Boją się cyfrowej szkoły

aktualizacja: 03.07.2012, 01:07
Foto: Fotorzepa, Marian Zubrzycki

Informatyzację polskich szkół MEN powinno zacząć od zmiany mentalności nauczycieli i dyrektorów

Kompleksowe szkolenia dla nauczycieli, stworzenie zasobów edukacyjnych, a także działania, które przełamią barierę psychologiczną wśród pedagogów i zachęcą ich do korzystania z technologii informatycznych w trakcie nauki. To wyzwania, którym będzie musiało sprostać Ministerstwo Edukacji, jeśli chce z sukcesem wprowadzić program „Cyfrowa szkoła". Wskazują je specjaliści z koncernu Microsoft oraz Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych.

Brak wiedzy, brak sieci

W ramach wspólnego projektu „Szkoła Nowych Technologii" w ciągu ostatniego pół roku obie firmy zinformatyzowały 500 szkół ponadgimnazjalnych, szkoląc 7 tys. nauczycieli oraz ok. 130 tys. uczniów.
Na jakie trudności się natknęły? Opowiada o tym Cecylia Szymańska-Ban, dyrektor ds. edukacji Microsoft. – Dwa najsłabsze elementy to brak wiedzy wśród nauczycieli, jak uczyć z wykorzystaniem technologii informatycznych, oraz szkolna infrastruktura – twierdzi. – Dotychczasowe programy komputeryzacji szkół miały na celu przygotowanie placówek do nauczania informatyki. Tymczasem teraz mówimy o włączeniu technologii do całego procesu dydaktycznego szkoły.
Jak się okazuje, nauczyciele mają mgliste pojęcie na temat ogólnodostępnych i darmowych aplikacji, które już teraz można wykorzystywać w nauczaniu. Podobnie ma się sprawa z dyrektorami, którzy nie znają programów pomagających zarządzać szkołami.
– Potrzebne są gruntowne szkolenia dla pedagogów, na których, po pierwsze, dowiedzą się, jakie narzędzia informatyczne są już dostępne, a po drugie – nauczą się z nich korzystać. Podobne działania powinny objąć dyrektorów szkół, by pomóc im wykorzystywać technologię w zarządzaniu swoją placówką – podpowiada Szymańska-Ban.
Kolejna słaba strona polskiej szkoły to brak odpowiedniej infrastruktury do wykorzystania nowoczesnych technologii. Przede wszystkim chodzi o dostęp do szerokopasmowego Internetu, co pozwala szybko przesyłać duże ilości danych. Bez tego trudno myśleć o tym, by z sieci mogło korzystać jednocześnie kilkudziesięciu uczniów.
Dziś bywa i tak, że choć szkoła prowadzi e-dziennik, to nauczyciel musi przepisywać np. dane dotyczące frekwencji uczniów, bo w klasie nie ma połączenia z siecią.
W szkołach często nie ma rzutników, ekranów do wyświetlania obrazów, nie mówiąc już o tablicach interaktywnych. Szkoły są nastawione na naukę z użyciem tablicy i kredy, a nie technik multimedialnych.

Kto da e-zasoby?

Wydawcy zwracają uwagę na brak dostępu do treści, którymi mogliby się posiłkować nauczyciele w cyfrowej szkole. Przypominają, że resort edukacji zaczął tworzenie e-podręczników od sporu z wydawcami.
– Jesteśmy przygotowani z materiałami, które w formie cyfrowej mogą zastąpić nie tylko podręczniki, ale także zeszyty ćwiczeń. Mamy aplikacje, które pozwalają na odrabianie, ale także sprawdzanie prac domowych w trybie online. Mamy narzędzia, które pomagają w cyfrowej formie przeprowadzać sprawdziany. Pozostaje pytanie, jaką filozofię obierze MEN, chcąc dać nauczycielom takie zasoby – opowiada nam jeden z przedstawicieli wydawców.
W zakończonym niedawno konkursie na partnerów merytorycznych do stworzenia e-podręczników z powodu bojkotu ze strony wydawców nie udało się wybrać autorów, którzy przygotowaliby podręczniki do przedmiotów humanistycznych oraz przyrodniczych.

Od nowoczesności do ostracyzmu

Artur Rudnicki, wicedyrektor Zespołu Szkół Technicznych im. T. Kościuszki w Radomiu, który uczestniczył w projekcie Microsoftu oraz WSiP, wskazuje na inne problemy.
– W wielu szkołach dyrektorzy szkół oraz sami nauczyciele nie widzą potrzeby wprowadzania nowoczesnych technologii. Traktują to jako element, który może generować dodatkowe obowiązki i odpowiedzialność. Znam przykłady, gdy wręcz hamowany jest rozwój nauczycieli w tym kierunku – mówi nam Rudnicki. Potwierdza to Szymańska-Ban. – Prowadzimy konkurs „Innowacyjny nauczyciel", wiem o kilku jego laureatach, którzy spotkali się z ostracyzmem środowiskowym i musieli zmienić pracę – mówi.
Rudnicki wymienia bardziej prozaiczne bariery. – Program „Cyfrowej Szkoły", zresztą słusznie, wskazuje, że każda szkoła będzie miała nauczyciela koordynatora zajmującego się informatyzacją. Do tej pory nie jest jasne, kto będzie płacić za jego pracę oraz w ramach jakich godzin ma on pełnić obowiązki – mówi.
Resort edukacji chce na razie sam zebrać dane o tym, jak na przyjęcie nowoczesnych technologii przygotowana jest polska szkoła. W ramach pilotażu „Cyfrowej szkoły" blisko 400 placówek zostanie wyposażonych w sprzęt informatyczny. Ich doświadczenia mają być wykorzystane w przygotowaniu i prowadzeniu właściwego programu.
Inne kraje już się przekonały, że proces cyfryzacji szkoły jest niezwykle trudny. Wycofały się z niego np. Katalonia i Korea Południowa. W pierwszym przypadku okazało się, że szkolne sieci nie były przygotowane na tak duże obciążenie. W drugim okazało się, że uczniowie woleli się uczyć z papierowych podręczników. Szkoda by było popełniać te same błędy.

POLECAMY

KOMENTARZE