeczna". Wynika z niego, że to wśród nauczycieli jest największy odsetek osób zadowolonych z osiągnięć i jeden z największych wśród tych, którzy zadowoleni są ze swojej pracy. Badani pedagodzy przyznali w zdecydowanej większości, że są szczęśliwi, nie zamierzają też wyjeżdżać za granicę do pracy.

POLECAMY

KOMENTARZE