Kradzione tuczy

aktualizacja: 05.01.2008, 04:20
Foto: livrustkammaren

Do kogo powinna należeć Srebrna Biblia i zdobyty niegdyś przez Polaków hełm cara Iwana Groźnego? Ekspozycja „Łupy wojenne” w Zbrojowni Królewskiej w Sztokholmie podejmuje kwestię zagrabionych przez Szwecję klejnotów kultury

Armia szwedzka i jej oficerowie przywozili te łupy do kraju z licznych wojen, głównie w latach potęgi państwa (1611 – 1718 r.)
Kiedy pytam rzecznika prasowego Zbrojowni Królewskiej w Sztokholmie Margaretę Berglund Hamngren, czy organizatorzy wystawy nie obawiali się, że ekspozycja może zainspirować kraje, które utraciły swe dobra kultury, do wystąpienia z żądaniami ich zwrotu, odpowiada: – Wzbudzenie debaty na ten kontrowersyjny temat to jeden z celów ekspozycji.
Nie chce jednak odpowiedzieć na pytanie, czy skradzione przez Szwecję przedmioty powinny powrócić do pierwotnych właścicieli. Kiedyś uważała, że zagrabione skarby powinno się oddać. – Przecież to był rabunek – tłumaczy. Później jednak zmieniła zdanie. – Mapa świata uległa wielkim przeobrażeniom. Zegara historii cofnąć się nie da. Byłby to też za skomplikowany proces. Komu należy oddać hełm cara Iwana Groźnego? Wykonali go prawdopodobnie orientalni rzemieślnicy w warsztatach na Kremlu. Czy mamy go zwrócić Polsce? – argumentuje. Polacy przecież sami zdobyli go jako łup wojenny w czasie wielkiej smuty w latach 1611 – 1612.
Podobnie sytuacja się przedstawia ze Srebrną Biblią (Codex Argenteus), której zresztą nie ma na wystawie – biblioteka w Uppsali jej nie wypożycza. Została zrabowana w Pradze podczas wojny 30-letniej. Szwedzka królowa Krystyna darowała ją swojemu bibliotekarzowi. Ten zabrał księgę do Holandii, gdzie kanclerz Szwecji Magnus Gabriel de la Gardie wykupił Biblię i podarował bibliotece uniwersyteckiej w Uppsali. Przed wizytą prezydenta Vaclava Havla w 1990 r. Szwedzi spodziewali się, że Czesi wystąpią z prośbą o oddanie Srebrnej Biblii. Wówczas MSZ i muzea opracowały dokument, w którym znalazła się konkluzja, że Szwecja nie jest zobowiązana prawnie do zwrotu zabytku.
Inaczej sytuacja wyglądała z tzw. Zwojem Polskim (w Polsce nazywanym Zwojem Sztokholmskim). Tę ponadpiętnastometrowej długości akwarelę, przedstawiającą wjazd arcyksiężnej Konstancji Habsburżanki i Zygmunta III z orszakiem do Krakowa w 1605 r., przekazał nam w darze premier Olof Palme, gdy składał w Polsce wizytę w 1974 r. – Polacy zwrócili się do Kancelarii Premiera o oddanie zagrabionego przez Szwedów dzieła – opowiada „Rz” Ove Bring, profesor prawa międzynarodowego przy Wyższej Szkole Obrony. Jednak rząd nie mógł sam decydować o sprawie i spowodował, by z propozycją oddania zwoju wystąpiły Archiwum Krajowe i Zbrojownia Królewska. – To był gest dobrej woli – ocenia Ove Bring. Ten gest zbulwersował jednak środowiska muzealne.
Według niego Czechy mogą wystąpić o zwrot Srebrnej i Diabelskiej Biblii (wypożyczonej tymczasowo na wystawę w Pradze), lecz rząd szwedzki ma prawo odmówić. – Prawdopodobnie powie zresztą „nie” i kwestia będzie zakończona – tłumaczy.
Cenna, pochodząca z XIII w., pisana na pergaminie Diabelska Biblia (Codex Giganteus) została zabrana przez Szwedów ze skarbca cesarza Rudolfa II w czasie wojny 30-letniej. Legenda mówi, że skazany na karę śmierci mnich napisał całą księgę w jedną noc z pomocą diabła. Dlatego na okładce tomu znajduje się jego wizerunek.
Dziś branie łupów wojennych jest przestępstwem. Kiedyś jednak grabieże dzieł kultury innych krajów należały do zwyczajów wojennych” – pisze intendent Zbrojowni Królewskiej Barbro Bursell w katologu wystawy. Szwecja nie była jedynym krajem, który grabił dobra kultury, ale żaden inny naród nie czynił tego tak systematycznie i działał zgodnie z planem przez tak długi czas. To tłumaczy, dlaczego Szwecja ma więcej zagrabionych skarbów kultury niż większość krajów.
Innym powodem jest fakt, że w Szwecji, w przeciwieństwie do naszego kraju, w znacznym stopniu udało się uniknąć zawieruch wojennych na własnym terytorium. Ten właśnie argument Szwedzi często wykorzystują, chcąc przekonać cudzoziemców o swoim prawie do zachowania zabytków.
– Gdybyśmy nie splądrowali skarbca w Warszawie, to nikt by dziś nie oglądał hełmu Iwana Groźnego – tłumaczą.
A rabowano wszystko, co mogło się przydać w ubogiej wówczas Szwecji. Kraj był bowiem nie tylko biedny ekonomicznie, ale i kulturalnie. Dzięki rabunkowi skarbów kultury można było ozdobić mizerne, w porównaniu z europejskimi, wnętrza szwedzkich zamków i dworków.
Na początku XVI w. jedyny uniwersytet kraju znajdował się w Uppsali. Nie funkcjonował jednak od czasów reformacji. Zapotrzebowanie na książki było więc ogromne. W kraju działała tylko jedna drukarnia. Z tego względu polowanie na książki stało się „szwedzką specjalnością”. Dlatego Gustaw II Adolf uważał za niezbędne skonfiskowanie biblioteki klasztoru Jezuitów w Rydze w 1621 r.
To wydarzenie zapoczątkowało długi okres, w czasie którego setki małych i dużych bibliotek wywożono do Szwecji.
Za książkami wzdychała królowa Krystyna. „Nie zapomnij przysłać mi biblioteki i tych osobliwych eksponatów, które są w Pradze: to jedyne, na czym mi naprawdę zależy” – brzmiała dyrektywa królowej Krystyny do Hansa Christoffa von Köningsmarka, który otrzymał polecenie zdobycia miasta w 1648 r. I choć napastnikom z północy nie udało się podbić całej Pragi, to łupy wojenne stamtąd pochodzące stanowiły bogactwo równie wielkie jak zdobycze szwedzkiej armii w Polsce.
W ręce Szwedów dostał się słynny skarbiec cesarza Rudolfa.
W 1649 r. do Sztokholmu przypływają okręty wojenne obładowane 780 cennymi łupami. Wśród nich było 470 obrazów, 69 figurek z brązu, Srebrna i Diabelska Biblia, instrumenty astronomiczne, miecz bohatera husyckiego Ziżki (użyty pod Grunwaldem) oraz 131 części majolikowego serwisu, a nawet, na znak zwycięstwa, żywy lew z ogrodu cesarza dla królowej Krystyny.
Ostatnim trofeum, jakie Szwedzi zdobyli, była teczka Napoleona z czerwonej skóry. Teczka, którą można podziwiać na wystawie, służyła cesarzowi do przechowywania gazet i dokumentów. Przedmiot znaleźli Szwedzi po bitwie pod Lipskiem w 1813 r. Rok później kongres wiedeński nie uznał skonfiskowania skarbów kultury przez Napoleona. Francja musiała wówczas wiele przedmiotów zwrócić innym krajom. Rabowania i transferu własności kulturowych zakazała następnie deklaracja brukselska w 1874. W 1899 r. na konferencji pokojowej w Hadze postanowiono, że „historyczne pamiątki, dzieła sztuki czy przedmioty naukowe” powinny być chronione przed zniszczeniem, konfiskatą czy grabieżą.
Krajem, który Szwedzi plądrowali dokładnie i bezwzględnie, była Polska, jednak zdobycze z naszego terytorium mimo znacznej liczebności zagrabionych skarbów nie zdominowały wystawy.
Profesor Andrzej Rottermund, dyrektor Zamku Królewskiego w Warszawie, napisał w katalogu do muzealnej ekspozycji, że spis inwentarza sztokholmskiego zamku z 1656 r. ujawnia, że z Warszawy do Sztokholmu przewieziono aż 200 obrazów, 20 tureckich dywanów, 28 tureckich namiotów, meble, przedmioty z brązu, porcelanę chińską, rękopisy, marmur, tekstylia. Z samego zamku Lubomirskich w Wiśniczu Szwedzi wywieźli 150 karoc z łupami.
Wśród zdobycznych przedmiotów prezentowanych na wystawie warto wymienić łupy zrabowane przez żołnierzy Karola X Gustawa (1622 – 1660). Żaden król nie wojował i nie rabował z taką zajadłością jak on. Z zagrabionych przez armię Karola X Gustawa skarbów na wystawie wyeksponowano hełmy i tarcze. Pochodzą one m.in. ze zbiorów Zygmunta II Augusta, rozmiłowanego zresztą bardziej w pięknych strojach i precjozach niźli w sztuce wojennej. Na jednej z tarcz wykuta została scena z Rzymianinem Scaevolą, który na dowód męstwa wkłada rękę w ogień. Inną, pochodzącą z 1548 r., artysta z Augsburga, Jörg Sorg udekorował pozłacanymi girlandami liści i instrumentami muzycznymi. Interesująca jest wykonana we Włoszech tarcza drewniana z końca XVI w. z wytłoczonym na skórze godłem państwowym Polski i wizerunkiem Zygmunta Augusta.
Wiele cennych przedmiotów wiąże się z Zygmuntem III. Wśród nich siodło woźnicy używane w sześciokonnym zaprzęgu do królewskiej karocy króla, którą uroczyście wjechał do Krakowa w 1605 r., i części uprzęży z herbami Polski, Litwy, Szwecji i dynastii Wazów. Na szczególną uwagę zasługuje oprawiony w pozłacane srebro róg ostatniego tura Europy z 1620 r. – dar starosty sochaczewskiego Stanisława Radziejowskiego dla Zygmunta III Wazy. Ten cenny przedmiot z królewskiego skarbca w Warszawie dostał się w ręce szwedzkich najeźdźców, m.in. razem z szablami, popiersiem Jana Kazimierza, ornatami i z wieloma innymi klejnotami kultury.
Na ekspozycji można oglądać wiele militariów związanych z osobą Władysława IV i jego pierwszej żony Anny Habsburżanki. Wśród przedmiotów duże zainteresowanie wzbudzają wykonane w Mediolanie paradne zbroje, francuski hełm i miecz Władysława IV, który król otrzymał od papieża Urbana VIII jako nagrodę za odwagę w walkach z Turkami.
Jedna ze zbroi Władysława ma rozmiar wskazujący na to, że królewicz miał około dziesięciu lat, kiedy paradował w niej na oficjalnych wystąpieniach we dworze. Ta grawerowana pozłacana, ozdabiana ornamentyką pnączy liści, nagich postaci i trofeów zbroja należy do unikatów. Na całym świecie bowiem zachowało się jedynie ok. 100 dziecięcych rynsztunków.
Niezwykle dużą część łupów wojennych z Polski stanowią księgozbiory. Lars Munkhammar w katalogu wystawy „Łupy wojenne” sądzi, że oprócz zasilenia bibliotek szwedzkich można w przypadku rabunku książek mówić w pewnym sensie o religijnych czystkach. Największymi wrogami dla Gustawa Adolfa byli katolicy, a przede wszystkim jezuici (nazywani „pomiotem żmij”). Król plądrował ich biblioteki z widocznym uczuciem satysfakcji i lubością. W 1626 r. Szwedzi skonfiskowali bibliotekę kolegium jezuickiego w Braniewie na Warmii. Wśród łupów znajdował się egzemplarz dzieła Kopernika „De revolutionibus” z 1543 r. Dzień później splądrowali zbiory wielu bibliotek we Fromborku, w tym biblioteki przy katedrze. Ponieważ Kopernik przekazał w testamencie cały swój zbiór diecezji warmińskiej, wiele książek, które do niego należały, wpadło w ręce Szwedów właśnie w czasie plądrowania biblioteki we Fromborku.
Bogactwo literatury kopernikańskiej w Szwecji opisuje powstały w 1914 r. raport „Bibliotheca Copernicana”. Wynika z niego, że z 46 tomów kopernikańskich z notatkami astronoma aż 39 znajduje się w bibliotece uniwersyteckiej w Uppsali, dwie w uppsalskiej bibliotece Obserwatorium Astronomicznego i jedna w Bibliotece Królewskiej w Sztokholmie.
Obecnie owe złupione rękopisy i druk są obiektem polsko-szwedzkich projektów naukowych.
Szwedzi uważają, że jeżeli takie zabytki jak Diabelska Biblia były tu przez 350 lat, to przez zasiedzenie należą do Szwecji. To zresztą zdecydowanie bardziej kwestia moralności i dobrej woli niż prawa.

POLECAMY

KOMENTARZE