Android nie jest nietykalny

aktualizacja: 05.07.2012, 08:33
Foto: ROL

Czasem wydaje się, że odpowiedzialni za mobilne systemy operacyjne menedżerowie Google i Microsoftu nie przyłożyli się do lekcji historii i nie wyciągają wniosków z tego, czego przez ostatnie 10 lat nauczył nas rynek. Mobilna platforma musi być spójna i jednolita, jeżeli chce poparcia dewelperów aplikacji, co z kolei jest warunkiem pozyskania użytkowników. Ktoś już kiedyś o tym zapomniał i za to zapłacił

Historia aplikacji na telefony komórkowe sięga 1999 r., kiedy to Sun Microsystems zaprezentował Java 2 Micro Edition (J2ME, a obecnie Java ME). Pierwsze telefony z tą platformą pojawiły się w 2001 roku, dzięki Nokii i Siemensowi.
Konkurencja była zawsze
Początki były trudne, bo przed deweloperami aplikacji stały same problemy. Ograniczenia dla rozmiarów aplikacji (64 KB), czarno-białe wyświetlacze, brak standardów pobierania produktów. Producenci jednak dostrzegli w J2ME szansę dla siebie i technologia ruszyła do przodu. Kolorowe wyświetlacze, więcej pamięci, sklepy z aplikacjami operatorów, producentów i wydawców gier napędzały rynek.
W tym czasie (jak obecnie walkę toczą iOS, Android, Windows Phone, czy Bada) istniały również konkurencyjne platformy: Brew stworzony przez Qualcomm (popularny w USA), Mophun będący dziełem szwedzkiego Synergenix Interactive (wykorzystywany głównie przez Sony Ericssona), czy wciąż obecny na rynku Symbian (wspierany głównie przez Nokię). Z tej walki zwycięsko wyszła Java ME, mająca największe wsparcie w producentach aplikacji i gier. Mnogość produktów zapewniła popularność rozwiązania, które stało się masowo wykorzystywane przez wszystkich producentów telefonów komórkowych.
Niestety fragmentaryzacja Java ME sprawiała, że coraz trudniej było zapewnić dostępność aplikacji na nowych urządzeniach, co - jak popatrzymy - obecnie zaczyna przypominać losy Androida: genialne początki, następnie kilka dostępnych wersji i postępująca fragmentaryzacja. Jednak Java ME umierała powoli. Ostateczny jej koniec zapoczątkował iPhone ze swoim zamkniętym ekosystemem (urządzenie i sklep jednego producenta), a ostatecznie dobił Android ze swoją otwartością na każdego producenta telefonów.
Użytkownik rządzi rynkiem
Dziś możemy sobie zadać pytanie, czy podobnie jak 10 lat temu jeden z systemów odniesie ostateczne zwycięstwo i zdecydowaną przewagę nad konkurencją? Póki co jest dwóch liderów: iOS i Android, którzy nie są specjalnie zagrożeni przez konkurencję. Co ciekawe, oba systemy zawdzięczają swoją pozycję zupełnie odmiennemu podejściu – zamknięty iOS od Apple oraz otwarty i darmowy Android od Google. Gonić ich próbuje Microsoft, który przespał sukces iPhone'a, nie zauważył Androida i obudził się z Windows Phone 7, który już zastępuje wersją 8.
Ważną zmianą w ekosystemie produktów dostępnych do pobrania na urządzenia mobilne jest przeniesienie środka ciężkości z gier w stronę aplikacji użytkowych. O ile w Java ME przez lata, to gry były głównych produktem i ich sprzedaż stanowiła 95 proc. rynku aplikacji, o tyle obecnie te proporcje są już bardziej wyrównane z niewielką jedynie przewagą gier. Oznacza to, że w przypadku starszej Javy ME mieliśmy do czynienia z "hard userami", dla których gry stanowiły źródło rozrywki, podczas gdy obecnie rynkiem rządzą tak zwani "casuale", czyli zwykli posiadacze telefonów, którzy chcą więcej użyteczności, a nie tylko rozrywki od swoich urządzeń mobilnych.
Dzisiaj producenci ekosystemów mobilnych konkurują ze sobą przede wszystkim ilością dostępnych produktów, co niekoniecznie wpływa na ich jakość. O ile Apple i Microsoft weryfikują produkty przed ich akceptacją do sklepu, o tyle w Google Play panuje chaos. Jednak nawet weryfikacja nie zapewnia odsiewu słabych produktów, a jedynie kontrolę zgodności z regulaminami i polityką bezpieczeństwa.
Takie podejście sprawia, że w dystrybucji są już miliony aplikacji, wielokrotnie słabej jakości i wątpliwej użyteczności, a dobrym produktom coraz trudniej się przebić. Niestety, nikt nie znalazł jeszcze rozwiązania dobrego dla użytkowników i dostawców aplikacji jednocześnie, także wszystko zależy od gustu użytkownika i jego potrzeb.
Wątpliwe decyzje
Jaka czeka nas przyszłość na rynku aplikacji mobilnych? Czy Android poprzez postępującą fragmentaryzację i mnogość wersji dostępnych na rynku skończy jak Java ME, a jego miejsce zajmie np. Windows Phone? To hipotetyczne, ale możliwe, o ile Google nie opamięta się i nie zacznie kontrolować lepiej producentów urządzeń, wymuszając na nich aktualizacje do nowych wersji systemu.
Z drugiej strony ostatnie działania Microsoftu i decyzja o braku aktualizacji do WP8 urządzeń z WP7 wskazują, że Microsoft może pójść tą samą drogą co Google, czyli mnogością różnych wersji systemu na rynku. Fanastyczne? Całkiem niedawno wydawało się, że Nokii nikt nie zagrozi, a obecnie analitycy przewidują jej bankructwo. Podobne kataklizmy mogą się przydarzyć także na rynku aplikacji mobilnych.
[tytuł i śródtytuły od redakcji]
Tomasz Witt, założyciel i prezes zarządu Norbsoft
Absolwent Uniwersytetu Gdańskiego na wydziale ekonomii. Rozpoczynał karierę zawodową w międzynarodowej korporacji Ericsson w Polsce, a kontynuował w spółkach z branży rozrywki mobilnej – Mobile Entertainment Europe, Gameleons, Locon. Dzisiaj jest wspólnikiem i prezesem zarządu w spółkach Norbsoft Sp. z o.o. oraz AllToys International Sp. z o.o., tworzących rozwiązania na rynku mobilnych aplikacji i gier (w sumie ponad 200 realizacji).  Prywatnie jest pasjonatem telefonów komórkowych. Jego kolekcja obejmuje ponad 120 różnych modeli telefonów od najstarszych, walizkowych do najnowszych, zaawansowanych technicznie

POLECAMY

KOMENTARZE