Jedno kochasz, drugie zjadasz

aktualizacja: 14.04.2012, 00:00
Foto: Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński

W Polsce co roku dla naszych potrzeb ginie ponad 600 mln zwierząt hodowlanych. Decyzje dotyczące posiłku, ubioru czy rozrywki mogą utrzymać status quo lub być częścią pozytywnej ewolucji relacji człowieka z resztą zwierząt. Z Dariuszem Gzyrą, weganinem, współzałożycielem stowarzyszenia Empatia, rozmawia Magdalena Orlińska

Tekst z tygodnika Przekrój
Czytaj tam także:
Według Amerykańskiego Stowarzyszenia Dietetycznego, największej organizacji na? świecie zrzeszającej dietetyków, „dobrze zaplanowana dieta wegańska (...) jest odpowiednia dla osób na? wszystkich etapach życia, włącznie z? okresem ciąży i? laktacji, niemowlęctwa, dzieciństwa oraz dorastania, a? także dla sportowców". Z? kolei Światowa Organizacja Zdrowia postuluje znaczne ograniczenie produktów odzwierzęcych. W? diecie każdego z?nas powinny dominować niskoprzetworzone produkty roślinne: owoce, warzywa, rośliny strączkowe i? pełnoziarniste produkty zbożowe (np. kasze). Kuchnia wegańska może być oparta na?tanich, ogólnodostępnych produktach, a ?poszczególne potrawy są równie łatwe w ?przygotowaniu co ?tradycyjne dania. Weganie mają też dostęp do gotowych produktów przeznaczonych specjalnie dla nich. Jakub Sobiecki, dietetyk z Instytutu Happy more
Zdaje się, że większość Polaków uważa, że o zwierzęta trzeba dbać. Dlaczego zatem tyle zwierząt w Polsce cierpi?
– Zwierzęta mają taki status, jaki jest wygodny dla ludzi. Dotyczy to również dużej części środowiska działającego na rzecz zwierząt. Gdyby rzeczywiście chcieć je uznać za moralnie ważne, trzeba by spojrzeć na zwierzęta jako indywidua z unikatowymi biografiami, zdolne do cierpienia. Następnie trzeba by przyznać, że są to istoty, które chcą i mają prawo żyć, potem zacząć mówić o nich innym językiem. W efekcie praktyka społeczna relacji z innymi zwierzętami byłaby skrajnie różna od obecnej. Nie pytalibyśmy, jak je wykorzystywać, tylko czy to robić.
Istnieje wiele organizacji, które zajmują się zwierzętami. Zbierają pieniądze na karmę, schronienie, leczenie. Tymczasem jedno z haseł Empatii brzmi: „Jedne kochasz, drugie zjadasz". Czym różni się podejście takich organizacji jak Empatia do kwestii zwierząt?
– Wiele organizacji zajmuje się leczeniem skutków choroby, niewiele skupia się natomiast na przyczynach. Praca w schroniskach, dokonywanie interwencji, przekonywanie do adopcji – to wszystko są bardzo potrzebne i trudne formy działania. Czapki z głów przed tymi, którzy to robią, ale zajmowanie się tym, nawet z największym oddaniem, nie jest receptą na zdecydowaną zmianę sytuacji zwierząt. Narzędzia do tej zmiany są gdzie indziej, a dokładnie tam, gdzie codzienne ludzkie wybory.
W Polsce co roku ginie dla potrzeb człowieka ponad 600 mln zwierząt lądowych kilku podstawowych gatunków. To w dużej mierze efekt prozaicznych wyborów ludzi. Powtórzę: rozumiem, że nie każdy w rewolucyjnym odruchu może dziś zamienić mleko krowie na sojowe, ale niech to zrobi najpierw choć 10 proc. społeczeństwa. To byłby początek dobroczynnej lawiny, grupa na tyle duża, że mogłaby być wpływowa. Chcielibyśmy zmienić świadomość ludzi i podpowiedzieć, że zmiana jest możliwa, oraz pokazać, na czym ona polega. Dlatego właśnie promujemy weganizm.
Tymczasem w Polsce zwierzęta cierpią, bo to jest wygodne dla większości ludzi, a wyrzuty sumienia są od nas zgrabnie odsuwane przez wielopoziomowy mechanizm zakłamywania rzeczywistości.
Tym, co widzi konsument, jest zadowolona rodzina przy tradycyjnym obiedzie, uśmiechnięte świnki na opakowaniach produktów mięsnych i hasła typu „Pij mleko, będziesz wielki". Jaki wpływ na nasze myślenie mają media i korporacje?
– Przemysły wykorzystujące zwierzęta na gigantyczną skalę, korporacje będące doskonałą realizacją hasła prymatu ekonomii nad etyką, reklama manipulująca wizerunkiem zwierząt i tworząca wyimaginowane potrzeby, system edukacji bez ambicji nauczania krytycznego myślenia, Kościół stawiający grubą kreskę pomiędzy ludźmi i resztą zwierząt – wszyscy ci potężni gracze tworzą z premedytacją etyczny matrix. Żeby przejrzeć na oczy, trzeba dostać obuchem w głowę lub pojawić się w odpowiednim miejscu wśród przekonujących ludzi.
Wykorzystywanie zwierząt jest jednocześnie wszechobecne i niewidoczne. Owszem, doskonale widać jego końcowe efekty, przedstawiane jako niezbędne, ale nie widać – że użyję staroświeckiego słowa – prawdy o tym, jakim kosztem powstają. A jest nią uprzedmiotowienie, ból, strach, stres, cierpienie i śmierć. A wszystko to nie jest konieczne, czego dowodzi niepasująca do układanki obecność zdrowych i usatysfakcjonowanych weganek i wegan.
Rzeźnie z centrów miast przeniosły się daleko od nas i niepowołane osoby nie mają tam wstępu. Naturalne futro w sklepie nie jest opatrzone informacją, że jego produkcja związana była z wtykaniem zwierzęciu elektrody do odbytu i więzieniem w niewielkiej drucianej klatce. A krowy oficjalnie dają mleko, tak jakby chciały ofiarować nam wapń do budowy kości. A mleko nie jest nadwyżką pokarmu, które krowy wcześniej zgodnie z naturą przeznaczyły dla swoich dzieci. Te dzieci staną się szybko cielęciną. I to jest nieuchronny koszt ludzkiej ochoty na bitą śmietanę i ser do pizzy. W wielu reklamach produktów odzwierzęcych ofiary pokazywane są jako wolontariusze procesu hodowli i rzezi, dumne ze swojego wkładu w rozwój ludzkości.
Jakie są najczęściej spotykane mity na temat zwierząt?
– Podstawowy mit jest taki, że wykorzystywanie zwierząt jest nieodzowne. Oczywiście, oczekiwanie jakiejkolwiek nagłej zmiany praktyki społecznej, cudownego przestawienia zwrotnicy, jest nierozsądne.
Zmiana to zwykle proces, najpierw osobisty, później społeczny. Byłby jednak prostszy, gdyby kilka mitów pękło. Choćby ten, że istnieją podstawy do odmiennego traktowania tych zwierzęcych wybrańców, którzy stają się w naszej kulturze pupilami, członkami naszych rodzin (np. psy i koty), i tych, których skazujemy na status narzędzia, towaru, zasobu naturalnego (np. krowy i świnie). Gdyby zwierzętom, określanym jako hodowlane, dać taką możliwość, zadziwiłyby nas swoją inteligencją i zdobyły nasze serca. Jak mają to zrobić stłoczone wśród innych, wplecione w mechanizm odbierający im osobowość i niedający zaspokoić podstawowych naturalnych potrzeb?
Czy idea weganizmu nie jest zbyt radykalna?
– Absolutnie nie chcę lekceważyć nawet najdrobniejszych odruchów empatii wobec zwierząt, ale proponuję zejść na ziemię, rozejrzeć się i powiedzieć wyraźnie: tradycyjne organizacje ochrony zwierząt często stają się częścią problemu, a nie jego rozwiązaniem, dając swoisty certyfikat wykorzystywaniu zwierząt, byle z umiarem. Wegetarianizm natomiast to dzisiaj anachronizm. W ówczesnym świecie nie ma większej moralnej różnicy pomiędzy mięsem a innymi produktami pochodzącymi od zwierząt. Adekwatna odpowiedź na ten stan, jeśli ktoś uzna go za rzeczywiście zły, nie może być letnia. Radykalizm weganizmu trzeba więc widzieć na tle fatalnej normy. Jeśli dobrze się przyjrzeć, wiele postępowych idei wydawało się kiedyś radykalnych, a teraz same stały się normą.
Weganin musi być bardzo uważny. Powinien sprawdzać skład wszystkich produktów, z którymi ma do czynienia. Z jakimi problemami może się zetknąć?
„Proponuję zejść na ?ziemię, rozejrzeć się i? powiedzieć wyraźnie: organizacje ochrony zwierząt często stają się częścią problemu, a?nie jego rozwiązaniem, dając swoisty certyfikat wykorzystywaniu zwierząt, byle z ?umiarem. Wegetarianizm natomiast to ?dzisiaj anachronizm
– Byłbym nieszczery, gdybym pokazał ten wybór wyłącznie w pozytywnym świetle. Jak każda mniejszość weganie mogą napotkać rozmaite trudności i problemy. Składniki odzwierzęce są częścią tak ogromnej liczby produktów, często niewidoczną, że tu i teraz jest niemożliwe niekorzystanie z nich w ogóle. Dlatego warto jednak zatrzymać się na pewnym poziomie wnikliwości, żeby nie uczynić ze swojego wyboru nie tylko czegoś nieznośnego dla nas samych, ale i niepodatnego na naśladowanie. Życie weganki lub weganina nie jest więc prostą eliminacją własnego udziału w całym systemie wykorzystywania zwierząt, a raczej możliwym tu i teraz jego ograniczeniem. Można przestać korzystać z mięsa, nabiału, jaj, skór, futer – to jest dobra wiadomość i na tym warto się skupić.
Ludzie nie zdają sobie sprawy, że temat zwierząt jako istot, wobec których człowiek ma moralne obowiązki, nie jest tylko wymysłem kilku szalonych aktywistów, ale stanowi dziedzinę poważnych dyskusji akademickich, m.in. w katedrach filozofii czy na wydziałach prawa. Jakie zagadnienia towarzyszą refleksji nad zwierzętami we współczesnym świecie?
– Zwierzęta były przedmiotem refleksji filozoficznej już w starożytności, chociaż wątek ten nigdy nie był główny. Współcześnie zdecydowany zwrot nastąpił w latach 70. zeszłego wieku. Wiele osób kojarzy zapewne australijskiego bioetyka Petera Singera i jego „Wyzwolenie zwierząt", ale nie chodzi wyłącznie o niego i jego utylitarystyczne propozycje. Wtedy zaczęła się rodzić współczesna koncepcja praw zwierząt. Pojawiły się pierwsze publikacje amerykańskiego filozofa Toma Regana. Rozwinął się także nurt ekofeminizmu. Od tamtej pory liczba książek, publikacji, konferencji na temat etyki w kontekście zwierząt wzrosła lawinowo.
W tej chwili dosyć prężnie rozwija się na świecie dziedzina badawcza zwana animal studies, w ramach której mówi się o zwierzętach nie tylko w aspekcie etycznym i filozoficznym, ale także przez pryzmat sztuki, historii, socjologii, krytyki literackiej czy antropologii. Oczywiście jest ogromna różnica pomiędzy stanem zainteresowania tą dziedziną środowisk akademickich w Polsce i w krajach, w których budżet na naukę jest znacznie większy. Jednak i u nas ostatnio widać ożywienie, pojawiło się kilka ciekawych książek i konferencji. Byłoby z pewnością doskonałą inwestycją w przyszłość uwzględniać tę tematykę w programie studiów. W Polsce brakuje pogłębionej dyskusji o naszych relacjach z innymi zwierzętami. Jeśli nawiązać do metaforyki ze świata zwierząt, jesteśmy w ogonie rozwiniętych krajów Europy, a wolałbym, żebyśmy byli gdzieś w okolicach kłębu, a najlepiej na czole.
Jak tłumaczyć brak zainteresowania tego typu tematami wśród osób duchownych, które z racji swego powołania czy też pełnionego zawodu obcują na co dzień z tematyką moralną?
– Nie widzę podstaw do uznania kogoś za eksperta od kwestii etycznych tylko dlatego, że jest duchownym! Dominacja Kościoła w sferze etyki to przykład uzurpacji. Czy duchowni mają jakąś specjalną wiedzę z zakresu etyki, czy też są raczej ekspertami od założeń własnej wiary i jednego, wybranego systemu wartości? Chrześcijaństwo w żadnym ze swoich głównych nurtów nie było i nie jest biocentryczne. Antropocentryczne, teocentryczne – owszem.
Można się oczywiście w nieskończoność spierać, do jakiego stopnia biblijne zapisy usprawiedliwiają wykorzystywanie zwierząt, czy oddanie Ziemi we władanie człowiekowi daje mu prawa tyrana, czy też narzuca obowiązek dobrego opiekuna, ale jedno jest widoczne dosyć wyraźnie: Pismo nie stało się powszechną inspiracją dla jakiegokolwiek ruchu wyzwolenia zwierząt.
Współczesny katechizm również nie pozostawia wątpliwości, że liczy się głównie człowiek, to on jeden jest osobą, wybranym bytem, wyróżnionym w hierarchii. Zwierzęta wolno wykorzystywać i tylko w niewielkim zakresie dopuszczone są tutaj negocjacje. W kontekście tego bardzo konserwatywnego i ociężałego stosunku Kościoła do kwestii naszych relacji ze zwierzętami ciekawie jest natrafić na prozwierzęce stróżki teologii. Interesującym przykładem jest niedawno wydana książka Andrew Linzeya „Teologia zwierząt".
Organizacje prozwierzęce decydują się czasem na kontrowersyjny przekaz. Przykładem może być wystawa „Holocaust na twoim talerzu", zestawiająca obrazy z obozów koncentracyjnych z obrazami wykorzystywania zwierząt. Jakie jeszcze działania mogą przykuć uwagę i zatrzymać tę bezrefleksyjną hiperkonsumpcję?
– Tego typu wystawy to właśnie obuch, który może mieć moc wybudzania. No, ale obuch nie jest narzędziem uniwersalnym, nie naprawi wszystkiego. Nie ma jednego sposobu przekonania innych do zmiany. Trzeba starać się mówić o problemie na różne sposoby i w różnych miejscach. Szkoły, ulice, urzędy, galerie, domy kultury, media czy Internet – wszędzie jest możliwość jakiejś formy aktywności.
Dla mnie równie ważne jest to, czego nie robić, gdy się chce zdobyć długotrwałą przychylność i zaufanie tych, do których chcemy trafić. Czuję niechęć do propagandy opartej na przemilczeniach i manipulacji, do przemocy i przebóstwienia idei, przez co widzi się ją jako niepodlegającą dyskusji i pozbawioną wad. Niektórzy weganie miewają tendencje do widzenia w weganizmie remedium na wszystkie bolączki świata, od pryszczy do konfliktów międzynarodowych. Mnie wystarcza uznanie, że jest to nie tyle idealna, ile możliwie dobra koncepcja ułożenia stosunków pewnej części ludzi z innymi zwierzętami.
Co twoim zdaniem jest największą przeszkodą w dotarciu do ludzi z propozycją zmiany produktów odzwierzęcych na roślinne? Smak, tradycja, zdrowie?
– Oczywiście, produkty odzwierzęce bywają smaczne i mogą sprawiać przyjemność, z którą trudno się rozstać. Nie jest to jedyny przypadek, kiedy przyjemne jest to, co moralnie problematyczne. Na szczęście nie są jedynymi źródłami przyjemności, a ich odrzucenie nie prowadzi do żadnej ascezy. Wiążą się również z tradycją i trudno zaprzeczyć, że w historii człowieka miewały pozytywny wpływ na jego rozwój. W tej chwili jednak mówienie o rozwoju bez uwzględnienia rozwoju etycznego jest odwoływaniem się do odrobinę nieaktualnych standardów. Dzisiaj wiemy już znacznie więcej zarówno o zwierzętach, jak i możliwych koncepcjach ułożenia sobie z nimi relacji, więcej też wiemy o zasadach zdrowego żywienia. Nieuwzględnianie tej wiedzy trudno nazwać rozwojem.
Myślę też, że poważną przeszkodą w skutecznym przekonywaniu innych do zmiany jest brak nawyku autorefleksji. Czy ktoś nam wpajał wartość metodycznego kwestionowania własnych poglądów, wyrabiał w nas potrzebę samodzielnego myślenia, otwartości na dyskusję i ewentualną zmianę? Wielu ludzi widzi w zmianie zagrożenie, a nie szansę. Tworzy ufortyfikowane i wygodne tożsamości, tyleż stęchłe, co przyjemnie wygrzane – jak dobra gawra.
Tekst z tygodnika Przekrój

POLECAMY

KOMENTARZE