Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Obyczaje

Przewodnicy z bastionu socjalizmu

Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Deregulacji zawodu przewodnika turystycznego sprzeciwiajš się firmy, które zarabiajš nie tylko na oprowadzaniu wycieczek, ale też na szkoleniach
Szef resortu sprawiedliwoœci Jarosław Gowin przyznaje, że nie spodziewał się aż takiego oporu w wypadku zniesienia licencji na oprowadzanie turystów. – Zostaliœmy wręcz zasypani protestami w tej sprawie. Wyglšdało to na dobrze skoordynowanš akcję – mówi „Rz". O ile zrozumiałe sš argumenty, że przewodnik wysokogórski odpowiada za bezpieczeństwo wycieczek, o tyle brak przeciwwskazań tego typu dla ludzi chcšcych oprowadzać turystów po Krakowie, Wrocławiu czy Warszawie. Marek Frysztacki z krakowskiego biura Marco der Pole, wyspecjalizowanego w turystyce dla niemieckich goœci popiera pomysł Gowina. – Znam wielu fachowców, ludzi z autentycznš pasjš, którzy potrafiš w fascynujšcy sposób się niš dzielić. Zatrudniałbym ich, choć nie majš licencji – mówi.
Dodaje, że w sporze nie chodzi wyłšcznie o rynek usług przewodnickich, lecz także szkoleń. – Kurs przewodnicki trwa nawet dwa lata i kosztuje około dwóch tysięcy złotych. Ludzie uczš się na nim rzeczy, które sš wymagane na egzaminie, ale nigdy potem im się nie przydadzš. No, chyba że będš szkolić innych przewodników – mówi Frysztacki. Dr Piotr Gontarczyk z Instytutu Pamięci Narodowej zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt sprawy. – Rynek usług turystycznych, zwłaszcza dla obcokrajowców, był w PRL pod œcisłym nadzorem komunistycznych służb specjalnych – kontrwywiadu i wywiadu, zarówno cywilnego, jak i wojskowego – mówi. Dodaje, że zna liczne przypadki, gdy funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa, którzy musieli odejœć, lokowani byli jako agentura w Orbisie i innych firmach turystycznych. – Firmy takie obok central handlu zagranicznego, zwišzków sportowych czy Polskiego Zwišzku Łowieckiego to miejsca, w których wpływy funkcjonariuszy komunistycznych służb nadal sš bardzo silne – mówi Gontarczyk. Dr hab. Bożena Szaynok z Uniwersytetu Wrocławskiego specjalizujšca się w historii Żydów i stosunkach polsko-izraelskich czasem opowiada znajomym o Wrocławiu. Nie ma licencji przewodnickiej. – Jakiœ czas temu oprowadzałam klasę mojej córki po dzielnicy Pawłowice. Jednak nie zdecydowałabym się na oprowadzanie wycieczek po Wrocławiu. Musiałabym się podszkolić – mówi. Frysztacki dobrze zna rynek przewodnicki w Berlinie. – Funkcjonujš tam przewodnicy z licencjami i bez. Nikt nie œciga tych bez licencji, a często sš to osoby majšce wyjštkowš wiedzę. Zresztš uzyskanie tam licencji jest znacznie łatwiejsze niż w Krakowie – mówi.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL