REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie » Publicystyka

Opinie

Krach socjalizmu na Wall Street

Robert Gwiazdowski 10-10-2008, ostatnia aktualizacja 10-10-2008 02:09

Kto z nas pożyczyłby bezdomnemu i bezrobotnemu sąsiadowi pieniądze? Chyba że w chrześcijańskim odruchu pomocy bliźniemu... A banki hipoteczne pożyczały – pisze ekspert Centrum im. Adama Smitha Robert Gwiazdowski

Wszyscy rozpisują się o kryzysie na rynkach finansowych, jego przyczynach i skutkach. W jednym z polskich dzienników znalazłem tezę, że „gdy ceny nieruchomości zaczęły spadać, coraz więcej ludzi nie było w stanie spłacać kredytów”.

Ale wcale nie lepiej było w prasie zagranicznej, w której można było przeczytać, iż „osłodzona wersja planu ratowania instytucji finansowych nie zmieni sytuacji, w której część kredytów zostanie niespłacona, co powoduje, że spadają ceny domów, a to właśnie taniejące domy doprowadziły do kryzysu finansowego”.

Nieco tylko wulgaryzując, „oficjalna” diagnoza jest taka: „potaniały domy”, co doprowadziło „do kryzysu finansowego” i ludzie „nie są w stanie spłacać kredytów”. Podobno jest to dowód na upadek kapitalizmu, wolnego rynku i liberalizmu.

Co to jest kapitalizm?

Zacznijmy od podstaw. Co to jest kapitalizm? To system gospodarczy oparty na własności prywatnej i swobodzie umów, w którym ludzie konkurują ze sobą i zarazem współpracują, dokonując wymiany towarów i usług. A co to jest wolny rynek? To po prostu prawo podaży i popytu.

Nie jest to jakieś miejsce ani jacyś ludzie. To prawo, które działa tak jak prawo grawitacji, niezależnie od tego, czy chcemy czy nie chcemy. W wyniku jego działania podczas swobodnej wymiany towarów i usług kształtują się ich ceny wyrażone w pieniądzu, który jest w prawdziwym kapitalizmie, zgodnie z zasadami liberalizmu, jedynie powszechnym miernikiem wartości i niczym więcej. A co to jest liberalizm?To ideologia uznająca wolność i równość (ale tylko wobec prawa) za najważniejsze prawa podmiotowe. W opartym na liberalnej ideologii kapitalizmie rywalizują ze sobą wolne i równe wobec prawa jednostki. A ponieważ różnią się one między sobą naturalnymi zdolnościami i pracowitością, osiągają w wyniku tej rywalizacji różne rezultaty. Ale o co jednostki rywalizują?

Zwykło się sądzić, że o dostęp do „ograniczonych zasobów”. To sugeruje, że gdy jedni mają większy dostęp do tych ograniczonych zasobów, to inni mają mniejszy albo nie mają go w ogóle. Tymczasem jednostki nie rywalizują o dostęp do dóbr, tylko o dostęp do konsumentów ze swoimi dobrami i usługami. Narzędziami tej rywalizacji jest jakość i cena! Gospodarka nie jest bowiem grą o sumie zero. Czy Larry Page i Sergey Brina z Google’a, tworząc swoją metodę analizy powiązań hipertekstowych i algorytm PageRank, coś komuś zabrali?

Która z kapitalistycznych, wolnorynkowych i liberalnych zasad spowodowała upadek banków inwestycyjnych? Który z liberałów wymyślił derywaty? Który z liberałów wymyślił w ogóle pieniądz papierowy (fiducjarny)?

Chciwość i wolność

Wmawia się nam, że to sama liberalna idea wolności, która była podstawą rozwoju gospodarki wolnorynkowej i kapitalizmu, doprowadziła do tego, że banki robiły, co chciały, bo nie były kontrolowane. To rzekomo ta niczym nieograniczona wolność zrodziła słynne hasło maklerów z Wall Street: „greed is good” („chciwość jest dobra”).

Liberalna idea wolności nie oznacza, że każdy może robić, co chce. Granicą mojej wolności są prawa innych. Jak powiada stare amerykańskie powiedzenie, „twoja wolność machania rękami kończy się przed moim nosem”! I podobnie jest z chciwością. Tylko „chciwość” sprawia, że przedsiębiorcy, który ma 10 milionów dolarów na koncie, chce się rano wstać z łóżka i iść do roboty, żeby zarobić kolejne miliony.

A jego zdolność do ich zarobienia – i tym samym przyczynienia się do wzrostu gospodarczego – jest raczej większa niż tych wszystkich, których zatrudnia on na umowę o pracę w swoim przedsiębiorstwie. I w tym znaczeniu jego chciwość jest dobra. Ale istnieją jej granice – tak samo jak w przypadku wolności. Kończy się ona przed cudzą kieszenią.

Liberalizm i kapitalizm były budowane na etyce judeo-chrześcijańskiej. Poglądy ekonomiczne Adama Smitha były pochodną głoszonej przez niego filozofii wyrażonej w „Teorii uczuć moralnych”. Dopiero w świetle rozważań dotyczących motywów działania ludzkiego staje się jasne przesłanie, że „każdy człowiek czyni stale wysiłki, by znaleźć najbardziej korzystne zastosowanie dla kapitału, jakim może rozporządzać. Ma oczywiście na widoku własną korzyść, a nie korzyść społeczeństwa. Ale poszukiwanie własnej korzyści wiedzie go w sposób naturalny, a nawet nieuchronny do tego, by wybrał takie zastosowanie, jakie jest najkorzystniejsze dla społeczeństwa (…) Mając na celu własny interes, człowiek często popiera interesy społeczeństwa skuteczniej niż wtedy, gdy zamierza służyć im rzeczywiście (…) Choć każdy człowiek, gdy kieruje wytwórczością tak, aby jej produkt posiadał możliwie najwyższą wartość, myśli tylko o własnym zarobku, a jednak w tym, jak i w wielu innych przypadkach, jakaś niewidzialna ręka kieruje nim tak, aby zdążał do celu, którego wcale nie zamierzał osiągnąć”.

Poprzednia
1 2 3 4
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Semka: Zabawa cudzym kosztem

W imię jakich zasad Ruch Palikota ma prawo niepokoić wierzących zapowiedziami swoich profanatorskich happeningów? >>