Hollande rozpoczyna porządki

aktualizacja: 18.06.2012, 00:56
Foto: ROL

Prezydent Francois Hollande dostał pełnię władzy potrzebną mu
do budowy państwa opiekuńczego

Wczorajsza druga runda wyborów parlamentarnych we Francji była ukoronowaniem zwycięstwa prezydenta Francois Hollande'a w wyborach prezydenckich. Z sondaży exit polls wynika, że francuscy socjaliści zdobyli od 308 do 320 mandatów w 577-osobowym Zgromadzeniu Narodowym, co daje im bezwzględną większość. Nie będą musieli tworzyć koalicji z partią Zielonych ( 20 mandatów) ani tym bardziej z radykalnym Frontem Lewicy ( 10 mandatów).
Głosowanie przypieczętowało też klęskę prawicy. Gaullistowska Unia na rzecz Ruchu Ludowego (UMP) zdobyła od 221 do 231 miejsc i po dziesięciu latach traci kontrolę nad parlamentem.
Komentatorzy ubolewają, że frekwencja była najniższa od 1956 r. To efekt reformy z 2000 r., kiedy skrócono kadencję prezydenta z siedmiu do pięciu lat, aby wybory prezydenckie i parlamentarne mogły się odbywać jedne po drugich. Zmiany mają zmniejszyć ryzyko tzw. kohabitacji, kiedy prezydent pochodzi z innej  partii niż większość parlamentarna, co prowadzi do politycznego paraliżu. Po czterech rundach głosowań w ciągu dwóch miesięcy wyborcy mają wyraźnie dość polityki.
Nie wpłynęło to jednak na dobry wynik socjalistów, którzy  będą niepodzielnie rządzić drugą największą gospodarką UE. Prezydent do ostatniej chwili apelował do wyborców, aby dali silny mandat Partii Socjalistycznej, bo tylko dysponując większością w parlamencie, będzie mógł zrealizować wyborcze obietnice. Hollande roztoczył przed Francuzami ponętną wizję walki z deficytem budżetowym poprzez ożywianie wzrostu gospodarczego, a nie przez bolesne cięcia wydatków. Obiecał zmniejszyć bezrobocie i stworzyć tysiące dotowanych miejsc pracy. Potrzebne na to pieniądze zamierza zdobyć, podnosząc podatki dla najbogatszych.
Uskrzydlony wczorajszym zwycięstwem francuski przywódca zamierza przekonać Unię Europejską do swojej wizji walki z kryzysem. Jak poinformował „Journal du Dimanche", Hollande zaproponuje na najbliższym szczycie UE stworzenie wartego 120 mld euro funduszu stymulowania wzrostu. Mają się w nim znaleźć środki z obligacji na konkretne projekty, przesunięte środki z funduszy strukturalnych, a także fundusze z Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Swój plan zapewne przedstawi na zaczynającym się w poniedziałek szczycie G20 w Meksyku, który ma być zdominowany przez kryzys w strefie euro.
– G20 niewiele może zrobić, aby przywrócić wiarę we wspólną walutę. Większe znaczenie będzie miało spotkanie Hollande'a z kanclerz Angelą Merkel. To od wypracowanego porozumienia między przywódcami Francji i Niemiec będzie zależeć, czy na kolejnych szczytach UE będą podejmowane odważne decyzje w sprawie funkcjonowania euro – mówi „Rz" Thomas Klau, szef European Council on Foreign Relations w Paryżu.
Zdaniem ekspertów Hollande może mieć spore trudności z dotrzymaniem nie tylko wielu obietnic dotyczących gospodarki. Także tej, że będzie normalnym prezydentem, który nie absorbuje swoją osobą tak jak jego poprzednik Nicolas Sarkozy i jego żona Carla Bruni. Życie osobiste prezydenta już znalazło się w samym centrum uwagi za sprawą jego zazdrosnej partnerki Valerie Trierweiler. Pierwsza dama ogłosiła na Twitterze, że poprze rywala poprzedniej partnerki prezydenta Segolene Royal, z którą Hollande spędził 30 lat i ma czwórkę dzieci. Chociaż prezydent udzielił poparcia Royal, nie zdobyła mandatu w swoim okręgu La Rochelle.

Philippe Marliere, francuski politolog

Prezydent Hollande może odetchnąć z ulgą. Socjaliści nie mieli takiej władzy od 1981 roku. Mają większość nie tylko w Zgromadzeniu Narodowym, ale także w Senacie i zgromadzeniach lokalnych. To umożliwia Hollande'owi wprowadzenie zmian bez konieczności kompromisów. Jego program wyborczy był mało precyzyjny, czyli teraz zobaczymy jego prawdziwe oblicze. Obiecał redukcję deficytu, więc jakieś cięcia będą konieczne, co nie może się podobać jego elektoratowi. Dlatego postara się przekonać Francuzów, że próbuje odbudować państwo opiekuńcze. Częściowo wycofa się z reformy emerytalnej poprzednika. Osoby, które bardzo wcześnie zaczęły pracę, będą mogły odejść na emeryturę w wieku 60 lat. Chce podnieść pensję minimalną. Na forum UE wiele nie zwojuje. Tam, gdzie Niemcy powiedzą stanowcze „nie", raczej nie będzie się długo upierał. Przed wyborami w Grecji podobnie jak kanclerz Merkel mówił, że niezależnie od tego, kto wygra, Ateny muszą dotrzymać warunków umowy. Ciekawa będzie sytuacja w Unii na rzecz Ruchu Ludowego (UMP), która traci władzę. Ugrupowanie musi teraz odpowiedzieć sobie na pytanie o dalszy kurs. Nicolas Sarkozy w czasie kampanii wyraźnie skręcił na prawo, próbując odebrać wyborców zyskującemu poparcie Frontowi Narodowemu. Część polityków prawicy uważa, że trzeba wejść w sojusz ze skrajną prawicą, aby jak najszybciej odebrać władze socjalistom.
—lor
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE