Zakaz palenia w budynkach pomógł biernym palaczom

aktualizacja: 27.08.2012, 22:22
Elektroniczny papieros
Elektroniczny papieros
Foto: Fotorzepa, MW Michał Walczak

Szkodliwość elektronicznych papierosów i napojów energetycznych jest przeceniana – twierdzą kardiolodzy

Dotąd wszystko było jasne. Papierosy szkodzą palaczom, najzdrowsze jedzenie jest w ogóle niesłone, a energy drinki z kofeiną i tauryną to nic dobrego. Wyniki badań przedstawiane podczas trwającego właśnie kongresu Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego w Monachium (ESC 2012) przeczą takim uproszczeniom.

Europa choruje na nadciśnienie

Według danych przedstawionych podczas kongresu każdego roku choroby układu krążenia powodują 4,3 mln zgonów na naszym kontynencie. To blisko połowa wszystkich przypadków śmierci (48 proc.). Podobnie jest w samej Unii, gdzie przypisuje się im blisko 2 mln zgonów (42 proc. wszystkich).
Koszty tego są ogromne. European Heart Network szacuje, że rocznie gospodarka Unii traci przez to... 192 mld euro.
Jak z tym walczyć? Jedna trzecia wszystkich przypadków zgonów z powodu chorób układu krążenia u mężczyzn to „wina" palenia. To dlatego w wielu krajach europejskich wprowadzono przepisy ograniczające lub zakazujące palenia tytoniu w budynkach publicznych czy restauracjach. Czy było warto?
Naukowcy zmierzyli efekty obowiązywania tych przepisów. Okazało się, że najbardziej skorzystali na nich nie sami palący, ale ich niepalący sąsiedzi. Według dr Johannesa Schmuckera z Hospital Links der Weser w Bremie po wprowadzeniu zakazu liczba zawałów serca u biernych palaczy spadła o 26 proc. U palących nie spadła wcale. – Oni i tak są bardzo narażeni na wysokie dawki dymu tytoniowego, że mniej tego dymu w miejscach publicznych nie czyni żadnej różnicy – komentuje to dr Schmucker.
Ale jest też dobra wiadomość dla palaczy – o ile oczywiście zamierzają rzucić nałóg. Elektroniczne papierosy, reklamowane jako alternatywa dla zwykłych, nie mają tak szkodliwego wpływu na układ krążenia. Zespół dr. Konstantinosa Farsalinosa z Centrum Chirurgii Serca Onassisa porównał efekty wypalenia papierosa oraz używania jego elektronicznego odpowiednika. W testach wzięło udział ponad 40 ochotników, którym wykonano badania krwi oraz echokardiografię.

Na zdrowie!

– Nasze badania wskazują, że choć nikotyna jest obecna w płynie do e-papierosów, jest ona absorbowana wolniej niż ze zwykłych papierosów – mówił dr Farsalinos. – Jest jednak za wcześnie, aby mówić, że e-papierosy są rewolucją w ograniczaniu szkodliwości nałogu. Ale dostępne dane wskazują, że te urządzenia są rzeczywiście znacznie mniej szkodliwe.
Stężenie trujących substancji wciąganych do ust z elektronicznego papierosa jest 500–1400 razy mniejsze niż ze zwykłego. Jak podkreślają badacze, aby „dostać" taką ilość nitrozoamin, ile jest w jednym tylko papierosie, użytkownik e-papierosa musiałby wciągać dym ze swojego urządzenia codziennie przez prawie rok.
Podobnie zaskakujące dane przedstawił na kongresie w Monachium dr Matteo Cameli z Uniwersytetu w Sienie. Dotyczą efektów korzystania z napojów energetyzujących. – W ostatnich latach rynek tego typu drinków dosłownie eksplodował – tłumaczy swoje zainteresowanie dr Cameli. – A ponieważ zawierają one zarówno kofeinę, jak i taurynę, obawialiśmy się, że mogą mieć negatywny wpływ na układ krążenia.
Włoski zespół zbadał 35 młodych ludzi, którym podawano energy drinki. Okazało się, że obecność tauryny nie tylko niczym nie grozi, ale wręcz służy zdrowiu. Ciśnienie krwi u badanych tylko nieznacznie wzrosło, o 2–15 proc. poprawiła się jednak wydajność pracy serca. Ale jak podkreślił dr Cameli, testy wykonywano z udziałem młodych i zdrowych ludzi, bez poddawania ich wysiłkowi. Dawkę napojów dopasowano do ciała badanych. No i nie mieszano ich z alkoholem.

Nie przesolić życia

Podczas kongresu kardiolodzy podkreślali rolę zdrowego stylu życia. Analizy przeprowadzone z udziałem 20 tys. osób w Finlandii dowiodły, że odpowiedni tryb życia i modyfikacja nawyków redukuje ryzyko chorób układu krążenia – podpowiadają specjaliści z zespołu prof. Pekka Jousilahtiego z Narodowego Instytutu Zdrowia.
– U osób przestrzegających zaleceń dotyczących niepalenia, umiarkowanego picia alkoholu, wysiłku fizycznego, diety i odpowiedniej masy ciała ryzyko wystąpienia nadciśnienia było o dwie trzecie niższe niż u osób, które się do nich nie stosowały – podkreśla prof. Jousilahti. – Ale nawet stosowanie się do części zasad daje fantastyczne efekty. U tych, którzy wdrożyli dwie sugerowane przez nas zasady, ryzyko spadało o 50 proc. w przypadku mężczyzn i 30 proc. u kobiet.
Oddzielnie potraktowano najpopularniejszą przyprawę świata – sól. O tym, że nadmierne jej spożycie przyczynia się do nadciśnienia, wiadomo nie od dziś. Naukowcy nie są jednak pewni, jak dużo to już za dużo. Nie zalecają spożycia większego niż 5–6 g dziennie. Ale nie brakuje takich, którzy uważają, że należy stosować najwyżej połowę tej dawki. Najwięcej soli znajduje się w produktach wysokoprzetworzonych (konserwach, wędlinach) oraz w pieczywie.
– Sól, którą sami posypujemy dania, to zaledwie kilka procent naszego dziennego spożycia – przekonywała prof. Vera Bittner z Uniwersytetu Alabamy. I tu liczy się najbardziej umiar, bo za mała ilość soli również może być niebezpieczna – dla gospodarki elektrolitycznej organizmu.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora p.koscielniak@rp.pl
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Business Communication. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Business Communication lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE