Historia

Spojrzenie filozofa z blizną

Rzeczpospolita
Zajęcia z filozofii kończyliśmy 8 marca w samo południe. Doktor Tadeusz Płużański doprowadził je do końca, choć przez okno na paterze Instytutu Historii widzieliśmy już wcześniej dziesiątki kolegów zbierających się przed biblioteką na wiec. Potem widziałem filozofa za szybą, kiedy patrzył z kamienną, przeciętą blizną twarzą na bieg wydarzeń.
Obrazy następowały dość szybko po sobie: manifest, hymn, wjazd autokarów z napisem „Wycieczka” od Krakowskiego Przedmieścia. A była to – trawestując Słonimskiego – jakaś dziwna wycieczka: nagle widzę dwóch facetów, którzy stoją przede mną i leją mnie w mordę... Ale najpierw dyskusje i piguły śnieżne, potem przepychanki, kopniaki, pałki wyciągnięte z rękawów, targanie dziewcząt za włosy... Zanim ZOMO od Oboźnej, już na serio, poparło robotnicze ORMO, wszystko to wyglądało i dramatycznie, i komicznie. A więc tak rodzi się historia? – dziwili się studenci historii, którzy po raz pierwszy w życiu przyglądali się dziejowym wypadkom. O Płużańskim wtedy nie myślałem. Mało kto wiedział o jego przeszłości. O ranach młodego ochotnika we Wrześniu, kilku latach cierpień w Stutthofie, kurierskich misjach żołnierza AK i „NIE” od rotmistrza Pileckiego do generała Andersa, makabrze śledztwa w UB, karze śmierci, na szczęście niewykonanej, wieloletnim więzieniu. Czy mógł go poruszyć okres gomułkowski, nawet z szykanami wobec Kościoła i inteligencji? Dopiero dziś zastanawia mnie, co 8 marca 1968 roku myślał ów filozof, patrząc przez okno na dziedziniec uniwersytetu. I po tylu latach widzę coraz wyraźniej jego kamienną, przeciętą blizną twarz. Jak punkt odniesienia.
(Zdjęcie - IPN)
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL