REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Styl Życia » Podróże

Birma

Birma – życie w cieniu złotej góry

Ewelina Nowakowska 09-06-2011, ostatnia aktualizacja 09-06-2011 16:57
autor: Ewelina Nowakowska
źródło: reporter.rp.pl
autor: Ewelina Nowakowska
źródło: reporter.rp.pl
autor: Ewelina Nowakowska
źródło: reporter.rp.pl

Rangun. Chodzę po mieście. Miasto jest już mocno zużyte, wytarte i sterane. Pełno w nim szczelin, pęknięć i dziur, niespodziewanych wyrw w chodnikach, w których niewystarczająco skupiony przechodzień może nogę złamać a przy większej dozie szczęścia jedynie unurzać w cuchnącym rynsztoku.

Budynki są wyblakłe, a kolonialna elegancja ich kształtów z trudem zachowuje wdzięk, zawstydzony dopadniętym tynkiem i czarnymi dziurami po utraconych oknach, zapewne efektami trzęsień ziemi, ale i dziurami po kulach dławiących demonstracje przeciw rządom junty. Mimo przytłaczającego rozpadu przechadzka nie smakuje smutkiem czy nostalgią, bo zniszczenia skutecznie pokrywa tętniące życie, nieustanny hałaśliwy ruch, odwracając uwagę i oszałamiając zmysły.

Spacer w krainie dziwów

Wbrew moim wyobrażeniom panująca tu od siedemdziesiątych lat dyktatura junty wojskowej i izolacja Birmy, nie oznacza pustych półek i przemykających się wyludnionymi ulicach tajniaków. Wręcz przeciwnie, chodniki utraciły swoje przeznaczenie na rzecz eksplozji handlu i przedsiębiorczości.

Ruszam na spacer, a moje zmysły, jak psy spuszczone ze smyczy szaleją – tyle jest tu niezwykłości do obejrzenia – a to kolumna buddyjskich mnichów z garnuszkami w rękach mija mnie w codziennym pochodzie za śniadaniowymi datkami, a to właśnie kobieta kupiła możliwość poprawienia swojej karmy i z jej dłoni ulatuje z furkotem garść wróbli uwolnionych z klatki, w której czekały cierpliwie aż ktoś skusi się na skorzystanie z oferty sprzedawcy dobrych uczynków i oswobodzi je z niewoli.

Nos węszy z zaciekawieniem, próbując odgadnąć nazwy egzotycznych przypraw i skład ulicznych dań, ale kolejne kroki powodują, że marszczy się z niesmakiem, bo właśnie przeskakuję nad rynsztokiem. Najgorzej mają uszy, nie dosyć, że na nic ich próby wyłowienia pojedynczych słów z okrzyków sprzedawców, tragarzy, naganiaczy, to jeszcze wciąż porażane są niespodziewanymi piskami klaksonów, które przedzierają się skutecznie przez otumaniające burczenie samochodów, dość wiekowych zresztą, bo większość pamięta jeszcze lata sześćdziesiąte.

Jest to fakt łatwy do rozpoznania, bo część pojazdów wciąż ma kierownicę po prawej stronie. Tymczasem, w roku 1970, rządzący krajem generał Ne Win usłyszał od wróżbity, że kraj ma przestawić się na prawo, więc w ciągu jednej nocy zmienił odziedziczony po Brytyjczykach lewostronny ruch uliczny i nakazał Birmańczykom jeździć po prawej stronie drogi.

Azjatyckie szaleństwo

Chcę szybko przejść pieszo przez centrum – muszę zejść na jezdnię i zaufać, że kierowcy samochodów mnie bezpiecznie ominą. Na chodniku musiałabym cierpliwie przeciskać się w tłumie przez stragany z ubraniami, płytami, sklepiki z tandetnymi chińskimi towarami, drażniące nos worki z przyprawami. Ale po drodze załatwię wszystko – wystarczy przysiąść na maleńkim taboreciku, a dostanę herbatę, w restauracyjce obok mogę zjeść trochę makaronu. A może potrzebny jest oficjalny dokument?W sąsiedztwie sądu siedzą panie, które z wyniosłym namaszczeniem, pomimo mało oficjalnego biura w postaci stoliczka pod gołym niebem, wystukają go na maszynie. Potrzebne jest remedium na zły urok? Na stoisku znachora znajdę amulety na każdą okazję, czaszkę nietoperza i inne tajemnicze składniki do czarodziejskiej mikstury. A może chciałabym poznać przyszłość? Nie, nie muszę polegać na ogólnych horoskopach z gazety, wystarczy, że przejdę się w okolice parku i poszukać tam punktów obsługi dla poszukujących wiedzy o przyszłości.Należy rozglądać się za drzewami obwieszonymi papierowymi obrysami ręki upstrzonych tajemniczymi symbolami. Tam znajdę wróżbitę, który z mojej dłoni odczyta moje indywidualne przeznaczenie.

Typowe azjatyckie miasto? Nie do końca. O złotych górach czytałam ostatnio w baśniach braci Grimm, a tu, w samym środku samym środku miasta stoi jedna, zupełnie prawdziwa i na dodatek – na prawdę ogromna.

Jak być bogatym będąc biednym

Szwedagon Pagoda nie jest nagrodą za ocalenie księżniczki przed smokiem, ale blisko 100 metrową stupą zbudowaną ku czci Buddy, całą ze złota, wysadzaną olbrzymią ilości kosztownych kamieni szlachetnych. O pielgrzymowaniu tutaj marzy każdy religijny Birmańczyk. Winda unosi mnie ku iście niebiańskiemu wytchnieniu od zgiełku miasta. Okrążam złotą dumę Birmy żarzącą się z niezwykłą intensywnością na tle niebieskiego nieba, w tak niedalekiej odległości od chaosu i biedy rozciągających się na dole.  Na ogromnym podeście otaczającym stupę stopy, obowiązkowo bose, parzy rozgrzany marmur, a atmosfera wokół pagody mimo ciszy kontrastującej ze zgiełkiem miasta skąd wciąż ściągają liczni pielgrzymi, kobiety i mężczyźni i ubrani w longyi – noszone tu powszechnie tradycyjne długie spódnice, odbiega od skupienia panującego w chrześcijańskich przybytkach. Wokół głównej pagody w rozlokowanych na około rozlicznych pomniejszych świątyniach, pawilonach, czy przy ołtarzykach można zająć się różnymi religijnymi rytuałami. Najwięcej obserwuję modlących się przed licznymi, ogromnymi i mniejszymi, złocistymi i białymi, ale zawsze jednakowo wyrozumiale uśmiechniętymi posągami Buddy.

Poprzednia
1 2

Przeczytaj więcej o:  Pagoda, azja, birma, buddyzm, podróże, rangun

reporter.rp.pl
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Żeglujże żeglarzu po ciepłym Adriatyku

Życie żeglarza na wodach Adriatyku u wybrzeży Chorwacji układa się jak w bajce. W dzień spokojne żeglowanie w łagodnych podmuchach wiatru pośród niezliczonych wysp i wysepek, kąpiele i nurkowanie. A wieczorem – kolacja w portowej knajpce z owocami morza i winem .
Nic dziwnego, że od czerwca do końca września po chorwackich wodach pływa naraz ponad 100 jachtów z polskimi załogami >>