Weekend rp.pl
Hip i hurra subkultura
Zostań hipsterem. Przejdź się po stolicy, udając, że to Londyn, Nowy Jork albo choćby Berlin. Wyhoduj ironiczną brodę, wyszperaj stare ciuchy, nietanie okulary i zespoły, których nikt nie zna. Spróbuj. Poprowadzimy cię za rękę.
Jeden z internautów napisał złośliwie, że „połowa tych, którzy chcą uchodzić za hipsterów, pracuje w korporacjach, a druga połowa to po prostu młodzi menele”. Dlatego nie możesz wstać za rano, by nie wzbudzić wrażenia, że tyrasz w biurze od wczesnych godzin. A wiadomości sprawdź na drogim smartfonie, na który menela przecież nie stać.
Z kawką w ręku
Głodny? Nie, nie pójdziesz do lodówki. Choćby dlatego, że nic w niej nie ma. Stojąc w osiedlowym supermarkecie, łatwo zarazić się zwyczajnością, a biobazar w fabrycznych wnętrzach Norblina nie jest czynny codziennie. Poza tym będąc grubym, nigdy nie będziesz hipsterem. Możesz być co najwyżej indie.
Dlatego zbiegasz na szybką kawę gdzieś na miasto. Weź na wynos. Dla hip-żółtodzioba papierowy kubek z logo Starbucks jest jak pierwszy wyznacznik przynależności kastowej. Może przeciętnemu mieszkańcowi stolicy trudno w to uwierzyć, ale niektórzy przedstawiciele złotej warszawskiej młodzieży ustawiali się w kolejkach na wiele godzin przed oficjalnym otwarciem pierwszego lokalu tego kawowego McDonalda z górnej półki.
Ale uważaj! Zdradzimy ci sekret. Pewni siebie hipsterzy na wyższym poziomie zaawansowania wiedzą, że warto brać kawę na wynos z lokalnej, szerzej nieznanej, prowadzonej przez znajomych kawiarenki w nieoznaczonym żadną marką pojemniku. Albo we własnym, aluminiowym termokubku. Im bardziej oryginalny design i im lepiej ukryte logo producenta, tym lepiej dla ciebie.
Chusta starsza od babci
Duże sieci odzieżowe trzymają rękę na pulsie i wiedzą, co lubią nosić modni 20-letni. Ale wizyta w sieciach proponowanych przez młodocianych pretendentów do tytułu hipstera, w takiej Zarze, czy w H&M, to już nie pójście na łatwiznę, to niemal obciach. Skoro nie wiesz, oddany Warszawie raper Stasiak ci doradzi. Jak sam rymuje: „robię zakupy tylko w secondhandzie/Spodnie trzy stówy? Tam zapłacę więcej/Spotkam tam Gośkę, Ankę i Andżelikę/Zamienimy słowo, przymierzę kurteczkę/Ej, ale chusta! Starsza od babci/Biorę, wyskoczę w niej jutro na dansy”. Ty też możesz! Wystarczy dotrzeć na ulicę Puławską. Tam lepszy sort oryginalnych ubrań znajdziesz bez problemu we Wzorcowni bądź Ciuchach. Już dawno straciły znaczenie, o jakim przeczytamy w „Złym” Tyrmanda – bazarowej okazji. Stały się raczej butikami. Zasada ubierania się jest prosta. Skoro nie pasuje, to nie pasuje. Spodnie muszą być tak ciasne, że nie zrobisz w nich przysiadu. Mama mówiła ci, że kolorowe apaszki i duże dekolty są tylko dla dziewcząt? Przestań tak myśleć, zanim znajomi zaczną usuwać cię z Facebooka.
A skoro jesteś na Puławskiej, odwiedź kawiarnię Relaks, przeczytaj niezależny komiks ze stojaczka, pogadaj o rowerach pozbawionych przerzutek, hamulców, o dziwo wciąż jeszcze z dwoma kołami. Obok jest Regeneracja, tam zjesz sataj (bo szaszłyk brzmi tak zwyczajnie) w miodzie i chilli, rozłożysz laptopa „z jabłuszkiem“ w widocznym miejscu, chcąc nie chcąc, przejdziesz z kelnerką na jedynie słuszne, egalitarne „ty“ i poćwiczysz pełne pogardy spojrzenia na zaprzedanych komercji pracownikach okolicznych agencji reklamowych.
Biali murzyni
Wychodząc z „Rege“ (skrótowce pożądane zawsze i wszędzie) masz też szansę przytulić jakiegoś hiphopowca zmierzającego do pobliskiego Hemp Szopu. To ważne, bo – jak pisał w książce „Wyż Nisz” Bartek Chaciński – „Hipsterzy z lat 50. wychowujący się na czarnym jazzie byli z założenia negrofilami – Norman Mailer mówił nawet o nich, że są »białymi Murzynami«. Dzisiejsi hipsterzy afiszują się często z sympatią dla muzyki hiphopowej czy soulowej, mimo że nie należą do śledzącej te gatunki grupy zagorzałych fanów. Lubią podkreślać, że ją doceniają”.
Z Mokotowa czas przenieść się na Mokotowską, znajdującą się – jak sama nazwa wskazuje – w Śródmieściu. Po drodze możesz wywalczyć swój kawałek parapetu w mieszczącej się na placu Zbawiciela Coffee Karma i sprawdzić, czy w sąsiednim Planie.B siedzi jeszcze któryś z grywających w tysiącu projektów przedstawicieli sceny muzyki improwizowanej. Wszyscy są już w klubokawiarni Chłodna 25? Szkoda. Pora zatem zanurzyć się w jedną z najbardziej hipsterskich arterii Warszawy.















