REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Styl Życia

Szkoła pod Żaglami

Bombramsel staw!

Monika Janusz-Lorkowska 07-07-2010, ostatnia aktualizacja 07-07-2010 02:00
Na rei: (od lewej) Michał Borysewicz, Kacper Kucharski, Maciej Dowgiałło i Julia Różycka, III wachta
autor: Monika Janusz-Lorkowska
źródło: Fotorzepa
Na rei: (od lewej) Michał Borysewicz, Kacper Kucharski, Maciej Dowgiałło i Julia Różycka, III wachta
autor: Monika Janusz-Lorkowska
źródło: Rzeczpospolita
autor: Monika Janusz-Lorkowska
źródło: Rzeczpospolita

Przeciągły gwizd, alarm do żagli. – Przygotować grot do stawienia! Wszystkie rejowe! Również grotsztaksel! – brzmią komendy kapitana Baranowskiego na „Pogorii”

Większość ekipy na pokładzie składa się z nastolatków w wieku gimnazjalnym, bez doświadczenia na morzu. W tym rejsie, wyjątkowo, żaglowiec zależy od nich.

Stop! Tylko garda jedzie, tylko garda! Stop! Teraz pik. Stop! Teraz wszyscy naraz, i garda, i pik! – krzyczy czwarty oficer, który nie wiadomo jak pojawia się w kilku miejscach naraz.

– Poluzować gordingi! Ajaj! Co robisz, człowieku?! Puść tę linę! To szot! Niebieska to szot! Gordingi są czerwone!

Zobacz galerię zdjęć

Kto nie uważał podczas szkolenia w porcie, teraz ma kłopot. Wśród mnóstwa lin trudno odróżnić dirki od brasów, gejtawy od szotów. Wszystko odbywa się w błyskawicznym tempie. I sił potrzeba dużo. Jedną linę ciągnie troje, nawet czworo dzieciaków. Skutecznie. Żagiel grot rozwija się i zaczyna zajmować należną mu przestrzeń. Ale za wolno, wiatr już nim szarpie. Jakieś liny nie napięte, nieprzypilnowane, niezaknagowane. – Szybciej! – wrzeszczy mi nad uchem „czwarty”.

Nie ma czasu na teorię. Konsekwencje błędów odczują wszyscy. W końcu żagle postawione. Po kolei, od dzioba: latacz, bomkliwer, kliwer, foksztaksel. Także pierwszy maszt z rejami. Oraz ogromny grot w kształcie trapezu i trójkątny – grotsztaksel.

Płyniemy!

Na 11. piętrze

Przedtem były ćwiczenia „na sucho”. „Pogoria” jeszcze w porcie. Na pokładzie pierwsze szkoleniowe wspinaczki na reje (to pierwszy maszt, ma pięć poprzecznych belek – rei). Wspinamy się po linowej drabince.

Pierwsza reja, na której dolny żagiel fok, jest na wysokości trzeciego – czwartego piętra, ostatnia, z żaglem bombramselem – na wysokości 11.

Na rejach wiąże się (klaruje) lub rozwiązuje żagle. Wzdłuż każdej biegnie stalowa lina życia, do której należy się przypiąć. Szybko się przekonuję, jak jest potrzebna. Pozwala zachować równowagę, zwłaszcza psychiczną. Oparciem dla stóp jest tu tylko lina grubości palca. Mówią o niej drut telegraficzny, bo gdy już na dolnym marselu (druga reja, wysokość ok. piątego – szóstego piętra) nogi drżą mi ze strachu, czują to wszyscy pracujący na moim poziomie. Stopy na drucie, brzuch na rei, pupa wypięta, ręce zajęte pracą.

– Gdy padło pytanie, kto pierwszy na reje, bardzo chciałam wdrapać się tam wysoko, ale też bardzo się bałam – opowiada Natalia Kochańska z gimnazjum z Zielonej Góry. – Decyzja przyszła, gdy pomyślałam: skoro pozwalają na tę wspinaczkę, musi być bezpieczna. Na górze pierwsze wrażenie straszne, wydawało mi się, że liny uciekają mi spod stóp. Ale warto było. „Pogoria” dopiero z góry odsłania się w pełni, widać, jaka jest wielka.

Neptunowi co należne

Opuszczamy port. Na „Pogorii” 34 gimnazjalistów z całej Polski. Na brzegu ich przyjaciele, rodzina. Czasu na pożegnanie niedużo.

Choć „Pogoria” nie ma silników strumieniowych, instalowanych dziś nawet na małych jachtach, z Gdyni wypływamy szybko. By odwrócić żaglowiec dziobem w kierunku morza, używamy pontonu z silnikiem o mocy 75 koni. Napiera gumowym dziobem na bok statku i wypycha „Pogorię” tak, by nie stała równolegle do kei.

Na morzu podział na wachty. Obowiązują trzy: nawigacyjna, kambuzowa, bosmańska. Zmiany co cztery godziny. Wachta między 12 w nocy a 4 rano zwana jest psią. Za kambuzową młodzi nie przepadają, bo to praca w kuchni i sprzątanie pod pokładem, również toalet. Ale cook Sebastian potrzebuje pomocy, każdego dnia przygotowuje posiłki dla 50 osób.

– To jak małe wesele – mówi ze śmiechem. – Ale i tak na statku odpoczywam. Na lądzie przygotowuję czasem catering dla 2,5 tys. osób. Wtedy wykorzystuję fakt, że jestem informatykiem – gotowanie rozpisuję na małego pendrive’a, którego podłączam do pieca. Ziemniaków jednak komputer nie obierze.

Kłopoty na każdej z wacht zaczynają się, gdy „Pogorię” pod pełnymi żaglami pcha wiatr o sile 4 – 5 stopni B.

– Kto chce oddać hołd Neptunowi, musi przypiąć się szelkami do relingów – grzmi bosman przez megafon. – Bezwzględnie. Nie chcemy wykonywać manewru człowiek za burtą. Tylko na Boga! Wymiotujcie na zawietrznej, na zawietrznej!

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

11 lutego - Dzień Dokarmiania Zwierzyny Leśnej

Zima to trudny okres dla dzikich zwierząt, ponieważ gruba warstwa śniegu i lód utrudniają zwierzętom dostęp do naturalnego pokarmu i wody >>