Edukacja

Sześciolatki pogrążą minister Krystynę Szumilas

ROL
Rząd nie ma pomysłu, jak rozwiązać problem reformy obniżającej wiek szkolny. Grozi nam kolejny chaos
To już kolejny rok szkolny, kiedy rodzice mogą posyłać sześciolatki do szkół. Ich odsetek nie przekroczy jednak 20 proc. - wynika z informacji, które uzyskaliśmy w kuratoriach oświaty. Powód jest prosty. Rodzice nie wierzą, że szkoła zapewni ich pociechom odpowiednią opiekę. Obawiają się też, czy ich dzieci poradzą sobie z nauką.
Rozwiązanie tych problemów wydaje się proste. Trzeba podnieść standard i przystosować szkolną infrastrukturę do młodszych dzieci, a także przeszkolić szkolnych nauczycieli do pracy z sześciolatkami. Problem w tym, że to wymaga dodatkowych nakładów oraz determinacji resortu edukacji, a nie słychać, by w kolejnych budżetach rząd planował ekstra pieniądze na tę reformę. Opowiada wizytator kuratorium województwa na południu Polski: - Do pracy z sześciolatkami przygotowana jest obecnie co druga szkoła. W innych warunki bytowe odstają od tego, czego oczekują rodzice. Chodzi o standard toalet, czas pracy świetlicy czy kwestie związane z wyżywieniem.
Oto kilka przykładów z raportu o stanie szkół, jaki przygotowało stowarzyszenie „Ratujmy maluchy”. Piastów (Mazowieckie): „Szatnie - wspólne, w godzinach szczytu pierwszaki są dosłownie deptane przez starszych »kolegów«”. Krotoszyn (Wielkopolskie): „Świetlica jest nieprzystosowana dla maluchów, ponieważ mają ją razem z gimnazjum”. Gliwice (Śląskie): „Takie toalety widziałam ostatnio w głębokim PRL-u. W ścianę wbity zagięty gwóźdź spełniający rolę wieszaka na papier toaletowy. Oczywiście pusty”. Trudno się dziwić rodzicom, którzy w takiej sytuacji wybierają przedszkola oferujące dzieciom kilka ciepłych posiłków, bezstresowe zajęcia i opiekę w świetlicy. Gdy kończą się problemy z infrastrukturą, pojawiają się pytania o to, czy nauczyciele są przygotowani do pracy z młodszymi dziećmi. Ponownie wizytator: - Specyfika pracy nauczyciela przedszkola jest zupełnie inna od tej, jaką wykonuje nauczyciel szkolny. Nie jestem pewna, czy są w stanie zmienić to szkolenia, wydaje się, że lepszym rozwiązaniem byłoby zatrudnienie w szkołach nauczycieli przedszkoli. Choć dyskusja o przygotowaniu szkół na przyjęcie sześciolatków toczy się od kilku lat, to śledząc działania MEN, można odnieść wrażenie, że echa tego dialogu nie docierają do tej instytucji. Wczoraj po raz kolejny zapytaliśmy resort edukacji, co zamierza zrobić, by zmienić obraz szkoły i przystosować ją do potrzeb młodszych dzieci. I po raz kolejny MEN wysłało nam opis akcji informacyjnych, które prowadzi, aby zachęcić rodziców do posyłania do szkół sześciolatków. Problem z tą reformą nie polega jednak na tym, że rodzice nie wiedzą, że mogą swoje pociechy posłać wcześniej do I klasy, tylko że nie chcą tego zrobić. Resort chwali się też nieśmiertelnym programem „Radosna szkoła”, który wspomaga samorządy jedynie wbudowaniu przyszkolnych placów zabaw. Słabość przygotowania tej reformy potwierdza chaos prawny. Od kilku tygodni opisujemy przykład Oli, która rok temu jako sześciolatka rozpoczęła naukę w szkole na warszawskiej Białołęce. Ta przygoda zakończyła się dla niej nerwicą i choć rodzice z obawy o jej zdrowie chcieli ją przenieść do oddziału przedszkolnego, nie zgodziła się na to dyrekcja. Choć minister edukacji Krystyna Szumilas przekonuje, że rodzice w każdej chwili mogą przenieść dziecko ze szkoły do przedszkola, to rzeczywistość pokazuje, że jest inaczej. Kiedy blisko rok temu Katarzyna Hall, ówczesna szefowa MEN, była zmuszona przesunąć termin wejścia w życie reformy, usłyszała od premiera, że przez bałagan, do jakiego doprowadziła, Platforma mogła przegrać wybory. Minął rok, a jej następczyni Krystyna Szumilas nie zrobiła nic i chyba nie wie, co zrobić, by w 2013 r. nie doprowadzić do ponownego kryzysu. OPINIA Wojciech Książek, wiceminister edukacji z czasów rządu Jerzego Buzka Nie jestem przeciwnikiem obniżania wieku szkolnego, ale w obecnych warunkach bardziej jestem przekonany do rozwiązania, w którym to rodzice decydują o tym, czy ich sześcioletnie dziecko trafi do szkoły czy przedszkola. MEN powinno wycofać się z daty obowiązkowego wejścia wszystkich sześciolatków do szkół. Obserwując statystyki, już dziś można powiedzieć, że w 2014 r. będziemy mieli do czynienia z kumulacją roczników i wszystkimi związanymi z tym konsekwencjami, czyli pracą szkół na trzy zmiany i 40-osobowymi klasami. A co się z tym wiąże - z protestami.W sprawie ustawowej daty obniżenia wieku szkolnego resort edukacji powinien zorganizować okrągły stół z przedstawicielami wszystkich opcji politycznych, samorządów oraz związków nauczycieli. Tam powinien powstać ponadpartyjny plan, który określałby realną datę wejścia młodszych dzieci do szkół, który gwarantowałby to, że każda polska szkoła zapewni im opiekę oraz standard, jakiego wymagają.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL