Niemcy liczą na Chińczyków

aktualizacja: 31.08.2012, 00:11

Kanclerz zabrała swych ministrów na spotkanie
w Pekinie. Niemcy to najważniejszy partner Chin w Europie

Korespondencja z Brukseli
Pani kanclerz, siedmiu ministrów i dwóch sekretarzy stanu – tak wygląda dwudniowa niemiecka ofensywa dyplomatyczna w Pekinie. Wspólne posiedzenia rządów dwóch krajów dla strony niemieckiej nie są rzadkością. Zdarzają się w przypadku Francji, Polski, Hiszpanii, Włoch, Rosji czy Izraela. Ale dla Chin Niemcy są pierwszym partnerem, z którym decydują się na współpracę na tak wysokim szczeblu. To dla nich dziś najważniejszy partner w Unii Europejskiej.

Bez wspólnej polityki?

Takie bliskie relacje chińsko-niemieckie podważają wysiłki UE prowadzenia wspólnej polityki zagranicznej. Dyskusje Merkel i jej ministrów z Chińczykami o zasadach ochrony własności intelektualnej czy cłach antydumpingowych stanowią wkroczenie w wyłączne kompetencje Komisji Europejskiej w sprawy handlu międzynarodowego. Wczoraj Niemcy w Pekinie zapewniali, że cła antydumpingowe na chińskie panele słoneczne nie powinny być wprowadzone, a w tej sprawie decyzję podejmuje Bruksela. Niemieckie firmy robiące interesy w Chinach przez palce patrzą też na kwestie własności intelektualnej w tym kraju, o które tak bardzo upomina się Bruksela. – Również na poziomie politycznym więzy z Chinami szkodzą i tak bardzo słabej pozycji Catherine Ashton – mówi Jonathan Holslag. Jak do tej pory światowe potęgi nie traktują jej jako europejskiego partnera w sprawach polityki zagranicznej.
Ale współpraca jest ważna dla obu stron. Niemcy są krajem, od którego – pod wieloma względami – zależy dobrobyt Chin. – Rozwiązanie kryzysu w strefie euro jest dziś w rękach Niemiec – mówi w rozmowie z „Rz" Jonas Parello-Plesner, ekspert European Council for Foreign Relations. A eskalacja tego kryzysu zaszkodzi również Chinom. Chiny potrzebują też niemieckiego eksportu. – Kupują mnóstwo od Niemców, szczególnie maszyn i produktów zaawansowanych technologicznie, które są kluczowe dla ich wzrostu – zauważa Plesner. Niemcy są liderem technologicznym w Europie, wydają najwięcej pieniędzy na badania i rozwój, a właśnie technologii potrzebują dziś Chiny.
Jednak czas, gdy Chiny zadowalała rola prostego odbiorcy niemieckiego eksportu, powoli mija. Kraj ten chce sam nauczyć się stosować zaawansowane receptury inżynieryjne, dlatego współpracuje z niemieckim biznesem. Po pierwsze pozyskując inwestycje wielkich firm, jak Siemens czy Volkswaegen, do inwestycji typu joint venture w Chinach.

Airbus i Volkswagen

Przy okazji wczorajszej wizyty została ogłoszona decyzja o zakupie 50 samolotów Airbus produkowanych przez niemiecko-francuskie konsorcjum EADS. Ale podpisano tez umowę o produkcji Airbusa w Chinach oraz o budowie przez Volkswagena kolejnej fabryki części samochodowych.
Drugim przejawem zaawansowania Chin jest ich ekspansja inwestycyjna w Niemczech. Kupują tam małe i średnie zaawansowane technologicznie przedsiębiorstwa. – Znaczna część wydatków na badania i rozwój ma miejsce właśnie w tym segmencie gospodarki. Małe i średnie firmy to dla Chin idealny obiekt przejęć – mówi Jonathan Holslag z Instytutu Badań nad Współczesnymi Chinami na brukselskim uniwersytecie VUB.
Z kolei Niemcy potrzebują Chin jak każdy eksporter na świecie – z ich wielkim rynkiem wewnętrznym i rosnącą klasą średnią. Angela Merkel próbowała też przekonywać Pekin do inwestowania w obligacje słabszych krajów strefy euro. Premier Wen Jiabao obiecał, że Chiny nie zaprzestaną tych inwestycji, ale za każdym razem będą dobrze ważyć ryzyko.
Relacje Niemiec i Chin, dwóch światowych potęg, obejmują nie tylko biznes. Kluczowe jest zdanie obu krajów w sprawach dotyczących wojny w Syrii czy prób ograniczenia ambicji nuklearnych Iranu. Angela Merkel i Wen Jiabao, choć często różnią się w swoich opiniach, rozumieją się dobrze. – Dla Chin Niemcy są poważnym, przewidywalnym partnerem, którego polityka zagraniczna ma niezmienne priorytety. Może inne od chińskich, ale jest prosta i zrozumiała – argumentuje Jonathan Holslag. Dlatego w Europie dla Pekinu najpoważniejszym partnerem jest właśnie Berlin.  – Nie kapryśny Paryż i nie Londyn, który dla Chin jest po prostu emanacją polityki amerykańskiej – uważa belgijski ekspert.

Berlin aktywniejszy niż Pekin

W 2011 roku Niemcy zainwestowały w Chinach 26 mld euro. Inwestują w branże, w których są tradycyjnie mocni: motoryzacyjną, maszynową, energii elektrycznej, chemiczną. W Chinach swoje zakłady mają największe niemieckie koncerny motoryzacyjne – Audi, Daimler, Volkswagen. Inwestycje tam to nie tylko sposób na tańszą produkcję, ale przede wszystkim na dotarcie na ten ogromny rynek. Nie obywa się bez kłopotów. Volkswagen odkrył, że jego chiński partner biznesowy FAV kopiuje do swoich modeli niemieckie przekładnie i silniki. Ale nie upublicznił oskarżeń. W porównaniu z zaangażowaniem niemieckim w Chinach skala inwestycji bezpośrednich w przeciwnym kierunku wygląda skromnie – zaledwie 1,2 mld euro w 2011 roku. Jest to jednak wyraźny wzrost w porównaniu z poprzednimi latami, a pod względem liczby projektów Chiny są teraz czołowym inwestorem w Niemczech. W 2011 roku zaangażowali się w 158 inwestycji. Kupili np. Kiekert, producenta systemów zamykania drzwi samochodowych, czy Putzmeister i Schwing – produkujące pompy do mieszanki betonowej.
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE