Podróże
Okazja nie tak okazyjna
Wakacje za pół ceny? Tak, ale w listopadzie – modne ostatnio zakupy grupowe bywają przyczyną rozczarowań
Tydzień na Dominikanie za 2600 zł, osiem dni w Dubaju za niecałe 2000 zł, objazdowa wycieczka po Grecji i Turcji za niecały 1000 zł – takimi ofertami kuszą internautów portale prowadzące sprzedaż grupową. Reguła to co najmniej 50-proc. zniżka w stosunku do ceny podstawowej.
Zakupy grupowe stają się coraz popularniejsze w Polsce. Serwisy rozsyłają codziennie swoim użytkownikom e-mailem oferty, wśród których nie brak atrakcyjnych wyjazdów. Decyzję trzeba podjąć najczęściej tego samego dnia. Przy ofercie umieszczony jest licznik pokazujący, jak skraca się czas na decyzję i liczbę klientów, którzy już tę ofertę kupili. Dopiero po zakupie kuponu rezerwuje się jeden z dostępnych terminów.
– Nasz serwis staje się miejscem, w którym użytkownicy budują swoje plany wakacyjne. Coraz więcej z nich świadomie omija touroperatorów – chwali się Andrzej Szymkowiak, dyrektor działu turystyki FastDeal.pl.
Gruper, drugi co do wielkości portal zakupów grupowych w Polsce, tylko w czerwcu sprzedał oferty turystyczne za ponad 3 mln zł. Z wakacyjnych wyjazdów za jego pośrednictwem skorzystało ponad 20 tys. osób. Mniejszy MyDeal.pl od marca sprzedał wycieczki za 1,5 mln zł.
Nad Bałtyk jesienią
Iwona Bogusławska z Wrocławia była klientką MyDeal.pl. Planowała, że w luksusowym hotelu w Budapeszcie spędzi majowy weekend. – Ale po zakupie kuponów okazało się, że atrakcyjne terminy to teoria – był tylko jeden, pod koniec czerwca – wspomina. – Żeby pieniądze nie przepadły, musieliśmy przeorganizować nasze obowiązki. Zwrot kuponów raczej nie wchodził w rachubę.
Próbowała tego klientka Gruper. pl, która w kwietniu zarezerwowała pobyt w willi nad Wisłą: weekend dla sześciu osób za niecałe 400 zł (zamiast ponad 1000). Okazało się, że wybrany przez nią lipcowy termin nie został potwierdzony. Po długiej wymianie pism Gruper zaoferował przedłużenie oferty na... listopad.
Pułapka, w jaką dają się złapać klienci, polega na konieczności opłacenia wycieczki przed wybraniem konkretnego terminu. Na forach internetowych skarżą się np., że hotele, słysząc, iż klient jest właścicielem kuponu, od razu proponują terminy w listopadzie.
Grażyna na forum na Groupon.pl (największy serwis zakupów grupowych): "Wykupiliśmy z mężem grupona w Hotelu Artus w Gdańsku (...) ciągle brak miejsc, ostatnia oferta to październik. Myślę że jest potrzebna informacja, że korzystanie latem graniczy z cudem i należy zarezerwować zaraz po zakupie".
Z kolei Małgorzata radzi na Facebooku: wystarczy zadzwonić do hotelu, nie wspominając o kuponie, a wtedy okazuje się, że wolnych miejsc nie brak. Można skorzystać z normalnej oferty. "Duży plus dla Groupona, który bez problemu zwraca pieniądze w takiej sytuacji – pisze. – Ale wrażenia z transakcji i tak niemiłe".
Połowa ceny z księżyca
Największa niespodzianka czekała Iwonę Bogusławską w hotelu w Budapeszcie. Okazało się, że zapowiadane 50 proc. zniżki to fikcja. – Za dwie noce zapłaciliśmy 500 zł, a wchodząc z ulicy, można było mieć to samo za 600 zł – opowiada. – Nawet w szczycie sezonu według podstawowego cennika zapłaciłabym tam 870, a nie 1000 zł.
Prokonsumencki portal Antydrwale. pl przeanalizował jedną z ofert Groupona. Niewielkie biuro podróży sprzedawało 12-dniowe wczasy w Czarnogórze za 669 zł zamiast za 1500 zł. Jak jednak podliczyli audytorzy, do 669 zł trzeba było doliczyć dodatkowe blisko 500 zł – to koszty ubezpieczenia i programu obowiązkowego. Tymczasem samo biuro sprzedawało owe wczasy za 919 zł w czerwcu oraz 1029 zł w lipcu i sierpniu.
Takich przykładów jest więcej. Na Grouponie sprzedano w lipcu 450 kuponów na sześć noclegów dla dwóch osób z wyżywieniem w czterogwiazdkowym hotelu w Krynicy-Zdroju. Można by pomyśleć: okazja – niecałe 1500 zł zamiast 3660 zł, ale gdy się wejdzie do systemu rezerwacyjnego na stronie hotelu, okazuje się, że dwuosobowy pokój kosztuje 1368 zł. Za obiadokolacje trzeba dopłacić 960 zł, ale to i tak dużo mniej niż podawane przez Groupon 3660 zł.















