REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Ekonomia » Wiadomości

Media i Internet

O co chodzi w sporze wydawców z Google’em

Tomasz Boguszewicz, Magdalena Lemańska 09-11-2009, ostatnia aktualizacja 09-11-2009 01:31
Udostępnianie książek w wirtualnej bibliotece Google podzieliło wydawców
autor: Jakub Ostałowski
źródło: Fotorzepa
Udostępnianie książek w wirtualnej bibliotece Google podzieliło wydawców
Choć firma nadal zamierza zarabiać głównie na reklamach, nowy projekt ma także w przyszłości zapewniać przychody.
źródło: Rzeczpospolita
Choć firma nadal zamierza zarabiać głównie na reklamach, nowy projekt ma także w przyszłości zapewniać przychody.

Jest szansa na ugodę w sprawie skanowania i umieszczania książek w Internecie

Wieczorem polskiego czasu Google i amerykańscy wydawcy złożą przed sądem w USA nową wersję ugody, która ma zażegnać spór wokół czytelni książek tworzonej przez Google’a w sieci. Ugoda to efekt procesu, jaki wydawcy w USA wytoczyli gigantowi za zeskanowanie dostępnych w amerykańskich bibliotekach ich książek po to, by kiedyś w całości móc udostępniać je w sieci.

Projekt Google Book Search działa od 2004 r. i wciąż jest rozbudowywany. W skrócie polega na stworzeniu w sieci m.in. jak największej bazy książek, które są własnością publiczną (nie ma do nich praw autorskich) lub tych wycofanych z obiegu wydawniczego, których od dawna nie można kupić w żadnej księgarni na świecie.

Projekt dzieli się na warianty. W pierwszym możliwe jest przeglądanie całych zeskanowanych książek, do których nie ma praw autorskich. Ta część projektu nie budzi wątpliwości prawnych. Druga opcja to program, w którym wydawcy uczestniczą dobrowolnie na zasadzie partnerstwa. – W tej opcji jest udostępnione online minimum 20 proc. książki. Takich tytułów w Google Book Search jest ok. 2 mln. Wydawca sam decyduje, jaką część książki chce udostępnić, niektórzy pokazują nawet 100 proc. – mówi „Rz” Philippe Colombet, szef projektu Google Books Search. Tu też nie ma kontrowersji.

Te pojawiły się w związku z trzecią odsłoną projektu. Google zeskanował bowiem książki, które wciąż obejmuje prawo autorskie. Nie umieszcza ich jednak w sieci w 100 proc. – Jeśli użytkownik szuka informacji w Google Book Search i znajduje się ona w książce objętej prawem autorskim, ujrzy tylko krótki cytat zawierający słowa, których szukał. Żeby móc pokazać użytkownikowi choćby krótki fragment, musimy jednak zeskanować całą książkę i, choć nie jest ona widoczna online, wzbudziło to kontrowersje – mówi Colombet.

Największy problem mają wydawcy europejscy, bo prawo autorskie w Europie i USA jest inne. Jak tłumaczył „Rz” Piotr Marciuszuk, prezes Polskiej Izby Książki, w USA obowiązuje zezwalająca na skanowanie książek bez zgody wydawcy tzw. zasada fair use. Jest ona jednak sprzeczna z europejskim prawodawstwem i konwencją berneńską.

Ugoda w USA spowoduje m.in. wypłatę odszkodowań wydawcom i autorom na świecie, których książki zostały zeskanowane bez ich zgody. W Europie na razie w witrynie Google Book Search będzie można przeglądać tylko fragmenty książek.

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Deficytowi top menedżerowie

Po raz pierwszy na polskiej liście deficytowych pracowników znaleźli się w tym roku przedstawiciele kadry zarządzającej, choć nie brakuje kandydatów na najwyższe stanowiska >>