Zakaz dla agencji ratingowych w UE? Kwaśnicki

aktualizacja: 16.11.2011, 19:13
Witold Kwaśnicki
Witold Kwaśnicki
Foto: Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski

Tak jak wprowadzenie prohibicji nie spowodowało, że ludzie przestali pić, tak zakaz publikacji ratingów nie spowoduje, że nikt nie będzie ich sprawdzał – twierdzi ekonomista w rozmowie z Michałem Płocińskim

Według Komisji Europejskiej agencje ratingowe, czyli firmy oceniające wiarygodność kredytową firm i państw, działają mało rzetelnie. Dlatego Komisja zastanawia się nawet nad zawieszeniem publikowania ocen wiarygodności kredytowej pogrążonych w kryzysie krajów UE. Słusznie?
Oczywiście, że takie ratingi tworzą pewien klimat na rynku. Wzrasta oprocentowanie obligacji i państwa mają potem problem, by je sprzedać. To jest zrozumiałe, że KE zajmuje się tą sprawą. Raczej dziwi mnie, dlaczego Komisja obudziła się dopiero teraz. Dlaczego kilka czy kilkanaście lat temu nie otworzyła rynku agencji ratingowych dla większej konkurencji, bo tak prawdę powiedziawszy, to wszyscy mają pretensje do tych trzech czy pięciu najważniejszych agencji ratingowych...
Ale Komisja nie chce przecież otwierać rynku dla większej konkurencji, tylko ograniczyć pole działania już działających agencji.
To typowe działanie biurokratyczne. W innej sferze byliśmy świadkami czegoś bardzo podobnego, kiedy parę lat temu Ukraina miała poważne problemy finansowe. Zakazano wtedy publikowania danych o PKB. To ten sam styl myślenia. Tak jakby można było zaczarować rzeczywistość, bo jak nie będziemy publikować, to nie będzie problemu. A ważniejsze jest to, że nie ma na rynku alternatywy, nie ma możliwości zapytania innych agencji, czy one też się z takimi ocenami zgadzają, czy też inaczej widzą sytuację danej firmy lub państwa. Problemem jest pewien oligopol agencji. Konkurencja zawsze i w każdej sytuacji jest potrzebna. Ten oligopol powinien więc zostać przełamany. Nie powinno istnieć tylko pięć agencji, tak jak na przykład w USA. Tyle że to rynek, a nie administracja, powinien oceniać referencje poszczególnych agencji ratingowych i korzystać z opracowań tych, które wystawiają lepsze oceny ryzyka i których przewidywania się sprawdzają.
Czyli brak publikacji ratingów nie uspokoiłoby rynków?
Oczywiście, że nie. Przeciwnie. Tak jak wprowadzenie prohibicji nie spowodowało, że ludzie przestali pić, tak zakaz publikacji ratingów nie spowoduje, że nikt nie będzie ich sprawdzał. Niepublikowane ratingi staną się tajemnicą poliszynela, a to może spowodować wielkie perturbacje na rynku. Sytuacja jeszcze się pogorszy. Ograniczenie dostępu do informacji z reguły powoduje pogorszenie, bo ludzie zaczynają kierować się emocjami. I dopiero wtedy zaczną się prawdziwe kłopoty.
Ale agencjom zarzuca się nierzetelność... Jak można się bronić przed pochopnym obniżeniem ratingu?
Wyjaśnię to na przykładzie. Agencja Moody's groziła obniżką ratingów polskich banków. Co powinien zrobić polski rząd? Zwrócić się do innych agencji i udowodnić, że Moody's nie ma racji. Musi zadbać o szersze pole oceny, oczywiście jeśli nie zgadza się z takim ratingiem. Ciekawe jest jednak to, że Unia odzywa się dopiero teraz, gdy dotyczy to państw europejskich, a siedziała cicho, gdy agencje źle oceniały Enron czy inne firmy prywatne. A to wtedy był czas na zastanowienie się, jak ustalić równe reguły gry. Dziś nie byłoby już z tym problemu. Stany Zjednoczone nie obrażały się na agencje, gdy te obniżyły ich rating, bo taka jest rola agencji ratingowych. Agencje dają informacje, gdzie warto inwestować, a gdzie jest duże ryzyko, ale informacje te powinny być bodźcami dla państwa czy firmy, że należy coś z tym zrobić. Agencje ratingowe wykonują dobrą robotę, bo pokazują problemy. Szkoda tylko, że w Europie zrobiły to tak późno. Czemu parę lat temu siedziały cicho?!
I decyzje agencji nie wpędzają państw w błędne koło recesji?
Rzeczywiście, kiedy sto lat temu powstawały te agencje, sugerowano, że obniżanie ratingu będzie samospełniającą się prognozą, bo ocena złego stanu przedsiębiorstwa będzie wpędzała firmę w coraz gorszą sytuację, a dalej to już błędne koło, z którego ciężko się wydostać. Dziś Unia sugeruje, by stworzyć mechanizmy, które umożliwiałyby zaskarżanie ratingów i domaganie się od agencji odszkodowań. To jest krok w dobrą stronę, ale nie trzeba do tego nowych przepisów. To naturalne, że gdy jakaś szkoda została wyrządzona przez nieprawdziwą opinię, to można zwrócić się w tej sprawie do sądu. Fakt, trwa to długo. Dlatego przede wszystkim należy otworzyć rynek. To dałoby niemal natychmiastowy efekt. Ale nie może być jakiegoś ręcznego sterowania rynkiem i zamykania ust agencjom ratingowym.
To dlaczego prawie nigdzie nie słyszymy postulatów, by otworzyć rynek, za to co  chwilę padają głosy, by rynek biurokratycznie usztywnić?
To jest pewna zaszłość historyczna i można jedynie mieć nadzieję, że kryzys coś tu zmieni. Od wielu lat obserwowaliśmy cichą umowę pomiędzy firmami prywatnymi, bankami prywatnymi, także agencjami ratingowymi a sferą polityki. Póki jedni drugich jakoś popierali, to nikt do nikogo nie miał pretensji. Ale agencjom po kryzysie w 2007, 2008 r. zarzucono, że one nie ostrzegały dostatecznie wcześnie o nadchodzącej recesji, chociaż były jej świadome i są dowody na to, że doskonale wiedziały, czym ich oceny wiarygodności kryzysowej grożą. Teraz agencje pewnie przesadzają w drugą stronę. Są może nazbyt gorliwe. Ostrzegają w zbyt wielu sytuacjach, a że dotyczy to państw, więc polityków widocznie mocno to uraziło.
Pomysł KE jest jednak spóźniony i nieadekwatny do sytuacji. Weźmy taki przykład: agencje pomyliły się odnośnie wyceny Francji. Jeśli agencja się myli, państwo powinno to wykazać, wręcz ją ośmieszyć. Dla agencji byłby to sygnał, że musi być ostrożniejsza w przyszłości. Dziś widać już zresztą, że wszechwładza agencji powoli słabnie. Ostatnio agencje obniżyły zdolności kredytowe niektórych banków, a rynek zupełnie inaczej to ocenił i nie zareagował spadkami. To obusieczny miecz – jeśli agencje dalej będą się tak zachowywały jak w ostatnich latach, to może oznaczać ich koniec, bo nikt nie będzie im wierzył. Ale powtarzam – to konkurencja najlepiej zdyscyplinuje takie przedsiębiorstwa. Trzeba otworzyć rynek, zwiększyć możliwość przepływu informacji. Ale to powinno się zrobić już parę lat temu. Komisja dziś może mieć pretensje tylko o to, że agencje tak późno zwracają uwagę na problem zagrożenia bankructwem państw.
Ale czy wina, że ostrzeżenie nastąpiło tak późno, nie leży też przypadkiem po stronie państw?
I tu wracamy do cichej umowy. Największym nieszczęściem ostatniego kryzysu i – w zasadzie ostatnich dziesięcioleci – jest właśnie fakt, że relacja między sferą biznesu a sferą polityki była tak ścisła. Do tego dochodzi karuzela stanowisk – skakanie między światem biznesu a polityką i uchwalanie takich przepisów, by dobrze zrobić swoim byłym kolegom. Goldman Sachs jest wybitnym przykładem takiego działania. Ostatnio taką drogę przeszedł Gerhard Schroeder, który jako kanclerz Niemiec podpisał z Rosjanami umowę na budowę gazociągu północnego, a kiedy przestał być kanclerzem, zaczął pracować w Nord Streamie. Takich przykładów jest wiele. Teraz, gdy wszyscy przestają milczeć, widzimy, jak zaczynają się nawzajem oskarżać.
Prof. Witold Kwaśnicki,  kierownik Zakładu Ogólnej Teorii Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego, szef zespołu ekspertów Instytutu Misesa, think tanku  wchodzącego w skład Stockholm Network, sieci skupiającej wolnorynkowe instytuty badawcze
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE