Katastrofa smoleńska

Generała Błasika nie było w kokpicie tupolewa

Wrak prezydenckiego samolotu wciąż niedostępny dla Polaków
Fotorzepa, Kuba Kamiński kkam Kuba Kamiński Kuba Kamiński
Dowódca Sił Powietrznych nie naciskał na pilotów Tu-154
Słowa, które Komisja Jerzego Millera i rosyjski Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK) Tatiany Anodiny przypisywały generałowi Andrzejowi Błasikowi, w rzeczywistości wypowiadał drugi pilot mjr Robert Grzywna - ustalili biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. dr. Jana Sehna w Krakowie. "Rz" potwierdziła tę informację w dwóch niezależnych źródłach, które miały dostęp do ekspertyzy Instytutu Sehna. Ustalenia biegłych podważają jedną z najważniejszych tez raportów MAK i Komisji Millera - o tym, że obecność dowódcy Sił Powietrznych w kabinie pilotów pośrednio wywierała na nich presję. Oficjalnie wynik ekspertyzy ma być ogłoszony na konferencji prasowej prokuratury wojskowej w poniedziałek. - Eksperci z Instytutu Sehna to specjaliści światowej klasy. Jeśli ta informacja się potwierdzi, to oznacza zakwestionowanie jednej z najważniejszych tez o naciskach na pilotów - mówi "Rz" Wit Steidler, pełnomocnik Zuzanny Kurtyki.
Twierdzenia Komisji Millera oraz MAK były oparte na zeznaniach osób, które odsłuchiwały taśmy z rejestratorów lotu i przypisały głos majora Grzywny generałowi Błasikowi. Jednak wielomiesięczna analiza za pomocą specjalistycznego sprzętu, komputerowe porównywanie próbek głosów wykluczyły przypisanie jakichkolwiek słów wypowiadanych w kabinie podczas lądowania gen. Błasikowi. Biegłym nie udało się przypisać wszystkich słów padających w kabinie do konkretnych osób. Jednak z ich ustaleń wynika, że dowódca Sił Powietrznych nie uczestniczył w wydawaniu komend podczas lądowania. Dowodem na rzekomą obecność gen. Błasika w kokpicie miał być też fakt, że zwłoki generała odnaleziono obok zwłok nawigatora Artura Ziętka. Tezę tę od wielu miesięcy kwestionuje Bartosz Kownacki, pełnomocnik Ewy Błasik, wdowy po dowódcy Sił Powietrznych. Zwraca on uwagę, że w odróżnieniu od nawigatora gen. Błasik nie był przypięty pasami i jego szczątki mogły znaleźć się w tym miejscu na skutek sił działających podczas katastrofy. Ustalenia krakowskich biegłych podważają też tezę o słabym wyszkoleniu i zgraniu załogi. Już wcześniej zwracano uwagę, że słowa przypisywane poprzednio gen. Błasikowi to podawane prawidłowo odczyty wysokościomierza. Tezę o obecności gen. Bałasika w kokpicie tupolewa jako pierwszy sformułował polski akredytowany przy MAK płk Edmund Klich, który powiedział o tym w programie "Teraz my" w TVN w maju 2010 r. Z tego powodu wdowa po Andrzeju Błasiku oskarża Klicha o to, że to on zasugerował Rosjanom obciążenie polskiego generała. - Jakim prawem wypowiada się zaraz po katastrofie, że był w kokpicie, i wprowadza wszystkich w błąd, bo ma swoje wizje. Mam wrażenie, że on podyktował ten raport Rosjanom - mówiła Ewa Błasik po publikacji raportu MAK. Napisano w nim: . "Obecność dowódcy Sił Powietrznych Rzeczypospolitej Polskiej w kabinie załogi aż do momentu zderzenia statku powietrznego z ziemią miała wpływ na podejmowanie decyzji przez dowódcę statku powietrznego o kontynuowaniu podejścia i o zniżeniu poniżej ustalonej minimalnej wysokości zniżenia bez nawiązania wizualnego kontaktu z obiektami naziemnymi". Informacja o obecności gen. Błasika w kokpicie nie jest pierwszą dotyczącą dowódcy Sił Powietrznych, która nie znalazła potwierdzenia w ujawnionym materiale dowodowym. 26 lutego 2011 r. "Gazeta Wyborcza" opublikowała informację, że przed wylotem do Smoleńska miało dojść do kłótni gen. Błasika z dowódcą tupolewa kpt. Arkadiuszem Protasiukiem. ?ródłem informacji miał być oficer BOR, któremu kłótnię relacjonować miał chorąży tej formacji. "Słyszał, jak między Błasikiem a Protasiukiem wybuchła ogromna kłótnia - opisuje oficer BOR, który zna relację chorążego. - Chodziło o to, że Protasiuk nie chciał lecieć, bo nie miał informacji o sytuacji pogodowej nad lotniskiem w Smoleńsku, a wiedział o pogarszających się warunkach. Generał zwymyślał go w wulgarnych słowach. Kazał mu iść do kokpitu i sam meldował prezydentowi, że samolot gotowy do odlotu - relacjonowała "GW". Okazało się to nieprawdą. Kłótni nie potwierdził żaden świadek, nie nagrała jej też żadna kamera. Wątpliwości budzi także wynik rosyjskiej sekcji zwłok generała. Miała wykazać, że we krwi miał on 0,6 promila alkoholu. Jednak nie odkryto go w wątrobie. Od czasu ekshumacji Zbigniewa Wassermanna jest wiele wątpliwości co do rzetelności sekcji wykonanych w Moskwie.

Co napisała Komisja Millera w Raporcie

"Wypowiedzi dowódcy Sił Powietrznych ograniczyły się jedynie do podawania wysokości lotu" - s. 226 "Dodatkowym dystraktorem było nieprzestrzeganie niepisanej zasady "cichego kokpitu", która nakazuje całkowitą koncentrację załogi na wykonywanym podejściu do lądowania. Tymczasem w krytycznym momencie przebywał w kokpicie dowódca Sił Powietrznych" - s. 235 "Należy także przyznać, że elementem presji pośredniej była obecność dowódcy Sił Powietrznych w kabinie załogi, gdyż w świadomości dowódcy statku powietrznego mogła pojawić się obawa o ocenę jakości wykonania przez niego podejścia do lądowania" - s. 236. ceg
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL