Edukacja

Głodówka z historią w tle

Rekonstrukcje historyczne, jak ta epizodów Powstania Warszawskiego (zorganizowana w 2008 r. w stolicy) ściągają tłumy widzów, pokazując, że zainteresowanie historią jest ogromne. Jak w równie atrakcyjny sposób uczyć jej w szkole?
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Reforma edukacji pod ostrzałem krytyki. Powraca spór o to, jak ma uczyć współczesna polska szkoła
Za sprawą dawnych opozycjonistów z czasów PRL, którzy zorganizowali w Krakowie głodówkę przeciwko zmianom w systemie kształcenia – powraca temat reformy szkoły. Na sztandary trafiło hasło, że nowa podstawa programowa ogranicza nauczanie historii.

Protestujących poparli m. in. naukowcy i studenci historii na UJ. Sprawę podjęli politycy, w środę nad reformą debatował Sejm. – Co zagraża polskiej szkole, że wokół mnożą się protesty w jej obronie? – pytał poseł PiS, historyk Ryszard Terlecki.

Minister edukacji Krystyna Szumilas policzyła godziny i przekonuje, że lekcji historii będzie teraz więcej. Ale dyskusja nie dotyczy liczby godzin lekcyjnych, ale tego, czy szkoła ma kształtować świadomość i tożsamość młodego człowieka, czy jedynie dawać mu umiejętności, dzięki którym dostanie się na studia.

Utracona ciągłość?

Odpowiedzmy na pytanie, na czym polega istota reformy, która w 2009 r. weszła do gimnazjów, a od września tego roku zacznie obowiązywać w szkołach ponadgimnazjalnych.

Otóż szkoły te zostały połączone jednym, czteroletnim programem. Uczeń rozpoczyna naukę przedmiotu w I klasie gimnazjum, a kończy ją wraz z końcem nauki w I klasie liceum czy technikum. Potem musi wybrać od dwóch do czterech przedmiotów, które będzie realizował w formule rozszerzonej. Poza nimi aż do matury obowiązkowo będzie się uczył języka polskiego, dwóch języków obcych oraz matematyki.
Pozostałe przedmioty znikną z jego planu lekcji i zostaną zastąpione przedmiotami uzupełniającymi. Humaniści będą uczyć się biologii, chemii, fizyki oraz geografii w ramach jednego przedmiotu przyroda, umysły ścisłe historii oraz WOS w ramach przedmiotu historia i społeczeństwo. Nie będą to jednak tradycyjne kursy przedmiotowe. Mają się opierać na omawianiu wybranych zagadnień tematycznych. Co zdaniem resortu edukacji powinien zgłębić uczeń w ramach przedmiotu dodatkowego historia i społeczeństwo?
Ministerstwo proponuje dziewięć tematów: „Europa i świat", „Język, komunikacja i media", „Kobieta i mężczyzna, rodzina", „Nauka", „Swojskość i obcość", „Gospodarka", „Rządzący i rządzeni", „Wojna i wojskowość", „Ojczysty panteon i ojczyste spory", oraz wyróżnia pięć epok: starożytność, średniowiecze, nowożytność, XIX oraz XX w. Nauczyciel będzie miał obowiązek zrealizować cztery wątki według własnego wyboru. Będzie mógł omówić dany temat na przestrzeni wszystkich epok lub omówić wszystkie tematy na przestrzeni jednej epoki. I to tu tkwi zarzewie konfliktu. – Przedmiot historia i społeczeństwo sprowadza się do opowiadania o historii obrazkami. Uczniowie mają poznawać wyrwane z kontekstu wątki historyczne, co może prowadzić do wypaczenia ich znajomości dziejów. Kurs historii opiera się bowiem na ciągłości przyczynowo-skutkowej, a nie omawianiu wybranych jej fragmentów – mówi historyk prof. Andrzej Chwalba, były prorektor Instytutu Historii UJ, który uczył też w szkole. Dyrektor Instytutu Historii krakowskiej uczelni prof. Stanisław A. Sroka dodaje: – Taki sposób nauczania prowadzi do tego, że większość licealistów będzie miała jedynie namiastkę tego przedmiotu. Trudno mówić o spójnym procesie nauczania, skoro część uczniów pozna zagadnienia związane z wojskowością, a w innej szkole omówią tematy dotyczące gospodarki. Obaj profesorowie są zgodni w ocenie starego systemu nauczania, który polegał na tym, że treści wykładane w gimnazjum po raz kolejny przerabiało się w liceum. – To umożliwiało młodemu człowiekowi zrozumienie zagadnień, które mogły być dla niego niezrozumiałe wcześniej – mówi prof. Sroka. Nowego pomysłu na naukę w liceach broni za to Zofia T. Kozłowska, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Historycznego. – Formuła przedmiotów uzupełniających powstała z myślą o tym, by wzbudzić w uczniach zainteresowania tymi przedmiotami, które nie są im niezbędne z punktu widzenia ich wyborów maturalnych, a potem studiów – tłumaczy. Przytacza dane o malejącej liczbie uczniów zdających historię na maturze: – Na przestrzeni sześciu ostatnich lat odsetek zdających ten przedmiot spadł z 22 do 6 proc. Matura z historii ma opinię trudnej, dlatego uczniowie, kierując się pragmatyzmem, chętniej wybierają geografię, która otwiera drogę na te same kierunki studiów co historia.

Kto strzelał w Katyniu

Stary system na pewno miał wady. Młodzi ludzie często nie poznawali najnowszej historii, gdyż lekcje o niej wypadały pod koniec ich kształcenia, gdy szykowali się do egzaminu gimnazjalnego bądź matury. Ich niewielką wiedzę o najnowszej historii obnażył dwa lata temu sondaż przeprowadzony na zlecenie „Newsweeka". Okazało się, że blisko połowa ankietowanych osób poniżej 20. roku życia nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie, kto strzelał do polskich oficerów w Katyniu. Kolejne kilka procent odpowiedziało, że byli to Niemcy. Komentowano, że młodzi ludzie nie interesują się historią, bo zamęcza się ich wkuwaniem dat oraz nazwisk. W tym duchu wypowiada się też resort edukacji, tłumacząc wprowadzane zmiany. Ich deklarowany cel to zatem nie nudzić faktografią, ale uczyć młodych ludzi myśleć. Bo dzisiaj uczeń w ciągu kilku sekund znajduje w Internecie więcej wiadomości, niż otrzymałby w ciągu nawet godzinnego wykładu. Nauczyciel powinien być zatem intelektualnym przewodnikiem, uczyć, jak krytycznie interpretować informacje. Tu ścierają się fronty dyskusji o współczesnej szkole.

Zamiast wykładu

– Idea reformy sprowadza się do przekształcenia liceum ogólnokształcącego w szkołę stricte zawodową, która da młodym ludziom wąską specjalizację i ułatwi możliwość wstępu na studia – mówi prof. Antoni Dudek, członek Rady IPN. – Do tej pory od liceum wymagano, by wyposażyło młodych ludzi w kanon wiedzy ogólnej. To, że udało się ukształtować młodego inteligenta, potwierdzał egzamin dojrzałości. Specjalizacja naukowa następowała na studiach. Jego zdaniem resort edukacji chce po prostu ułatwiać uzyskanie średniego wykształcenia. Prof. Dudek powołuje się na słowa byłego wiceministra edukacji Zbigniewa Marciniaka, który w trakcie dyskusji nad reformą miał oznajmić, „że takich działań oczekuje UE". – Obserwujemy odwrót młodych ludzi od humanistyki. Kierunkowanie się na studia politechniczne ma oczywiście sens ze względu na procesy gospodarcze. Jednak właśnie dlatego kurs humanistyki w szkole średniej powinien być solidny, a próg uzyskania matury nie powinien być po raz kolejny obniżony. W innym przypadku możemy mieć do czynienia nie tylko z dalszym spadkiem wiedzy ogólnej absolwenta, ale i z pogłębieniem się procesu upadku wspólnoty narodowej – podsumowuje prof. Dudek. Eksperci podpowiadają, by zamiast ograniczać naukę treści tych przedmiotów, których uczniowie nie będą zdawać na maturze, zmienić ich formę nauczania. Z problemem swego czasu poradzili sobie Francuzi. – Na etapie liceum historię połączyli z kursem geografii. Mapa ułatwia uczniom poznanie dziejów Francji – opowiada prof. Chwalba. Dodaje, że francuska szkoła odeszła od koncepcji tradycyjnego wykładu historycznego. – Są to najczęściej zajęcia prowadzone na zasadzie dyskusji, często wspierane dokumentacją filmową. W ten sam sposób kształcą swoją młodzież Brytyjczycy – podkreśla prof. Chwalba. O wiedzę o swych dziejach dbają także Węgrzy. – W budapeszteńskich muzeach czy instytucjach historycznych widać, że to tam młodych Węgrów uczy się historii – opowiada prof. Sroka. W tym kraju jest ona obowiązkowa na maturze. Rezygnacja przeszło 20 lat temu z obowiązkowej matematyki na maturze doprowadziła do tego, że teraz rząd musi słono płacić młodym ludziom, aby podejmowali studia techniczne. Skutki pozbawiania ich humanistycznych podstaw mogą być jeszcze bardziej kosztowne.

Opinie

Prof. Jolanta Choińska-Mika współautorka reformy programowej Reforma programowa to odpowiedź na nowe wyzwania, w obliczu których stanęła szkoła w chwili, gdy aż 80 proc. – a nie 20 proc. jak w przeszłości – uczniów zaczęło trafiać do liceum i dalej na studia. Okazało się wówczas, że skrojony na „dawną miarę" model ma wiele niedostatków. Nie sprawdziło się przede wszystkim trzykrotne – w szkole podstawowej, gimnazjum i szkole ponadgimnazjalnej – powtarzanie tych samych treści. Indywidualizacja, bo tak należy patrzeć na tzw. profilowanie, jest okazją dla młodych ludzi na poważne, pogłębione rozwijanie swoich predyspozycji, talentów i zainteresowań. Tę możliwość daje nauka wybranych przedmiotów na poziomie rozszerzonym. Wprowadzenie przedmiotów historia i społeczeństwo, dziedzictwo epok czy przyroda pozwala zachować ogólnokształcący charakter liceów. Prof. Jan Żaryn były dyrektor Biura Edukacji Publicznej IPN We wstępie do nowej podstawy programowej czytamy, że w demokratycznym świecie, w którym dominuje równość, pojawia się ambicja, aby wszyscy byli formalnie wykształceni. To oczywiście jest możliwe, jednak niesie ze sobą ryzyko dewaluacji jakości wykształcenia. Poza tym tak wczesne profilowanie uczniów może prowadzić do tego, że będą podejmowali oni wybory niedojrzałe. Konsekwencje ich błędów z czasów wczesnej młodości będą ciągnęły się za nimi na etapie studiów, a potem pracy zawodowej. A to prowadzi do frustracji. Podejrzewam, że założenia nowej reformy mają jeszcze jeden cel. Chodzi o wyhamowanie przenoszonych z pokolenia na pokolenie wartości związanych z tożsamością narodową. Są one bowiem uznawane za barierę w rozwoju świata opartego jedynie na prawach gospodarki rynkowej.
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL