Czy „Strach” zaszkodzi dialogowi

aktualizacja: 18.01.2008, 14:59
Foto: Rzeczpospolita

11 stycznia ukaże się polskie tłumaczenie głośnej książki Jana Tomasza Grossa „Strach”. Czy czeka nas ogólnonarodowa debata podobna do tej,
jaką wywołali kontrowersyjni „Sąsiedzi”?

Nowa praca Grossa, która w USA ukazała się już półtora roku temu, dotyczy zabójstw Żydów na terenie okupowanej przez Związek Sowiecki Polski w latach 1945 – 1946. Według amerykańskiego badacza polskiego pochodzenia w całym kraju zginęło wówczas około 1,5 tysiąca Żydów (inni naukowcy nieco obniżają tą liczbę).
Wytłumaczenie zjawiska, jakie serwuje Gross, jest niezwykle proste. Polakami, którzy dokonali zabójstw, kierował tytułowy strach i poczucie winy. Strach przed odpowiedzialnością za współudział w Holokauście i możliwością upomnienia się przez Żydów o ich domy i inną własność zajętą przez polskich sąsiadów.
Morderstwa nie byłyby zaś możliwe, gdyby nie prymitywny antysemityzm głęboko osadzony w polskiej nacjonalistycznej i katolickiej tradycji. Kulminacyjnym momentem książki “Strach. Antysemityzm w Polsce tuż po wojnie. Historia moralnej zapaści” (wyd. Znak) jest pogrom kielecki.
Wydanie monografii w Stanach Zjednoczonych zostało przyjęte z euforią przez środowiska żydowskie i salony intelektualne. Jej entuzjastyczne recenzje ukazały się w czołowych, prestiżowych amerykańskich periodykach. Ich autorzy jeszcze bardziej wyostrzyli tezy Grossa i wiele ich wypowiedzi ocierało się o antypolonizm.
Najważniejszą recenzję napisaną w wyjątkowo emocjonalnym tonie umieścił na łamach “Washington Post” laureat Nagrody Nobla uznawany za najwyższy autorytet moralny, Elie Wiesel. “Gorycz, zazdrość, morderczy szał. Wszystko co niskie, prymitywne, plugawe i nikczemne w ludzkim zwierzęciu zostało przeanalizowane na tych stronach” – pisał.
W ślad za nim głos zabrali inni znawcy problematyki Holokaustu. “Niepokoją mnie odniesienia do “polskich obozów śmierci”, a wyrażana przez wielu Żydów opinia, że “Polacy byli równie źli albo jeszcze gorsi niż Niemcy”, wzbudza we mnie jeszcze większy sprzeciw. Po przeczytaniu “Strachu” będę wciąż wyrażać sprzeciw, ale znacznie mniej zdecydowany. Może nawet zachowam milczenie” – ogłosiła w “Publishers Weekly” profesor Deborah Lipstadt.
W większości artykułów pojawiały się wezwania pod adresem narodu polskiego, aby wreszcie przyjął do wiadomości czarne karty swojej historii i wziął za nie odpowiedzialność. “Ta książka powinna skłonić Polaków do ogólnonarodowej refleksji nad tym, dlaczego w Polsce pozostało tak niewielu Żydów.
„Antysemityzm, zjawisko rozpowszechnione w chrześcijańskiej Europie, był integralną częścią polskiego katolicyzmu w pierwszej połowie dwudziestego wieku. (...) Udział Polaków katolików w prześladowaniu i mordowaniu współobywateli Żydów był zjawiskiem rozpowszechnionym na terenie całego kraju” Cytat z polskiego wydania książki „Strach”. Na żałobę nigdy nie jest za późno” – napisał w “Los Angeles Times” znany literat pochodzenia żydowskiego Thane Rosenbaum. – “Strach” bardzo szybko dla amerykańskich środowisk opiniotwórczych stał się biblią. Niepodważalną prawdą objawioną o historii Polski i Polakach – mówi “Rz” prof. Ewa Thompson z Rice University w Houston. – Jakakolwiek próba obrony naszych racji była z góry skazana na porażkę. Próba sporu ze środowiskami żydowskimi w USA podjęta przez tutejszych Polaków jest jak próba ataku z patykiem na czołg.
Podobnego zdania jest Frank Milewski, szef komitetu przeciw zniesławieniom Kongresu Polonii Amerykańskiej. – “Strach”, tak samo jak poprzednia książka Grossa “Sąsiedzi”, wyrządził sprawie polskiej w Stanach Zjednoczonych gigantyczne szkody. Teraz, gdy ktoś chce nam udowodnić, że wyssaliśmy antysemityzm z mlekiem matki, bezkrytycznie powołuje się właśnie na te prace – powiedział “Rz”.
Próby prostowania zawartych w książce tez nie były w stanie przebić się do amerykańskiej opinii publicznej. Czołowe redakcje odrzucały posyłane przez Polaków polemiki i listy do redakcji. – Chodziliśmy nawet na wykłady Grossa, ale on wprowadził system, że wszystkie pytania trzeba było wcześniej zgłaszać na kartkach i nigdy nie dopuścił nas do głosu – opowiada Milewski.
Nie przebiła się również książka pracującego w Waszyngtonie prof. Marka Chodakiewicza “Po zagładzie” prezentująca bardziej wyważony punkt widzenia na tragiczne wydarzenia lat 1945 – 1946 (premiera w Polsce 10 stycznia). W tej sytuacji artykuły polemiczne ukazały się głównie w niskonakładowych, czytanych tylko przez Polaków, polonijnych periodykach i prasie w Polsce.
Szereg tekstów, na czele z krytyczną recenzją byłego ambasadora RP w Izraelu dr. Macieja Kozłowskiego i tekstem prof. Chodakiewicza ukazało się w “Rz”. – Najbardziej mam za złe Grossowi, którego mimo wszystko cenię, że w jego książce znalazło się tak dużo uogólnień i uproszczeń. Zawsze w jakimś narodzie znajdą się źli ludzie. Nie wolno zrzucać odpowiedzialności na wszystkich Polaków – mówi dziś Maciej Kozłowski.
Według niego teza, że głównym motywem zabójstw był strach przed koniecznością oddania zajętego mienia, jest mocno wątpliwa. – Przecież większość Żydów pochodziła ze wschodu Polski, który został oderwany przez Sowiety. Największe skupisko Żydów w Polsce centralnej, Warszawa, zostało zaś zniszczone. Żydzi przybywali więc głównie do poniemieckich Wrocławia czy Wałbrzycha, gdzie nigdy nie mieli żadnej własności – podkreśla dr Kozłowski.
Mieszkający na Florydzie polski historyk prof. Ivo Pogonowski mówi zaś, że Gross wyjął opisywane wydarzenia z szerszego kontekstu historycznego. – Przecież to wszystko się działo w atmosferze wojny domowej, grabieży i chaosu. Wielu Żydów zginęło.
„Strach przed Żydami w ostatecznym rozrachunku nie jest więc po prostu strachem przed tym, że się pojawią z powrotem i będą chcieli odzyskać dobra, które im zostały zabrane. To jest strach przed społecznością, w której żyjemy. Obecność Żyda przypomina (...) gwałt, do jakiego jesteśmy zdolni”. Cytat z polskiego wydania książki „Strach”
Ale czy wszystkie zabójstwa miały charakter antysemicki, to już inna sprawa. Część zabito w czasie napadów rabunkowych, których ofiarą padali przecież także Polacy. Część została zabita przez podziemie niepodległościowe nie dlatego, że była Żydami, ale dlatego, że była komunistami – mówi w rozmowie z “Rz” Pogonowski. – Gross tymczasem nawet nie próbuje wejść w te niuanse i forsuje uproszczoną wersję historii charakterystyczną dla anglosaskich badaczy i publicystów nieposiadających specjalnie rozległej wiedzy na temat dziejów Europy Wschodniej.
Prof. Ewa Thompson zarzuca Grossowi, że w swojej książce przedstawił fałszywy obraz stosunków panujących po wojnie na terenach okupowanej przez Sowiety Polski.
– Byłam wtedy małą dziewczynką. Zostaliśmy przesiedleni z Kresów do Gdańska. Mieszkaliśmy w straszliwych warunkach. Wtedy kazano mi uczyć polskiego żydowską dziewczynkę, która przyjechała z rodzicami z Sowietów. Mieszkali we wspaniałej, przydzielonej im willi. Pamiętam, jaki okropny strach towarzyszył mi i moim bliskim, gdy chodziłam do tego domu. To nie Żydzi bali się wówczas Polaków, ale Polacy żydowskich komisarzy – opowiada prof. Thompson.
Właśnie przedstawienie trójkąta komunizm – Żydzi – Polacy według większości krytyków jest najsłabszą stroną nowej książki Grossa. Autor przechodzi do porządku dziennego nad tym, że wielu Polaków pochodzenia żydowskiego poparło nowego okupanta. Mało tego, znajduje dla ich postawy dużo zrozumienia i nie widzi związku pomiędzy tym faktem a nastrojami antyżydowskimi panującymi w powojennej Polsce.
Razi również zdawkowe potraktowanie roli Polaków, którzy podczas okupacji i później udzielili Żydom pomocy. Informacje o unikalnej organizacji, jaką była zajmująca się ratowaniem Żydów “Żegota”, pojawiają się śladowo.
Z opiniami tymi nie zgadza się znany nowojorski rabin Avi Weiss. – Niestety, większość Polaków w trakcie wojny i zaraz po niej zachowywała się wobec Żydów haniebnie. Przyzwoite stanowisko zajęła znikoma mniejszość. Wypływało to z tradycyjnej, katolickiej, nacjonalistycznej kultury. “Strach” mówi o tym otwarcie i pewnie dlatego część Polaków boi się tej książki – podkreśla w rozmowie z “Rz”.
Czy więc w najbliższych miesiącach czeka nas wielka, ogólnonarodowa debata, podobna do tej, jaka w 2001 roku wybuchła po opublikowaniu “Sąsiadów”? Czy w polskiej historiografii i pamięci historycznej będzie trzeba dokonać istotnych przewartościowań?
– Nie przypuszczam. W przeciwieństwie do poprzedniej książki w “Strachu” Gross nie opisał nic nowego. Zarówno pogrom kielecki, jak i inne wydarzenia omówione w pracy mają już swoją bogatą literaturę. Dlatego na pewno nie wywoła ona takiego szoku i dyskusji jak “Sąsiedzi” – uważa dr Maciej Kozłowski.
Prof. Deborah Lipstadt: – Trudno powiedzieć, jaki efekt będzie miała książka. Bardzo mnie ciekawi, jak zareaguje na nią polska opinia publiczna. Na pewno Polacy powinni przyjąć do wiadomości, że nie byli tylko ofiarami II wojny światowej. Mam nadzieję, że “Strach” nie rozpali na nowo obustronnych starych animozji.
I w tym właśnie chyba leży największe niebezpieczeństwo książki. Bo co do tego, że o incydentach, w których Żydzi zostali zabici przez Polaków, należy mówić i pisać otwarcie, nie ma wątpliwości. Problem w tym, czy jednostronne przedstawienie tego złożonego problemu przez Grossa zamiast zainicjować rzeczową dyskusję, nie wywoła emocjonalnego, ostrego konfliktu.
Obie strony mogą się okopać na swoich pozycjach i zamiast dialogu Polacy (którzy będą się czuli niesłusznie zaatakowani) i Żydzi (oburzeni treścią “Strachu”) znowu będą się obrzucali oskarżeniami o antysemityzm i antypolonizm. W efekcie – zapewne wbrew intencjom autora – ich stanowiska zamiast się zbliżyć, jeszcze bardziej się od siebie oddalą.
– Niestety, Gross nie pokusił się o głębszą analizę opisanego zjawiska. Wyjątkowo niefortunny był również pomysł wydania “Strachu” najpierw w Stanach Zjednoczonych, a dopiero później w Polsce. Książka wchodzi bowiem na rynek już w atmosferze skandalu, jako pozycja kontrowersyjna, którą znamy z często przejaskrawionych recenzji. Gdyby Gross zrobił odwrotnie, na pewno byłoby to z pożytkiem dla relacji polsko-żydowskich – mówi dr Kozłowski.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autora p.zychowicz@rp.pl

POLECAMY

KOMENTARZE