Kulikowski pyta o korupcję w PZPN

aktualizacja: 27.11.2011, 16:49
Grzegorz Lato i Zdzisław Kręcina
Grzegorz Lato i Zdzisław Kręcina
Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek

Grzegorz Kulikowski doprowadził do prowokacji, by udowodnić, że za zło w polskiej piłce odpowiada sekretarz związku Zdzisław Kręcina. Po co? Bo nie lubi patologii

Kulikowski był biznesmenem. Podkreśla, że był, bo od 2007 roku, gdy wykryto u niego poważną chorobę nerek, zrezygnował z prowadzenia firmy budowlanej  i od tego czasu żyje z oszczędności i szkółki piłkarskiej, którą prowadzi razem z Władysławem Żmudą. Kulikowski lubi futbol, jego firma POL-WAZ zatrudniała kiedyś prezesa Michała Listkiewicza, a na wprowadzenie Grzegorza Laty na to stanowisko z jego prywatnej kieszeni poszło ponad 200 tysięcy złotych.
- Zaangażowałem się finansowo i organizacyjnie. Gdy Grzesiek zapytał mnie, jakie są moje oczekiwania, odpowiedziałem, że chciałbym dostawać bilety na loże na mecze reprezentacji. No i żeby wprowadził wszystkie reformy, które obiecywał - mówi „Rz" Kulikowski.
Mówiono o nim „szara eminencja". Jeździł na zgrupowania reprezentacji Polski z Jerzym Engelem i Pawłem Janasem, chociaż w PZPN odpowiadał za futbol kobiecy. Lubił to, bo wieczorami przychodzili byli piłkarze i można było z nim porozmawiać. Skończyło się za Leo Beenhakkera, który wprowadził zasadę, że działacze mieszkają w innym budynku niż drużyna, a dla Kulikowskiego działacze nie byli już żadną atrakcją, bo miał ich na co dzień w Warszawie. Jeszcze większym rozczarowaniem, niż rządy nowego selekcjonera, było zachowanie Laty, który po tym, jak został prezesem zaczął wycofywać się z obietnic.
- Wszystko storpedował Zdzisław Kręcina, który tak naprawdę rządzi PZPN. Przyjrzałem się wielu kontraktom, uznałem, że to patologia i postanowiłem nie stać z boku. Ekstranet, czyli system ewidencji zawodników, Karta Kibica, z której pieniądze nie wiadomo gdzie trafiają... wszędzie pojawia się nazwisko sekretarza i chciałbym, by jego działalności przyjrzały się CBA I CBŚ - tłumaczy Kulikowski.
Historia taśm prawdy ma kilka miesięcy. Nie wiadomo dokładnie, od jak dawna Kulikowski nagrywał rozmowy z Kręciną, nie chce tego zdradzać, by nie ułatwiać drugiej stronie linii obrony. Żeby pokazać problem doprowadził do prowokacji. PZPN ogłosił przetarg na budowę nowej siedziby, zgłosiło się kilka firm, niektóre oferowały gotowe biurowce. Jednym z oferentów był ojciec młodego piłkarza ze szkółki Kulikowskiego i Żmudy. Kulikowski poszedł do Kręciny i udając pośrednika zaproponował, że załatwi milion złotych łapówki. Kręcina poszedł ze sprawą do Laty. Wszystko zostało nagrane, w piątek ujrzało światło dzienne. - Sekretarz tłumaczy się, że prowadzi ze mną grę i że wiedział, że jest podsłuchiwany. Pytam więc czy w takim przypadku poszedłby do prezesa? - mówi Kulikowski.
Nie przesądza o winie, nie twierdzi, że przy przetargu na budowę nowej siedziby doszło do korupcji. Pokazuje tylko, że mogło dojść, że była chęć do przyjmowania łapówek. Przekazując nagrania Kazimierzowi Greniowi dzień przed piątkowym zjazdem razem z materiałem o tym, w jaki sposób PZPN działa na swoją niekorzyść, liczył że sprawa przedstawiona zostanie delegatom. Delegat Bogdan Duraj, który wszedł do pokoju podczas przekazywania materiałów Grenowi, następnego dnia zrobił jednak swój prywatny show. Mówił o „swoim informatorze", do którego ma zaufanie, kopiował płyty i rozpętał aferę. - Dałem im zapałkę, podpalili las.
Duraj poleciał do gazet, bo sam ma portal i chciał szumu. A jak się zaczyna od awantury w mediach najczęściej nie dochodzi do merytorycznej dyskusji. Tego żałuję naprawdę, chociaż liczę na CBŚ, z którego agentami już się spotkałem. Czy mam więcej nagrań? Nie możemy mówić o moich materiałach, skoro prowadzone jest śledztwo. Latę obwiniam tylko o zaniechanie, mówiłem mu o wszystkim dwa miesiące temu, ale prosił, żeby czekać - mówi Kulikowski.
Wywołany do tablicy Kręcina zapowiada poinformowanie prokuratury o tym, że od dwóch lat jest szantażowany przez Kulikowskiego w sprawie prywatnej. Kulikowski nie wie o co chodzi. Kręcina początek potężnego konfliktu datuje na mecz z Kanadą w Bydgoszczy przed dwoma laty. Kulikowski mówi, że rzeczywiście powiedział wtedy co myśli o sekretarzu, gdy na mecz dostał bilety drugiej kategorii, chociaż umowa z Latą mówiła o lożach. Postanowił wtedy, że ujawni całą prawdę. - Pamięta pan aferę biletową na mundial w 2006 roku? Zamieszana była rodzina Kręciny. Przetarg na budowę nowej siedziby? Kręcina był w obu komisjach, które odrzucały niektóre propozycje. Ostatecznie przetarg zerwano i wybrano wykonawcę z wolnej ręki. Czterech członków zarządu, którzy we wszystkim się zorientowało w piątek nie dostało absolutorium. Na każdym meczu jest Kręcina, przy każdej umowie też on. A to przecież pracownik biurowy. Nie mówię, że złapałem kogoś za rękę, chcę tylko, żeby sprawą zajęli się specjaliści - mówi.
Na korytarzach podczas piątkowego zjazdu mówiło się, że Kulikowski jest sfrustrowany, bo sam chciał zbudować nową siedzibę PZPN. W 2001 roku, gdy jeszcze zatrudniał Listkiewicza, który jednocześnie był prezesem federacji, jego firma kupiła tereny w Ryni nad Zalewem Zegrzyńskim. Trzy domki z tego terenu wywieziono na działkę Listkiewicza do Teodorówki. Kulikowski chciał podobno zbudować siedzibę związku, w której jedno piętro zajmowałby POL-WAZ.
- Nie było takich rozmów. To tylko chwyt medialny. Widzi pan, że PZPN przenosi się się nad Zegrze? - mówi Kulikowski.

POLECAMY

KOMENTARZE