Kolekcje sztuki
Fałszywy obraz spłonął w kominku
Podrobione dzieła sztuki wracają na rynek i kupują je nieświadomi klienci, przez co tracą pieniądze
Rz: Jest pan miłośnikiem sztuki i wydawcą książek dla kolekcjonerów. Twierdzi pan, że klienci rynku na własne życzenie pozwalają oszukiwać się fałszerzom, ekspertom i nieuczciwym antykwariuszom, którzy oferują im zbyt drogie obrazy.
Ryszard Kluszczyński: Większość kolekcjonerów to majętni ludzie sukcesu. Często są to właściciele dużych firm, przyzwyczajeni do wydawania poleceń i przekonani o nieomylności swoich decyzji. Jako zbieracze sztuki popełniają grzech pychy, wydaje im się, że wystarczy, gdy podniosą rękę na aukcji. Nie dokształcają się, a prawdziwe kolekcjonerstwo to codzienna praca!
Samokształcenie chroni przed kupnem falsyfikatu?
Najważniejsze jest ćwiczenie oka. To długotrwały proces, który dopiero po latach pozwoli kolekcjonerowi bez trudu odróżnić obraz fałszywy od prawdziwego. Sprowadza się to przede wszystkim do oglądania obrazów interesujących nas malarzy w muzeach. Także na studiowaniu zarówno przedwojennych katalogów, jak i najnowszych publikacji. Przykładowo wystawę Leona Wyczółkowskiego odwiedziłem kilka razy, za każdym razem spędziłem tam kilka godzin. Porównywałem m.in. prace artysty z różnych okresów jego twórczości. Problem w tym, że kolekcjonerzy w Polsce zbyt często nie chcą włożyć wysiłku w samokształcenie, opierają się na ekspertyzach, najczęściej bezwartościowych.
Dlaczego bezwartościowych?
Obowiązujące prawo pozwala antykwariuszom bez żadnej odpowiedzialności sprzedawać towar z pseudoekspertyzami, gdzie często nawet nie pada stwierdzenie, że obraz jest autentyczny. Ekspertyzy tradycyjnie wystawiają historycy sztuki. Niestety, nie mają oni wiedzy praktyczno-technicznej. Nie znają się np. na gatunkach podłoża malarskiego, jak również na sposobach nakładania farb, ponieważ sami nie malowali obrazów. Oceniają autentyczność obrazu tylko na oko, czy jego stylistyka zgodna jest z oryginałami. Jest w tym oczywisty błąd metodologiczny. Przecież fałszerz robi wszystko, aby w badaniu na oko podróbka kompozycyjnie przypominała autentyk.
Podrobione dzieła sztuki wracają na rynek, kupują je nieświadomi klienci, przez co tracą
Sam kiedyś zaufałem radzie takiego eksperta i kupiłem fałszywy obraz Zygmunta Waliszewskiego. Przez myśl mi nie przeszło, że wybitny historyk sztuki może się tak katastrofalnie pomylić. Obraz ten sfotografowałem i opublikowałem w „Poradniku Polskiego Kolekcjonera" jako oczywisty falsyfikat, ku przestrodze innych. Natomiast podróbka spłonęła w kominku.
W 2003 r. w „Poradniku Kolekcjonera Polskiego" opublikował pan falsyfikat Malczewskiego. Niedawno w jednym z antykwariatów zobaczyłem ten obraz. Kiedy zwróciłem uwagę antykwariuszowi, machnął ręką i powiedział, że nikt już tego nie pamięta. Poza tym obraz ma teraz nową ekspertyzę... Falsyfikaty powinny być niszczone?
Tak! Od lat obracamy się w próżni prawnej, która powoduje, że fałszywe dzieła sztuki wracają na rynek i kupują je nieświadomi klienci, przez co tracą wielkie pieniądze. Nie wszyscy antykwariusze zainteresowani są eliminacją podróbek, ponieważ jest niska podaż. Fałszywy „Rybak" Leona Wyczółkowskiego, zakupiony ostatecznie przez Muzeum Narodowe w Gdańsku, wcześniej krążył na rynku i odrzucany był przez uczciwych antykwariuszy. Zaoferowano mi fałszywy „Portret dziewczynki" Wyspiańskiego, który oddałem właścicielowi. Ten oczywisty falsyfikat sprzedany został potem przez warszawski dom aukcyjny. Mogę mnożyć takie przykłady.
Jak kolekcjoner może się zabezpieczyć przed zakupem falsyfikatu?
Powinien mieć przede wszystkim zaufanego konserwatora o dużym doświadczeniu. Wiedza, którą konserwator może się podzielić z kolekcjonerem, często ma większą wagę niż ta przekazana przez historyka sztuki. Ale tak czy inaczej nic nie zastąpi osobistego doświadczenia przy zakupie obrazów.
Co oprócz tzw. ekspertyz może zmylić klienta?
Obecność obrazu na muzealnej wystawie nie zawsze jest gwarancją jego autentyczności. Przykładem może być wielka wystawa Ferdynanda Ruszczyca, gdzie kilka obrazów reprodukowanych w katalogu budziło uzasadnione wątpliwości fachowców.






