Mleczna wojna z Carrefourem

aktualizacja: 03.12.2007, 05:31
Foto: Fotorzepa, ms Michał Sadowski

Francuska sieć handlowa Carrefour żąda od firm jednorazowych opłat. Jeśli nie dostanie pieniędzy, to oferowane dotąd przez dostawców produkty zostaną wycofane z jej sklepów. Opłaty nie są niskie – wynoszą od 15 do 855 tysięcy złotych

Carrefour w związku z przejęciem sklepów Ahold żąda od zakładów mleczarskich jednorazowych opłat od 15 tys. do 855 tys. zł na tzw. okolicznościowy marketing. Chodzi o często stosowane w branży opłaty półkowe – za atrakcyjne i odpowiednio duże miejsce na swój produkt trzeba zapłacić. Dostawcy muszą też finansować często obowiązkowe umieszczenie swojego produktu w gazetce promocyjnej – oczywiście tańszego niż zwykle, przy czym sklep ze swojej marży nie rezygnuje.
– Zaproponowano nam, abyśmy zapłacili 250 tys. zł, tłumacząc, że w związku z przejęciem sieci Ahold potrzebne są pieniądze na działania marketingowe. Usłyszeliśmy, że jeżeli nie wpłacimy żądanej kwoty, Carrefour wycofa nasze produkty ze swoich sklepów – mówi „Rz” szef jednej z polskich firm mleczarskich, który chce zachować anonimowość. W trakcie rozmów sieć zaproponowała, że obniży opłatę do 100 tys. zł. – Nie mogłem się zgodzić nawet na taką kwotę, ponieważ jest ona wyższa od tej, którą uzyskuję ze sprzedaży moich produktów w tej sieci.
Carrefour jest jedną z największych w Polsce sieci handlowych – jego ubiegłoroczne przychody przekroczyły 5,2 mld zł. Tegoroczne będą znacznie większe, ponieważ od 1 lipca Francuzi przejęli niemal 200 sklepów sieci Albert i Hypernova od holenderskiego Aholda za ok 1,4 mld zł.
Zdaniem KZSM Carrefour domaga się opłat od dostawców po to, aby przenieść na nich koszty związane z przejęciem sklepów Ahold. Związek zwraca też uwagę, że żądania finansowe nie są kierowane na piśmie, lecz ustnie.Carrefour, zapytany o sposób negocjacji z mleczarniami, przesłał do redakcji oświadczenie. „Współpraca z dostawcami przebiega na podstawie pisemnych umów, których warunki są indywidualnie ustalane z każdym z dostawców w drodze negocjacji. Nie możemy jednak ujawniać szczegółów tych umów, ponieważ są one objęte tajemnicą handlową naszych kontrahentów” – napisała Maria Cieślikowska, rzeczniczka Carrefour Polska.
Wojna, którą KZSM chce wypowiedzieć sieci Carrefour, to nie pierwsza próba przeciwstawienia się jej. Prawie trzy lata temu zrobiła to Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska Piątnica, znany w Polsce producent serka wiejskiego. Firma wycofała wówczas swoje wyroby ze sklepów tej sieci. Zdecydowała się na ten krok, ponieważ Carrefour znacznie ograniczył liczbę odbieranych od niej produktów. Piątnica wygrała – po dwóch tygodniach przedstawiciele sieci zadzwonili z propozycją podjęcia rozmów. Podobno jednym z powodów były masowe skargi klientów żądających powrotu do sklepów ich ulubionych serków. Zbigniew Kalinowski, prezes OSM Piątnica, przyznaje, że negocjacje z sieciami handlowymi w dalszym ciągu są bardzo trudne. Nie jest jednak w stanie wyobrazić sobie, że mógłby zrezygnować z dostaw dla nich, ponieważ generują one 60 proc. przychodów spółdzielni. – Współpraca z sieciami gwarantuje duże obroty i stabilne płatności za dostarczony towar – mówi Kalinowski.
Rok temu pisaliśmy w „Rz” o kłopotach zgłaszanych przez dostawców przy okazji konsolidowania sieci Geant, która została przejęta przez Real. Przy okazji negocjacji umów z nowym właścicielem producentom narzucano znacznie gorsze warunki – jeśli próbowali negocjować, słyszeli, że na ich miejsce czekają kolejni. Podobnie wyglądała sytuacja w Tesco po przejęciu sieci Hit. Jeden z nich na pierwszej stronie „Rz” zamieścił ogłoszenie, że złożył wniosek o upadłość Tesco. Sąd wniosek odesłał – ostatecznie także na stronach „Rz” dostawca przeprosił sieć. W sądzie znalazły się też sprawy dostawców z dyskontową Biedronką. Jeden z nich Edward Golent założył Stowarzyszenie Poszkodowanych przez Sieci Handlowe – dzisiaj wspiera byłych pracowników tej sieci walczących w sądach o zapłatę np. za zaległe nadgodziny.
Fakt, że sieci mają wobec dostawców żądania finansowe i nie kierują ich na piśmie, jest co najmniej niepokojący. Najwidoczniej firmy mają coś do ukrycia, a przepływ pieniędzy w takiej formie może wręcz wskazywać na zjawiska korupcjogenne. Jeśli tego typu środki nie są rejestrowane, powinny się tym zjawiskiem zainteresować odpowiednie instytucje. Co do organizowania „obowiązkowych” akcji marketingowych – zjawisko ma dwie strony. Z jednej oczywiście naganne jest zmuszanie firm do udziału w nich, jednak z drugiej jest to też sposób na zwiększanie sprzedaży, na który sami dostawcy mogliby się nie zdecydować, a jest to przecież także w ich interesie.

POLECAMY

KOMENTARZE