Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Kraj

Ciotka Zofia w konspiracji

16.08.1960 Zofia Kossak-Szczucka
PAP
Zaplecze podziemia stanowiły często nie „morowe panny”, ale panie po pięćdziesištce, do których nikt nie wzdychał i nie pisał o nich piosenek
Tekst z archiwum tygodnika Uważam Rze - Znacznie ode mnie starsza, w wieku mojej matki. Choć był letni, słoneczny dzień, miała na sobie okropny, mysioszary płaszcz. Ubrana skromnie, uderzajšco skromnie – powiedziałbym, że na granicy ubóstwa – wspomina obrazek z młodoœci Władysław Bartoszewski. – Ale najbardziej rzucał się w oczy dziwny, między żółciš i jasnš zieleniš, kolor jej niefachowo utlenionych włosów. Więc włosy w zdecydowanym kontraœcie z twarzš wyrazistš, jakby orlš. Ciepłe, życzliwe spojrzenie... Wydawało mi się, że już jš gdzieœ widziałem, ale gdzie, kiedy? Kobieta mówi: –... no bo my tutaj robimy katolickš robotę, skromnš, społecznš, nie z żadnej partii. Proponuje Władkowi, że będzie zwracała się do niego po imieniu, a on do niej może mówić: Ciociu. I pyta prosto z mostu, czy zechce pomóc przy – okazuje się, że jednej z najpoważniejszych prac – kolportażu materiałów podziemia. Kiedy chłopak zaczyna rozumieć powagę sytuacji i ma wštpliwoœci, „Ciotka" uspokaja go: – Pomogę ci.
Wtedy dociera do niego, że siedzi naprzeciwko Zofii Kossak! To pisarka, której powieœci znane sš prawie na całym œwiecie. Wnuczka Juliusza, bratanica Wojciecha, stryjeczna siostra Magdaleny Samozwaniec i Marii „Lilki" Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej! Kilka miesięcy póŸniej Władek napisze – za Karskim zresztš: „Nie byłem zakochany, ale jš kochałem...".

Grupa Ochrony Ciotki

Zofia zna już zawieruchę wojennš z własnych doœwiadczeń: przeżyła utratę majštku i pogromy szlachty na Wołyniu. Jednak tutaj potrzeba makiawelizmu. Dziwi się, że towarzysze z konspiracji odwodzš jš od pseudonimu: Sikorska. Jednak ulegajšc namowom Bartoszewskiego, godzi się zostać paniš „Œliwińskš" – potem jeszcze kilkakrotnie zmienia pseudonim: Ciotka, Weronika, Sokołowska. Zdarza się jej nawet zapominać, na jakie nazwisko ma aktualne dokumenty. Raz prawie przypłaca to życiem. Posiada dar rozmowy i uważnego słuchania, oœmiela ludzi i wierzy we wspólnš pracę ponad podziałami. Najlepszy dowód na to: współpraca z Krahelskš-Filipowiczowš – kobietš o zupełnie innych poglšdach politycznych, która jako 18-latka bierze udział w zamachu (chodziło o wyrok na carskiego gubernatora Skałona). „Ciotka" łapie szybko kontakt z młodymi ludŸmi. – Nie przypominała osoby z wyższych sfer – mówił Aleksander Kamiński (słynny „Kamyk" z „Szarych Szeregów"), który znał Zofię z czasów przedwojennego harcerstwa. Pewnego razu podczas okupacji spotykajš się w Warszawie i Zofia, wyczuwajšc sytuację, pyta „Kamyka" wprost, czy ten ma gdzie się podziać, dodajšc natychmiast, że posiada duże mieszkanie. Po czym przygarnia chłopaka na kilka miesięcy. Nie jest jedynym, któremu pomaga. Konspiracyjnš grupę, którš kieruje, nazywajš żartobliwie... Ochronš Ciotki lub Wydziałem Zdychulców. „Ciotka" jest bezpoœrednia, prostolinijna i chce, żeby każdy czuł się swobodnie w jej towarzystwie. Kamiński z rozrzewnieniem wspomina powtarzajšcy się poranny obrazek: wielka pisarka krzšta się w kuchni, żeby podopiecznym z konspiracji zapewnić jakiekolwiek œniadanie. Potem zakłada ubranie, które nie rzuca się w oczy: kożuch z paskiem, grubš spódnicę, chustkę na głowę i narciarskie buty, i „po swojemu" idzie walczyć z okupantem. Czasami zdarzy jej się zapomnieć, podejœć na przykład na ulicy do Stefana Grota-Roweckiego, zagaić, jakby generał nie był œcigany. – Panie Stefanie, jakże się cieszę, że pana widzę – wspomina Władysław Bartoszewski. Gdy trzeba ratować czyjeœ życie, bez skrupułów korzysta ze swoich przedwojennych znajomoœci w kołach ziemiańskich. Kiedy Żyd musi być ulokowany w którymœ z dworów poza Warszawš, mówi: – Anulka to załatwi (chodzi o Annę Marię Lasockš, której były mšż prezesuje Zwišzkowi Ziemian Polskich). W pewnym momencie dochodzi do sytuacji, w której znajomi Zofii, widzšc nadcišgajšcš pisarkę, pierzchajš na drugš stronę ulicy, słusznie się obawiajšc, że prawdopodobnie poprosi o schronienie dla żydowskiego podopiecznego (w zdecydowanie aryjskim typie – zapewni z uœmiechem). Ma niewštpliwie spore poczucie humoru: tworzenie Frontu Odrodzenia Polski upamiętniła, podarowujšc matce suczkę o imieniu Fopcia! Œwietnie zorganizowana Zofia radzi sobie ze wszystkim. Mimo coraz bardziej reglamentowanych racji żywnoœciowych uruchamia akcję pomocy więŸniom obozów: na jej proœbę jeden ze znajomych lekarzy (były więzień Auschwitz) opracowuje recepturę paczki żywnoœciowej, która przy uwzględnieniu nałożonych przez Niemców obostrzeń (każda rzecz musiała być zważona i opisana w formularzu) dostarcza możliwie jak najwięcej produktów pozwalajšcych przeżyć. A w rogi, pomiędzy dwie warstwy kartonu, wsuwa się grypsy. – Praca ta pochłaniała dużo czasu, a pełne paczki były ciężkie i trudne do manipulowania przy sznurowaniu. Byłyœmy obie zlane potem – wspomina córka pisarki. Zofia nie przeczuwa, że niedługo być może takie paczki umożliwiš jej przeżycie.

Szaleńcy Pana Boga

Jan Karski w „Tajnym państwie" przytacza jej dewizę: „Jeœli Bóg chce, żebym została aresztowana, żaden pseudonim ani ukrycie mi nie pomogš". Katolicyzm Zofii jest powszechnie znany. Faktycznie, jest ona jakby pod ochronš... Pewnego dnia do Jadwigi „Niny" Unrug, wdowy po Witkacym, kuzynki Zofii wówczas z niš mieszkajšcej, przychodzš dwaj panowie, których bierze za gestapowców. – Nie chcę mieć nic wspólnego z tš wariatkš – unosi się ekscentryczna kobieta. Na to panowie z AK zgorszeni oœwiadczajš, że za brak szacunku do narodowego skarbu po wojnie dostanie za swoje. Jadwiga, ledwie ochłonšwszy, je z rodzinš kolację. Wszyscy kładš się spać i wtedy nadcišga... prawdziwe gestapo. Gips Jadwigi (i jej łoże boleœci – leżała ze złamanš nogš) okazujš się doskonałym schowkiem podczas rewizji. Podobnie jak dno kosza z brudnš bieliznš (Niemcy panicznie bojš się tyfusu) – to oczywiœcie pomysły praktycznej Zofii. Jako że przyszli po Zofię Kossak, a zastajš Zofię Szatkowskš (dokumenty na nazwisko drugiego męża), odchodzš, nie znalazłszy ani materiałów, ani konspiratorki. Odkrywszy pomyłkę, wracajš co prawda po kilku godzinach, jednak mieszkanie jest „czyste", a Witkiewiczowš chroni panieńskie nazwisko: Unrug – gestapowcy biorš jš za Niemkę. Innym razem Zofia jedzie rowerem, wiozšc podziemnš prasę i meldunki, a także trochę kiełbasy oraz słoniny, żeby w razie aresztowania udawać kobietę szmuglujšcš żywnoœć. Mija chłopa na furmance, który œpiewa pod nosem monotonnš piosenkę: „Na przystanku łapiš, łapiš...". Pisarce w ostatniej chwili udaje się zawrócić. Rowerem jeŸdzi również do wszystkich punktów kontaktowych w okolicach Warszawy. I znowu: w podwarszawskim tartaku Bispingów, siedzšcš nad opracowywanš dla podziemia broszurš Zofię zaskakuje Niemiec, który przyjechał na kontrolę. Bierze do ręki notatki pisane jej charakterystycznym, pofalowanym pismem i komentuje z pogardš: – To chyba pisał jakiœ wariat! – A tak, to krewna, której pomieszało się w głowie, spisuje kazania – potwierdza skwapliwie właœciciel tartaku. Innym razem ostrzeżona przez harcerzy unika w ostatniej chwili zasadzki w wynajmowanym przez niš mieszkaniu na Polnej. Udaje jej się także wzišć udział, mimo że jest poszukiwana, w pogrzebie stryja Wojciecha w Krakowie. Przeżywa koszmarnš drogę: Pawiak – Oœwięcim, a po powrocie na Pawiak niesamowitym zbiegiem okolicznoœci zostaje ocalona. Wycieńczona i zagubiona zapomina przy przyjęciu do więzienia, jakie dane podawała podczas aresztowania – na szczęœcie w porę dostrzega to zapisujšcy nowo przybyłych Leon Want i odczytuje je głoœno z formularza. Zofia nazywa go póŸniej „opatrznoœciowym człowiekiem". Zanim jednak do tego dochodzi...

Kto nie potępia, ten przyzwala

Kossak przed wojnš nie darzy Żydów szczególnš sympatiš. Dowody na to znajdujemy w jej listach, w powieœci „Pożoga". Kiedy jednak już przed wojnš odzywajš się antysemickie głosy, na przykład na warszawskim kongresie ku czci Piotra Skargi, pisarka głoœno i stanowczo je potępia. Za niedopuszczalne uważa – jak pisze: „młodzieńczš bezwzględnoœć i karygodne oklaskiwanie antysemickich przemów". Jako pierwsza głoœno protestuje przeciw obojętnoœci na gehennę: „Kto nie potępia, ten przyzwala" – kieruje do rodaków ostre słowa. „Przez miłoœć Chrystusa Pana, na zbawienie duszy Waszej prosimy, pomóżcie!!!" – próbuje trafić do sumień. Od razu bierze sprawy w swoje ręce: pisze broszury i odezwy, m.in. w „Prawdzie", „Biuletynie Informacyjnym" czy „Polska Żyje". Zakłada Front Odrodzenia Polski, Tymczasowy Komitet Pomocy Żydom przemianowany póŸniej na Radę Pomocy Żydom o kryptonimie Żegota. Wspiera jeszcze Społecznš Organizację Samoobrony i Unię Kobiet. Wychowuje przy tym, w skromnych warunkach, dwoje dzieci i zapewnia opiekę leciwej już matce. Być może dlatego ma œwiadomoœć podstawowych potrzeb i wie, że na zagładę sš narażeni przede wszystkim Żydzi z niższych warstw społecznych, zamknięci przed wojnš w swoich enklawach: drobni kupcy, rzemieœlnicy, miejska biedota. To ich głównie chce ratować. Potrafi swojš pasjš pomagania zarazić tysišce ludzi dobrej woli: – Siatka „Żegoty" rozcišgnęła się na całe terytorium Generalnej Guberni, aż do oddalonych stron kraju. Ocenia się dzisiaj, że z „Żegotš" regularnie współpracowało ok. 14 tys. ludzi. RPŻ zajmuje się również zbieraniem pieniędzy na okupy za Polaków skazanych na œmierć. Sš to zazwyczaj osoby bardzo cenne dla podziemia. Tak życie ocali m.in. Irena Sendlerowa, która „wykupiona" po aresztowaniu dożywa końca wojny pod zmienionym nazwiskiem. W lutym 1943 r. „Ciotka", ofiarowujšc Władkowi na 21. urodziny „Krzyżowców" (ksišżka spłonęła w Powstaniu), wpisuje dedykację: „Gdy pisałam tę ksišżkę, wydawało mi się, że czasów na większš miarę być nie może, tymczasem oto sš, żyjemy w nich, bierzemy udział w największej krucjacie".

Matka Polka

Bardzo szybko zaczyna wdrażać w konspiracyjne obowišzki swoje dzieci. Anna Szatkowska wspomina, jak mama zaczęła prosić o drobne przysługi: przekazanie wiadomoœci, dostarczenie przesyłki. Szybko dochodzš poważniejsze zadania, z których córka Zofii Kossak dwa wspomina szczególnie. Po pierwsze, matka – goršca katoliczka – chce umożliwić skazanym na œmierć przyjęcie Eucharystii przed egzekucjš. Wymyœla więc, że będzie przenosiła komunię w puderniczce z podwójnym dnem i w sporym medalionie. Zamawia odpowiednie akcesoria u zaprzyjaŸnionego jubilera i... do roboty! Młodziutka Ania wędruje więc w zastępstwie matki na szóstš rano do koœcioła œw. Krzyża, gdzie ksišdz Edmund Krauze wręcza jej puderniczkę z zawartoœciš. Dziewczyna przekazuje jš pracownicy Pawiaka – Ludwice Uzar. Drugie zadanie, bardziej niebezpieczne, jest również zwišzane z osobš „Myszki" (taki pseudonim nosiła Ludwika). Mieszka ona z matkš, która codziennie w pasztecikach, pierożkach i ciastkach zabieranych przez córkę do pracy zapieka... grypsy. Nikt nie domyœla się, że dziewczyna przenosi w posiłkach ważne informacje nie tylko dla rodzin uwięzionych, ale przede wszystkim dla Polski Podziemnej. Ważniejsze sš informacje z Pawiaka – z pytań zadawanych w czasie morderczych przesłuchań można wywnioskować, co Niemcy już wiedzš, i przygotować się. Jednak jeszcze długo po wojnie nie opuszcza jej okupacyjna trauma, szczególnie zwišzana z angażowaniem dzieci – Witolda i Anny w niebezpieczeństwa, jakie czyhajš na nich przy przeprowadzaniu Żydów na aryjskš stronę: – Cała rodzina miała typ jaskrawo semicki, bijšcy w oczy. Boże, jakże się bałam o te moje dzieci! Patrzyłam z okna, jak Witold wychodził, prowadzšc przyjacielsko pod rękę skulonego, niskiego Żyda, pochylajšc się nad nim jak œliczny anioł opiekuńczy, opowiadajšc coœ ogromnie ciekawego. Potem Anna rozeœmiana, w podskokach, cišgnšc za rękę swojš niby-koleżankę słaniajšcš się ze strachu... Nigdy nie zapomnę tego okropnego lęku, tego poczucia, że własne najukochańsze dzieci narażam na œmierć prawie pewnš. A z drugiej strony przeœwiadczenia, że to przecież obowišzek.

Powieœć na bibułkach

Wpada właœnie przez... obowišzkowoœć i współczucie dla innych. Codziennie, idšc na Starówkę, zatrzymuje się bowiem przy „zaprzyjaŸnionym biedaku", wspierajšc go jałmużnš i dobrym słowem. Pewnego dnia, nie majšc dla żebraka zapomogi, tylko dlatego, żeby nie zrobić mu przykroœci, zmienia trasę. Wpada na patrol. W pierwszym grypsie z Pawiaka (dostarczonym przez zaprzyjaŸnionš „Myszkę") pisze do bliskich: „Zęby moje, zawsze liche, spotkał najbardziej honorowy koniec". Brutalnie przesłuchiwana traci połowę z nich i do końca życia nie słyszy dobrze na jedno ucho. Jednak nie sypie, a w grypsach przesyła uspokajajšce rodzinę wiadomoœci. Jej nastoletnie dzieci, aby zmylić czujnoœć babki, korzystajš z tego, że staruszka ma już bardzo słaby wzrok, i fabrykujš rzekomy list od Zofii do matki. Oœwiadcza w nim, że musi się ukrywać i być może zostanie wysłana do Londynu. Anna Kossak, znajšc córkę, ani przez moment nie wierzy w tę wersję, ale chcšc zapewnić psychiczny spokój wnuczętom, przyjmuje jš za prawdziwš. Opowiada o tym po szczęœliwym powrocie Zofii. Tymczasem ta, wysłana transportem do Oœwięcimia, na poczštku, dzięki wstawiennictwu współwięŸniarek, otrzymuje „oszczędzajšce" funkcje: bramowej i nocnej dyżurnej. Jako osoba „na stanowisku" ma utrzymywać porzšdek – podstawowš metodš jest wrzask, bicie, wymierzanie kar. Zofia tak nie potrafi, co wyprowadza z równowagi blokowš. – Ty inteligentko ze skrupułami – cedzi. Zofia notuje wszystko, co widzi w „otchłani" (póŸniej napisze powieœć pod takim tytułem), na bibułkach do papierosów. Zwitki umieszcza w szwach swojej kurtki. Wkrótce wybucha epidemia tyfusu, Zofia zaraża się. Kiedy jest na granicy œmierci, jej opadajšcš dłoń chwyta umierajšca pryczę niżej Cyganka. Wróży jej długie życie, sławę i pienišdze za wielkš wodš. Dodaje, że dostrzega kochajšcego męża i dwoje dzieci. Zofia z niepokojem wyrywa rękę, krzyczšc, że kobieta się myli, ona jest matkš trojga dzieci! Staruszka szepce: – Widzę tylko dwoje... W 2001 r. okazuje się, że jej syn Tadzio – utalentowany rzeŸbiarz – umarł z wycieńczenia w Auschwitz na pół roku przed przybyciem matki... Zofia opuszcza lagier 12 kwietnia 1944 r.: waży 38 kg, idzie prowadzona przez dwie lekarki, ledwie cišgnšc nogi w za wielkich butach. Niemcy w ostatniej chwili odkrywajš jej prawdziwš tożsamoœć i intensywnie leczš jš po to, aby nadawała się do przesłuchiwania. Wraca na Pawiak. Tu po odmowie współpracy dostaje wyrok œmierci i następuje kilka miesięcy czekania na niš. Każdego dnia, każdej godziny. Tymczasem Polska Podziemna negocjuje wykupienie Zofii: Niemcy jednak, dowiedziawszy się o jej prawdziwej tożsamoœci, œrubujš warunki. W końcu udaje się przekupić sekretarza Pawiaka. Wychodzi na wolnoœć trzy dni przed wybuchem Powstania. Gdy wyprowadzajš jš z więzienia, ma wrażenie, że to sen, a za chwilę na pewno ktoœ strzeli jej w plecy...

Pod bożš opiekš

Zofia pisze kilka lat po wojnie: „Niech Bóg broni od jakiegoœ krwawego szaleństwa jak Powstanie Warszawskie, w którym wzięłam udział". Jednak po wyjœciu z więzienia, bardzo wymizerowana i wymęczona – jak wspomina „Kamyk" – od razu wraca do konspiracji. Nie wyobraża sobie również, żeby jej dzieci mogły nie walczyć: – Czasy dzisiejsze sš nie tylko niewypowiedzianie straszne, sš one również niewypowiedzianie piękne, pouczajšce. Nie wolno młodzieży od nich odsuwać. Władysław Bartoszewski spotyka jš w pierwszych dniach walk i zadajšc pytanie o Anię i Witka, otrzymuje dziwnš odpowiedŸ: – Sš pod najlepszš opiekš. Pyta: – Czyjš? Uœmiechnięta tajemniczo odpowiada: – Bożš. Dzieci sš na Starówce, ona wraz z matkš na Powiœlu, na ulicy Radnej 14, gdzie oprócz nich znajduje się jeszcze 14 sparaliżowanych staruszek. Dla Zofii oczywistym jest, że przejmuje nad nimi opiekę. Po wycofaniu się powstańców wraz z młodym franciszkaninem po raz pierwszy ratujš im życie, przenoszšc kobiety do piwnic. Wkraczajšce patrole SS bez miłosierdzia mordujš starych i niedołężnych. Potem wchodzš żołnierze z miotaczami ognia i zaczyna się prawdziwe piekło. Dwa dni nieustannego biegu z wiadrami, pęcherze na rękach, poparzone twarze, popalone włosy i brwi – wszystko, by uratować podopieczne przed koszmarem œmierci w płomieniach. Udaje się! Przed nimi nadal dwa tygodnie życia w zawieszeniu, w warunkach dla nas niewyobrażalnych: bez ogrzewania, ciepłej wody, naczyń, poœcieli, ubrań na zmianę, jakichkolwiek œrodków higieny. Zofia gotuje nocš – prawdopodobnie kaszę z jęczmienia. Chcš przetrwać niezauważeni. Jak żyć w takich warunkach? „Mieszkańcy piwnic żywiš się niełuskanym jęczmieniem, jeżeli ich własne zapasy się skończyły. Kto ma młynek do kawy, miele jęczmień i robi z niego zupę zwanš plujkš z powodu łusek, które trudno połknšć i trzeba je wypluwać, bo nieznoœnie drapiš w gardle. (...) Zjedzono już psy i koty włóczšce się po ruinach i głód zagraża miastu". Młody podoficer, dowodzšcy patrolem Wehrmachtu, opuszcza na ich widok ręce: – Jeżeli przeżyliœcie, to żyjcie dalej. Rozkazuje swoim żołnierzom przenieœć staruszki do punktu Czerwonego Krzyża w koœciele ss. Wizytek. Następny etap to Szpital Wolski. Anna Kossak umiera w drodze do niego, na rękach córki. – Pokój, wreszcie pokój – to jej ostatnie słowa. Zofia znajduje stare przeœcieradło, owija w nie matkę i grzebie jš sama na dziedzińcu szpitala. Za kilka miesięcy – znowu własnymi rękami – ekshumuje jš wraz z nastoletniš Annš: „Podnosimy jš z Mamš bez trudu, jest leciutka, wysuszona i nie zajmuje wiele miejsca w trumnie". Przewożš ciało chłopskš furkš do tymczasowego grobu na Powšzki. Furman kopie grób, a Zofia z córkš spuszczajš do niego trumnę matki. „Obiecujemy sobie zabrać po wojnie Babcię do Górek i pochować koło Dziadzi" – pisze we wspomnieniach Anna. 10 paŸdziernika Zofia wychodzi wraz z cywilnš ludnoœciš Warszawy. Wynosi jeden przedmiot, który chciała ocalić: obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Wiele lat póŸniej pisze ze smutkiem, że Powstanie było epokš, w której każdy: „(...) wydał z siebie, co mógł najlepszego, a która jest dziœ zapomniana, niemodna, pomniejszana, bo nie została zakończona sukcesem".

Niechciana emigracja

Koniec wojny zastaje paniš Kossak wraz z córkš w Częstochowie. W połowie czerwca przychodzi do niej list, zaadresowany na prawdziwe nazwisko (jest więc obserwowana!), zapraszajšcy na spotkanie w MSW. Komunistyczny minister Jakub Berman przyjmuje jš uprzejmie, ale doœć chłodno. Podczas wojny Zofia Kossak ocaliła dzieci jego brata. – Proszę pani, jestem bardzo zajęty, nie mam dużo czasu, ale wezwałem paniš, by spłacić dług – powiedział. – W czasie okupacji uratowała pani bardzo wiele dzieci żydowskich. Kiedy Zofia milczy, dodaje z naciskiem: – A ja radzę pani wyjechać! (...) Czy uważa pani, że spłaciłem dług? – Tak, tak... dziękuję – odpowiada Zofia. Pisarka w czasie okupacji w ramach „Żegoty" współpracuje z bratem Bergmana – Adolfem, który w 1942 r. ucieka z getta. Wie już, że to nie żarty, jest na „czarnej liœcie" rzšdu komunistycznego i jej życiu grozi niebezpieczeństwo. Anna wspomina: – Siedzimy na murku zdruzgotane i płaczemy. Jak to? Wyjechać? Teraz, gdy tyle pracy stoi przed nami? Ale oto kolejna niesamowita wiadomoœć: Stanisław Kot – profesor i polityk – szuka po powrocie z Londynu kontaktu z Zofiš. Okazuje się, że ma dla niej wiadomoœci z Ameryki. Ksišżka „Bez oręża" jest tam bestsellerem: półmilionowy nakład mówi za siebie. Stara Cyganka miała rację: za wielkš wodš czekajš pienišdze. Tymczasem wydawca na poczet honorariów przekazuje przez profesora platynowy pierœcionek z brylantem. Polecš do Szwecji, bo tylko tam w zachodnim kierunku będš na razie kursowały samoloty. Otrzymujš powojenne paszporty z numerami 26 i 27. Z plecakiem uszytym ręcznie przez Annę, w strojach, które zwrócš uwagę swoim ubóstwem. Mimo bohaterstwa nie dany był im odpoczynek na emigracji. Przed przybyciem do Anglii wyprzedza je plotka: Zofia Kossak osobistš sekretarkš Bieruta. Nie chcš więc jej słuchać w emigracyjnym rzšdzie, a nawet przyjšć listów rodzin dla zaginionych adresowanych do Czerwonego Krzyża. Kiedy przyjaciele pytajš, dlaczego nie tłumaczysz, jak jest naprawdę, mówi: – Jest to równie niedorzeczne, jak gdyby napisali, że zabiłam własne dziecko. Na to się nie odpowiada. Wie jednak, że doczeka powrotu do ojczyzny. – Polskę można odbudowywać tylko w Polsce – mówi. Jej życie na farmie w Kornwalii, powrót do Polski i odnajdywanie sił w nowych realiach to odrębne opowieœci. Zofia Kossak dopiero w 1982 r. została odznaczona medalem Sprawiedliwy wœród Narodów Œwiata. Według słów zaprzyjaŸnionego z pisarkš Jana Dobraczyńskiego mało kto zrobił tak wiele dla Żydów i mało kto otrzymał za ogromne bohaterstwo tak nikłe dowody uznania... Korzystałam m.in. z publikacji: Zofia Kossak, „Wspomnienia z Kornwalii 1947–1957"; Anna Szatkowska, „Był dom"; Joanna Jurgała-Jureczka, „Dzieło jej życia. Opowieœć o Zofii Kossak"; Władysław Bartoszewski, Michał Komar, „Œrodowisko naturalne, korzenie"; Władysław Bartoszewski, „1859 dni Warszawy". Wrzesień 2011
ródło: Uważam Rze

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL