Wiadomości
Gazowe problemy
Rozmowa z Januszem Steinhoffem, byłym ministrem gospodarki
RZ: Niedawno opublikowaliśmy list szefa jednej z najważniejszych firm należących do rosyjskiego Gazpromu, odpowiedzialnej za eksport gazu do Europy i m.in. kontakty z Polską. Zapewnia on, że nam ta współpraca przynosi wiele korzyści. Czy podziela pan taką opinię?
Janusz Steinhoff: List prezesa Miedwiediewa można traktować raczej jako próbę dotarcia do polskiej i europejskiej opinii publicznej, bo wizerunek Gazpromu, delikatnie mówiąc, nie jest najlepszy. Być może jest to też reakcja na działania polskiego rządu zmierzające do poprawy stosunków z Rosją. Ale niestety, niczego nowego nie wnosi, zawiera jedynie puste deklaracje i na dodatek niezgodne z prawdą informacje, jak choćby ta, iż Gazprom nigdy nie przerwał dostaw gazu dla swoich odbiorców. Gdyby ktoś mnie o to spytał dziesięć lat temu, rzeczywiście powiedziałbym, że to prawda, ale teraz, po przypadkach przykręcenia gazowego kurka Ukrainie i Białorusi, większość Europejczyków zdaje sobie sprawę z faktu, iż w warunkach konfliktu Gazprom nie szuka rozwiązania w arbitrażu, lecz sięga po najbardziej skuteczną broń, jaką jest ograniczenie czy też wstrzymanie dostaw. Przykładem wykorzystywania dominującej pozycji na lokalnych rynkach jest w ostatnim czasie uzależnienie dostaw gazu dla Polski przez kontrolowaną przez Gazprom spółkę RosUkrEnergo od zgody PGNiG na zmianę formuły cenowej dostaw gazu w ramach kontraktu jamalskiego. Gazprom stosuje podwójne standardy – jeden wobec siebie, gdy jego szefowie zapewniają, że jest to typowo giełdowa spółka dbająca o interesy swoich akcjonariuszy. A drugi na przykład wobec EuRoPol Gazu, gdy oczekuje, że ta polsko-rosyjska spółka będzie prowadziła działalność non profit. A skoro płacimy rynkową cenę za rosyjski gaz ziemny, to dlaczego Gazprom ma płacić nierynkowe stawki za jego tranzyt przez Polskę do Niemiec? Jedyny pozytywny sygnał płynący z listu prezesa Gazprom Eksportu to deklaracja wyjaśnienia spornych spraw ze stroną polską, lecz niektóre argumenty w nim zawarte nie nastrajają pozytywnie.
Przez ostatnie lata w kontaktach z Gazpromem ponieśliśmy przynajmniej dwie porażki – pierwsza to zgoda na zmianę wzoru cenowego w wieloletnim kontrakcie, druga to fakt, że rosyjski koncern płaci za tranzyt tyle, ile sam uznaje za stosowne. W kwestiach kluczowych dla wspólnej spółki EuRoPol Gaz praktycznie trwa pat – zarówno w sprawach kadrowych, jak choćby spłaty zadłużenia. Czy mamy szansę na szybką zmianę sytuacji?
Skoro obie firmy – Gazprom i PGNiG – przez ostatnie lata nie były w stanie dojść do porozumienia, to wydaje się, że w najbliższych miesiącach też to się nie uda. Sytuacja może zmienić się tylko w efekcie rozmów na szczeblu międzyrządowym. Takim forum mogłaby być komisja wspólna ds. handlu i współpracy gospodarczej. To powinny być poważne merytoryczne rozmowy w zaciszu gabinetów, bez otoczki propagandowej
Ale trudno wyobrazić sobie, że nagle Rosjanie zmienią zdanie i zrezygnują ze swoich oczekiwań wobec EuRoPol Gazu. A jeśli nawet nieco ustąpią, to znów będą oczekiwali czegoś w zamian.
List Miedwiediewa dowodzi, że faktycznie Rosjanie podtrzymują swoje stanowisko, ale są skłonni do rozmów bezpośrednich i to stwarza nadzieję na wolę kompromisu. Dla nas ich dotychczasowa postawa – zwłaszcza wobec EuRoPol Gazu – jest nie do przyjęcia. Nasze stanowisko w tym względzie jest po prostu racjonalne i zgodne z ogólnie przyjętymi w tej materii standardami.
Ale racjonalizm w tym przypadku nie ma wielkiego znaczenia. Gdyby chodziło tylko o to, to Gazprom nie kwestionowałby wyższych opłat za tranzyt gazu rurociągiem jamalskim przez Polskę. Jakie więc możemy mieć argumenty?
Przesłanki merytoryczne są po naszej stronie. Polska deklarowała otwartość i zainteresowanie projektami transportu energii z wykorzystaniem tranzytowego położenia naszego kraju. Bezpieczeństwo tranzytu powinno opierać się na regułach obowiązujących w UE. Dotyczy to z jednej strony kwestii związanych z materią regulacyjną, a z drugiej kwestii własnościowej infrastruktury przesyłowej i ewentualnego oddzielenia jej od dostawcy ropy czy gazu. Kierownictwo Gazpromu, firmy kontrolowanej przez rząd Federacji Rosyjskiej, powinno mieć świadomość, iż determinacja i tempo wprowadzenia regulacji podnoszących bezpieczeństwo dostaw w UE w znacznym stopniu wynika z praktyk stosowanych aktualnie przez rosyjskiego dostawcę. Mamy w tym przypadku do czynienia z eskalacją działań, przykładem niech będą próby przejęcia gazociągów ukraińskich czy białoruskich. Na uwagę zasługuje fakt, iż w planowanym gazociągu Nord Stream pomimo często deklarowanego międzynarodowego charakteru tego projektu Gazprom zapewnił sobie pakiet kontrolny, czyli pozycję, jakiej nie posiada w polskim odcinku gazociągu jamalskiego. Można przypuszczać, iż właśnie ten argument przesądził o realizacji tego z ekonomicznego punktu widzenia całkowicie nieracjonalnego projektu.

DRUKUJ z Kyocerą
Dostęp SMS
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook